Dekstrometorfan - nazwy generyczne: Acodin, Tussidex.
Więcej informacji: Dekstrometorfan w Narkopedii [H]yperreala
ODPOWIEDZ
Posty: 133 • Strona 7 z 14
  • 452 / 2 / 0
Z sikaniem to mi chodziło o to, że stoję nad kiblem 15 minut i ani kropelka nie wylatuje. Z tego co czytałem to wiele osób tak ma.

Wyspałem się porządnie i już generalnie wszystkie objawy przeszły. Pozostał tylko ten ucisk w klatce piersiowej i duszności. Jak do soboty nie przejdzie to idę do lekarza.
The Smiths - Pretty girls make graves

kontakt tylko i wyłącznie przez gg - 5306912
  • 577 / 8 / 0
Ucisk i duszności mogą wynikać z wady kręgosłupa, albo po prostu ciśnienia. Poćwicz trochę, niezbyt gwałtownie, ale dość intensywnie(nie siłowo - dużo powtórzeń ćwiczeń aerobicznych/"rozgrzewkowych") i zobacz, czy pomaga.

Problemy w toalecie to norma, zwłaszcza u facetów.
  • 5897 / 1219 / 43
Nie lepiej pisać to na "DXM skutki uboczne" ? Bo nie widać tu opisów tripów
>A komendant po tym gównie ląduje na Kolskiej.
  • 1 / / 0
Wczoraj wraz z ziomkiem zdecydowaliśmy się na małą kurację z DXM. Zakupiliśmy w aptece 2 pudełka Acodinu w tabletkach. Dla kolegi była to pierwsza przygoda z DXM, dla mnie czwarta, lecz ani razu nie czułem żadnych powalających efektów. O godzinie 23 zjedliśmy po 30 pastylek na głowę. Popełniliśmy przy tym duży błąd - połkneliśmy wszystkie naraz, bez żadnego odstępu czasowego. Po zażyciu poszliśmy zapalić papieroska, chwilę pogadaliśmy, przygotowaliśmy sobie playlisty z Enyą i Prodigy w roli głównej. Około 23:30 zgodnie stwierdziliśmy, że w pokoju jest jakoś nienaturalnie gorąco - musieliśmy porozbierać się do gaci, żeby tam wytrzymać. Kumpel uznał, że już mu się wkręca i włączył sobie muzykę na słuchawkach, ja ciągle czekałem na efekty. O 23:45 zrobiło mi się niedobrze, pobiegłem do kibla i obficie zwymiotowałem (kolegę spotkało to samo, jakieś 10min. wcześniej). Po wyjściu z kibla czułem się jak naćpany robocop, co zwiastowało, że dex w końcu mnie trafił. Doczołgałem się do łóżka i włączyłem muzykę. Efekty przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Poczułem, że tracę kontrolę nad ciałem i powoli się unoszę, muza wywołała niesamowitą euforię, czułem się jak w niebie. Unosiłem się w górę pokoju w którym leżałem a jego sufit był o jakieś 100m dłuższy. W tym momencie zmienił się utwór a ja wróciłem na kilka sekund do łóżka, po czym zaczęło się ono jakby podnosić do pionu a oczami widziałem gwieździste niebo i upajałem się tym widokiem. Resztkami trzeźwego umysłu wywołałem myśl w stylu - "W końcu mnie nie zawiodłeś!". Fazę zakończył ziomek, który wyrwał mnie z transu, z niedowierzaniem pytając, czy też to czuję, dodał również, że 'to jest jakiś kosmos' i że chwilę temu wędrował po tropikach. Po otworzeniu oczu, pokój sprawiał ohydne wrażenie, przedmioty wirowały, widziałem postacie, więc postanowiłem przenieść się z powrotem do świata umysłu. Akurat włączyła mi się nuta Sleepyhead, która wyjebała mnie całkowicie z tej planety. Poczułem jak odjeżdżam, nie byłem w stanie ruszyć ani rękoma ani nogami. Kręciłem się coraz wyżej na jakimś niezidentyfikowanym przedmiocie, przypominającym mała, okrągłą karuzelę. Po chwili karuzela niosła mnie nad jakimś wielkim lasem, leciałem tak i obserwowałem ten las, który był jakiś wyjątkowo zajebisty. Wtedy znowu tripa przerwał mi kolega, który zapalił światło, bo szukał telefonu, żeby włączyć z niego muzę, twierdząc, iż boi się laptopa. Znowu zanurzyłem się w piosenkę, tym razem przeniosłem się na jakiś balkon, obok mnie siedziały dziwne postacie z ogromnymi głowami, szeptali coś ale nie byłem w stanie zrozumieć co. Następnie balkon oderwał się od budynku, postacie zniknęły a ja zacząłem lecieć sam, znowu nad jakimś lasem. Z całych sił musiałem postarać się, żeby wrócić do swojego ciała, bo tripy zaczęły mnie już troche męczyć, wydawały mi się niesamowicie długie, spojrzałem na zegarek, była dopiero 2, czyli minęły 2 godziny od początku fazowania. Kumpel też wyłączył muzykę, zgodnie stwierdziliśmy, że czujemy się bardzo otępiali, jak roślinki, nie potrafiliśmy skleić normalnego zdania - bełkotaliśmy. Ciągle leciały z naszych ust słowa 'o kurwa, to niemożliwe', 'ja pierdolę, co to jest', 'w końcu mam prawdziwe haluny!'. Uzgodniliśmy, że trzeba zasnąć, bo brakuje nam już sił i chęci na dalsze tripowanie. Niestety nie było to takie łatwe, męczyliśmy się z zaśnięciem około 3 godzin. Za każdym razem kiedy zamykałem oczy znowu odlatywałem do innego wymiaru. Na drugi dzień dość długo utrzymywał się jakiś dziwny stan, jakby DXMowy kac. Wrażenie odnieśliśmy pioronujące, faza była przeogromna, chyba największa w moim życiu. Jednak było w tym wszystkim coś złego, czułem się cudownie, ale wyczuwałem jakieś nieokreślone zło, które nieco przeszkadzało mi w tripie. Raczej zdecyduję się niebawem na kolejną przygodę z Aco, ale zmniejszając ilość.
  • 3215 / 420 / 0
Wiek :19
Doświadczenie: średnie
Substancja : DXM 900mg ( brany pierwszy raz po ponad rocznej przerwie) + metoksetamina w odstępach półtoragodzinnych (?) 50mg,50mg,50mg

O godzinie 22 zacząłem zarzucać tabletki zapijając je sokiem jabłkowym. W pół godziny poradziłem sobie z całą dawką. Około 23 poczułem silne nudnosci i jak zawsze na deksie poszedłem się wyrzygać. Wracając z kibla zauważyłem, że coś już się zaczyna dziać. Zawroty głowy, chód z minuty na minutę coraz bardziej mechaniczny i niemożność skupienia wzroku w jakimś konkretnym punkcie.Dalej były już tylko CEV'y, uczucie rozciąganie ciała i latanie po różnych światach i dorzucanie MXE gdy słabło. Trip nie byłby wyjątkowy gdyby nie jeden chory motyw.

Po trzeciej dawce MXE wkręciłem sobie, że siedzę w jakiejś wielkiej sali na obradach szlacheckich. Zewsząd otaczali mnie wąsaci szlachcice, co chwilę wznoszono toasty i intensywnie nad czymś dyskutowano - nie mogłem jednak nadążyć za tokiem rozmowy i nie wiedziałem o czym mówią. Po swojej prawej stronie zauważyłem człowieka wyglądającego niemal tak samo jak klucznik Gerwazy z filmu "pan Tadeusz"- zdawał się tylko nieco starszy i chudszy. Mimo intensywności wizji musiałem otworzyć oczy i udać się do łazienki. W korytarzu czułem, że Gerwazy idzie za mną. Nic nie mówił ale zdawał się być oburzony . Usiadłem na kiblu zamknąłem oczy i próbowałem się odlać. W tym samym momencie pod powiekami zobaczyłem klucznika Gerwazego przekręcającego złoty kurek i mówiącego " nie będziesz sikał".
Przez 15 minut czułem potężne parcie pęcherza, ale nie udało mi się uronić nawet kropli. Zmieniałem pozycję, siadałem, wstawałem, wyobrażałem sobie, że mi się udało błagałem, żeby moje udręki się skończyły a tu nic. Na każdą prośbę wypowiedzianą na głoś słyszałem tylko w głowie " nie będziesz sikał, nie będziesz sikał" i widziałem tego starego sku*wiela.
Teraz wydaje się to śmieszne, ale w nocy poważnie zastanawiałem się czy nie skończy się to wizytą w szpitalu i cewnikowaniem, a potem długotrwałą terapią z psychologiem który będzie mi mówił, że " ten pan naprawdę nie istnieje, możesz czuć się bezpieczny i możesz robić siusiu zawsze kiedy chcesz" :nuts:

Na szczęście historia miała Happy End i po wypiciu szklanki soku jabłkowego udało mi się zrobić to na co miałem ochotę - niemniej do końca tripu obawiałem się powtórki z rozrywki.
Sorry za ewentualne błędy i nieskładność tekstu ale jeszcze mnie trzyma
Uwaga! Użytkownik Fatmorgan nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 19 / / 0
Wiek : 20
Waga : dawno się nie ważyłem ok. 78-80kg :)
Doświadczenie: z DX'emem żadne. Poza tym marihuana więcej niż często ( praktycznie codziennie, ostatnio rzadziej), kodeina (kilka razy, najwięcej 420mg), tytoń.
Substancja : 210 mg DXM - pierwszy raz.

Po pierwsze witam.
Wczoraj miałem swoją pierwszą styczność z DXM, ale po kolei.
Ostatnio intensywnie zastanawiałem się nad rozpoczęciem swojej przygody, lub chociaż nad spróbowaniem DXM. Tak już mam, że jak sobie coś upierdolę to generalnie prawie zawsze to robię, więc nie trzeba było długo czekać na mój pierwszy raz.
Mam dobrego kumpla, który bierze to namiętnie więc trochę go podpytałem i umówiliśmy się na konsumpcję na czwartek. Niestety, ów kumpel zaniemógł i musieliśmy to przełożyć. Ja jednak już się napaliłem, więc mimo to, że chodzę do pracy na 7 rano zadecydowałem, że spróbuje dziś (wczoraj :)
Po robocie niezwłocznie udałem się do apteki po wybrany lek - Tussidex. Zakupiłem bez problemu i wróciłem do domu. Plan miałem taki, że wezmę ok 21, bo z tego co tu wyczytałem i z relacji ziomka słyszałem, że wchodzi ok godzinki. Jako, że do września mieszkam z rodzicami chciałem poczekać, aż się położą.
20:30 - pierdolę, nie mogę wytrzymać. Biorę ten lek i aplikuje sobie 7 tabletek. Załączyłem lapka i odpaliłem Settlersów - zajebista gierka. Przez następne 40 minut ciupałem w tych settlersów na zmianę przeglądając neta.
21:20 - chuj, znudziło mi się granie, wyłączam kompa w sumie nie czując się inaczej niż zwykle. Wstaje z łóżka i idę się wylać. Zauważam, że chodzenie sprawia mi jakąś przyjemność - takie jkaby mrowienie trudno to wytłumaczyć. W każdym razie po powrocie do pokoju rozkminiłem, że chętnie bym sobie jeszcze pochodził. Toteż poszedłem do kuchni, znowu do kibla, w tę i spowrotem po schodach. W końcu stwierdziłem, że nie będe już dłużej chodził jak pojeb i idę się kłaść, bo trzeba rano wstać.
21:35 - Bezpośrednio przed położeniem się zaczyna mi się lekko kręcić w głowie, a pokój lekko wiruje. Stoję tak z pięć minut obserwując pierwsze efekty. Jednak prawdziwe wejście rozpoczeło się po tym jak się położyłem. Nagle BUM! pokój wiruje jak skurwysyn, mi w głowie helikopter i ogólnie się czuje jak bym był najebany jak szpak. Ledwo głowę podnoszę. Trochę się przestraszyłem, bo w brzuch robiło mi się na przemian zimno i gorąco, czulm że zbliża się bełt. Ale na szczęscie sobie poszedł :) i obyło się bez nieprzyjemności.
22:00 - Czuję się już przyjemniej, choć dalej bardziej czuje się pijany. W glowie się kręci i nie mogę za chuja zasnąć, sprawdzam godzinę 22 ileś tam i te '22' mi tak migoczą przed oczami w jaskrawych kolorach, że głowa boli. Po tym, zasnąłem.
23:36 - Czyli pobudka. Najpierw test - wstaje z łóżka sprawdzić, czy już przeszło to zakecenie. No ni chuja nawet kroka nie zrobie, więc wracam leżeć.
Wtedy było mi najprzyjemniej. Nudności przeszły niemal całkowicie, miałem jakieś tam wizje, które jednak odrzucałem, bo chciałem w końcu zasnąć.
Po chwili jednak fakt, że wstaje o 6 przestał mnie obchodzić i naszły mnie dziwne, ale ciekawe rozkminy. Najbardziej pamiętam tą, dlaczego kurwa ten aktor w 'Na dobre i na złe' miał na imię Bruno. WYobrażam go sobie z głową psa i sam się śmieje :nuts:
Po jakiejś godzince zasypiam again.
03:30 - Kolejna pobudka. Oczywiście także kolejny test. Tym razem 'zdany' pomyślnie. Mogę już normlanie chodzić mimo, że dalej dziwnie się czuje. Po powrocie do łóżka zasypiam odrazu i budzę się dopiero dzięki budzikowi.

Generalnie jestem zadowolony. Jak na pierwszy raz uważam, że dawka była OK, przekonałem się, że DXM jest potężny (210mg porobiło mnie duuuużo mocniej niż 420mg kodeiny)
Na pewno będą kolejne razy, ale to już raczej po tym jak się wyprowadzę - tj od września.
  • 61 / / 0
Psychodeliki mają mnóstwo pozytywnych aspektów. Nawet niska dawka dekstrometorfanu niweluje we mnie ego. Tłumi negatywne emocje. Pozbawia mnie uczucia gniewu oraz agresji. Myślę nad tym że powinienem być milszy dla ludzi wokół, że powinienem panować nad swoimi emocjami.

Powinienem starać się być tak spokojny jak teraz. Doświadczenie psychedeliczne jest przewodnikiem po emocjach.
Czas oczekiwania pomiędzy intoksykacją a pierwszymi efektami jest czasem na wyzbycie się wszystkich emocji które mogłyby przeszkodzić w podróży.
Jest to czas na przygotowanie się. Jest on inny u każdej osoby właśnie dlatego że każdego dnia każdy przeżywa co innego.
Podróż psychedeliczna oraz nerwy nie wchodzą w grę. Sam na początku niecierpliwiłem się i nie mogłem się doczekać wejścia. I przez to substancja nie chciała działać. Słuchanie Jimi'ego Hendrixa na słuchawkach mnie uspokoiło. Należy wyzbyć się podniecenia i potraktować to doświadczenie jako zaglądnięcie wgłąb siebie. Jako jedna z metod samopoznania. Dla mnie jest to metoda najtrafniejsza. Oczywiście, z niczym nie można przesadzać.
Popadanie ze skrajności w skrajność to jedna z rzeczy których należy się wystrzegać. Nagłe przejście od stanu anty-narkotyki do uzaleznionego może być wogóle niezauważalne. Mowa tutaj o narkotykach, czyli substancjach typu kokaina, heroina, morfina, alkohol czy nikotyna. "Alcohol, nicotine - good drugs! Other drugs, somehow also untaxed drugs, are bad!"


Staram się pisać ten tekst mieszając obiektywizm z subiektywizmem. Próboje połączyć moje odczucia i dopasować je do obiektywnych informacji.
W psychodelikach nie chodzi o halucynacje czy po prostu o to żeby się pośmiać. Psychodeliki otwierają umysł. Stawiają przede mną kolejne wymiary do zwiedzenia. Są zawsze czymś nowym, nic nigdy się nie powtarza. Oczywiście, z fizlojogicznego punktu widzenia to wszystko działa tak samo za każdym razem. Jednak jest inne. Jedna z wielu zagadek. Według mnie tego nie powinno się próbować zrozumieć - wtedy trip nie zachowa swojej otoczki którą jest tajemnica jaką on kryje. Gdy już wiemy czego się spodziewać, nie będzie to pełne doświadczenie. Musimy dać się zaskoczyć, ponieść nurtowi jaki narzuci nam podróż. Najlepiej zobrazowałbym to podróżą kajakiem lub łodzią bez wioseł na otwartej wodzie.
Gdy nie znamy terenu wokół, prąd wody poniesie nas w miejsca nam nieznane. Odkrywanie nowego terenu jest doświadczaniem czegoś nowego. Teren nigdy się nie powtarza, zawsze czymś się różni. Może to być nawet drobna różnica, zauważalna tylko przez podświadomość. Odkrywanie nowego terenu może być z jednej strony niebezpieczne (porównianie do złej podróży psychedelicznej) albo bardzo przyjemne. Przysłowie "no risk no fun" pasuje do każdej rzeczy w życiu. Każda rzecz ma swoje ryzyko. Jeśli bierzesz heroine, licz się z tym że po uczuciu nieba przyjdzie czas na bolesny zjazd wykręcający kiszki w każdą możliwą strone, a potem może przyjść nałóg. Jeśli wychodzisz na ulicę, licz się z tym że może potrącić cię samochód albo możesz zginąć zamordowany. Jeśli oddychasz, licz sie z tym że żyjesz.


Jeśli żyjesz, licz się z wszystkimi aspektami życia, niekoniecznie tylko tymi pozytywnymi. W życiu codziennym doświadczamy więcej negatywnych
aspektów. Po prostu nie zwracamy na nie uwagi. Podświadomośc je rejestruje, ale nie ma to wpływu na nasze zachowanie.
Ostatnio siedziałem z K. na kopalni piasku. Gaworzyliśmy, było przyjemnie. Wiatr rozwiewał mi włosy, siedzieliśmy w cieniu w upalny dzień, piliśmy jeszcze troche chłodne pepsi, było cicho jak makiem zasiał, spokój, relaks, maksymalna empatia. Jednak wokół były porozrzucane śmiecie, sam fakt zniszczenia kawałka lasu po to żeby wykopywać piasek, i wiele innych. Są to rzeczy o zabarwieniu negatywnym. Jednak nasze świadomości skupiły się na nas dwoje, na rozmowie i pozytywnych aspektach. Gdy jest się samotnym w życiu, gdy prawie cała rodzina jest daleko, mama pracuje całymi dniami, dziewczyna okazuje się nie być tą odpowiednią osobą, zaczyna się zmieniać i rządać coraz więcej, a jedyni ludzie którzy mi zostali, czyli koledzy, są zajęci wtedy podróż wgłąb siebie jest idealnym pomysłem.

Kocham muzykę. Jest najwazniejszą częścią mojego życia. Słucham mnóswto muzyki, idealnie oddaje moje emocje. Widze przyjaciela w muzyce. Jim Morisson także widział przyjaciela w swojej muzyce, o czym śpiewał "music is your only friend till the end". Psychodeliki intensyfikują doznania związane z muzyką. Jest to dla mnie idealne połączenie.
Słuchając Bring it on Home widziałem Zeppelinów w studiu, jak nagrywają tę piosenkę, ile emocji w nich przemawiało. Planet Caravan było dla mnie czymś niesamowitym. Something in the Way to utwór wprawiający mnie w ogromną zadumę, pisząc to wszystko praktycznie nie przerywałem.
Wylałem tylko część moich odczuć, emocji i przemyśleń po 170 miligramach dekstrometorfanu.
Boże chroń królową.

Puentą całego tego tekstu będą następujące słowa:
Ludziom miesza sie w głowach od niedoboru psychodelików...
Wyjątkowo sprawdzają się słowa Billa Hicks'a:
"Gdy jesteś na haju, robisz wszystko normalnie, po prostu zdajesz sobie sprawe że to jest nie warte wysiłku. "

Rozmowa ze znajomym na peaku:
Spoiler:
Troche odnośnie odczuć fizycznych, to tak. Uczucie ciepła na całym ciele, ale przyjemnego chłodu na stopach. Tak jakby były niedokrwione. Ale nie są.
Wiem to. Dużo ciepła na policzkach i skroniach. Klawisze są miękkie pod palcami, bardzo przyjemnie się pisze. Mam zrogowaciałą skóre od basówki, może to dlatego. Błędnik nie dostał tak bardzo po dupie, tylko troszkę się zataczam. Moja skóra jest jak z gumy. Bardzo przyjemne uczucie.
Odnośnie słuchu, siedze ze słuchawkami na głowie. Dźwięki fruwają wokół mojej głowy, z jednej słuchawki na drugą.
Ciągle powoli i delikatnie ruszam głową zataczając drobne koła.

Chemią wypłukałem całą nienawiść z mojego mózgu. Jestem nowym człowiekiem. Wolny.
And I was thinking to myself,
’this could be heaven or this could be hell’
Then she lit up a candle and she showed me the way
There were voices down the corridor,
I thought I heard them say...
Welcome to the hotel california
  • 2878 / 21 / 0
Nie bardzo wiem gdzie napisać tego posta, bo to ani na trip-raport się nie nadaje ani nigdzie indziej, więc tutaj opiszę przygodę z DXM jaka ogarnęła kumpla oraz mnie:

Było to rok temu w nadmorskiej, turystycznej mieścinie. Ja i znajomy (nazwijmy go Adrianek - mimo zdrobniałego pseudonimu to dość rosły chłop) wynajęliśmy sobie domek razem z parką znajomych - facet ze swoją panną - oni, jako że niedawno poznani ze sobą, więc i sobą zauroczeni łazili ciągle sami gdzieś na plażę, więc z Adriankiem nie było zbytnio już co robić po tygodniu pobytu, bo to ani chlać się nie chce, a wszystkie atrakcje zaliczone. Adrianek nigdy niczego w swoim życiu nie ćpał z wyjątkiem kilku prób z marihuaną. No, wyjątkowy typ wśród takiego naszego grona znajomych, w którym każdy coś ciągle wali i fuka. Udało mi się namówić kumpla na wyjątkową wycieczkę z DXM w roli w głównej, chyba to te nudy tak zadziałały... no mniejsza: ja poszedłem do apteki po 'towar', on w tym czasie do marketu ogarnąć jakąś popitę, musieliśmy się rozdzielić bo od chuja wszędzie niemieckich turystów w kolejkach. Po zrobieniu próby uczuleniowej przez A. wszamaliśmy co kupiliśmy i właściwie teraz dopiero zacząłem objaśniać koledze "co z nim będzie %-D wiem, chuj ze mnie straszny, ale trudno było opisać mi wcześniej osobie niećpającej jak wygląda taki trip więc mówiłem mu same pozytywy byleby go namówić i na to nakręcić. Okej, wszystko zjedzone, powoli wjeżdża, idziemy sobie tą promenadą aż zaczyna się las i siadamy na ławeczce. Wspomniałem Adriankowi, że czasem po tym są wymioty. Kumpel dość opanowany z charakteru, po angielsku z odchrząknięciem oddalił się od ławeczki o krok, spojrzał się na tłumy przechodzących rodzin, i już po nim widziałem że mu się zaczęło, a ten kurwa po 30 sekundach pochyla się nad drzewem wkoło którego rosły metrowe pokrzywy, klęka w nich i zanurza tam cały ryj jednocześnie rzygając i kiwając familiom na promenadzie, by się niczym nie przejmowali i szli dalej. Ja już kurwa pompa z niego, a on wraca i mówi że mu lepiej. "No chuj, dobra, jak lepiej to lepiej ale na chuj rzygałeś?" - "bo mi tak powiedziałeś" - "kurwa, jesteś nieasertywny... dobra, musisz zjeść kolejną paczkę, bo tę wyrzygałeś i trip będzie słaby" - "no jak, przecież mi już wjechało" po czym się odzywam tonem jakiegoś znawcy "mówię ci - to nie to". Po tej krótkiej konwersacji i zachęcie udaliśmy się w kierunku apteki. Kuuurwa, droga była niesamowita, pora popołudniowa więc wszyscy z plaż/po obiadkach wracali do ośrodków w lesie, tak więc szli nam na przeciw i wyglądało to co najmniej jak ewakuacja. Od razu A. podchwycił myśl i całkiem zgrabnie podsunął pomysł, że to godzilla wyszła z Bałtyku, a my idziemy się z nią zmierzyć %-D W takim przekonaniu podążaliśmy dalej 'pod prąd' pospólstwa, ale przypomnieliśmy sobie o naszym prawdziwym celu - więcej DXM dla Adiego. I tu kurwa najlepsza zwała, bo ten jak opętany i zachwycony tym tripem wpada do apteki, odczekuje kolejkę i z tym swoim pokiereszowanym przez pokrzywy ryjem opiera się o szybę i memla do aptekarki: "acodin poprosz..." -"co?" -"SZYBKO!!!" hahaha piguła albo zobaczyła po jego fizjonomii mordy, że definitywnie chodzi o acodin albo po prostu go zrozumiała ale raczej to pierwsze, i udała się po paczuszkę. Siano na ladę, tablety do ryja Adrianka. Do dziś widzę tę jego posturę draba sponiewieranego tripem. Jak już wspominałem, Adi jest dość rosłym chłopem, więc generalnie kupno kaszlaków wyglądało co najmniej na napad %-D No nic, A. pożarł tablety i się mnie pyta czy teraz będzie wporzo? Już żeby go uspokoić i nakierować, mówię że "jak już raz rzygałeś, to już drugi raz nie będziesz, spoko" no i faktycznie ta nielogika przekonała Adrianka, ale kurwa niepotrzebnie dodałem "tylko cię baniak może swędzieć". Jaaa pierdole na chuj to mówiłem... Adi zaczął ogarniać to swędzenie głowy, wywołane chyba bardziej tą kąpielą w pokrzywach niż dxmem, przez dobre piętnaście minut. Jego ryj był naprawdę potworny haha ale jemu to jakoś nie przeszkadzało, bo ciągle witał się z gandalfem (?)- nie wnikałem w jego relację z tym gostkiem. Udaliśmy się więc dalej, głębiej do lasu aż się kurwa zgubiliśmy. No trudno, ogarnęliśmy jakąś polanę i na niej zrobiliśmy narko-piknik jedząc jakieś tam jeszcze tablety aco znalezione po kieszeniach. Ruszyliśmy dalej, a konkretniej - nie wiadomo dokąd, i w tym momencie zauważyłem drogę! Ucieszony fhuj jak ostatni debil wbiegłem na nią oczekując jakiejś pomocy, autostopa lub chociaż jakiegoś info gdzieśmy wylądowali. No ale droga ta albo nie była do końca wybudowana, albo po prostu nikt nią nie jechał, bo przez 5 minut sobie na niej siedzieliśmy. Adi w końcu jednak, pomimo dość dużego i owocnego tripu, który go pochłonął, zaczął się interesować powrotem i generalnie sytuacją. W tym momencie musiałem wykorzystać swój niezwykły dar perswazji i powiedziałem do kumpla "Cho Adrianek, ja znam drogę na skróty" %-D no fhuj, łyknął to i po prostu zacząłem biec przed siebie wgłąb lasu kierując się jakimś tam ledwo słyszalnym hałasem, biegliśmy tak do upadłego, aż w końcu znaleźliśmy kolejną drogę. Tym razem postąpiłem rozsądniej, bo nie wybiegłem na jej środek :) Wylosowaliśmy z Adim, że pójdziemy w lewo. Chyba jest jakaś opatrzność sprawująca opiekę nad naćpanymi kurwa ćpunami, bo doszliśmy do szosy przecinającej niedaleko promenadę. Uspokojeni już totalnie i wyczilowani skierowaliśmy się w stronę naszego domku ku dalszej eksploracji tajemnic DXM, tylko że już w fotelach przy telewizorze- bezpieczni. Po drodze był kłopot z pytami, bo A. pierwszy raz w takiej psychodeli i bał się przejść koło radiowozu %-D ale użyłem swojego talentu przekonywania i obyło się (tak jak normalnie oczekiwałem) bez nieprzyjemności ani ze strony policji, ani ze strony Adrianka %-D
And I guess that I just don't know.
*                       *                      *
Kiedy spoglądam wstecz, widzę siebie pozostającego za mną daleko w tyle.
  • 757 / 31 / 0
Wczoraj poczułem jak to jest być płynem (dokładniej czymś w konsystencji miodu) i być przy tym mieszanym a także jak to jest być drzewem i rosnąć :D Powiem wam, że poza uczuciami nie do opisania to można poczuć się dokładnie otoczonym, lekko zgniatanym równiusieńko ze wszystkich stron a przy tym czuje się całym sobą takie przyjemne ciepełko (takie idealne - ani za zimno ani za ciepło ale bardziej ciepło niż zimno) :D Aha, zapomniałem, poczułem też co to znaczy mieć "Wieczny odpoczynek" z modlitwy "Wieczny odpoczynek racz im dać Panie" hah :D

Dzisiaj kolejne wcielenia!
Uwaga! Użytkownik blueberry jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 5 / / 0
Sam miałem uczucie "przelewania" (czytaj: byłem płynem) z miejsca na miejsce ;). Wspaniałe uczucie. Prócz tego doświadczyłem również uczucia gnania z prędkością światła oraz dosłownego zatapiania się w łóżko. Raz byłem nawet jednością z całym pokojem i czułem każdy mebel jak część mojego ciała. DXM jest wspaniałą substancją, jedynymi minusami są luki w pamięci i dość duża toksyczność (a przynajmniej tak jest napisane w raportach z badań nad gryzoniami). To co najciekawsze DXM łączy właściwości dysocjanta, psychodelika, a na mnie również stymulanta.

Zawsze brałem go pod postacią tabletek, dawki szamańskie. Dla mnie DXM jest narkotykiem wizjonerskiego snu, dlatego zawsze biorę go w nocy. Później muzyka (jest mi potrzebna jedynie na początku, później jej nie słyszę), wizualizacje i odlatuję. Zaczyna się typowo: lekkość kończyn, zamroczenie. Nigdy nie pamiętam momentu wejścia na trzecie plateau. Później zaczynają się wizje. Jak można je określić? Niesamowite.

Widziałem mnóstwo rzeczy, jednak parę wizji zapadło mi szczególnie w pamięć. Między innymi jest to siedzenie na krawędzi twarzy boga, albo zamiana w promień światła pędzący przez krainy. Ciekawą rzeczą jest pozostająca wizja mojego pokoju po zamknięciu oczu. Czasami sam się zastanawiam czy je właściwie zamknąłem i sprawdzam po kilka razy jak debil. Jednak najważniejszą rzeczą jaką dało mi DXM to całkowity rozpad ega, spojrzenie na świat z bezosobowej perspektywy. Dzięki temu zrozumiałem życie i wszechświat. Jako że zawsze się takimi tematami interesowałem, DXM pozwoliło mi osiągnąć to do czego zawsze dążyłem. Odnalezieniu sensu tego wszystkiego... Nie ma sensu się nim dzielić, bo kiedyś sami do tego dojdziecie w ten czy inny sposób :P.

Nadal eksperymentuję z DXM, choć chcę teraz przejść na klasyczne psychodeliki :). Czemu tylko tak ciężko w Polsce o dobrze jakościowego kwasa :P?
ODPOWIEDZ
Posty: 133 • Strona 7 z 14
Newsy
[img]
Powiedziała policji, że ktoś ją śledzi. Została zatrzymana za... posiadanie narkotyków

Zaalarmowała policję, że ktoś ją śledzi – usłyszała zarzuty za posiadanie narkotyków. 31-latka z Dobroszyc poprosiła funkcjonariuszy o pilną pomoc. Jak się okazało, jej zachowanie mogło mieć związek z działaniem substancji psychoaktywnych. Oleśniccy policjanci zostali postawieni na nogi przez 31-letnią kobietę z Dobroszyc. Spanikowana zgłaszająca poinformowała funkcjonariuszy, że śledzą ją podejrzani mężczyźni. Na dodatek grożą jej i wyzywają. Kobieta wyraźnie obawiała się o swoje bezpieczeństwo i prosiła o natychmiastową pomoc.

[img]
Mentzen radzi młodym, by pili alkohol i palili. "Nie piją (...), nie ma z tego dzieci"

Zdaniem Sławomira Mentzena młodzi ludzie powinni robić tylko trzy rzeczy: uczyć się, pracować i... pić alkohol. Swoimi przemyśleniami prezes Nowej Nadziei i lider Konfederacji podzielił się w środę, 20 maja, podczas spotkania z mieszkańcami Świebodzina.

[img]
"Narcos z Podlasia" skazani. Ich narkotyki miały zalać polski rynek

Meksykańscy narcos, którzy produkowali metamfetaminę na Podlasiu, zostali skazani przed sądem w Białymstoku. To pierwszy przypadek w Polsce, który pokazuje zmianę modelu działania karteli - zamiast szmuglować narkotyki do Europy, wysyłają "kucharzy". Tylko w Polsce toczą się procesy jeszcze dwóch innych grup z Meksyku.