...i czym go złagodzić?
Przejebane tak całe życie mieć
Najlepiej by było chodzić...jeździć na rowerze,biegać...no ale jak? W nocy?
Faktycznie leżeć się nie da,ale też ruszać się specjalnie nie jestem w stanie...mnie to paraliżuje...leżę z nogami w górze wsparte do pionu o ścianę i zdycham.
Taki rowerek żył nie rozwali?
11ty dzień i dalej rowerek?
Zawsze rocka słuchałam...teraz już na klasycznej po nocach jadę w słuchawkach....Mozart się sprawdza fajnie. Dzisiaj z rapem polskim spróbuję...może szybki rym przegoni ten galop wściekłojadowitych mrówek w nogach.
Ile trwa ten rowerek?
Czym złagodzić?
p.s.
Nie śmiem zapytać czy jest sposób na rowerek?
wierzyli do końca i poszli na dno
teraz jeszcze przechylają moją łódź niepewną
odtrącam te sztywne dłonie okrutnie żywa
odtrącam rok za rokiem.
A osoby, które mają to na co dzień (znam przynajmniej jeszcze 2 inne) po prostu o tym nie myślą. Ruchy nogą (bardzo szybkie) wykonują mimowolnie podczas siedzenia.
Trochę głupio to wygląda, bo mam małą dysproporcję mięśniową z tym związaną - prawa noga (którą ruszam) jest mocniej umięśniona, niż lewa (na szczęście trzeba się przyjrzeć bliżej) : )
Żadnej hydroxyzyny na noc,a jak się położyłam tak zasnęłam z miejsca na prawym boku i tak sie po 6h obudziłam...no niesamowite....po tylu nocach bezsennych.
Dopiero teraz mnie czyści chyba...schudłam 5 kg. Nie mam apetytu. Oczy by zjadły wszystkie te ....nosz kurde...Wielkanoc....leży i pachnie,a mnie cofa.
Dzięki Panie za jelitówkę i kichanie na detoxie....mam się czym wytłumaczyć.
Te kichanie to też śmieszna sprawa. Nie mam siły sprawdzać. Może ktoś mi tu napisze otsochodzi że tak ciągle i kilka razy pod rząd...na razie wiem jedno,ten objaw detoxu bardzo mi się podoba....mam teraz stalowe mięśnie brzucha :) 4,5 i do 10 dnia aż mi uszy drętwiały...tak kichałam.
Dzisiaj spróbuję bez sirdalutu...jeśli rowerek się pojawi,to wezmę bo nie mam siły się męczyć. Natomiast wszystko inne wyrzucam bo i tak nie pomagało.
Jeden z problemów z nogami w tym czasie jeszcze nie zniknął,mianowicie gorące łydki...zwłaszcza tylna część tuż pod kolanami....no jak mnie to wkurw....przy kazdym podniesieniu stopy do kroku,rozlewa się ten gorąc po całych nogach....a że długie mam,to podwójnie wkur...ia :)
Tak po czwartym tygodniu detoxu,planuje wyjazd do miejsca ...no taki domek na wsi mam. Trochę daleko ale sielanka niesamowita....jeszcze chwilka i pojadę się tam dotlenic....spacery i te inne ryby,kurki się zaczną w lesie.
Jednak teraz na samą myśl o podniesieniu stopy z podłoza,najchętniej położyłabym się i nie stawała aż samo przejdzie.
No dobra....ja tu pitu pitu a pewnie Wy tu swoje drogi krzyżwe przechodzicie...już nie truje ;) spadam.
Jak się już z tym uporam,to opiszę tu mój detox z wszystkimi błędami jaki popełniłam i odkrywczymi,łagodzącymi objawy sposobami...na bank się komuś przyda...może jakiejś pracoholiczce,takiej jak ja,żeby wiedziała...musi być silna.
...a bez Was,to pewnie po receptę bym pojechała w drugiej dobie :)
p.s.
@jezus_chytrus
mam dwóch...dwie bliskie mi osoby,które mimo nie stwierdzonego zespołu niespokojnych nóg,mają w jednej nodze bardziej widoczne wypukłosci mieśniowe....i to własnie super seksownie wyglada....albo mnie pojebało już do reszty
Jakieś witaminki czy co?
Ktoś z Was poradził sobie z takim stanem?
Może wcześniej niż to konieczne?
Latałem do Chile, gdzie leki, które brałem są tylko na Rc, a czarny ich rynek nie istnieje.
3 loty i za każdym praktycznie nie odczułem skręta (gdzie w domu bym leżał i kwiczał).
Do tego jeszcze zmiana klimatu (z zimy do lata)...
Ja tą dysproporcję nieco redukuję grą w kosza (2 takt z lewej nogi) : ) tak że na pierwszy rzut oka mięśnie są mniej więcej równe.
W ogóle jak już uporasz się z odstawieniem, to polecam zainteresować się sportem. Najlepsze jest bieganie - uzależnia jak narkotyki, ale bez destruktywnych konsekwencji - wręcz przeciwnie - rzeźbi ciało niesamowicie. Daje również namiastkę opiatowego działania w postaci endorfin, które zaczynają się wydzielać po ok 30 minutach spokojnego biegu. Taki "wyrzut" działa w moim przypadku już do końca dnia.
Biegałam jeszcze niedawno....teraz dzienna trasa rowerowa nie mniejsza niż 18 km...tak lubię.
Nic innego mi chuba nie pozostaje tylko do Chile na rowerze skoczyć...tylko najpierw jeszcze się trochę pomeczę. Coś czuję że w pół drogi jestem.
Nie mam siły na nic póki co.
No może przyjdzie do pani...jutro
Nie przyszedł więc brałam dalej 0.4 trzy razy dziennie. ..aha przez pierwsze trzy dni clonazepan mi dawali więc przespałam je prawie...po tych trzech dniach odmowiłam przyjęcia klona...bo mi obserwacja sytuacji zanikała.
Ok. Jak pani chce.
Po 10tym dniu wpadł lekarz z wiadomością że wysyła do mnie psychiatrę....no ok
-aha,panie doktorze-zagadałam jak wychodził-czy może pan zlecić zmniejszenie dawki bunondolu dla mnie?
-noooo tak...jest pani pewna?
-nie, nie jestem....ale innym się zmniejsza a ja za dwa sni wychodzę.
-dobrze,zmniejszymy
...i dwa ostatnie dni na 3x0.2mg było
W ostatnim dniu pofatygowała sie psychiatra i stwierdziła po wywiadzie,że w zasadzie ,to ona nie widzi powodów dla czego ja tu w ogóle jestem...czy byłam,bo doskonale sobie radzę z problemem i dla niej to ja wiem kiedy skończyć brać tabletki na ból po urazie kregosłupa więc terapi nie zaleca no chyba że bardzo chcę to mam przyjść do niej i ona coś wymyśli...recepta na leki mi do domu nie potrzebna i z wypisem do rodzinnego mam się zgłosić.
Podziękowałam i do domu ledwo doszłam. Fakt...w szpitalu ani kednego dnia nie cierpiałam z powodów objawów po odstawieniu,ale przecież to nie było odstawienie tylko zamienienie.
No to co teraz?
To z marszu do rodzinnego,a tam?
-oooo,tu pani ma bunondol,to kontynuujemy...ile przepisać dwie recepty po dwa opakowania?
....i dostałam w łapy 4 op 0.4mg
...nosz kurwa...jak ja bym wtedy wiedziała,że ten substytut tal mnie wciagnie,to co? Gówno...przecież żyłam na pełnych obrotach...sama zdecydowałam by mi 0.2 przepisywali po pół roku...ale nie zniżałam dawek do tej pory. Każdy inny by zniżał ale nie ja...nie w takim stopniu uzależnienia.
Jak zaczęło mnie wkurwiać latanie po recepty postanowiłam pdstawić z dnia na dzień...12 dni temu.
No...i tak to było w szpitalu i po...teraz detox w domu. Nie wyobrażam sobie drugi ani żaden inny raz spotkać się z taką obojętnością na zamkniętym odtruciu.
Ciekawe czy ktoś z Was miał podobne doawiadczenia szpitalne?
Może inne?
Nie bierzcie moich rad poważnie, konsultujcie to z bardziej obeznanymi osobami a najlepiej lekarzem. Słuchacie mnie na własną odpowiedzialność.
Narkomani i nędza. Niemcy wolą się tu nie zapuszczać. "Sytuacja nie do przyjęcia"
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
Irvin Rosenfeld: Człowiek, który wypalił 120 000 jointów od rządu USA
Wyobraź sobie, że co 25 dni listonosz puka do Twoich drzwi i wręcza Ci przesyłkę od rządu federalnego. W środku nie ma jednak pism z urzędu skarbowego, lecz metalowa puszka przypominająca opakowanie od kawy. Po jej otwarciu widzisz 300 starannie skręconych jointów.
CBŚP i Policja Ukrainy rozbiły międzynarodową siatkę producentów narkotyków syntetycznych
36 zlikwidowanych laboratoriów, setki przeszukań i tony zabezpieczonych substancji – to bilans skoordynowanej operacji przeprowadzonej przez Centralne Biuro Śledcze Policji oraz Policję Ukrainy przy wsparciu Europolu. To jedno z największych uderzeń w podziemie syntetycznych narkotyków w Europie Wschodniej.
Najgroźniejsza tajemnica starożytnej Grecji? Napój z Eleusis mógł zawierać halucynogen spokrewniony
Toksyczny sporysz, pasożytniczy grzyb wytwarzający alkaloidy powiązane chemicznie z LSD, mógł po odpowiedniej obróbce stać się halucynogenem używanym podczas misteriów eleuzyjskich – wynika z badania opublikowanego 13 lutego 2026 roku w „Scientific Reports”.
