Soplica mirabelkowa mniami, wlewam setkę na raz, ale to z rzadka.
O JAKIE TO JEST DOBRE. Tego nie trzeba popijać, to się pije z przyjemnością. A woltaż ma.
wierzyli do końca i poszli na dno
teraz jeszcze przechylają moją łódź niepewną
odtrącam te sztywne dłonie okrutnie żywa
odtrącam rok za rokiem.
19 kwietnia 2018Jamedris pisze: W moim sercu tylko white russian - pozdrawiam kojarzących. :-)
Zauważył ktoś poza mną prawidłowość że osoby pijące regularnie* częściej deprecjonują psychodeliki** niż osoby które piją rzadko lub wcale?
Zazdroszczą nam bezkacowej fazy ale sami nie spróbują bo januszowy lęk przed "ZŁYMI NARKOTYKAMI" jest zbyt silny?
* można to też podciągnąć pod niektóre osoby biorące benzo
** a także dysocjanty, empatogeny
ENTEOGENY PRAWEM, NIE TOWAREM!
Układ nagrody kurwą jest.
Ćpunów nienawidzących alkoholu spotkałem bardzo niewielu i jeśli to przez profil działania etanolu, która im się nie podoba. Zauważyłem niechęć nałogowych palaczy marihuany i ludzi na tripach do najebańców, ale wcale mnie to nie dziwi, bo gdy sam z tym przesadzałem z dymem unikałem ich towarzystwa (i speedziarzy) jak tylko mogłem. Nie wyobrażam sobie także iść na alkoholową imprezę na tripie. Upalenie nie idzie w parze z najebaną swołyczą, albo nieprzestającymi gadać, a w ekstremalnych sytuacjach psychotycznymi i agresywnymi nafukańcami.
Pewna osoba pijąca codziennie bardzo lubi psychodeliki, ale wiem, że jej tripy są mniej mistyczne niż innych niepijących, bądź pijących rzadziej, z którymi rozmawiałem. Równie dobrze może to być kwestia osobnicza, albo światopoglądowa (sceptyczne podejście do religii, systemu wierzeń, negacja możliwości doświadczeń mistycznych po psychodelikach), nie wiem. Generalnie wydaje mi się, że traktuje to jako zabawę i robiła tak od początku, gdy inni podchodzili do tego z innej strony.
?Are you dreaming?
I Never Asked For This
Wszystkie moje posty to fikcja literacka.
W toku dalszych moich "badań" innych stanów świadomości i zarazem kwestionowania zastanych w społeczeństwie wartości -niebezpieczne w cholerę połączenie- poznałem oblicza tych stanów na wszelkie sposoby, próbując jednocześnie czasami (ze śmieszną pogardą, połączoną z nieznośną ciekawością wariata badającego kijem pole minowe) ze stymulantami czy depresantami. Byłem ostrożny, robiłem dłuższe i krótsze przerwy pomiędzy kolejnymi "eksperymentami". W tle wciąż jednak tkwiła moja deprecha i labilność emocjonalna, raczej wrodzona, co miało wytyczyć dalszy kierunek wsiąkania w ten temat. Stale byłem już na jakichś antydepresantach. W końcu, po w sumie jakichś 7 latach rekreacyjnego pizgania różnych środków widziałem doskonale swoją raczkującą politoksykomanię, ale przestało mi zależeć na moim życiu, więc i przestała mnie ona kłopotać. Marzyłem, by w końcu coś w życiu móc na co dzień odczuwać i półświadomie (bo inaczej nie da się opisać decyzji podjętej z powodu niewątpliwie zaburzeń psychiki i odczuwania) podjąłem decyzję o rozpoczęciu "zabawy" na maksa, choćby miała zakończyć się moją w końcu śmiercią.
Od tego momentu, gdy nie czułem jeszcze żadnego pociągu do alkoholu, do pierwszego alkoholowego delirium tremens minęło zaledwie kilka miesięcy. Ciągi na GBL, GHB, baklo i benzo wpuściły mnie wprost w objęcia butelki. Pamiętam, gdy pierwszy raz zalałem objawy odstawienia giebla wódą, a nagle zalała mnie euforia i ulga. Można powiedzieć, że pomijając wtedy typową substytucję uzależnienia fizycznego od innych gabanergików, od tamtego momentu często chciałem wrócić do uczucia tego rushu, gdy wlewasz w siebie na raz 150ml wódki, która gasi w świadomości lęk, przygnębienie, dyskomfort. Dawała przy tym motywujący, pozytywny nastrój. Zatem profil działania alkoholu ewidentnie się zmienił, przez co kolejne dwa lata butelka przyrosła do dłoni i życia, dając mi przyspieszony kurs alkoholizmu, którego skutki wspominam koszmarnie. Ciężko było się opamiętać. Wtedy też na własnej skórze doznawałem społecznych schematów, które wrośnięte w kulturę tworzą klimat akceptacji, a nawet sympatii do używania tego środka, jako synonimu dobrej zabawy. Nie ciągnie mnie już do picia, do innych rzeczy niestety wciąż mocno.
W każdym razie, nigdy nie mów nigdy, czy nie tak powiadają? :-D
Powiadacie, że dobra sprawa uświęca nawet hejting?? A ja Wam mówię: dobry hejting uświęca każdą sprawę.
Ale alkoholu nie tykam. Mam obrzydzenie i sadzę ze to największy syf.
Spirytus tylko do ekstrakcji wykorzystuje. No i do opalania palnika.
Młodzież i marihuana w Polsce – jak realnie minimalizować ryzyko?
Historyczna zmiana w globalnej polityce narkotykowej
Logika Valium, a nie LSD: narkotyki, artyści, mieszczaństwo i codzienność do znieczulenia [WYWIAD]
Produkowali tyle amfetaminy, że narkotyki musieli wozić taczką
Ponad 64 kilogramy amfetaminy, nielegalna linia produkcyjna i dwie osoby zatrzymane – to efekt działań specjalnego wydziału antynarkotykowego łódzkiej policji. Ilości narkotyków były tak duże, że do ich transportu sprawcy wykorzystywali… taczkę.
Koniec hurraoptymizmu? Brakuje dowodów na skuteczność medycznej marihuany przy większości schorzeń
Złe wieści dla osób, które widzą w medycznej marihuanie remedium na całe zło świata – nawet na nowotwory. Analiza 2500 badań wykazała, że jej skuteczność można potwierdzić zaledwie w ułamku schorzeń, na które jest stosowana. Czy kannabinoidy czeka podobna przyszłość co opioidy?
Palenie z trzeciej ręki staje się z czasem coraz bardziej szkodliwe
Bierne palenie – narażanie osoby postronnej na oddziaływanie dymu tytoniowego – jest dobrze rozpoznanym zagrożeniem dla naszego zdrowia. Znacznie mniej wiadomo natomiast o „paleniu z trzeciej ręki”, czyli o sytuacji gdy dym z palonego papierosa już wywietrzał, a my wdychamy związki chemiczne, które po paleniu papierosów osiadły na ścianach, dywanach, meblach, firankach czy ubraniach.
