Jakiś czas temu, jeszcze podczas mojej bytności na liście "Używki"
zacząłem eksperymentować ze środkiem wg. mnie bezpiecznym tj. z
Tussipectem w tabletkach.
W punktach sprzedających marihuanę wzrosły w niedzielę wieczorem obroty – po ogłoszeniu przez rząd, że one również zostaną zamknięte razem z restauracjami i barami w reakcji na rozprzestrzenianie się koronawirusa.
W sklepach kawowych [sic! - red. H]] sprzedających marihuanę w Holandii wzrosły obroty w niedzielę wieczorem – po ogłoszeniu przez rząd, że one również zostaną zamknięte razem z restauracjami i barami w reakcji na rozprzestrzenianie się koronawirusa.
W całym kraju pod sklepami szybko pojawiały się kolejki. Klienci, niektórzy stojący przed perspektywą trzech tygodni funkcjonowania bez szkoły i pracy, postanowili zakupić zapasy ziela, póki jeszcze mieli taką możliwość. Sklepy będą zamknięte co najmniej do 6 kwietnia.
Opisywana przez ABC News kobieta, pracownica służby zdrowia, pobiegła do sklepu natychmiast po obejrzeniu transmisji na żywo z rządowej konferencji prasowej na której minister zdrowia, Bruno Bruins, ogłosił wprowadzenie nowych restrykcji.
Nie palę dużo, ale pomyślałem, że jeśli będę musiała siedzieć zamknięta przez trzy tygodnie… powiedziała kobieta fotografowi Associated Press, czekając cierpliwie w kolejce przed kawiarnią Bullwackie w południowym Amsterdamie, gdzie menu zawiera gram holenderskiego Zioła „Amnesia” za 10 euro.
Jakiś czas temu, jeszcze podczas mojej bytności na liście "Używki"
zacząłem eksperymentować ze środkiem wg. mnie bezpiecznym tj. z
Tussipectem w tabletkach.
Dom, weekend. Dla mnie kolejny narkotykowy wieczór, dla niej ćpuńskie rozdziewiczenie.
Tripraport będzie w większości opisem jej przeżyć (pisanych moją ręką z powodu nieznajomości polisha) z moimi kilkoma groszami.
Arrrr!
W weekend miałam poraz pierwszy zażyć coś innego, silniejszego niż marihuana. Ketaminę. Mój chłopak, w miarę doświadczony w narkotykach, wyjaśnił mi jak to działa i czego mogę się spodziewać. No, ale tego to się nie spodziewałam.
Osaczony miejską dżunglą, siedząc na ławce z dziewczyną, synchronizuje się telefonicznie z Darkiem i zarzucam pierwszy dietyloamid kwasu d-lizergowego lub jak to mówią ćpuny „kwas”, tuż pod spragnione mistycyzmu dziąsło. Godzina później. Tym razem już w pierwszej fazie bani nazywanej przeze mnie „fazą pijaństwa”. Wkładam radośnie drugą część wyprawy na sąsiednią część jamy ustnej. Do autobusu dosiada się psychodeliczny kompan. Po jakimś czasie zaczynają mnie delikatnie smyrać po oczach fraktale. Nie długo później pojawia się efekt falujących geometrii.
Wlasnie sie zakonczyl pierwszy weekend tej wiosny, wg mnie
najlepszy czas na ladowanie haszu, gandzi, skuna ale
twierdze tak raczej z sentymentu niz z praktycznego
wykozystania warunkow zewnetrzych (no chyba ze w czasie
cieplego kwietnia/maja), czy cos. Jest po weekendzie i
siedze w robocie, nie chce mi sie pracowac i sciemniam jak
moge (znowu :) ale z checia opisze sobie te pare dni.