Więcej informacji: Dekstrometorfan w Narkopedii [H]yperreala
Wyspałem się porządnie i już generalnie wszystkie objawy przeszły. Pozostał tylko ten ucisk w klatce piersiowej i duszności. Jak do soboty nie przejdzie to idę do lekarza.
Problemy w toalecie to norma, zwłaszcza u facetów.
Doświadczenie: średnie
Substancja : DXM 900mg ( brany pierwszy raz po ponad rocznej przerwie) + metoksetamina w odstępach półtoragodzinnych (?) 50mg,50mg,50mg
O godzinie 22 zacząłem zarzucać tabletki zapijając je sokiem jabłkowym. W pół godziny poradziłem sobie z całą dawką. Około 23 poczułem silne nudnosci i jak zawsze na deksie poszedłem się wyrzygać. Wracając z kibla zauważyłem, że coś już się zaczyna dziać. Zawroty głowy, chód z minuty na minutę coraz bardziej mechaniczny i niemożność skupienia wzroku w jakimś konkretnym punkcie.Dalej były już tylko CEV'y, uczucie rozciąganie ciała i latanie po różnych światach i dorzucanie MXE gdy słabło. Trip nie byłby wyjątkowy gdyby nie jeden chory motyw.
Po trzeciej dawce MXE wkręciłem sobie, że siedzę w jakiejś wielkiej sali na obradach szlacheckich. Zewsząd otaczali mnie wąsaci szlachcice, co chwilę wznoszono toasty i intensywnie nad czymś dyskutowano - nie mogłem jednak nadążyć za tokiem rozmowy i nie wiedziałem o czym mówią. Po swojej prawej stronie zauważyłem człowieka wyglądającego niemal tak samo jak klucznik Gerwazy z filmu "pan Tadeusz"- zdawał się tylko nieco starszy i chudszy. Mimo intensywności wizji musiałem otworzyć oczy i udać się do łazienki. W korytarzu czułem, że Gerwazy idzie za mną. Nic nie mówił ale zdawał się być oburzony . Usiadłem na kiblu zamknąłem oczy i próbowałem się odlać. W tym samym momencie pod powiekami zobaczyłem klucznika Gerwazego przekręcającego złoty kurek i mówiącego " nie będziesz sikał".
Przez 15 minut czułem potężne parcie pęcherza, ale nie udało mi się uronić nawet kropli. Zmieniałem pozycję, siadałem, wstawałem, wyobrażałem sobie, że mi się udało błagałem, żeby moje udręki się skończyły a tu nic. Na każdą prośbę wypowiedzianą na głoś słyszałem tylko w głowie " nie będziesz sikał, nie będziesz sikał" i widziałem tego starego sku*wiela.
Teraz wydaje się to śmieszne, ale w nocy poważnie zastanawiałem się czy nie skończy się to wizytą w szpitalu i cewnikowaniem, a potem długotrwałą terapią z psychologiem który będzie mi mówił, że " ten pan naprawdę nie istnieje, możesz czuć się bezpieczny i możesz robić siusiu zawsze kiedy chcesz" :nuts:
Na szczęście historia miała Happy End i po wypiciu szklanki soku jabłkowego udało mi się zrobić to na co miałem ochotę - niemniej do końca tripu obawiałem się powtórki z rozrywki.
Sorry za ewentualne błędy i nieskładność tekstu ale jeszcze mnie trzyma
Waga : dawno się nie ważyłem ok. 78-80kg :)
Doświadczenie: z DX'emem żadne. Poza tym marihuana więcej niż często ( praktycznie codziennie, ostatnio rzadziej), kodeina (kilka razy, najwięcej 420mg), tytoń.
Substancja : 210 mg DXM - pierwszy raz.
Po pierwsze witam.
Wczoraj miałem swoją pierwszą styczność z DXM, ale po kolei.
Ostatnio intensywnie zastanawiałem się nad rozpoczęciem swojej przygody, lub chociaż nad spróbowaniem DXM. Tak już mam, że jak sobie coś upierdolę to generalnie prawie zawsze to robię, więc nie trzeba było długo czekać na mój pierwszy raz.
Mam dobrego kumpla, który bierze to namiętnie więc trochę go podpytałem i umówiliśmy się na konsumpcję na czwartek. Niestety, ów kumpel zaniemógł i musieliśmy to przełożyć. Ja jednak już się napaliłem, więc mimo to, że chodzę do pracy na 7 rano zadecydowałem, że spróbuje dziś (wczoraj :)
Po robocie niezwłocznie udałem się do apteki po wybrany lek - Tussidex. Zakupiłem bez problemu i wróciłem do domu. Plan miałem taki, że wezmę ok 21, bo z tego co tu wyczytałem i z relacji ziomka słyszałem, że wchodzi ok godzinki. Jako, że do września mieszkam z rodzicami chciałem poczekać, aż się położą.
20:30 - pierdolę, nie mogę wytrzymać. Biorę ten lek i aplikuje sobie 7 tabletek. Załączyłem lapka i odpaliłem Settlersów - zajebista gierka. Przez następne 40 minut ciupałem w tych settlersów na zmianę przeglądając neta.
21:20 - chuj, znudziło mi się granie, wyłączam kompa w sumie nie czując się inaczej niż zwykle. Wstaje z łóżka i idę się wylać. Zauważam, że chodzenie sprawia mi jakąś przyjemność - takie jkaby mrowienie trudno to wytłumaczyć. W każdym razie po powrocie do pokoju rozkminiłem, że chętnie bym sobie jeszcze pochodził. Toteż poszedłem do kuchni, znowu do kibla, w tę i spowrotem po schodach. W końcu stwierdziłem, że nie będe już dłużej chodził jak pojeb i idę się kłaść, bo trzeba rano wstać.
21:35 - Bezpośrednio przed położeniem się zaczyna mi się lekko kręcić w głowie, a pokój lekko wiruje. Stoję tak z pięć minut obserwując pierwsze efekty. Jednak prawdziwe wejście rozpoczeło się po tym jak się położyłem. Nagle BUM! pokój wiruje jak skurwysyn, mi w głowie helikopter i ogólnie się czuje jak bym był najebany jak szpak. Ledwo głowę podnoszę. Trochę się przestraszyłem, bo w brzuch robiło mi się na przemian zimno i gorąco, czulm że zbliża się bełt. Ale na szczęscie sobie poszedł :) i obyło się bez nieprzyjemności.
22:00 - Czuję się już przyjemniej, choć dalej bardziej czuje się pijany. W glowie się kręci i nie mogę za chuja zasnąć, sprawdzam godzinę 22 ileś tam i te '22' mi tak migoczą przed oczami w jaskrawych kolorach, że głowa boli. Po tym, zasnąłem.
23:36 - Czyli pobudka. Najpierw test - wstaje z łóżka sprawdzić, czy już przeszło to zakecenie. No ni chuja nawet kroka nie zrobie, więc wracam leżeć.
Wtedy było mi najprzyjemniej. Nudności przeszły niemal całkowicie, miałem jakieś tam wizje, które jednak odrzucałem, bo chciałem w końcu zasnąć.
Po chwili jednak fakt, że wstaje o 6 przestał mnie obchodzić i naszły mnie dziwne, ale ciekawe rozkminy. Najbardziej pamiętam tą, dlaczego kurwa ten aktor w 'Na dobre i na złe' miał na imię Bruno. WYobrażam go sobie z głową psa i sam się śmieje :nuts:
Po jakiejś godzince zasypiam again.
03:30 - Kolejna pobudka. Oczywiście także kolejny test. Tym razem 'zdany' pomyślnie. Mogę już normlanie chodzić mimo, że dalej dziwnie się czuje. Po powrocie do łóżka zasypiam odrazu i budzę się dopiero dzięki budzikowi.
Generalnie jestem zadowolony. Jak na pierwszy raz uważam, że dawka była OK, przekonałem się, że DXM jest potężny (210mg porobiło mnie duuuużo mocniej niż 420mg kodeiny)
Na pewno będą kolejne razy, ale to już raczej po tym jak się wyprowadzę - tj od września.
Powinienem starać się być tak spokojny jak teraz. Doświadczenie psychedeliczne jest przewodnikiem po emocjach.
Czas oczekiwania pomiędzy intoksykacją a pierwszymi efektami jest czasem na wyzbycie się wszystkich emocji które mogłyby przeszkodzić w podróży.
Jest to czas na przygotowanie się. Jest on inny u każdej osoby właśnie dlatego że każdego dnia każdy przeżywa co innego.
Podróż psychedeliczna oraz nerwy nie wchodzą w grę. Sam na początku niecierpliwiłem się i nie mogłem się doczekać wejścia. I przez to substancja nie chciała działać. Słuchanie Jimi'ego Hendrixa na słuchawkach mnie uspokoiło. Należy wyzbyć się podniecenia i potraktować to doświadczenie jako zaglądnięcie wgłąb siebie. Jako jedna z metod samopoznania. Dla mnie jest to metoda najtrafniejsza. Oczywiście, z niczym nie można przesadzać.
Popadanie ze skrajności w skrajność to jedna z rzeczy których należy się wystrzegać. Nagłe przejście od stanu anty-narkotyki do uzaleznionego może być wogóle niezauważalne. Mowa tutaj o narkotykach, czyli substancjach typu kokaina, heroina, morfina, alkohol czy nikotyna. "Alcohol, nicotine - good drugs! Other drugs, somehow also untaxed drugs, are bad!"
Staram się pisać ten tekst mieszając obiektywizm z subiektywizmem. Próboje połączyć moje odczucia i dopasować je do obiektywnych informacji.
W psychodelikach nie chodzi o halucynacje czy po prostu o to żeby się pośmiać. Psychodeliki otwierają umysł. Stawiają przede mną kolejne wymiary do zwiedzenia. Są zawsze czymś nowym, nic nigdy się nie powtarza. Oczywiście, z fizlojogicznego punktu widzenia to wszystko działa tak samo za każdym razem. Jednak jest inne. Jedna z wielu zagadek. Według mnie tego nie powinno się próbować zrozumieć - wtedy trip nie zachowa swojej otoczki którą jest tajemnica jaką on kryje. Gdy już wiemy czego się spodziewać, nie będzie to pełne doświadczenie. Musimy dać się zaskoczyć, ponieść nurtowi jaki narzuci nam podróż. Najlepiej zobrazowałbym to podróżą kajakiem lub łodzią bez wioseł na otwartej wodzie.
Gdy nie znamy terenu wokół, prąd wody poniesie nas w miejsca nam nieznane. Odkrywanie nowego terenu jest doświadczaniem czegoś nowego. Teren nigdy się nie powtarza, zawsze czymś się różni. Może to być nawet drobna różnica, zauważalna tylko przez podświadomość. Odkrywanie nowego terenu może być z jednej strony niebezpieczne (porównianie do złej podróży psychedelicznej) albo bardzo przyjemne. Przysłowie "no risk no fun" pasuje do każdej rzeczy w życiu. Każda rzecz ma swoje ryzyko. Jeśli bierzesz heroine, licz się z tym że po uczuciu nieba przyjdzie czas na bolesny zjazd wykręcający kiszki w każdą możliwą strone, a potem może przyjść nałóg. Jeśli wychodzisz na ulicę, licz się z tym że może potrącić cię samochód albo możesz zginąć zamordowany. Jeśli oddychasz, licz sie z tym że żyjesz.
Jeśli żyjesz, licz się z wszystkimi aspektami życia, niekoniecznie tylko tymi pozytywnymi. W życiu codziennym doświadczamy więcej negatywnych
aspektów. Po prostu nie zwracamy na nie uwagi. Podświadomośc je rejestruje, ale nie ma to wpływu na nasze zachowanie.
Ostatnio siedziałem z K. na kopalni piasku. Gaworzyliśmy, było przyjemnie. Wiatr rozwiewał mi włosy, siedzieliśmy w cieniu w upalny dzień, piliśmy jeszcze troche chłodne pepsi, było cicho jak makiem zasiał, spokój, relaks, maksymalna empatia. Jednak wokół były porozrzucane śmiecie, sam fakt zniszczenia kawałka lasu po to żeby wykopywać piasek, i wiele innych. Są to rzeczy o zabarwieniu negatywnym. Jednak nasze świadomości skupiły się na nas dwoje, na rozmowie i pozytywnych aspektach. Gdy jest się samotnym w życiu, gdy prawie cała rodzina jest daleko, mama pracuje całymi dniami, dziewczyna okazuje się nie być tą odpowiednią osobą, zaczyna się zmieniać i rządać coraz więcej, a jedyni ludzie którzy mi zostali, czyli koledzy, są zajęci wtedy podróż wgłąb siebie jest idealnym pomysłem.
Kocham muzykę. Jest najwazniejszą częścią mojego życia. Słucham mnóswto muzyki, idealnie oddaje moje emocje. Widze przyjaciela w muzyce. Jim Morisson także widział przyjaciela w swojej muzyce, o czym śpiewał "music is your only friend till the end". Psychodeliki intensyfikują doznania związane z muzyką. Jest to dla mnie idealne połączenie.
Słuchając Bring it on Home widziałem Zeppelinów w studiu, jak nagrywają tę piosenkę, ile emocji w nich przemawiało. Planet Caravan było dla mnie czymś niesamowitym. Something in the Way to utwór wprawiający mnie w ogromną zadumę, pisząc to wszystko praktycznie nie przerywałem.
Wylałem tylko część moich odczuć, emocji i przemyśleń po 170 miligramach dekstrometorfanu.
Boże chroń królową.
Puentą całego tego tekstu będą następujące słowa:
Ludziom miesza sie w głowach od niedoboru psychodelików...
Wyjątkowo sprawdzają się słowa Billa Hicks'a:
"Gdy jesteś na haju, robisz wszystko normalnie, po prostu zdajesz sobie sprawe że to jest nie warte wysiłku. "
Rozmowa ze znajomym na peaku:
Wiem to. Dużo ciepła na policzkach i skroniach. Klawisze są miękkie pod palcami, bardzo przyjemnie się pisze. Mam zrogowaciałą skóre od basówki, może to dlatego. Błędnik nie dostał tak bardzo po dupie, tylko troszkę się zataczam. Moja skóra jest jak z gumy. Bardzo przyjemne uczucie.
Odnośnie słuchu, siedze ze słuchawkami na głowie. Dźwięki fruwają wokół mojej głowy, z jednej słuchawki na drugą.
Ciągle powoli i delikatnie ruszam głową zataczając drobne koła.
Chemią wypłukałem całą nienawiść z mojego mózgu. Jestem nowym człowiekiem. Wolny.
’this could be heaven or this could be hell’
Then she lit up a candle and she showed me the way
There were voices down the corridor,
I thought I heard them say...
Welcome to the hotel california
Było to rok temu w nadmorskiej, turystycznej mieścinie. Ja i znajomy (nazwijmy go Adrianek - mimo zdrobniałego pseudonimu to dość rosły chłop) wynajęliśmy sobie domek razem z parką znajomych - facet ze swoją panną - oni, jako że niedawno poznani ze sobą, więc i sobą zauroczeni łazili ciągle sami gdzieś na plażę, więc z Adriankiem nie było zbytnio już co robić po tygodniu pobytu, bo to ani chlać się nie chce, a wszystkie atrakcje zaliczone. Adrianek nigdy niczego w swoim życiu nie ćpał z wyjątkiem kilku prób z marihuaną. No, wyjątkowy typ wśród takiego naszego grona znajomych, w którym każdy coś ciągle wali i fuka. Udało mi się namówić kumpla na wyjątkową wycieczkę z DXM w roli w głównej, chyba to te nudy tak zadziałały... no mniejsza: ja poszedłem do apteki po 'towar', on w tym czasie do marketu ogarnąć jakąś popitę, musieliśmy się rozdzielić bo od chuja wszędzie niemieckich turystów w kolejkach. Po zrobieniu próby uczuleniowej przez A. wszamaliśmy co kupiliśmy i właściwie teraz dopiero zacząłem objaśniać koledze "co z nim będzie
* * *
Kiedy spoglądam wstecz, widzę siebie pozostającego za mną daleko w tyle.
Dzisiaj kolejne wcielenia!
Zawsze brałem go pod postacią tabletek, dawki szamańskie. Dla mnie DXM jest narkotykiem wizjonerskiego snu, dlatego zawsze biorę go w nocy. Później muzyka (jest mi potrzebna jedynie na początku, później jej nie słyszę), wizualizacje i odlatuję. Zaczyna się typowo: lekkość kończyn, zamroczenie. Nigdy nie pamiętam momentu wejścia na trzecie plateau. Później zaczynają się wizje. Jak można je określić? Niesamowite.
Widziałem mnóstwo rzeczy, jednak parę wizji zapadło mi szczególnie w pamięć. Między innymi jest to siedzenie na krawędzi twarzy boga, albo zamiana w promień światła pędzący przez krainy. Ciekawą rzeczą jest pozostająca wizja mojego pokoju po zamknięciu oczu. Czasami sam się zastanawiam czy je właściwie zamknąłem i sprawdzam po kilka razy jak debil. Jednak najważniejszą rzeczą jaką dało mi DXM to całkowity rozpad ega, spojrzenie na świat z bezosobowej perspektywy. Dzięki temu zrozumiałem życie i wszechświat. Jako że zawsze się takimi tematami interesowałem, DXM pozwoliło mi osiągnąć to do czego zawsze dążyłem. Odnalezieniu sensu tego wszystkiego... Nie ma sensu się nim dzielić, bo kiedyś sami do tego dojdziecie w ten czy inny sposób :P.
Nadal eksperymentuję z DXM, choć chcę teraz przejść na klasyczne psychodeliki :). Czemu tylko tak ciężko w Polsce o dobrze jakościowego kwasa :P?
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
Marihuana a metabolizm. Naukowcy odkryli zaskakujący wpływ konopi na organizm
Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego odkryli, że związki zawarte w konopiach mogą wpływać na wagę i metabolizm w sposób bardziej złożony, niż dotąd przypuszczano. Eksperymenty na myszach sugerują, że za potencjalne korzyści metaboliczne mogą odpowiadać nie tylko THC, ale również inne substancje obecne w marihuanie.
Marihuana po reklasyfikacji: wciąż daleka droga do federalnej legalizacji w USA
Administracja Donald Trump ogłosiła wykreślenie marihuany z najbardziej restrykcyjnej kategorii federalnych substancji kontrolowanych. To ważna decyzja dla branży i inwestorów. Nie oznacza jednak, że Stany Zjednoczone zalegalizowały marihuanę rekreacyjną na poziomie federalnym. Do tego droga pozostaje długa i politycznie trudna. Po reklasyfikacji, zgodnie z zasadą „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”, akcje firm z branży najpierw silnie wzrosły, a potem mocno spadły.
Badanie: użytkownicy psychodelików mogą inaczej przetwarzać emocje
...czyli raz jeszcze na temat ostatnio omawiamy.
