Dlatego ludzie piją, palą, grzeją, łykają tabletki, wąchają eter, bo lubią, nie żeby "odkryć siebie" tylko zwyczajnie poczuć się dobrze akurat wtedy kiedy mamy na to ochotę (o ile się kontrolujemy, bo ochotę mamy zawsze :rolleyes: ) niezależnie od tego jakie czynniki zewnętrzne usiłują nam to uniemożliwić.
Dopóki jest się odpowiedzialnym, kontroluje dawki i przedewszystkim częstotliwość nie popadnie się w alkoholizm, morfinizm czy walikonizm.
To zmniejszenie poczucia własnej wartości i ograniczanie źródeł przyjemności to IMO wina szkoły, tzn. nie samej w sobie tylko obecnego programu nauczania, organizacji, chuj wie jak to nazwać.
W każdym razie od przedszkola:
Wychowuje się "obywateli" - Pani trzeba słuchać (Później prawa/poityków/pał)
Zabija indywidualność, właśnie w pieprzonym przedszkolu dzieciak spróbuje zrobić coś inaczej niż reszta, albo w ogóle coś innego, bo to go nie interesuje - zjebka, zły, niedobry, GŁUPI...
Niszczy zainteresowania - to co wyżej, tylko kontynuowane do ogólniaka.
W rozwijaniu hobby nie pomaga też dojebywanie nawet zupełnie małym dzieciom zadań domowych które zajmą im pół dnia w domu...
Ciągłe ocenianie, nikt w szkole nie powie, że jedynka to nic ponad ślad tuszu w rubryczce w dużym zeszycie, hucznie zwanym "DZIENNIKIEM LEKCYJNYM", tylko porażka, tragedia, jeżeli się powtarza - nagonka na typka, w zjebanej klasie będą go tępić (i część nauczycieli do tego dąży...)
Teraz są jedynie dwa wyjścia
1. Ugina się łeb i wyrasta na przeciętnego pod każdym względem Kowalskiego, płacącego podatki, nie pijącego w miejscach publicznych, itp. (nie mówię, że to całkiem złe tylko uogólniam), podejrzewam, że niewielu z forumowiczów poszło tą drogą, lub poszło i przeskoczyło na wariant
2. Pierdoli się zasady, nauczycieli, przepisy, zadania domowe (nie chodzi mi nawet o sprzeciw/bunt/demonstracje, tylko zwykłe ignorowanie), stara się zachować pozory tylko na tyle żeby się utrzymać, prawo łamie się jeżeli tak jest wygodniej i przynajmniej na pierwszy rzut oka nie grozi to konsekwencjami, zadania domowe - spisywanie od "Kowalskich", ogólnie skakanie na skróty na każdym możliwym kroku żeby maksymalnie zmniejszyć czas przeznaczony na "system" i zostawić najwięcej dla siebie.
Tylko skakanie na skróty od dziecka nieuchronnie prowadzi do skakania na skróty przez resztę życia, także poszukując przyjemności.
Po co szukać sobie dziewczyny, bajerować, rozmawiać starać się, skoro można zwalić konia a później chlapnąć kilka paczek przecedzonych przez chusteczkę tablet na ból zęba?
Po co chodzić po górach, skakać na spadochronie, męczyć się dla adrenaliny skoro można kupić paczkę tabletek na smarkanie, nadmanganian, wymieszać, ukłuć, wcisnąć tłoczek?
Po co czytać książkę, słuchać muzyki, medytować skoro można zlikwidować stres tabletką z krzyżykiem?
Wszystko to prowadzi do tego, że nawet taka nie ćpająca jednostka jest tępiona przez resztę (zazwyczaj z wzajemnością).
Ani jedno, ani drugie nie jest do końca dobre, ja byłem i chyba dalej jestem zatwardziałą dwójką od wczesnej podstawówki.
Nie jestem dumny, nie jestem szczęśliwy, jestem sam, ale nieszczęśliwy też nie jestem, gdybym miał wybierać to wolę do końca życia nie być w związku z żadną kobietą (może się w końcu akceptowalna trafi ;) ) niż zmienić życiem, z bylejakim typem wychodzącym z kościoła z zajebistą laską, wsiadającym do zajebistego samochodu, który kiedy da się mu szanse głosuje na LPR, a dzieciakiem pizga o ściany, bo bezstresowe wychowanie to wynalazek szatana.
bzdaddict pisze: Nie jestem dumny, nie jestem szczęśliwy, jestem sam, ale nieszczęśliwy też nie jestem, gdybym miał wybierać to wolę do końca życia nie być w związku z żadną kobietą (może się w końcu akceptowalna trafi ;) ) niż zmienić życiem, z bylejakim typem wychodzącym z kościoła z zajebistą laską, wsiadającym do zajebistego samochodu, który kiedy da się mu szanse głosuje na LPR, a dzieciakiem pizga o ściany, bo bezstresowe wychowanie to wynalazek szatana.
bzdaddict pisze: To zmniejszenie poczucia własnej wartości i ograniczanie źródeł przyjemności to IMO wina szkoły, tzn. nie samej w sobie tylko obecnego programu nauczania, organizacji, chuj wie jak to nazwać.
W każdym razie od przedszkola:
Wychowuje się "obywateli" - Pani trzeba słuchać (Później prawa/poityków/pał)
Zabija indywidualność, właśnie w pieprzonym przedszkolu dzieciak spróbuje zrobić coś inaczej niż reszta, albo w ogóle coś innego, bo to go nie interesuje - zjebka, zły, niedobry, GŁUPI...
Niszczy zainteresowania - to co wyżej, tylko kontynuowane do ogólniaka.
W rozwijaniu hobby nie pomaga też dojebywanie nawet zupełnie małym dzieciom zadań domowych które zajmą im pół dnia w domu...
Ciągłe ocenianie, nikt w szkole nie powie, że jedynka to nic ponad ślad tuszu w rubryczce w dużym zeszycie, hucznie zwanym "DZIENNIKIEM LEKCYJNYM", tylko porażka, tragedia, jeżeli się powtarza - nagonka na typka, w zjebanej klasie będą go tępić (i część nauczycieli do tego dąży...)
Gdy jednostka czuje - wspólnota szwankuje* ;]
Szkoła służy przysposobieniu człowieka do uczestnictwa we wspólnocie; z punktu widzenia jednostki istnienie wspólnoty jest celem samym w sobie, natomiast Bankierzy wolą mieć do nakarmienia, posprzątania odchodów i zaprzęgnięcia do pługa jeden podmiot, zamiast kilku miliardów podmiotów.
A więc się, kurwa, jednoczmy i nie wkurwiajmy Rockefellera! Rastafari drogą do lepszego, nie dziel, łącz, łącz, nie dziel, nie dziel, nie dziel, konopia, Wielki Izrael, nie dziel, łącz, łącz, łącz, tylko buraki biorą fetę, łącz łącz...
bzdaddict pisze: Teraz są jedynie dwa wyjścia
1. Ugina się łeb i wyrasta na przeciętnego pod każdym względem Kowalskiego, płacącego podatki, nie pijącego w miejscach publicznych, itp. (nie mówię, że to całkiem złe tylko uogólniam), podejrzewam, że niewielu z forumowiczów poszło tą drogą (...)
bzdaddict pisze:
2. Pierdoli się zasady, nauczycieli, przepisy, zadania domowe (nie chodzi mi nawet o sprzeciw/bunt/demonstracje, tylko zwykłe ignorowanie), stara się zachować pozory tylko na tyle żeby się utrzymać, prawo łamie się jeżeli tak jest wygodniej i przynajmniej na pierwszy rzut oka nie grozi to konsekwencjami, zadania domowe - spisywanie od "Kowalskich", ogólnie skakanie na skróty na każdym możliwym kroku żeby maksymalnie zmniejszyć czas przeznaczony na "system" i zostawić najwięcej dla siebie.
I w dzisiejszej szkole można się czegoś ciekawego nauczyć, ważne tylko, żeby nie uczyć się od zatrudnionych tam nauczycieli ;-)
bzdaddict pisze: Tylko skakanie na skróty od dziecka nieuchronnie prowadzi do skakania na skróty przez resztę życia, także poszukując przyjemności.
Po co szukać sobie dziewczyny, bajerować, rozmawiać starać się, skoro można zwalić konia a później chlapnąć kilka paczek przecedzonych przez chusteczkę tablet na ból zęba?
Po co chodzić po górach, skakać na spadochronie, męczyć się dla adrenaliny skoro można kupić paczkę tabletek na smarkanie, nadmanganian, wymieszać, ukłuć, wcisnąć tłoczek?
Po co czytać książkę, słuchać muzyki, medytować skoro można zlikwidować stres tabletką z krzyżykiem?
Wszystko to prowadzi do tego, że nawet taka nie ćpająca jednostka jest tępiona przez resztę (zazwyczaj z wzajemnością).
bzdaddict pisze: Ani jedno, ani drugie nie jest do końca dobre, ja byłem i chyba dalej jestem zatwardziałą dwójką od wczesnej podstawówki.
Nie jestem dumny, nie jestem szczęśliwy, jestem sam, ale nieszczęśliwy też nie jestem, gdybym miał wybierać to wolę do końca życia nie być w związku z żadną kobietą (może się w końcu akceptowalna trafi ;) ) niż zmienić życiem, z bylejakim typem wychodzącym z kościoła z zajebistą laską, wsiadającym do zajebistego samochodu, który kiedy da się mu szanse głosuje na LPR, a dzieciakiem pizga o ściany, bo bezstresowe wychowanie to wynalazek szatana.
Ponad to, dostrzegam ostatnio, że mit o przewadze "narkotyków" (nie wliczając alkoholu) nad "alkoholem" (który, co wie każdy trzecioklasista, nie jest narkotykiem, tylko narodową właściwością) jest równie popularny, co mit o przewadze "alkoholu" nad "narkotykami" - zajebiście widać na tym przykładzie plastyczność umysłu nowego człowieka, "dxmowe trolle" raczej nie wpadły na to samodzielnie, ale odpowiednia tresura na Forum... ;-)
Dlaczego legalizacja marihuany jest lepsza od depenalizacji czy dekryminalizacji?
Gdy dilera zastępuje kasjer. Dlaczego po legalizacji nastolatkom trudniej o marihuanę
Badanie: LSD w mikrodawce poprawia koncentrację, ale tylko u kobiet
Badanie pilotażowe sugeruje, że niskie dawki LSD mogą odmiennie wpływać na zdolność utrzymania uwagi u kobiet i mężczyzn. Takie ustalenia przedstawiono na dorocznym kongresie Europejskiego Kolegium Neuropsychofarmakologii (ECNP) w Monachium. Mikrodawkowanie polega na przyjmowaniu bardzo małej ilości substancji psychodelicznej, czyli takiej, która zazwyczaj nie wywołuje typowych halucynacji, zaburzeń postrzegania czasu i przestrzeni czy gwałtownych zmian nastroju.
Diler z Anglii przyjmował nietypową walutę. Uzależnieni spłacali długi rzadkimi kartami Pokemon
Nietypowa waluta w narkotykowym biznesie pod lupą angielskich śledczych. Podczas przeszukania domu 26-letniego dilera policjanci zabezpieczyli nie tylko kokainę, marihuanę i gotówkę, ale także pudełko z rzadkimi kartami Pokemon. Szybko wyszło na jaw, że służyły one uzależnionym do spłacania długów u przestępcy.
Pięć tryptamin w Schedule I: co ten wykaz realnie oznacza dla naukowca
Amerykańska DEA opublikowała 23 września projekt przepisu, który umieściłby pięć tryptamin w Schedule I — najostrzejszej kategorii federalnej ustawy o substancjach kontrolowanych. Spór nie dotyczy tego, czy ktoś będzie mógł te związki legalnie kupić, bo nie będzie i dziś nie może. Dotyczy tego, ile czasu i pieniędzy pochłonie po tej zmianie zwykłe badanie laboratoryjne. Sam wniosek opisaliśmy w tekście o tym, jak DEA chce zakazać pięciu tryptamin. Tutaj idziemy w konsekwencje.