Więcej informacji: Lizergamidy w Narkopedii [H]yperreala
Wiek: 20
Doświadczenie w psychodelikach: (LSD), bromo-dragonfly, 2c-b, salvia, DXM, XTC i MJ
Substancja : LSD (pół kartonika, według dostawcy 100 mikgogram)
Kiedy jechałem niedużym wehikułem zwanym pociągiem, słuchałem Shpongli i zaczytywałem się książką o niebanalnym tytule "Nieskończoność w jednej dłoni. Od Wielkiego Wybuchu do Oświecenia" (Dzięki za lekturę Fey) dopadła mnie myśl, że to dziś jest ten dzień, w którym będzie mi dane przekonać się na własnej skórze o mitycznych właściwościach LSD. Na powoli przesuwające się za oknem krajobrazy poczęły padać długie promienie Słońca...
Wychodzę z pociągu, zapalam fajka, wiatr popycha mnie w stronę domu. Witam się z dziewczyną (Astaroth) i ruszamy do mnie.
Słońce zaczynało chować się za horyzontem kiedy umieściliśmy po pół tekturki z blottera Hoffmana na naszych łaknących wrażeń językach. Była godzina 19.40. Oboje czuliśmy silne podniecenie i niepewność. W końcu na swoich kontach mieliśmy tylko (jak się okazało aż) doświadczenie z RC. Tekturka miała gorzkawy smak ale niezbyt intensywny, raczej subtelny. Usadowiliśmy się wygodnie na kanapie przed włączonym TV, na stole herbata i chusteczki. Po 30 minutach dało się odczuć ociężałość wypływającą z tyłu głowy i ciągnącą ją ku ziemi. Oglądając jakieś "sitkomy" zacząłem podśmiewywać się głupawo z banalnych rzeczy. Wydawało się, że to placebo ale po kilku chwilach, raczej pusty, śmiech się wzmagał. Na tym etapie czułem się trochę jak na bodyloadzie po RC, "dziwne", niepewne samopoczucie.
Około 20.30 pojawiły się pierwsze OEVy, czyli falowanie, pływanie pojedynczych fragmentów otoczenia, takich jak klamki czy uchwyty szafek. Psychicznie czułem się ogłupiony, coraz trudniej było mi powiedzieć coś... sensownego (to chyba odpowiednie słowo), nastąpiła poprawa nastroju, czułem się szczęśliwy siedząc na kanapie z moją ukochaną. Za kilka chwil ma się okazać, że sens, który staram się zawrzeć w słowach straci swoje znaczenie, czy raczej sens na tej płaszczyźnie rzeczywistości przestanie istnieć.
Godzina 22.15. OEVy potrafią już nieźle przykuć uwagę, przy jasnych detalach pojawia się poświata, falowanie pokrywa już większość widzianej przestrzeni tak, że całe otoczenie wydaje się oddychać wraz ze mną. Pojawiają się pierwsze CEVy raczej subtelne i mało widowiskowe, coś typu: kolumna świątyni, którą od dołu zaczyna porastać fioletowe pnącze, wijąc się w okół niej. W głowie gonitwa myśli, nadal ciężko mi się wysłowić, ale zaczynam dostrzegać, że usiłowanie wysławiania się na jakiś określony temat jest bezcelowe. Czuję jakbym odbywał zaciętą polemikę z milionem Bieganów skaczących swobodnie w mojej głowie. Każdy z nich stara się przekonać Mnie do tego w jaki sposób mam postępować. W miarę upływu czasu przyłapuję się na tym, że oni nie powinni mieć kogo przekonywać. Ja składam się z tych milionów Bieganów a chaos, który odczuwam spowodowany jest potrzebą schematycznego sposobu myślenia odczuwaną przez sztucznie wgrany wytwór zwany - Ego. Zastanawiam się czy oby na pewno? Czy nie staram się przypiąć usłyszanego od kogoś marudzenia na temat pozbycia się ego jako drogi do uzyskania szczęścia? Odpowiedź jest prosta - nie. Odpowiedź jest tak prosta bo to nie kwestia wiary, to kwestia empirycznego doświadczenia. No ale nie chcę być kolejnym człowieczkiem marudzącym o ego, bezsens tego tworu każdy może poczuć sam.
Fizycznie czuję, że wylewam się z cielesnej formy. W pewnym momencie patrząc na dwie kończyny prowadzę ze sobą następujący dialog: "To nogi? Tak to nogi. Moje nogi!". Czasem mieszanina myśli i świadomości, w której jestem wraca do tej cielesnej formy a czasem oddala się od niej. Niestety A. odczuwa "dziwny" ból pleców i żołądka. Nie potrafię tego zrozumieć ale trochę mnie to smuci. Co chwila myśli na temat jej stanu odrywają mnie od innych przemyśleń. W dialogu bardzo często używamy słowa "dziwnie" uważając za przezabawne, że tak niepowtarzalny stan zamykamy w tak banalnym słowie.
Około 23.30. Następuje punkt kulminacyjny, peak trwający około 1-1,5h. Potem efekty stopniowo ustępowały. Chaos, który wcześniej mnie ogarniał ustępuje na rzecz porywających CEVów i poczucia równowagi między tym co dobre i złe. Wszystkie myśli pojawiają się teraz dualistycznie, z jednej strony aspekty pozytywne, z drugiej negatywne. Te dwie nici myślowe splatają się w jedną i nie ma już dobra i zła. Teraz wszystko po prostu jest w pierwotnej, bezwarunkowo czystej postaci. To tyle ze strony niewizualnej, resztę przemyśleń zachowam for me. OEVy są wszędzie. Na ścianach pokoju pojawiają się tribalowe, świecące wzory fraktalne, które pomału "samorysują" się zamalowując całe otoczenie. Świecą na jasno-niebiesko, świecenie to raz się wzmaga a raz ustępuje (Znowu efekt przypływu i odpływu fali). Zauważam, że całe otoczenie pokryte jest tą fraktalną siatką materii jakby rzeczywistość była w ten spsób opisana jakimś ukrytym językiem-kluczem. Kontury przedmiotów zacierają się a kolory wyciekają poza przedmioty stwarzając wrażenie powielonej przestrzeni geometrycznej. Coś jak karty 3d z czipsów ;p.
To by było na tyle ode mnie. Następny trip 200 mikrogramów .
EDIT
Za wszystkie błędy składniowo-logiczne przepraszam. Trochę jestem niewyspany.
Biegan pisze: Za kilka chwil ma się okazać, że sens, który staram się zawrzeć w słowach straci swoje znaczenie, czy raczej sens na tej płaszczyźnie rzeczywistości przestanie istnieć.
Pamiętam to uczucie. Na moim pierwszym tripie z lsd siedziałem przez 2 godziny z kumpelą na ławce i przez cały czas rozmawialiśmy o tym, że nie ma sensu rozmawiać bo i tak do niczego nie możemy dojść a i bez słów wiemy o co chodzi :D
Coś w rodzaju:
"- łooooł... wiesz.. myśle że..
- wiem.. ale ogólnie to.. ee
- spoko. rozumiem :) o w qrwee..
- noooo.. "
Było też wiele mądrzejszych dialogów, które jednak i tak kończyły się: "spoko. wiem o co Ci chodzi." a prawdopodobnie każdy myślał o czym innym
Coś w rodzaju]
Haha, dokładnie, po połówce kwasika mieliśmy z kumplem to samo. Tyle myśli w głowie, ale ni chuja nie idzie ich ubrać w słowa. Na szczęście nie jest to potrzebne, bo wystarczy wypowiedzieć pierwsze słowa, a kompan już wie o co chodzi :)
Bezimienna, bezkształtna energia, która przenika wszystkie żywe istoty.
Czyste wezwanie dla naszej wewnętrznej natury,
aby zbudziła się z naszego codziennego życia, naszego strachu.
A jeszcze co do poprzednich doświadczeń z psychedeli to takie najbliżej lsd, kuzyn można powiedzieć-lsa. Brałem powój hawajski w ilości od 4 do 11 nasion (11 wziąłem za pierwszym razem i trochę przesadziłem, głównie z powodu dolegliwości fizycznych bo jeśli o sam trip chodzi było fantastycznie), do tego salvia, dużo thc, dxm, małe wyskoki z gałką muszkatołową czy benzydaminą.
A później masz robić o tak: :yay:
Marihuana to gorsze wyniki w nauce i stres emocjonalny
Pacjenci szukają ulgi w bólu. Jak zmienia się podejście do medycznej marihuany w Polsce
Dlaczego ograniczenie marihuany do listy chorób to katastrofa dla pacjentów – historia Adriana
Spali w lesie i zażywali narkotyki. Policja zatrzymała rodziców trójki dzieci
Jedna z mieszkanek zadzwoniła na policję i poinformowała, że rodzice wraz z trójką dzieci w wieku 1, 4 i 6 lat przez ostatnią dobę przebywali w samochodzie, w lesie. Na miejsce natychmiast skierowano policyjny patrol.
1 dziennie i ryzyko drastycznie rośnie. Alarm: Polacy nic sobie z tego nie robią
Nawet niewielkie ilości alkoholu mogą istotnie zwiększać ryzyko raka jamy ustnej – wynika z badania opublikowanego w „BMJ Global Health”, które szczególnie alarmujące dane przynosi z Indii.
Fałszywy narkotest, prawdziwe konsekwencje. Jak policyjna procedura zniszczyła życie 20-latka
W teorii miał to być rutynowy patrol drogówki. W praktyce - początek koszmaru, który na wiele tygodni wywrócił życie młodego człowieka do góry nogami. Fałszywie dodatni wynik policyjnego narkotestu, medialny rozgłos i społeczny ostracyzm okazały się silniejsze niż późniejsze, prawdziwe wyniki badań krwi. Bo gdy prawda w końcu wyszła na jaw, szkody były już nieodwracalne.
