Halik pisze:ambiwalencja pisze: A jak u Ciebie to wygląda, Ambiwalencjo? Jaką masz w ogóle tolerancję i wymagania/ulubieńców? ;)
Zazwyczaj mam jeden-dwa, sporadycznie trzy czy cztery dni przerwy na powiedzmy 10-cio dobowy ciąg… Trudno określić mi tolerancję stricte, gdyż na chwilę obecną (na szczęście?) cholernie boję się igieł, tym samym od nich stroniąc. Powiedzmy jednak, że zadowalająco robi mnie 1,5kg mocarnego maku, 80 oxy (jednak 120 lepiej), ale takiego śmiesznego tramalu to już wystarczy 600mg.
Preferuję długie, stabilne działanie i ku takiemu dążę. Oczywiście, lubie czasami dostać przysłowiowym młotem w łeb, noddować i odciąć się kompletnie ale koniec końców wolę opiaty, pod wpływem których jestem w stanie 'normalnie' funkcjonować (więc przywołam tu właśnie mak, oxy i trampka). W efekcie np taka heroina niezbyt przypadła mi do gustu. Majki nie miałam jeszcze przyjemności próbować.
Trawką od czasu do czasu nie pogardzę, a gdy wybieram się na dobry rave to obowiązkowo mefedron. Od szerokiej gamy stymulantów zresztą zaczynałam, więc sam rozumiesz - sentymenty i te sprawy :retarded:
/edit
Próbowałam też różnych analogów fentanylu, śmiesznych opio-rc. Jednak zabawa na krótką metę, co godzinę-dwie trzeba było dopalać, ciągłe uczucie niedosytu a i przedawkować mi się udało. Dobra alternatywa, gdy nie ma nic innego pod ręką.
Więcej grzechów nie pamiętam.
ambiwalencja pisze:Nie wierzę ! Hear, na prawdę? Byłaś w końcu w tym ośrodku czy tylko detox? Byłam święcie przekonana, że walnęłaś tym na dobre. Koniec końców - będzie można się umówić kiedyś na wspólne grzanie na mieście :D
an eye to heaven conscious of his fleeting time here.
Teraz poważniej - ja z kolei detoksykowałem się sam, następnie byłem na terapii (ambulatoryjnej - 6g dziennie przez 8 tygodni), do której początkowo nie byłem entuzjastycznie nastawiony, no ale postanowiłem spróbować. De facto kiedy zacząłem w niej uczestniczyć byłem już od ponad 2 miesięcy czysty. Mimo początkowych wątpliwości terapia ta była bardzo ciekawym doświadczeniem, pomogła mi poukładać sobie w głowie wiele spraw i usystematyzować samego siebie. Przy okazji zobaczyłem też jak totalnie przejebane mają inni ludzie, jakimi są kretynami i jaki ja potrafię być mądry/elokwentny/skromny/generalnie zajebisty na tle szarego jak papier toaletowy społeczeństwa. I to nie w kontekście oryginalny jestem, bo ćpam to i tamto tak i tak, a nie jak drechy, tylko generalnie - nadała jakiś pseudosens nie byciu nawalonym 24/7. Poza tym wiele też nauczyłem się o mechanizmach samokontroli, które najpewniej i teraz pomagają mi trzymać się wymienionej przeze mnie parę postów wcześniej reguły (choć teoretycznie nie powinienem absolutnie tego zaczynać....cóż, najwidoczniej inni są po prostu chujowsi w tej sztuce). Nie pozbyłem się wprawdzie depresji i ogólnie dość nihilistycznego podejścia do żywota, ale stan ten nie jest u mnie związany z nadużywaniem opio. Abstrahując od terapii - zdetoxowałem się i pozbyłem się skręta samodzielnie z pomocą buprenorfiny (żułem na początku 20mg i potem redukowałem) i benzodiazepin. Co najważniejsze moje myśli nie oscylowały wokół pompki i akurat z "fetyszem" iniekcji nie miałem problemów, chociaż znam osoby, które potrafią pukać wodę, bo po prostu chcą coś sobie wstrzyknąć. Podsumowując - udało się, cieszę się że potrafię jak chcę/muszę być całkowicie czysty a to, co teraz robię jest jedynie ułamkiem tego, co robiłem ze sobą wcześniej. Ułamkiem, który nie przeszkadza mi w funkcjonowaniu. Tyle. Kończę, bo zaczynam chyba powoli się powtarzać i w ogóle niemądrze pisać (przepraszam, naćpany nieco jestem).
Wiem, że to co pisze trąci hipokryzją i tym, jakbym nie widział co ze sobą znów robię, że równia pochyła, że blablabla. Może tak, może nie. Teraz jest to równia, nie przechyla się. I tak ma pozostać.
A zaczynałem generalnie od enteogenów i silnych tryptamin/fenek. Wiem, że miało (i ma nadal) to na mnie niemały wpływ. Jestem wdzięczny samemu sobie, że zaczęło się de facto od powoju i ayahuaski a nie od fety i tablety. W drugim przypadku zapewne zupełnie innym typem człowieka bym został przez narkołyki.
Tak więc jak coś - on wciąż tam jest (SD, do Ciebie mówię, boś pewnie zainteresowany).
Z kolei widzę, że haliczkowski już nie fentanyluje. To ciekawe.
Halik pisze:że tolerka rosła do 6-8mg na strzał
Dobrze, że ty jesteś otwarty na propozycje. Wszak człowiek otwarty jest...otwarty?
Dlaczego legalizacja marihuany jest lepsza od depenalizacji czy dekryminalizacji?
Rekordowe konsultacje: Polacy mają dość karania za roślinę.
Polska 2026 wygląda jak Stany Zjednoczone w 1996
O polskim systemie leczenia uzależnień opioidowych - z perspektywy pacjenta po dziewięciu ośrodkach.
ONZ alarmuje: rekordowa liczba osób zażywa narkotyki
Światowy Raport ONZ o narkotykach pokazuje, że konsumpcja narkotyków na świecie osiągnęła najwyższy poziom w historii dostępnych pomiarów. UNODC ostrzega, że coraz większym zagrożeniem stają się syntetyczne opioidy, w tym fentanyle i nitazeny, a liczba nowych substancji psychoaktywnych stale rośnie. Eksperci podkreślają, że rozwój rynku narkotykowego zwiększa ryzyko dla zdrowia publicznego i utrudnia skuteczne leczenie osób uzależnionych.
Jest wyrok za sprzedawanie dopalaczy. "Brak pobłażania dla sprawców tego typu przestępstw"
Dwa lata więzienia za handel dopalaczami. Taki wyrok wydał lubelski sąd ws. Jakuba G. - właściciela sklepu, w którym sprzedawano „Cząstkę Boga”. Na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata została natomiast skazana ekspedientka Patrycja M.
Marihuana pod kontrolą czy na sprzedaż? Badanie pokazuje różnicę
Debata o marihuanie zwykle sprowadza się do prostego pytania: legalizować czy nie? Analiza opublikowana w The Lancet Psychiatry wskazuje jednak, że ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, jak wprowadzona jest legalizacja.
