Z założenia zakłada się że policja stoi na straży prawa i że powinna postępować etycznie i zgodnie z prawdą. Niestety rzeczywistość jest zupełnie inna. Nie bierze się pod uwagę, że funkcjonariusz w celu krycia własnego dupska i zatajenia działań niezgodnych z prawem będzie kłamał. Ba, nawet składał fałszywe zeznania.
Niestety w naszym kraju mają miejsce zarówno przeszukania i zatrzymania na granicy prawa jak i sprawy w których niebiescy są świadkami i składają fałszywe zeznania. I tak jak napisał Mr.LaTacha, policji zależy żeby tylko delikwentowi jak najbardziej dopierdolić. No i oczywiście kryć własne dupska. Rączka rączkę myje.
Statystyki muszą być dobre, ilość wypisanych mandatów musi się zgadzać. Osadzić też trzeba odpowiednią ilość "groźnych" przestępców, którzy mieli przy sobie 0,4g suszu roślinnego. Liczba przeszukanych chat też musi być w zaplanowanej normie.
I tu powstrzymam się od dalszych komentarzy bo znów post określający ciepło pracę policji i wymiaru sprawiedliwości wyląduje w śmietniku.
Mój kolega razem z moim bratem też dostali wpierdol. Kolega miał przekrzywiony nos, wyglądał jak złamany, ale sam sobie potem wyprostował. Natomiast brat miał dużą śliwę pod okiem i guza na głowie.
Dla mnie to nie są ludzie, takie coś nie ma prawa być nazywane człowiekiem. Ja rozumiem karę, podejmując się nielegalnych działań trzeba się liczyć z konsekwencjami sankcji, kary pozbawienia wolności, itd. No, ale rzeczywistość jest inna, a najgorsza jest ta bezsilność i poczucie, że nie możesz nic zrobić.
Coś z czym nikt nie godzi się..."
.
W tych WIELU spraw o produkcję narkotyków, to było niby wszystko wiadome i logiczne- znalejzione w mieszkaniu przedmioty jednoznacznie wskazywały o winie podejrzanych, sami podejrzani zgodnie i bez krętactw przyznawali się do winy, wszelkie okoliczności, oraz zeznania świadków też były jednoznaczne, więc dlaczego na komisariacie policjanci tak się bali, że podejrzany może powiedzieć, że przedmioty znalejzione w czasie przeszukania, nie wydał dobrowolnie??? Przecież to jakiś absurd. W tamtych czasach nie było dobrowolnego poddania się karze, więc całe dochodzenie zawsze swój finał miało w sądzie, był u nas tylko jeden taki, co twardo nie przyznawał się do winy, a w sądzie składal odwołania od wyroków, zbierał świadków, składal mnóstwo wniosków, jednak na policji nawet on nie miał odwagi się sprzeciwić i posłusznie składał podpis pod tym, że dobrowolnie wydał znalejzione przedmioty, a potem całkowicie odmawiał zeznań. Ta całkowita odmowa zeznań zawsze wychodziła mu na korzyść.
.
Dlatego ja tak drobiazgowo drążę ten problem, bo a nóż rozwiązanie tej tajemnicy bardzo by pomogło ofiarom represji, którym policja robi przeszukania w mieszkaniu i znajdują tam różne substancje. Co potem w czasie przesłuchania zeznawać- wydałem dobrowolnie te substancje, czy nie???
Sytuacja o której mówi noithai jest dowodem na to o czym powszechnie wiadomo i o czym miałem okazje przekonać się na własnej skórze, że jeżeli jest słowo przeciwko słowu, to policjant zawsze ma rację. I tak też się stało, zeznanie funkcjonariusza ma większe znaczenie i to jemu sąd daje wiarę.
Z założenia zakłada się że policja stoi na straży prawa i że powinna postępować etycznie i zgodnie z prawdą. Niestety rzeczywistość jest zupełnie inna. Nie bierze się pod uwagę, że funkcjonariusz w celu krycia własnego dupska i zatajenia działań niezgodnych z prawem będzie kłamał. Ba, nawet składał fałszywe zeznania.
Zły jest fakt, że nawet gdy bezsprzecznie udowodni się policjantowi łamanie prawa to sprawa jest umarzana już na etapie prokuratury, a w najgorszym przypadku w sądzie (ze względu na niską szkodliwość społeczną najczęściej). Przez takie działania wymiaru sprawiedliwości w policji pracuje niejedna osoba, która kompletnie się do tego nie nadaje, a w dodatku jego zachowanie demoralizuje innych policjantów.
Uważam także, że policjant "złapany" na łamaniu prawa w 80% przypadków robi to nagminnie i regularnie, a wiadomo że bezsprzeczne dowody wypływają rzadko. Szkoda że są lekceważone i nie są na podstawie nich wyciągane zazwyczaj konsekwencje. Sama policja przez takie pobłażliwe traktowanie debili ze swojego stada traci okazję do wykluczania zdemoralizowanych osobników przez co sami sobie tworzą nastawienie społeczeństwa do nich jakie jest. Nie wspominając już o wpływie takich umorzeń na ogólne podejście do łamania prawa przez innych policjantów.
Są to sprawy oczywiste więc mi się nasuwa tylko taki wniosek, że grupie ludzi na górze zależy na utrzymywaniu takiego stanu rzeczy (antyspołecznego) bo innych powodów znaleźć nie mogę.
Ogólnie odbiłem od tematu więc nie obrażę się za usunięcie mojej wypowiedzi
Można mieć pretensje do funkcjonariuszy, za niewłaściwe działania i to jak postępują, ale nie za egzekwowanie prawa. Gdyby postępowali zgodnie z literą prawa, wówczas ewentualne awersje można by mieć jedynie do prawodawców.
Niestety żyjemy w innych realiach, w których policjant niejednokrotnie uważa siebie za prawodawcę.
.
Zwykły człowiek nawet nie wie tego, jak bardzo każdy policjant jest ograniczony w swej pracy procedurami i rozkazami swoich przełożonych, dlatego na komendzie policjant nie ma pozwolenia na nawet najmniejszą dowolność czy samodzielne działanie. Wszystkie działania- tak dobre, jak i te najbardziej patologiczne- to dzieją się tylko z inspiracji i na rozkaz kierownika wydziału/ komendanta/ szefa policji/ ministra i premiera!
Zwykły człowiek nawet nie wie tego, jak bardzo każdy policjant jest ograniczony w swej pracy procedurami i rozkazami swoich przełożonych, dlatego na komendzie policjant nie ma pozwolenia na nawet najmniejszą dowolność czy samodzielne działanie. Wszystkie działania- tak dobre, jak i te najbardziej patologiczne- to dzieją się tylko z inspiracji i na rozkaz kierownika wydziału/ komendanta/ szefa policji/ ministra i premiera!
Dzięki takim zachowaniom tworzy się sieć wzajemnych zależności, haków itd. Osobom na górze jest to na rękę. Stare dobre metody jeszcze z czasów SB.
Nie ma co liczyć na polskie prawo i na instytucje - trzeba liczyć na siebie, swoje umiejętności, wiedzę i znajomości, a prawo i instytucje wykorzystywać jako narzędzia. Albo spierdalać z tego kraju bo jest na prawdę specyficzny.
Dlatego policja tak lubi i optuje za przepisami restrykcyjnymi dotyczacymi narkotykow, picia alku na ulicy (mialem mandat za picie drinka sobieskiego o trzeciej w nocy w Sopocie kiedys - zakumajcie, ze kolo nie rozumial, ze nie ma tu dzieci do demoralizacji, ani prawie nikogo, oprocz kilku najebanych, i ze ustawodawcy chodzilo, co jest nawet w tylule ustawy, o demoralizacje nieletnich i reklame alkoholu-ahhh), lub zaostrzanie przepisow zwiazanych z ruchem drogowym (tez fajne dorabianie do pensji). Co oczywiste, optuja za tym, gdy zawinie babci, na ulicy, ktos cala emeryture, to bedzie to ledwie wykroczenie, a dla babci dramat ;) W imie mniejszej ilosci dokumentow - ja pierdole, toz to czystej wody patologia! No coz, polska to dziki i bardzo dziwny kraj, ktoremu blizej do Uralu nizli Berlina.
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
Marihuana po reklasyfikacji: wciąż daleka droga do federalnej legalizacji w USA
Administracja Donald Trump ogłosiła wykreślenie marihuany z najbardziej restrykcyjnej kategorii federalnych substancji kontrolowanych. To ważna decyzja dla branży i inwestorów. Nie oznacza jednak, że Stany Zjednoczone zalegalizowały marihuanę rekreacyjną na poziomie federalnym. Do tego droga pozostaje długa i politycznie trudna. Po reklasyfikacji, zgodnie z zasadą „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”, akcje firm z branży najpierw silnie wzrosły, a potem mocno spadły.
Psychologia w codziennym życiu: psychodeliczny zwrot
Kiedy Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze w sprawie substancji psychodelicznych, internet eksplodował szybciej niż jakakolwiek konferencja prasowa. Nagłówki w mediach społecznościowych migały o „legalizacji narkotyków”, „rewolucji psychodelicznej” i „końcu tradycyjnej psychiatrii”. W rzeczywistości, jak podkreślały NPR (npr.org) i PBS, dokument nie legalizuje żadnej substancji. Przyspiesza on natomiast procesy badawcze, skraca ścieżki regulacyjne FDA i toruje drogę do szerszego stosowania rozszerzonego dostępu w przypadkach poważnych chorób psychicznych, gdzie inne metody zawiodły. Jednak w dobie natychmiastowych emocji to nie fakty, a pierwsze wrażenia decydują o reakcji ludzi.
Marihuana i tytoń zmniejszają objętość mózgu. Te konkretne obszary ulegają zmianom
Marihuana i tytoń wpływają niekorzystnie na mózg. Analiza ponad 103 badań z udziałem ponad 72 tys. osób pokazuje, że używanie marihuany i palenie tytoniu wiąże się ze zmniejszeniem objętości mózgu. Naukowcy wskazują konkretne obszary, takie jak ciało migdałowate, hipokamp i istota szara, które ulegają zmianom.
