W wieku kilkunastu lat zaczął od benzodiazepin, przepisanych przez lekarza i pod nadzorem lekarza. Było to związane z leczeniem nerwicy lękowej. Stan po zażyciu zaczął mu się na tyle podobać, że następnym krokiem było szybkie zwiększanie dawek, zdobywanie recept poza kontrolą lekarza prowadzącego, eksperymentowanie z mieszaninami leków i innych substancji. Potem herbatka z maku, pita na potęgę. Dopiero wtedy zaczęliśmy cokolwiek podejrzewać. Zaczęła mu się zmieniać psychika. Z osoby bardzo dbającej o swoje zdrowie stał się osobą eksperymentującą na swoim organizmie. Na zmianę był senny lub agresywny. Pojechał po raz pierwszy do ośrodka MONARu, uciekł z niego po 3 miesiącach. Druga próba, wypisał się po kilku tygodniach. Z domu musiał się wyprowadzić ze względu agresję. Zaczął eksperymentować na całego, doradzając na tym forum wielu z Was, jak łączyć środki by efekt był ciekawszy czy mocniejszy. Student biologii, więc miał wiedzę. Zetknął się heroiną, na szczęście incydentalnie. 3 lata temu zdecydował, że najlepsza na jego problemy będzie terapia metadonem. Od 3 lat zjeżdża coraz niżej, tracił pracę kilka razy, wynajęty pokój również. Regularnie w kryzysach pomagaliśmy mu finansowo. Gdzie jest teraz? Żebrze na stacji metra w Warszawie, przytłumiony po dużej codziennej dawce legalnego metadonu. Nikt go nie chce przyjąć do pracy. Jest totalnie uzależniony od tego substytutu i nie chce tego zmieniać. Spotkałem go dzisiaj i jako ojciec jestem zdruzgotany. Opiaty zabrały mi syna i zostawiły zombi. Od dawna mu proponuję możliwość leczenia w ośrodku z terapią metadonową, ale on nawet nie chce o tym słyszeć. Zmniejszenie dawki metadonu traktuje jak zamach na swoje życie.
Po co to piszę? Dla przestrogi. Tutaj jest mnóstwo takich, którzy święcie wierzą, że sobie dadzą radę, że trochę herbatki makowej, pregabaliny czy cokolwiek tam jest pod ręką, to nic niebezpiecznego. Dla jednych może tak, ale dla wielu niestety nie. Do tego wybieranie metadonu jako remedium na swoje problemy też niesie cholerne ryzyka, zastępujesz dżumę cholerą. Ja Was tylko ostrzegam, że są rzeczy silniejsze niż Wy. Bawiąc się ogniem, możesz się poparzyć. A wracając do mojego syna, za chwilę wyrzucą go z wynajmowanego pokoju. Do domu go nie mogę przyjąć, gdyż jest agresywny, a do tego mamy jeszcze dużo młodszego syna, któremu takie widoki powinny być oszczędzone. Bohater tego forum, Wasz kolega, wyląduje na ulicy. Może to go skłoni do leczenia. Jeżeli nie, to nie wiem co powiedzieć ani jaka będzie jego przyszłość. O ile w ogóle będzie...
Opioidy zabrałyby Ci syna, jakby umarł przedawkowując. W tym momencie żyje i możliwe, że to dzięki temu substytutowi. Potrzebuje pomocy, absolutnie powinien się podjąć terapii również czy trafić do ośrodka (lecz będąc wciąż na metadonie). metadon to zamiana dżumę na cholerę? Za nic się nie zgodzę z tym stwierdzeniem, mi uratował życie i nie dramatyzuje w ten sposób to formułując. I metadon nie wypiera mózgu, Panie tato. Do tego powinieneś sobie uświadomić, że osoby zdrowe, nie potrzebują brać benzodiazepin na lęki, czy szukać możliwości odurzenia. Uzależnienie jest wypadkową innej jednostki chorobowej, problemów z osobowością, możliwe, że również z błędami w wychowaniu i czynnikami behawioralnymi.
Za mało informacji podałeś, ale nie widzę jakiejś konkretnej przyczynowości by demonizować akurat metadon w tej sytuacji. Bawiąc się ogniem można się poparzyć piszesz. No to prawda, ale on się uzależnił... toteż jest poparzony, ma blizny ciągnąc te metaforę dalej i nic nie sprawi, że będzie 'odparzony', bo uzależnienie będzie mu towarzyszyć do końca życia. metadon w tym wszystkim być może wcale nie jest czynnikiem który powoduje, że on się jeszcze bardzie podpala, może wręcz 'gasić' głód, a dzięki silnemu powinowactwu do receptorów powoduje, że inne substancje (te które łatwiej przedawkować) po prostu nie zadziałają, bądź będzie trzeba ich wziąć wiele więcej, tym samym rzecz jasna ryzykując wyrzucenie z programu metadonowego.
Historia dramat, współczuję. Ostatnio sam zostałem ojcem i poza śmiercią potomka, to chyba najgorsze co się może przytrafić.
metadon z założenia jest redukcją szkód mającą zapobiec temu, by osoby uzależnione od opio się kłuły i zarażały HIV, łapały wirusa HCV czy chorowały na zakrzepicę. Wiele osób prawdopodobnie już by nie żyło, gdyby nie przeszło na program.
Co nie zmienia faktu, że aby normalnie funkcjonować, nie wystarczy przejść na substytucję.
Szkoda, że syn nie zdaje sobie sprawy z problemu i nie chce podjąć terapii ani zmienić nic w swoim życiu. Prawdopodobnie nie był on wcześniej aż tak zaawansowanym przykładem opiatowca, by przechodzić na metadon i nigdy nie dosięgnął swojego dna - i musi się to wydarzyć dopiero teraz, gdy dostaje legalny substytut (o co w tym wypadku jest mimo wszystko trudniej, bo bądź co bądź nie łamie on prawa, nie wydaje kasy na ćpanie itp.). Życzę mu szybkiego uświadomienia sobie jego sytuacji i skorzystania z pomocy, jaką na programie oferują mu terapeuci oraz psychiatra.
Sama jestem na metadonie i z jednej strony uratowało mi to życie, a z drugiej - uważam to za smycz (jak wiele osób) i w lecie chcę podjąć kolejną próbę detoksu. Kiedyś miałam tu konto i udzielałam się w wątkach dotyczących kodeiny i morfiny, ale postanowiłam założyć nowe, bo 1) do tamtego nie pamiętam hasła, 2) wstyd mi trochę, że byłam tak naiwna i liczyłam, że się nie uzależnię.
Pozdrawiam:)
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
Marihuana po reklasyfikacji: wciąż daleka droga do federalnej legalizacji w USA
Administracja Donald Trump ogłosiła wykreślenie marihuany z najbardziej restrykcyjnej kategorii federalnych substancji kontrolowanych. To ważna decyzja dla branży i inwestorów. Nie oznacza jednak, że Stany Zjednoczone zalegalizowały marihuanę rekreacyjną na poziomie federalnym. Do tego droga pozostaje długa i politycznie trudna. Po reklasyfikacji, zgodnie z zasadą „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”, akcje firm z branży najpierw silnie wzrosły, a potem mocno spadły.
Marihuana i tytoń zmniejszają objętość mózgu. Te konkretne obszary ulegają zmianom
Marihuana i tytoń wpływają niekorzystnie na mózg. Analiza ponad 103 badań z udziałem ponad 72 tys. osób pokazuje, że używanie marihuany i palenie tytoniu wiąże się ze zmniejszeniem objętości mózgu. Naukowcy wskazują konkretne obszary, takie jak ciało migdałowate, hipokamp i istota szara, które ulegają zmianom.
MZ: Nielegalna marihuana i legalny alkohol to balans pomiędzy zdrowiem publicznym, a innymi dziedzi
Do Ministerstwa Zdrowia trafiło zapytanie „Czy Ministerstwo uznaje, że alkohol jest substancją mniej szkodliwą niż marihuana? Czy też uznaje, że poziom szkodliwości nie jest jedynym kryterium regulacyjnym? A jeśli tak to jakie są te kryteria?”. Autor zapytania chciał się w ten sposób dowiedzieć, z czego faktycznie wynika status prawy marihuany w kontekście statusu alkoholu. W odpowiedzi resort zdrowia wyjaśnił w jaki sposób ocenia się szkodliwość danej substancji oraz przyznał, że szkodliwość używania konopi jest znacznie mniejsza od szkodliwości alkoholu i to na każdym polu – zarówno w przypadku wpływu bezpośrednio na użytkownika ale także na społeczeństwo. MZ w swoim piśmie przyznaje też, że nie o zdrowie publiczne tu chodzi. Oto więcej informacji.