Cztery lata walki z dopalaczami. Wymierzono kary na 44 mln złotych

RMF FM i na RMF24.PL ujawniają statystyki podsumowujące kilkuletnią walkę z dopalaczami. Zaprawdę, niektóre liczby, a zwłaszcza ich zestawienia, są interesujące...

44 miliony złotych – to wysokość kar, które przez ostatnie 5 lat nałożył Główny Inspektorat Sanitarny za handel dopalaczami. Wysokimi grzywnami karani byli przede wszystkim właściciele sklepów, w których kupić można było niebezpieczne „artykuły kolekcjonerskie”. W RMF FM i na RMF24.PL ujawniamy statystyki podsumowujące kilkuletnią walkę z dopalaczami.

Pamiętna "wojna z dopalaczami" zaczęła się w 2010 roku - to właśnie wtedy polskie władze ogłosiły, że będą na wielką skalę walczyć z niebezpiecznymi syntetycznymi narkotykami, które wcześniej można było kupić praktycznie na każdym rogu. Tzw. dopalacze sprzedawane były - i nadal są - pod szyldem "artykułów kolekcjonerskich", opatrzone adnotacją "nie do spożycia przez ludzi". Według ekspertów to często środki bardziej niebezpieczne od "tradycyjnych" narkotyków, bo ich skład nieustannie się zmienia - więc nikt nie wie co tak naprawdę bierze, a w przypadku zatrucia - lekarze nie mają pewności, jak zajmować się pacjentem.

Z najmocniejszym uderzeniem w dopalaczowy biznes mieliśmy do czynienia właśnie w 2010 roku. Od października do końca roku Główny Inspektorat Sanitarny we współpracy z policją zamknął ok. 1300 punktów rozprowadzających te substancje. Na tym nie koniec, bo działania - choć już nie tak spektakularne - trwały przez kolejne lata.

Błędne koło

Od początku 2011 roku do października 2015 roku inspektorzy sanepidu zamykali sklepy z dopalaczami w sumie 1146 razy. Wbrew pozorom nie oznacza to jednak, że dokładnie tyle punktów zostało zamkniętych, bo ich właściciele często nie odpuszczają i niewiele robią sobie z kary i zakazu. Zaczynają zupełnie nową działalność gospodarczą i ponownie otwierają sklep pod innym szyldem w tym samym miejscu. W rezultacie dochodzi potem do absurdalnych sytuacji - np. jeden z takich sklepów był zamykany był aż 30 razy.

Co więcej sprzedawcy robią się coraz sprytniejsi - często w samym sklepie nie ma dopalaczy, ale znajdują się w stojącym obok samochodzie, którego inspektorzy sanepidu nie maja prawa sprawdzić. Trudno określić, ile faktycznie sklepów działało na przestrzeni tych 5 lat - z danych Sanepidu wynika jednak, że ich liczba nie przekroczyła setki. Mimo wszystko - po uderzeniu z 2010 roku wielu mniej zdeterminowanych sprzedawców zrezygnowało, uznając biznes za zbyt ryzykowny.

Kara przede wszystkim finansowa

W okresie, o którym mowa GIS przeprowadził 3556 kontroli punktów, co do których zachodziło podejrzenie, że mogą sprzedawać dopalacze. W tym czasie na sprzedawców nałożono też w sumie 44 mln. 104 tys. złotych kar - sanepid może to robić na podstawie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Daje ona możliwość ukarania osoby rozprowadzającej nowe substancje psychoaktywne bądź środki zastępcze (jak w języku prawa określa się dopalacze) grzywną od 20 tys. zł do nawet miliona zł.

Kwota nałożonych kar robi spore ważenie - niestety, w praktyce jest jednak spory problem z ich ściągalnością. Z 13 milionów złotych kar nałożonych w pierwszym półroczu 2015 r. udało się ściągnąć zaledwie 360 tysięcy.

Diler dopalaczowy za kraty?

Sprawy dotyczące handlu dopalaczami trafiają coraz częściej do prokuratury. W latach 2011-2014 GIS zawiadamiał w tej sprawie organy ścigania 256 razy. Zaangażowanie prokuratury w walkę z dopalaczami szybko rośnie i wygląda na to, że niezbyt efektywne kary finansowe nie są już jedynym batem na handlarzy. Przykładem może tu być precedensowy wyrok z września 2015 roku wydany przez sąd w Koszalinie, potwierdzający możliwość karania takich osób na podstawie kodeksu karnego, a nie tylko ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.

Chodzi konkretnie o art. 165. § 1 ust. 2 KK: "Kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób (...) wyrabiając lub wprowadzając do obrotu szkodliwe dla zdrowia substancje, środki spożywcze lub inne artykuły powszechnego użytku lub też środki farmaceutyczne nie odpowiadające obowiązującym warunkom jakości, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8"

Piec pełen dopalaczy

Podczas kontroli przeprowadzanych przez GIS zabezpieczano spore ilości zakazanych środków. Były one oczywiście konfiskowane, a potem utylizowane. Od 2011 do 2015 roku w ręce inspektorów wpadło dokładnie 164817 sztuk opakowań takich produktów.

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Muchomor czerwony
  • Tripraport

Nastawienie bojowe. Chęć przeżycia czegoś ekscytującego za wszelką cenę. Dom,sobotnie popołudnie,zero zmartwień i problemów.

 

Muszę przyznać że miałem wątpliwości co do tych muchomorków, czy dobrze je ususzyłem itp.. Ciekawość jednak zwyciężyła. Wysuszone kapelusze położyłem na chlebek i popite sokiem z cz. porzeczki wszamałem. Na efekty czekałem w parku, razem z moją przyjaciółką.

  • Powoje

Wiek: 18

Waga: 65kg

Doświadczenie: Alkohol, Marihuana, Haszysz, Mieszanki ziołowe(kilka razy i nigdy wiecej), Salvia Divinorum (1 raz)

Substancja: Ipomoea violacea "mexico", ok. 6-7g

Set & Settings: niedzielny wieczór, mój pokój, w nim na biurku komputer z dobrym nagłośnieniem :-D, stos książek, wygodny fotel i ja. Nastrój w porządku, od beztroski dzieliło mnie tylko przeczytanie streszczenia lektury, jednakże w głowie mojej zrodził się pomysł wypróbowania nasion wilca.

  • Dekstrometorfan

Data intoksykacji: 29.07.2003


Substancja: bromowodorek dekstrometorfanu (DXM Hbr w postaci kapsulek Tussidex)


Dawka: 480 mg (15 kapsulek Tussidexu + 2 tabsy Tussalu) - ok 7 mg/kg


Doswiadczenie: mj, #, alk, efedryna, DXM (male dawki)


Set & Settings: wieczor, a raczej noc, po milym spotkaniu z ukochana dziewczyna, bardzo pozytywne nastawienie do zapowiadajacej sie jazdy (ktora przeszla moje oczekiwania :>), dom, pokoj - wszystko pieknie.

  • Grzyby halucynogenne

Wczesniej nigdy nie mialem zamiaru jeść grzybków, choć doświadczenie z innymi Dragami mam spore bo na koncie oprócz MJ, amfetaminy, XTC, znalazły się także papierki (LSD), a przeciez to także mocne psychodeliki, a raczej najmocniejsze. Grzybków poprostu bałem się zjeść, że trafią mi sie jakieś trujące......ale do rzeczy jak już się trafiły to jeszcze w dodatku na uczelni załatwiła mi koleżanka od swojego kumpla bo akurat przywiózł świerze z południa Polski. Były świerze więc zakupiłem od niego dwie porcje (dla mnie i dla kolegi). Było ich po około 30 sztuk na głowę.

randomness