Luźne dyskusje na tematy związane z substancjami psychoaktywnymi.
ODPOWIEDZ
Posty: 48 • Strona 5 z 5
  • 983 / 16 / 0
Jeżeli ktoś sobie raz na jakiś czas zagrzeje to nic mu nie będzie, tak samo jak sobie raz na jakiś czas wypije.
Dlatego ludzie piją, palą, grzeją, łykają tabletki, wąchają eter, bo lubią, nie żeby "odkryć siebie" tylko zwyczajnie poczuć się dobrze akurat wtedy kiedy mamy na to ochotę (o ile się kontrolujemy, bo ochotę mamy zawsze :rolleyes: ) niezależnie od tego jakie czynniki zewnętrzne usiłują nam to uniemożliwić.
Dopóki jest się odpowiedzialnym, kontroluje dawki i przedewszystkim częstotliwość nie popadnie się w alkoholizm, morfinizm czy walikonizm.
  • 368 / 10 / 0
Jak ja nienawidzę kościoła i w ogóle religii. Wszystko co przyjemne (dla nas) może uzależnić a więc także ośmieszanie, obrażanie, grożenie, bicie, ćwiczenia fizyczne. Z tymi karami to debilizm. Karanie zazwyczaj przynosi odwrotny skutek od zamierzanego. Najlepsze rezultaty przynosi perswazja połączona z daniem przykładu i wskazanie innego źródła przyjemności oraz zwiększenie poczucia własnej wartości obiektu.
  • 983 / 16 / 0
Oczywiście, kara to jakby nie patrzeć forma agresji - agresja budzi agresję.
To zmniejszenie poczucia własnej wartości i ograniczanie źródeł przyjemności to IMO wina szkoły, tzn. nie samej w sobie tylko obecnego programu nauczania, organizacji, chuj wie jak to nazwać.
W każdym razie od przedszkola:
Wychowuje się "obywateli" - Pani trzeba słuchać (Później prawa/poityków/pał)
Zabija indywidualność, właśnie w pieprzonym przedszkolu dzieciak spróbuje zrobić coś inaczej niż reszta, albo w ogóle coś innego, bo to go nie interesuje - zjebka, zły, niedobry, GŁUPI...
Niszczy zainteresowania - to co wyżej, tylko kontynuowane do ogólniaka.
W rozwijaniu hobby nie pomaga też dojebywanie nawet zupełnie małym dzieciom zadań domowych które zajmą im pół dnia w domu...
Ciągłe ocenianie, nikt w szkole nie powie, że jedynka to nic ponad ślad tuszu w rubryczce w dużym zeszycie, hucznie zwanym "DZIENNIKIEM LEKCYJNYM", tylko porażka, tragedia, jeżeli się powtarza - nagonka na typka, w zjebanej klasie będą go tępić (i część nauczycieli do tego dąży...)

Teraz są jedynie dwa wyjścia
1. Ugina się łeb i wyrasta na przeciętnego pod każdym względem Kowalskiego, płacącego podatki, nie pijącego w miejscach publicznych, itp. (nie mówię, że to całkiem złe tylko uogólniam), podejrzewam, że niewielu z forumowiczów poszło tą drogą, lub poszło i przeskoczyło na wariant
2. Pierdoli się zasady, nauczycieli, przepisy, zadania domowe (nie chodzi mi nawet o sprzeciw/bunt/demonstracje, tylko zwykłe ignorowanie), stara się zachować pozory tylko na tyle żeby się utrzymać, prawo łamie się jeżeli tak jest wygodniej i przynajmniej na pierwszy rzut oka nie grozi to konsekwencjami, zadania domowe - spisywanie od "Kowalskich", ogólnie skakanie na skróty na każdym możliwym kroku żeby maksymalnie zmniejszyć czas przeznaczony na "system" i zostawić najwięcej dla siebie.
Tylko skakanie na skróty od dziecka nieuchronnie prowadzi do skakania na skróty przez resztę życia, także poszukując przyjemności.

Po co szukać sobie dziewczyny, bajerować, rozmawiać starać się, skoro można zwalić konia a później chlapnąć kilka paczek przecedzonych przez chusteczkę tablet na ból zęba?

Po co chodzić po górach, skakać na spadochronie, męczyć się dla adrenaliny skoro można kupić paczkę tabletek na smarkanie, nadmanganian, wymieszać, ukłuć, wcisnąć tłoczek?

Po co czytać książkę, słuchać muzyki, medytować skoro można zlikwidować stres tabletką z krzyżykiem?

Wszystko to prowadzi do tego, że nawet taka nie ćpająca jednostka jest tępiona przez resztę (zazwyczaj z wzajemnością).
Ani jedno, ani drugie nie jest do końca dobre, ja byłem i chyba dalej jestem zatwardziałą dwójką od wczesnej podstawówki.
Nie jestem dumny, nie jestem szczęśliwy, jestem sam, ale nieszczęśliwy też nie jestem, gdybym miał wybierać to wolę do końca życia nie być w związku z żadną kobietą (może się w końcu akceptowalna trafi ;) ) niż zmienić życiem, z bylejakim typem wychodzącym z kościoła z zajebistą laską, wsiadającym do zajebistego samochodu, który kiedy da się mu szanse głosuje na LPR, a dzieciakiem pizga o ściany, bo bezstresowe wychowanie to wynalazek szatana.
Ostatnio zmieniony 02 sierpnia 2010 przez bzdaddict, łącznie zmieniany 1 raz.
  • 182 / 6 / 0
bzdaddict pisze:
Nie jestem dumny, nie jestem szczęśliwy, jestem sam, ale nieszczęśliwy też nie jestem, gdybym miał wybierać to wolę do końca życia nie być w związku z żadną kobietą (może się w końcu akceptowalna trafi ;) ) niż zmienić życiem, z bylejakim typem wychodzącym z kościoła z zajebistą laską, wsiadającym do zajebistego samochodu, który kiedy da się mu szanse głosuje na LPR, a dzieciakiem pizga o ściany, bo bezstresowe wychowanie to wynalazek szatana.
Idac dalej tym tropem: nikomu na tobie nie zalezy i nikt nie zaplacze jak sie przecpasz.
  • 62 / 1 / 0
Moi znajomi, którzy narkotykami się niemal brzydzą twierdzą, że jeśli spróbujesz raz to stoczysz się na dno. Nie dociera do nich, że nie raz dragi są mniej szkodliwe niż alkohol, a branie np. DXM nie oznacza od razu uzależnienia. Są przekonani, że jeśli nie zaprowadzą mnie do kliniki odwykowej, to skończę na dworcu ze strzykawką wbitą w kanał. :-(
Uwaga! Użytkownik Annika nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 1169 / 17 / 0
spierdalaj dxmowy trollu !
  • 368 / 10 / 0
Człeniu ja jestem agresywna dwójka od przedszkola wtedy gryzłem i wyzywałem te jebane stare kurwy za co mnie napierdalały suki więc spierdalałem i z grupką ziomów sączyliśmy bro i jaraliśmy szlugi oraz jeździliśmy na rowerach i oglądaliśmy porno i napierdalałem frajerów oraz oblewałem pistoletem na wodę przechodniów (jeden chuj mnie za to pobił) no i graliśmy w piłę i ściągaliśmy koleżankom majtki. Bez kitu po co się tyle uczyć i pracować skoro można dilować (dobry uczynek uwielbiam patrzeć na te uśmiechnięte mordy) i rabować banki (mają tyle kasy więc zwisa im tę kilkaset tysięcy mniej) oraz ćpać ile wlezie. Rodzina zawsze mówiła że wyrosnę na bandytę. To straszenie jest najlepsze zachowuj się tak albo siak bo cię gdzieś zamkniemy (nie rusza mnie to) albo nie dostaniesz papu (nauczyłem się kraść ze sklepów) jeszcze przynosisz wstyd rodzinie (jakby ta rodzina kogoś obchodziła) oraz rozczarowałeś nas po raz kolejny (to się kurwa przyzwyczajajcie). Mnie Mama kocha i na pewno będzie po mnie płakać.
  • 509 / 3 / 0
bzdaddict pisze:
To zmniejszenie poczucia własnej wartości i ograniczanie źródeł przyjemności to IMO wina szkoły, tzn. nie samej w sobie tylko obecnego programu nauczania, organizacji, chuj wie jak to nazwać.
W każdym razie od przedszkola:
Wychowuje się "obywateli" - Pani trzeba słuchać (Później prawa/poityków/pał)
Zabija indywidualność, właśnie w pieprzonym przedszkolu dzieciak spróbuje zrobić coś inaczej niż reszta, albo w ogóle coś innego, bo to go nie interesuje - zjebka, zły, niedobry, GŁUPI...
Niszczy zainteresowania - to co wyżej, tylko kontynuowane do ogólniaka.
W rozwijaniu hobby nie pomaga też dojebywanie nawet zupełnie małym dzieciom zadań domowych które zajmą im pół dnia w domu...
Ciągłe ocenianie, nikt w szkole nie powie, że jedynka to nic ponad ślad tuszu w rubryczce w dużym zeszycie, hucznie zwanym "DZIENNIKIEM LEKCYJNYM", tylko porażka, tragedia, jeżeli się powtarza - nagonka na typka, w zjebanej klasie będą go tępić (i część nauczycieli do tego dąży...)
Nowa Myśl Oświatowa. Rzeczywiście, niegdyś (rządził wtedy król, przed nim - jego ojciec, a po nim - jego syn, strrrraszne!) szkoła była miejscem, w którym pobierało się nauki. Dzisiaj szkoła to jeden z wielu, acz kurewsko istotny, element aparatu hodowli; nauk się nie pobiera, a przyjmuje do wiadomości gotowe mechanizmy postępowania - dawniej takie mechanizmy powstawały na poziomie jednostki, na podstawie jej wiedzy i doświadczenia, dzisiaj nie wolno do tego dopuścić bo to prymitywne i nienowoczesne.
Gdy jednostka czuje - wspólnota szwankuje* ;]
Szkoła służy przysposobieniu człowieka do uczestnictwa we wspólnocie; z punktu widzenia jednostki istnienie wspólnoty jest celem samym w sobie, natomiast Bankierzy wolą mieć do nakarmienia, posprzątania odchodów i zaprzęgnięcia do pługa jeden podmiot, zamiast kilku miliardów podmiotów.
A więc się, kurwa, jednoczmy i nie wkurwiajmy Rockefellera! Rastafari drogą do lepszego, nie dziel, łącz, łącz, nie dziel, nie dziel, nie dziel, konopia, Wielki Izrael, nie dziel, łącz, łącz, łącz, tylko buraki biorą fetę, łącz łącz...
bzdaddict pisze:
Teraz są jedynie dwa wyjścia
1. Ugina się łeb i wyrasta na przeciętnego pod każdym względem Kowalskiego, płacącego podatki, nie pijącego w miejscach publicznych, itp. (nie mówię, że to całkiem złe tylko uogólniam), podejrzewam, że niewielu z forumowiczów poszło tą drogą (...)
Ja myślę, że wielu :-) Trzeba sobie zdawać sprawę, że nawet siedmiokrotnie przeinwestowane europejskimi dopłatami gospodarstwa mleczno-wołowinowe są prymitywnymi zagrodami ludzi pierwotnych w porównaniu z nowoczesną, zajebiście zorganizowaną hodowlą nowego człowieka; pranie mózgów zbiera biurokratyczne żniwo, i tylko incydentalnie jeden czy drugi przypadkiem albo nie przypadkiem prześliźnie się przez sito (oni dopiero testują niektóre ze swoich technologii :-) ).
bzdaddict pisze:

2. Pierdoli się zasady, nauczycieli, przepisy, zadania domowe (nie chodzi mi nawet o sprzeciw/bunt/demonstracje, tylko zwykłe ignorowanie), stara się zachować pozory tylko na tyle żeby się utrzymać, prawo łamie się jeżeli tak jest wygodniej i przynajmniej na pierwszy rzut oka nie grozi to konsekwencjami, zadania domowe - spisywanie od "Kowalskich", ogólnie skakanie na skróty na każdym możliwym kroku żeby maksymalnie zmniejszyć czas przeznaczony na "system" i zostawić najwięcej dla siebie.
Grunt to bunt; nawet, jeżeli to bunt z niskich pobudek. Nie każdy rodzi się Ron Paulem, ale kiedy odważysz się zapalić szluga żeby w dalszej perspektywie dostać buziaka w policzek od koleżanki, łatwiej Ci będzie kiedyś odlać się na radiowóz, którego załoga właśnie pałuje Twojego zioma, bo sobie przyszliście na demonstrację antywojenną. Łatwiej, niż temu, który tak kurewsko bał się dzieciństwie kary, że fakt seksualności kobiet odkrył w klasie maturalnej, a do dzisiaj ogląda tytoń tylko w wiadomościach gospodarczych. Taki sobie przykład, a propos pomysłów dzieci na zaimponowanie sympatiom.
I w dzisiejszej szkole można się czegoś ciekawego nauczyć, ważne tylko, żeby nie uczyć się od zatrudnionych tam nauczycieli ;-)
bzdaddict pisze:
Tylko skakanie na skróty od dziecka nieuchronnie prowadzi do skakania na skróty przez resztę życia, także poszukując przyjemności.

Po co szukać sobie dziewczyny, bajerować, rozmawiać starać się, skoro można zwalić konia a później chlapnąć kilka paczek przecedzonych przez chusteczkę tablet na ból zęba?

Po co chodzić po górach, skakać na spadochronie, męczyć się dla adrenaliny skoro można kupić paczkę tabletek na smarkanie, nadmanganian, wymieszać, ukłuć, wcisnąć tłoczek?

Po co czytać książkę, słuchać muzyki, medytować skoro można zlikwidować stres tabletką z krzyżykiem?

Wszystko to prowadzi do tego, że nawet taka nie ćpająca jednostka jest tępiona przez resztę (zazwyczaj z wzajemnością).
Proszę mi tu nie utożsamiać zamiłowania do używek z totalną nieaktywnością ;-) Oczywiście nie podważam wysokiej popularności takich akcji, ale znowu - zależnie od indywidualnego przypadku może być rozmaicie. Kiedy ja porównuję dwa podobne wydarzenia, wychodzi mi, że nawet pójście na dół po szlugi smakuje jak wycieczka za miasto, kiedy się odpowiednio wykorzysta narkotyki :-)
bzdaddict pisze:
Ani jedno, ani drugie nie jest do końca dobre, ja byłem i chyba dalej jestem zatwardziałą dwójką od wczesnej podstawówki.
Nie jestem dumny, nie jestem szczęśliwy, jestem sam, ale nieszczęśliwy też nie jestem, gdybym miał wybierać to wolę do końca życia nie być w związku z żadną kobietą (może się w końcu akceptowalna trafi ;) ) niż zmienić życiem, z bylejakim typem wychodzącym z kościoła z zajebistą laską, wsiadającym do zajebistego samochodu, który kiedy da się mu szanse głosuje na LPR, a dzieciakiem pizga o ściany, bo bezstresowe wychowanie to wynalazek szatana.
Nic dodać, nic ując (przynajmniej ja nie mam) - props!

Ponad to, dostrzegam ostatnio, że mit o przewadze "narkotyków" (nie wliczając alkoholu) nad "alkoholem" (który, co wie każdy trzecioklasista, nie jest narkotykiem, tylko narodową właściwością) jest równie popularny, co mit o przewadze "alkoholu" nad "narkotykami" - zajebiście widać na tym przykładzie plastyczność umysłu nowego człowieka, "dxmowe trolle" raczej nie wpadły na to samodzielnie, ale odpowiednia tresura na Forum... ;-)
ODPOWIEDZ
Posty: 48 • Strona 5 z 5
NarkoMemy dodaj swój
[mem]
Newsy
[img]
Kofeina naprawia zaburzenia w pracy mózgu wywołane brakiem snu

Gdy po nieprzespanej nocy nie radzimy sobie z zadaniami wymagającymi myślenia, składamy to na karb zmęczenia. Jednak, jak dowiadujemy się z badań przeprowadzonych na Narodowym Uniwersytecie Singapuru, problemem nie jest zmęczenie, a fakt, że brak snu zaburza funkcjonowanie konkretnych obszarów mózgu odpowiedzialnych za kawę. Naukowcy nie zostawili nas jednak samych sobie z tą wiedzą. Stwierdzili bowiem, że kofeina może przywracać prawidłową pracę neuronów.

[img]
Narkofabryka w dawnej stadninie

Funkcjonariusze CBŚP i SG zlikwidowali w województwie śląskim nielegalne laboratorium narkotyków syntetycznych. Podczas realizacji zatrzymano na gorącym uczynku dwóch mężczyzn, a także zabezpieczono ponad 44 kilogramy gotowego narkotyku Alfa-PVP o czarnorynkowej wartości szacowanej na 3,5 mln zł oraz tysiące litrów substancji wykorzystywanych do jego produkcji.

[img]
NIK odpowiada na wniosek Wolnych Konopi. „Przyjęto do wiadomości”, ale my nie odpuszczamy

Najwyższa Izba Kontroli odpowiedziała. I choć pismo jest obszerne, to w kluczowej dla nas [ Wolnych Konopi] kwestii … milczy. Otrzymaliśmy oficjalne stanowisko Izby w sprawie naszego wniosku o przeprowadzenie kontroli dotyczącej kosztów i efektywności obecnego modelu ścigania za posiadanie marihuany.