dzięki za odzew. Paroksetyne kiedyś przepisał mi psychiatra jeszcze 3 lata przed tym jak dostałem pełna diagnozę podczas pobytu w psychiatryku. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co mi dokładnie dolega i nie zdecydowałem się tego brać bo przeraziłem się po przeczytaniu ulotki i działań niepożądanych, no ale wtedy to byłem laikiem jeśli chodzi o leki i ich działanie więc na pewno wezmę pod uwagę paroksetyne. O licie slyszalem podzielone opinie i sam nie wiem co o tym myśleć. A co myślisz o pregabalinie? Brałem przez miesiąc 25mg dziennie jak zalecil psychiatra (który zresztą prowadzi mnie już od 3 lat i chyba też mu się pomysły koncza) ale dosłownie nic nie czułem i znowu zrezygnowałem.
25mg? Przecież to dawka jak dla dziecka (są w ogóle tabletki z taką dawką?!). Ja brałam 150-200mg.
Co do litu - ten lek jest mocno demonizowany, sama się go bałam, ale akurat dostałam go w sytuacji, gdzie krótko mówiąc miałam gdzieś czy zrobi mi krzywdę czy nie. Ja go dostałam w trybie pt. "lek ratujący życie", bo byłam bliska s@mobojstwa, co lekarze nawet zaznaczyli na wypisie ze szpitala. On owszem, może zadziałać toksycznie, ale u mnie dawkowanie było na granicy dawki minimalnej lub nawet poniżej dawki minimalnej, przy dawkach 750mg i więcej robił ze mnie zombie bez uczuć, także 500mg nie przekraczała moja dawka. Odpadało też to bieganie do laboratorium w celu oznaczenia stężenia, bo w moim przypadku nie chodziło o uzyskanie stężenia terapeutycznego (przy CHAD jest to istotne, ale ja nie mam CHAD), zresztą jak badałam te 2x chyba poziomy litu, to nigdy minimalnego stężenia nie uzyskałam, a lek zadziałał u mnie super.
Wywołał co prawda jatrogenne zapalenie tarczycy, ale no to też odkryte zostało przypadkiem w sumie
05 czerwca 2024Allbandits92 pisze: Siema ... Ale fajnie jest poczytać ,że ktoś zmaga się z tym co ja. Jestem od 6 lat w związku z borderka powiem wiecej jest to moja Żona z którą mam dzieci. Przeleciałem prawie cały temat niektóre posty są tak napisane , że nic bym nie dodał i się zgodził bo opisują moja sytuację... Co kurwa robić !? Zaznaczam ,że nie chce brać rozwodu , chce walczyc. Troszkę napisze jak to wygląda. Poznałem swoją kobietę i bardzo szybko zamieszkaliśmy razem wzięliśmy ślub. Żona nie była zdiagnozowana , już na pierwszej randce spotkaniu poinformowała mnie że jest bardzo nerwowa zignorowałem to. Jestem dość posturny , mam co nieco za uszami , raczej wśrod znajomych jestem szanowany a przynajmniej tak myślę. Wydaje mi się że żonę to trochę kręci taki bad boy a w środku jestem wrażliwy, czuły i poprostu myślę ,że jestem dobrym człowiek chodź wg prawa może nie do końca. Mam 32 lata od gimnazjum mam styczność z narkotykami a raczej towarzyszą mi do teraz. Tak też właśnie poznałem żonę na niemieckiej grupie na FB nie miała co jarać a pamiętając jak sam przyjechałem do Niemiec i nie mogłem ogarnąć nic do jarania to jej dałem za darmo i tak też ja poznałem rozmowa nam się kleiła bardzo dobrze przedstawiała się jako normalna dziewczyna po przeżyciach ( miała już 2 letniego syna z autyzmem oczyma nie wiedzieliśmy z poprzedniego związku). Zamieszkała u mnie bardzo szybko. Na początku kłótnie były głównie przez syna , ja uważam że jest w obec niego nad opiekuńcza i przepuszczam ,że chce mu jego chorobę wynagrodzić tym że wszystko a potem płacz że dziecko jest takie i takie nie ważne. Wyciągam spod wersalki pełno zabawek i mówię zobacz ile tam jest jego zabawek. Odpowiedź była taka że to moja wina bo pod sofa, kanapa jest dziura (jak w każdej ) i to ja mam zjebana kanapę... Niestety jak wspomniałem jestem czuły i wrażliwy albo innaczej jestem straszna pizda wobec kobiet i dałem sobie wejść na głowę. Ja sam palę wiadra codziennie od gimnazjum bo zacząłem "działać". Żonę poznałem też załatwiając jej koper.Wydawało mi się fajne ,ze też palaczka chodź ona była na etapie wychwalania kopru , a ja już na etapie palę bo jestem uzależniony a tak naprawdę jebać to jaranie i to jej też mówiłem. O jej chorobie nie było nam nic wiadomo tylko tyle ,że jest bardzo nerwowa , problemy z ojcem agresja w dzieciństwie, brak zrozumienia? Ucieczki z domu starszy chłopak który ją bił jak była młoda , próba samobójcza etc etc. Wkoncu kłótnie i jej agresja narastała. Miała jakieś bóle drętwienia pleców cholera wie co to,poszliśmy do neurologa przepisał jej pregabaline w mega wysokich dawkach (na ból pleców) i wtedy zaczęło być apogeum, jak były awantury o to że coś źle postawiłem lub cokolwiek.Nie muszę pisac chyba tu każdy wie ocb.
Zaczęła mieć myśli samobójcze, dźwięk jadocych aut ja irytował do takiego stopnia że chciała sobie włosy wyrywać. Poszliśmy do polskiego psychologa który stwierdził u niej depresję i wypalenie. Oczywiście obwiniła mnie u niej za całe zło. Dostała venlaflaxacyne przez pierwszy miesiąc było git aż mówiła "to ja naprawdę miałam o to problem do Ciebie" przepisał nam to lekarz rodzinny... Po konsultacji z psychologiem po tej 1 wizycie. Po miesiącu może dwóch było jeszcze gorzej , dosłownie o wszytko problem i moja wina. Czarne oczy i atak moje próby uspokajania kończyły się i w sumie aktualnie kończą tym że chce wychodzi z domu że się idzie zabić ja pizda boje się że się targnie i jeszcze będę mial poczucie winy w głowie już sobie wyobrażam pogrzeb płaczące dzieci (wydaje mi się ,że jestem zbyt wrażliwy prze to że palę więcej niż nie palę) Nieraz chciała wyjść ja bojąc się że coś sobie zrobi chciałem za nią iść lub nie dać wyjść to policję wezwała , krzyczała na środku ulicy że chce ja bić. A prawda jest taka że to ona mnie napierdala , ostatnio wzięła nóż i lekko mnie drasla w szyję przez przypadek na początku panika bo dużo krwi potem zobaczyła że ok to powiedział jednak chuj z Tobą no i po paru minutach płacz ,że jak ona mogła tak zrobić że mogła mnie zajebac etc... Dobra dalej było już tak źle ,że przyjechała jej Mama do nad bo porostu nie dawałem rady bałem się cokolwiek powiedzieć (dalej boje)bo może z tego wyjść piekło mamy 3 dzieci (szantaż że się zajebie i to moja wina i dopiero wtedy wszyscy zobaczymy łącznie z jej mama na porządku dziennym) dlatego unikam eskalacji daje sobą pomiatać a prawda jest taka ,że jak bym ją huknął to by sie zawinęła kilka razy ale wiem,że tego nie zrobię i to wykorzystuję... Czasem myślę ,że przez to że miała ojca ktory czasem ją bił , chłopaka który ją katował prowokuję mnie do tego żebym ja też uderzył. Oczywiście w kłótniach jedzie mnie do spodu , moją rodzinę itp raz powiedziała że zadzwoni na policję i powie że ja bije i niestety jak by na nas spojrzeć z boku to mogło by tak wyglądac ona zmarnowana ja łysy duży w tatuażach nic tylko ze mnie tyrana zrobić i tak też ona właśnie mówiła że mi nikt nie uwierzy etc na szczęście nagrałem całą rozmowę gdzie mówi "no i co z tego że mnie nie bijesz ale.ci nikt nie uwierzy .. zobacz jaka ja biedna" ... Kurwa nie wiem co już napisałem a co nie opisuje tu 6 lat związku a niestety, składanie zdań u mnie jak widać ;). Udało nam się dostać do psychiatry który stwierdził inna diagnozę niż psycholog ,borderline . Dostała leki sertraline i kwetapine oczywiście jak lekarz powiedzial przykładowo, zacząć od 50 mg zobaczyć jak działa po 2 tyg zwiększyć troszkę aż ewentualnie dojsc do maks 150 to co ona zrobiła wzięła 50 mg wkurwiala się dojadla kolejne 100 następnego dnia już wzięła 100 parę dni pobrała coś nienprzypasowalo zwiększyła odrazu do 200 mg chodziła wg mnie odrealniona , nakręcona ale nie robiła awantur i nie czepiała się i znów 2 miesiące git i po 2 miechach brak apetytu i znów czepianie się o to ,że wogole oddycham a co zle to moja wina i wogole mógł bym się ogarnąć. Pani psychiatra powiedziała że nie może palić od rana do nocy trawy i musi przestać wogole i zamiast sertraliny dała fluoxetin (prozak) kwetapine zostawiła i kazała iść nam do psychoterapeuty i przestać jarać. Ja kurwa przestałem dla niej palić co wydawało mi się kiedyś nie możliwe. Nie paliłem 2 tyg ona miała też przestać. Jak nie chciałem.zmotac i uniemozliwilem jej załatwienie to oczywiście groźby a to pójdę po vodke itp itp dlacze w ogóle kurwa ktoś śmie jej przestawać jarać a co dopiero ja ? Przecież jestem wszystko wiedzący i najlepiej wiem co komu potrzeba... Bo nie chciałem żeby brała więcej leków bo nie chce żeby jarala bo wkurwiam się jak chce się napić piwa. Aż wkoncu dalej palę mieliśmy przestać załatwiliśmy psychoterapie na początku była bardzo zadowolona pani terapeutka powiedziała że zanim zaczną jakkolwiek terapie na borderline musi przestać jarać i był pomysł odwyku połączonego z terapią ( mieszkamy w DE) wróciła do domu odrazu no bo my z panią stwierdziliśmy,że mi będzie odwyk potrzebny ale przecież ty sam z dziećmi nie zostaniesz, a ku jej zdziwieniu moja odpowiedź była jedz !!! I tu chyba było jej zdziwienie bo zakładała innaczej. Miała jechać na odwyk , miała.przestac jarać była zadowolona z terapeutki prozak dzialal nie wkurwiala.sie i co ? Nie przestała palić po 3-5 wizytach pani psycholog już nie jest fajna bo nie chce już słuchać moich żalów tylko stawia konkretne założenia i co ? I nie ma odwyku , do terapeutki na miejscu już nie chce chodzić ona nie przestanie jarać bo jej to nie szkodzi i nikt jej nie będzie mówił co ma robić może ewentualnie ograniczyć ale kurwa 5g to minimum na dzień wypala i to wogole ja powinienem się zdiagnowac i właśnie jesteśmy na etapie że ten prozak przestaje działać znów jedno małe pytanie słowo nie tak i czarne oczy awantura krzyki ,dzieci patrzą, ja chuj frajer winny wszystkiemu i właśnie jestem na tym etapie co kurwa robić ? Jestem za duża pizda żeby ją zostawić chodź już widzę ,że moje nerwy i wogole są na wykończeniu, czasem nie wiem czy to zemną jest coś nie tak... Chce jej pomóc , nie potrafię zrozumieć jak tak kurwa można. Pomijając fakt że oddałem się jej cały poświęcam wszystko, moje potrzeby emocje się nie liczą , chce się wygadać do niej coś powiedzieć to jak bym do ściany mówił ale ja to trzeba słuchać... Lub gadka jest wtedy gdy jest temat wspólny. I w tym wszystkim najgorsze jest to ,że słyszę że to moja wina ,że to ja ją mecze psychicznie i zero wdzięczności a najgorsze jest to że nie umiem jej zostawić chce z nią być.... Chodź jak mówię zaczynam patrzeć na dobro dzieci , jak ciągle słyszę że jestem chujowy i najgorszy i ja tak krzywdzęto sobie myślę ,że dla dobra dzieci i jej muszę ją zostawić ale no nie chce i jeszcze jest jeden mały problem rozstanie napewno by nie przebiegło w pokojowej atmosferze a niestety ona mogła by mnie pogrążyć a wiem ,że ona jest zdolna do wszystkiego pod wpływem emocji. ... Dzięki ,że przeczytaliście tak chujowo i nie składnię złożone zdania ale lepiej nie umiem. Nie wiem czego oczekuje od Was ? Chyba samo to ,że mogłem się wygadać i otrzymać trochę zrozumienia jest dla.mnje wsparciem. PS. Odpowiedzi spierdalaj od niej zostaw ją są zbędne bo tego już się naczytałem i jak na ten moment tego nie zrobię, trzeba walczyć tylko pytanie czy jest o co bo właśnie tu zaczynam mieć wątpliwości.
Borderki uzależniają jak fentanyl i niszczczą jak bieluń, że 6 lat wytrzymałeś to i tak mega wyczyn, ja po pół roku spierdolilem. Oczywiście że to boli, boli w chuj, nie ma dnia żebym o niej nie myślał i żebym nie bił się z myślami żeby wrócić pomimo że jakieś trzy miesiące minęły ale pamiętam jak to wyglądało i jakoś kurwa nie chce, tyle razy obiecała mi że pójdzie na terapię, tyle razy jej rodzina obiecała że dopilnuje tego i co, i chujów sto, oczywiście że nie poszła. To jest jedna z tych sytuacji z których nie ma dobrego wyjścia, tęsknić będziesz niewyobrażalnie ciężko latami nawet jeśli miałeś wcześniej inne związki i tak nie było to pamiętaj że borderki uzależniają bardziej. Jak zostaniesz jednak to będzie tylko gorzej, życie z borderką można porównać do trzymania odpalonej petardy, nigdy nie wiesz kiedy jebnie a jak jebnie to będzie chujnia. Sam zrobiłbym wszystko żeby tą relację ratować, mam jeszcze do niej numer, tak bardzo chce zadzwonić, ale wiem że może to być niewykonalne.
Panowie, był tu ktoś w związku z borderką? Co zrobić żeby przeżyć w tym związku i nie dać się skrajnie wyniszczyć? Jak jej uświadomić że manipuluje mną podświadomie gdy ona tego nie widzi?
Żeby żyć w takim związku trzeba być dobrze dostosowanym i odpornym na to. Jedyny wpływ jaki masz to praca nad sobą.
Nie marudź, odpocznij sobie i z powrotem siup w tę fascynująca przygodę
To był sarkazm
Wiem że Cię korci.
Ale odpowiedz sobie na jedno zajęciach ważne pytanie: co spowodowało że odszedłeś?
Może miałeś wystarczająco dobre powody, żeby więcej się w to nie pchać. A może tylko zmęczenie...
Brzmi jakby cie to trochę wykańczało, jak nic nie zmienisz lepiej nie będzie.
Sam idź na terapię. Albo wyjdziesz silniejszy albo przestaniesz wikłać się w chore związki
Kiedy ogarnia furia ani zimno ani ból nie istnieją
mi predzej brzmi to na borderline, nie ma tutaj typowych objawów zaburzenia dysocjacyjnego tożsamości. z tego powodu przenosze do watku o borderline. /Devixo
Wolne Konopie w Komendzie Głównej Policji. Policjanci też widzą absurdy obecnego prawa
Naproksen i LSD w bałtyckich krabach. Jak leki trafiają do morza?
Od daru bogów do codziennej ucieczki. Co antropologia mówi o naszym związku z alkoholem
Narkotyki z dostawą. „Kryształy" i skręty w przesyłce tak jak legalny towar
Zamówienie przez internet, odbiór w automacie paczkowym lub u kuriera – przestępcy przestawiają się na nowy kanał dystrybucji narkotyków – wykorzystują przesyłki pocztowe. Już ponad 86 ton narkotyków – jak pisała „Rz” – trzykrotnie więcej niż w całym ubiegłym roku, skonfiskowało od początku 2026 r. policyjne CBŚP. To „wierzchołek góry lodowej”, bo na rynek może trafiać nawet kilkakrotnie więcej. Dilerzy kamuflują drogę do odbiorcy – narkotyki docierają w przesyłkach, tak jak tysiące legalnych towarów
Diler z Anglii przyjmował nietypową walutę. Uzależnieni spłacali długi rzadkimi kartami Pokemon
Nietypowa waluta w narkotykowym biznesie pod lupą angielskich śledczych. Podczas przeszukania domu 26-letniego dilera policjanci zabezpieczyli nie tylko kokainę, marihuanę i gotówkę, ale także pudełko z rzadkimi kartami Pokemon. Szybko wyszło na jaw, że służyły one uzależnionym do spłacania długów u przestępcy.
Nieprzytomni nieletni i pacjent z 7,3 promila
Lekarka opowiada „mrożące krew w żyłach” alkoholowe historie z oddziału toksykologii.