Chwalić się co tam kto kombinuje
niech Bóg będzie ze mną jak autodestrukcja
masz wyraźny kształt, a świat to iluzja
jakbym te twoje pieniądze miał to bym je puszczał
2 auto przesadzone kilka dni temu przez 2 doby zrobiły taki progres, że przecierałem oczy ze zdumienia. Chyba jeszcze nigdy tak mi ładnie nie startowały. No ale warunki były idealne.
Kiełek wsadzony bezpośrednio w niedzielę wyszedł, ale zastałem go jeszcze bez chlorofilu i na ziemi - albo dopiero wyszedł, albo się ugotował pod osłonką w pełnym słońcu (choć to wydaje się mniej prawdopodobne).
Niestety idzie chu*nia pogodowa i tempo spadnie. Mam jeszcze w kubeczku jedną sztukę, która idzie póki co bez zarzutu. Jako że budzę się po 5 (w sensie pierwszy raz), to wystawiam ją na parapet i idę spać dalej.
Łącznie ma ok 6.5 - 7h słońca co na pierwsze 5-6 dni wystarczy.
Po wczorajszych ulewach dziś na szczęście całkiem dobry dzień - 18C i słonecznie (podobno lepiej niż 25C i zachmurzone).
Niestety na weekend jak na złość mają przejść deszcze akurat wtedy, kiedy mogę podejść na spot i coś podziałać. Pewnie i tak pójdę z parasolem...
Siewka w kubeczku rozwija się normalnie i nie wyciąga. Mam nadzieję, że najpóźniej w niedzielę znajdzie przyszły DOM. Muszę też koniecznie zdjąć te plastikowe osłonki, bo bardzo szerokie już były przedwczoraj 2 starsze sztuki.
Ciekawostka - ktoś ze 3-4 miesiące temu wyjebał tzw. drzewko szczęścia do śmieci (crassula ovata). Ale nie że z doniczką, tylko w kawałkach. Wziąłem największy, zdrowy kawałek do domu, obciąłem skalpelem łodygę i tak trzymałem na półmisku w przewiewnym pokoju przez bodaj tydzień. Na balkonie była jakaś stara, w sam raz rozmiarowo doniczka więc kupiłem najtańszą ziemię i wsadziłem. Na początku bez podlewania, a potem bardzo ostrożnie.
Dziś zauważyłem, że poza tym, że wygląda bardzo dobrze, to zaczęła wypuszczać dużo tzw. korzeni powietrznych, co jest oznaką, że ma się znakomicie, bo tylko wtedy to robią.
Od czasu tego przesadzanie w zasadzie wszystko idzie po mojej myśli w sprawach zawodowych. Ktoś powie, że to jakieś zabobony, ale może faktycznie przyciąga szczęście? Bo to konkretne drzewko szczęścia jest wiązane właśnie ze sferą zawodowo finansową.
Przeczuwałem, że na spocie będzie OK i tak też było. 2 najstarsze ładnie idą, a kiełek, którego we środę widziałem ostatni raz jako leżącego świeżaka bez chlorofilu, zmienił się w zdrową siewkę - najmniejszą z gromady (co jest logiczne, bo najpóźniej wyszła).
Wszystkie 3 dostały mikoryzy w korzeń. Zrobiłem kilka dziur długą wykałaczką wokół nich i wlałem raczej skoncentrowany "roztwór". Bardzo niewiele, bo ziemia była mokra. Jutro to powtórzę dla lepszej skuteczności.
Przesadzanie poszło dobrze, choć podczas wkładania w odcisk ziemia z kubeczka nieco za szybko zjechała w dół (podlewałem skromnie), ale nie pierwszy raz więc jestem spokojny. Ona dostała już w korzeń wczoraj, a dziś jeszcze posypałem odcisk nawilżony wodą przed przesadzeniem.
2 najstarszym zdjąłem już osłonki, bo to kwestia jeszcze max 3-4 dni, zanim przestałyby się mieścić. Niech w końcu "odetchną" i wzmacniają łodygi. Oczywiście wokół wiader, na których stoją musiałem rozsypać 2kg soli tworząc ok 5cm "wał" antyślimaczany. Wprawdzie potem padało, ale krótko więc nie mogło stopić wszystkiego. Poza tym ziemia w tym miejscu będzie zasolona i wciąż niezbyt zachęcająca do przejścia.
Jutro dowalę kolejne 2kg.
Dostały też tabletki nawozowe. Purple Lemonade auto 3 BioTabs outdoor (powinienem dać 5), a Gorilla Zkittlez auto zdecydowanie większe 2 Breedbros BrosTabs (powinna 2.5).
W zanadrzu mam jeszcze Aptus all in one pellet 100g (dla 2 sztuk) i 2 BioTabsy. Jutro dołożę czwartą PL, bo przed wyjściem zapomniałem sprawdzić dawkowania więc dałem ostrożnie 3.
Pogoda całkiem dobra. Było trochę deszczu, ale przelotnie i dostały sporo słońca. Jeszcze jutro trochę słabszy dzień, a potem coraz lepiej. Chłodniejszy dzień z dużą ilością słońca jest lepszy, niż cieplejszy z lekkim zachmurzeniem
Spot zarósł już konkretnie i poletko jest zajebiście ukryte. Jedynie 2 osłonki mogą przykuć wzrok, gdyby ktoś znalazł się w odpowiednim miejscu i odpowiednio blisko, ale nie widzę powodu, po co ktoś miałby się pchać w takie trawy, chwasty i wiklinę. Pamiętam, jak to miejsce powstało (powódź zmieniła bieg rzeki), to było kamienistą pustynią, a teraz sawanna.
Wkrótce postaram się wrzucić jakieś fotki - niech jeszcze trochę podrosną.
Mianowicie wczoraj ładnie posypałem solą wokół wiader, na których stoją doniczki i tylko deszcz mnie martwił, że sól zmyje.
No i miałem przeczucie, że tym razem coś jest nie tak i domyślałem się, że chodzi o Gorilla Zkitlez auto od PP (nie wiem czemu). Nie sprawdziłem wczoraj przed wyjściem, czy się jakiś ślimak w wiadrze od wewnątrz nie ukrył więc okazało się, że oczywiście że tak - pod GZ. Została pozbawiona liścieni, ale na tym etapie są już prawie że nie potrzebne. Ubyło też ok 25% jednego liścia i odrobina nowego pędu. Ciężko przewidzieć, jak to się skończy. U sezona byłbym spokojny, bo on zawsze ma czas. Z drugiej strony jeszcze nie było sezonu na tym spocie, żeby coś mi czegoś nie zjadło... all in the game.
Wszystkie dostały dziś powtórkę z mikoryzą, trichodermą i bakteriami - tak samo jak wczoraj - konkretne stężenie w małej ilości wody, bo ziemia mokra od deszczy. Prosto w korzeń i dziurki zrobione długą wykałaczką. Purple Lemonade auto dostała czwartą tabletkę więc ma prawie pełną sugerowaną dawkę.
Jeszcze jutro pogoda słaba i ma być dużo lepiej. Dziś dowaliłem kolejne 3kg soli (ta z poprzedniego dnia nie stopiła się prawie w ogóle) więc z podlewaniem i ochroną mam spokój pewnie gdzieś do czwartku, kiedy wypadałoby podlać.
Póki co zatem 3 nietknięte sztuki i jedna nieco skubnięta i pod znakiem zapytania. Ciężko ocenić szanse tej skubniętej na normalny rozwój. Ślimak oczywiście został namierzony i wyeliminowany z gry, ale boję się zatrzymania w rozwoju i bicia się z myślami, czy ją wymieniać. Nie chciałbym tego robić z uwagi na tabletki będące już w ziemi. Choć robiłem tak już i nie było problemów, to jest to jednak wsadzanie małej roślinki do "ciepłej" już delikatnie ziemi.
Pogryziona sztuka zanotowała progres - w niedzielę na czubki był tylko mały zwitek, a dziś był już 1 palczasty liść i z drugiej, pogryzione strony też coś wychodzi. Ale w sobotę popełniłem jeszcze 1 błąd - mianowicie po umieszczeniu w ziemi 2 tabletek nawozowych, posypałem na wierzchu okruchy z nich - jakieś 0.6-0.8 g. No i dziś była wyraźnie zielona, ale nie było żadnych oznak popalenia, które powinny się raczej ujawnić, gdyby miały zajść. Wydaje mi się, że deszcz rozpuścił na tyle, że w strefie korzeniowej nie ma aż takiego stężenia.
Purple Lemonade auto wygląda wzorowo, jak na ostatni, słaby tydzień. Dziś nareszcie cieplej i słoneczniej - właściwie idealny dzień. Jutro trochę deszcze, a potem słonecznie i z każdym dniem cieplej.
2 młodsze idą zgodnie z rozkładem. Są pod osłonkami podziurawionymi jak sito, na pewno tam musi być wilgotno, ale przynajmniej bezpieczniej. Najgorszy jest tydzień, może 10 dni po zdjęciu osłonek - każda sztuka, która mi go przetrwała, doszła już do końca.
Niestety w tym roku jest jakaś plaga małych muszek i to nie tylko na poletku, ale generalnie w okolicy. Mega natrętne i latają ich całe roje. W ogóle nogi mam całe poparzone, pogryzione i podrapane - uwielbiam te wypady...
Wlałem im odrobinę, żeby było do soboty. Nic nie zostało dziubnięte, bo 2 sztuki są pod osłonkami, a 2 starsze otoczone solą, którą muszę nieco uzupełnić następnym razem.
Idą nadal zgodnie z rozkładem, choć dziś dzień był raczej średni. Niewiele słońca - przez większą część dnia taki mały filtr na niebie. Nareszcie jest też cieplej, a ma być upalnie w weekend.
Pogryziona sztuka ma się OK. Widać progres i że ma siłę się rozwijać. Ma już sporo nowej masy do fotosyntezy więc powinno być dobrze. Nie popaliłem jej też na pewno, bo byłoby już widać.
Niestety jak tylko wszedłem na poletko, to uciekła w chwasty mała żmija zygzakowata, a z jednej doniczki (z osłonką) spier**liła jaszczurka zwinka. Teraz sprawdziłem, że to był samiec z zielonym spodem więc nie będzie jaj tam składać. Niestety przez żmiję znów będę miał małą paranoję przy wchodzeniu, bo nogi mam właściwie zawsze gołe.
Wystartowałem dziś drugą Gorilla Zkittlez auto - 5h moczenia w wodzie i do wilgotnej ziemi w doniczce torfowej (cienka więc nie powinno być żadnych problemów z rozkładem - dodatkowo zrobiłem kilka dziurek w dnie). Do dziurki wsypałem szczyptę mikoryzy - trochę zjebałem, bo mogłem ją kiełkować na ręczniku papierowym i zaaplikować bezpośrednio w korzonek, ale nie pomyślałem. Nie chce mi się jej wygrzebywać - korzeń i tak na pewno będzie miał kontakt z zarodnikami jak tylko się pojawi, a dodatkowo będzie jeszcze posypane w odcisk przy wsadzaniu.
Posadzę ją w 30L doniczce z zeszłego sezonu - tylko dokupię 15 L ziemi i wymieszam ze starą. Wystartowałem awaryjnie, jakby którejś się coś stało.
Jest cały komplet i to było najważniejsze w sumie. Dowaliłem soli i zdjąłem osłonkę trzeciej najstarszej sztuce, która jako jedyna miała posypaną mikoryzę jak należy w odcisk. Rośnie zdecydowanie najbardziej dynamicznie, ale to może być też jakiś inny czynnik. Jako jedyna spędziła komfortowo na parapecie pierwszy tydzień. Nie marzła nocami itd.
Tym razem sprawdziłem, czy nie ma pod wiaderkiem ślimaka - nie było. Jest pełno takich, które zaschły tuż przy soli. Widocznie chyba nie czują wcześniej, że ziemia jest zasolona, albo coś innego pcha je prosto w sól... ważne, że dziś znalazłem więcej trucheł, niż żywych. Żywe oczywiście do znalezienia, bo każdy jest potencjalnym zjadającym.
Nie wiem konkretnie, co to jest za odmiana - albo GG auto, albo mazar auto. Posypałem jej dziś ok 50g (na oko połowa 100g woreczka) Aptus all in pellet i zakryłem cienką warstwą świeżej ziemi, którą przywlokłem kilka dni temu. Trochę się stresuję, bo jest bardzo aromatyczny (mączka rybna, kostna i z krwi) i może ściągać zwierzynę typu nornice albo ptaki. Mam nadzieje, że ziemia stłumi nieco zapach.
Ta najmłodsza jest najmniej rozwinięta, ale ona startowała od razu na spocie (wyszła z ziemi ze 2 dni po tej wspomnianej, choć kiełki były identyczne). Ma też chyba najgorsze stanowisko, choć wciąż bardzo dobre.
Muszę jej na dniach ściągnąć osłonkę, bo ma być bardzo ciepły tydzień. Nie miałem dla niej wystarczająco soli więc wybrałem osłonkę. Zrobiłem jeszcze więcej dziurek w ściankach i odsłoniłem nieco więcej na daszku, żeby choć trochę więcej parowało. O to, że się tam nie ugotuję jestem spokojny, bo to już chyba 4 rok z tymi osłonkami.
2 najstarsze idą dobrze. Ta pogryziona wylizała się wzorowo i prawie nadgoniła starszą o dzień, niepogryzioną siostrę.
Wszystkim posypałem po 2 szczypty mikoryzy tuż przy łodydze i wlałem tylko tyle, by się rozpuściła i weszła w ziemię. Przez te deszcze praktycznie w ogóle nie podlewam, lub symbolicznie. Myślę że to już czas, kiedy można robić im małe przesuszenie doniczek, bo system korzeniowy powinien być już w miarę dobrze rozwinięty, bo na początku skupiają się głównie na korzeniach.
Te tabletki nawozowe i pellet to jednak spore udogodnienie przy takich warunkach. Aplikuje się raz i temat nawożenia jest z głowy. Z BioTabs'ami rezultaty bardzo dobre - obstawiam, że te drugie i pellet nie będą gorsze.
A pestka GZ auto wsadzona kilka dni temu w ziemię przeszła małe perypetię. Mianowicie wczoraj rano delikatnie ją wygrzebałem, bo stwierdziłem, że może być za głęboko i przeniosłem na wilgotny ręcznik i do pudełka. Właśnie sprawdzałem i jest widać już białe, choć wyszło jeszcze bardzo niewiele. Dostanie mikoryzę prosto na korzonek i wtedy do ziemi. W zasadzie największa skuteczność jest podobno wtedy, kiedy mikoryzę zaszczepi się od razu na korzonek przy kiełkowaniu.
Miałem rację, bo jutro byłyby już suche jak wiór.
Wszystkie weszły już w dynamiczny weg. i przyrost był bardzo wyraźny od niedzieli. Szczególnie u 2 starszych.
Najmłodsza dostała dziś ok 50g Aptus all in one pellet i ziemię na to. Wszystkie 4 dostały łącznie 3L wody z mikoryzą, żeby zwiększyć populację. Poza tym mam tego jeszcze pełno...
Zdjąłem też osłonkę najmłodszej. Musiałem rozebrać kopiec z kamieni, bo mógł się tam ukrywać ślimak i znalazłem jednego. Posypałem wokół i po kamieniach (ale tak żeby się do ziemi nie dostało), ale już wracając wpadło mi do głowy, że chyba nie sprawdziłem dna doniczki... Drugi raz ten sam błąd popełnić... Ale może się schizuję i sprawdziłem... trudno powiedzieć. W każdym razie szanse na to oceniam raczej nisko. Raz że musiałby przetrwać 2 krotne przyciśnięcie doniczką, a dwa to raczej siedziałby w kamieniach na ziemi, a nie przyklejony do dna doniczki (to się zdarza, ale nie tak często). Może też po takim upale w suchą noc nie będą aktywne. Strzela mnie wiadomo co, jak sobie pomyślę, że mogłem znowu tak zje**ć tak prostą sprawę.
Jutro będę musiał tam podskoczyć przy okazji biegania, bo inaczej mi to nie da spokoju... Sadzonka niestety jeszcze nie tak dynamiczna, jak nieco starsza siostra i wciąż w dość newralgicznym momencie.
Wszystkie wyglądały dziś kozacko - słońce to jednak podstawa. Nawet fotki pstryknąłem, ale z wrzuceniem są komplikacje. Może w weekend znowu pstryknę i ogarnę pobieranie.
Polska 2026 wygląda jak Stany Zjednoczone w 1996
O polskim systemie leczenia uzależnień opioidowych - z perspektywy pacjenta po dziewięciu ośrodkach.
Jedna dawka "molekuły duszy" może pokonać depresję na pół roku
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
Jedna dawka i tygodnie ulgi. "Magiczne grzybki" dają nadzieję na nowe leczenie bólu
Psylocybina
Powiedziała policji, że ktoś ją śledzi. Została zatrzymana za... posiadanie narkotyków
Zaalarmowała policję, że ktoś ją śledzi – usłyszała zarzuty za posiadanie narkotyków. 31-latka z Dobroszyc poprosiła funkcjonariuszy o pilną pomoc. Jak się okazało, jej zachowanie mogło mieć związek z działaniem substancji psychoaktywnych. Oleśniccy policjanci zostali postawieni na nogi przez 31-letnią kobietę z Dobroszyc. Spanikowana zgłaszająca poinformowała funkcjonariuszy, że śledzą ją podejrzani mężczyźni. Na dodatek grożą jej i wyzywają. Kobieta wyraźnie obawiała się o swoje bezpieczeństwo i prosiła o natychmiastową pomoc.
Wolne Konopie: Mamy dowód, że policyjna machina działa dla statystyk
WK: Pamiętacie nasz niedawny tekst o KPP w Głogowie, która wydała ponad 1000 zł publicznych pieniędzy i zmarnowała 13 godzin pracy systemu na ściganie 0,06 grama marihuany? Wtedy zastanawialiśmy się, czy te kosztowne, absurdalne procedury prowadzą do wykrywania jakichkolwiek poważnych przestępstw. Policja nie potrafiła nam odpowiedzieć. Wysłaliśmy więc kolejny wniosek UIP. I właśnie dostaliśmy odpowiedź, która potwierdza całkowity bezsens tej polityki. Komendant Powiatowy Policji w Głogowie oficjalnie przyznał, że ta cała „walka z dilerami” to fikcja, a system produkuje puste zatrzymania.
