Alkaloid opium - metylowana pochodna morfiny.
Więcej informacji: Kodeina w Narkopedii [H]yperreala
Wolisz kodę z Antka czy z Thioco?
Antek
81
27%
Thioco
220
73%

Liczba głosów: 301

Zablokowany
Posty: 11543 • Strona 164 z 1155
  • 515 / 71 / 0
Jak ktoś nalega, to wszystkim bym go poczęstował, nawet cyjankiem %-D. Oczywiście powiedziałbym o wszystkich konsekwencjach bardzo dosadnie, by dotarło to do tej osoby najbardziej jak się da.
  • 597 / 79 / 0
Żadne z nas nie jest uzależnione od opioidów. Narzeczona chwali sobie kodeinę, z którą miała do czynienia mniej niż dziesięć razy, i tramadol, z którym do czynienia miała raz, mnie natomiast kodeina nigdy nie przypadła do gustu - brałem ją już nieco powyżej dziesięciu razy w życiu i tylko raz udało jej się mnie zadowolić; innymi razy była to potwornie nieprzyjemna sedacja lub zupełny brak działania. Narzeczona nigdy wcześniej nie brała morfiny, ja - trzy razy w życiu, poza tym inną drogą administracji, bo i.v. Nie podobało mi się, wczoraj natomiast spodobało się bardzo, choć i morfina okazała się kapryśna, w takim sensie że działanie można by opisać sinusoidą: błoga apatia i brak ospałości - ciężka sedacja, złe samopoczucie, nudności, wymioty - błoga apatia i brak ospałości - ciężka sedacja (...). Po tym doświadczeniu narzeczona stwierdziła, że nigdy więcej nie sięgnie po morfinę, a w dodatku odrzuciło ją od amfetaminy, z którą w ostatnim czasie obcowała za często (jest od niej uzależniona). Nic złego nie wynikło z udzielenia jej morfiny, zresztą narzeczona już od jakiegoś czasu mówiła, że marzy o jej spróbowaniu. Tak się nam przytrafiło, że kupiliśmy wczoraj dziewięć tabletek leku Vendal Retard 30 mg za grosze i oboje spróbowaliśmy - ona po raz pierwszy w życiu ogólnie, ja po raz pierwszy w życiu drogą podania doustnego. Jeżeli mielibyśmy powtórzyć eksperyment, przyjęlibyśmy dużo mniejszą dawkę i nie jedlibyśmy uprzednio czosnku.

Trudno jest mi zrozumieć, dlaczego tak przestrzega się przed opioidami (patrz: "Zanim weźmiesz jakikolwiek opioid, zastanów się 150 razy"). Dla porównania dodam, że dziewczyna wjebała się w fetę po pierwszym razie. Może mamy wyjątkowe szczęście, że po spróbowaniu opioidów jednogłośnie stwierdzamy: "Nie rozumiemy, jak można być pod wpływem tego codziennie".

Dzięki za troskę, jakkolwiek.
11 sierpnia 2020CATCHaFALL pisze:
Ty kurwo już sklej tą pizdę tak samo, bo ani to śmieszne, ani żałosne w twoim wykonaniu.
  • 1916 / 335 / 2
Bo trzeba lubić ten rodzaj fazy, to uspokojenie, spokój ducha. Nie każdemu to przypadnie do gustu. Większości raczej tak, ale zawsze znajdą się wyjątki. Jest jeszcze kwestia tego typu, że nie każde opio jest tak samo "smaczne", nawet dla koneserów, jeden woli euforię, drugi sedację. Zakładam, że oxy by Was zadowoliło w 100 %, ale oczywiście nie polecam ;)
Uwaga! Użytkownik 52eu126Iz60j nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 530 / 141 / 0
Bo są fani stimów, fani psychodelików, i fani depresantów - oraz rozmaite typy mieszane i pośrednie (alkohol jest depresantem, ale ludzie podatni na uzależnienie of niego bywają „stimolubni” - chociaż bywają też „stricte depresantowi”) :)
Benzodiazepiny jak wiadomo uzależniają. Mimo to każdy rozsądny fan stimów lub psychodelików powinien mieć benzo pod ręką, gdyby coś poszło źle. I ci ludzie bardzo rzadko uzależniają się od benzo! To jest dla nich narzędzie, przede wszystkim do zbicia fazy jeżeli jest nieprzyjemnie. Miłośnik stimów może użyć benzo żeby wreszcie pójść spać po trzech dniach (i nocach) wciągania ścierwa - i bardziej będzie skłonny uzależnić się od amfetaminy, niż od uspokajaczy.
To znaczy nie czarujmy się: każdy człowiek jest podatny na FIZYCZNE uzależnienie od opioidów i benzodiazepin, jak odpowiednio długo będzie brał, to będzie rosła tolerancja itd. Ale psychiczna konstrukcja niektórych ludzi nie sprzyja wjebaniu się w te substancje.

Ja mam dwubiegunówkę, to stimów nie potrzebuję, wystarczy że odstawię leki %-D Nienawidzę mieć np. gonitwy myśli, więc małe szanse, że się uzależnię od stimów.
Albo taki zolpidem: uwielbiam, ale jednak biorę okazjonalnie. Raz na parę miesięcy. I wystarcza.
A koda? PST/morfina? Każde planowanie „okazjonalnego” przyjmowania to jedno wielkie samooszukiwanie się.

Czyżby każdy z nas miał substancję która jest mu przeznaczona - lub której on jest przeznaczony, nawet jeśli jeszcze o tym nie wie?
(Chyba pieprzę bzdury czekając na ciśnieniu aż się przefiltruje %-D)
Kontynuując moją zrytą logikę: chyba dla nikogo kodeina nie jest tą „idealną” substancją, skoro to prodrug morfiny.
Jak nie wierzę w to, że marihuana to narkotyk-brama”, tak chyba każdy zgodzi się, że najczęściej to koda (rzadziej tramal) jest tą bramą do opio. Dla nikogo nie jest tą „idealną” substancją, po prostu jest bardziej dostępna, tańsza, „lżejsza”, mniej się jej boimy. Jest pierdolonym gateway drug. I ostrzeżenia zanim weźmiesz jakikolwiek opioid” są słuszne. Jest nieporównanie groźniejsza od jakże demonizowanego zielska.
  • 477 / 77 / 0
To nie jest tak, że kodeina to prodrug morfiny. Owszem kodeina w pewnej części metabolizuje się do morfiny (ale są to wartości procentowe ledwo co 2 cyfrowe). Każdy kto jadł thiocodin i morfine p.o. powinien (tak jak ja) zauważyć różnicę w sposobie i czasu działania. Sam wyrzut histaminy przy kodeinie jest o wiele większy niż morfinie (nie mowię o i.v.)
Tutaj schemacik mówiący co próbuję wytłumaczyć.
[ external image ]
Uwaga! Użytkownik Seken nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 31 / 10 / 0
To chyba jednak dobrze, że ogólnie wam kodeina czy morfina nie przypadła do gustu. Wiem, że osobom nieuzależnionym lub biorącym sporadycznie kodeinę - czy nawet raz na ileś miesięcy tak dla rozluźnienia, czy żeby po prostu czymś się naćpać, czy jak - może być trudno zrozumieć to nasze podejście typu "dałbym trawę, dałbym alkohol, dałbym nawet głupi Acodin, ale nie opioidy", bo przecież każdy ma swój rozum, każdy może przeczytać z tysiąc razy o działaniu, skutkach, itp. Ale na co niektórych słowa typu "uzależnienie, zrosty, ropnie, blizny, siniaki, senność, cholerne problemy z forsą, zadłużenie, syndrom odstawienia, depresja, zniszczone życie" nie robią wrażenia, albo wręcz przeciwnie - stają się tylko zachętą. Np. dla wszystkich głupiutkich, grzecznych, posłusznych gimnazjalistek, które podniecają się "Pamiętnikiem narkomanki", bo to takie tragiczne, takie ekstremalne, takie egzotyczne. Może przesadzam, o takich to oczywiście nie ma co gadać, bo takie to chyba jednak nie sięgają po nic poza aptekową kodeiną i chyba aż tak się nie uzależniają, bo takim osobom to wystarczą buntownicze papieroski za szkołą czy wciąganie tabaki w szkolnym kiblu. (Na serio, dawno temu byłam raz świadkiem takiego "nastoletniego dramatu". Dziewczynki robiły też coś, co nazywały "zgonem". Kucały czy pochylały się nisko i wstrzymywały oddech, czy co tam jeszcze, po czym szybko się prostowały, od czego robiło im się niedobrze i zaczynały się zataczać. Po cholerę to robiły, nie mam pojęcia. Tak mnie naszła wtedy refleksja, że powinny może też spróbować samobójstwa witaminą C, tylko że chyba jeszcze o tym w internecie nie zdążyły przeczytać.)
Chodzi mi bardziej o osoby... no... z problemami psychicznymi, z depresją, itd. Takich raczej bym kodeiną/morfiną nie częstowała, bo takie osoby uzależniają się najczęściej. Ja jestem tego najlepszym przykładem. Szukałam opiatów nie z ciekawości, nie z chęci "bycia na fazie w piątek wieczorem", tylko żeby jakoś uciec, poczuć się choć trochę lepiej, stłumić uczucia. Miałam świadomość, że na 100 % się uzależnię, a mimo to dalej to brałam, było mi wszystko jedno, że robię sobie krzywdę. Jeśli miałabym podzielić się z kimś podobnym do mnie, to wiem, że wtedy w jakimś stopniu przyczyniłabym się do jego upadku, chociaż z drugiej strony, niby jak czemuś takiemu zapobiec? Jeśli ktoś mocno chce ćpać, to i tak jakoś znajdzie dojście...
Opiaty uzależniają najbardziej. No, może jeszcze benzo może znaleźć się na tym niechlubnym podium. Sama nie wiem, co bardziej uzależnia. Może ktoś bardziej kompetentny się wypowie, czy benzo jest na drugim miejscu, czy może i to, i to jest mniej więcej na równi. Ci, którzy są uzależnieni, wiedzą, jak to wszystko wygląda. Stąd takie podejście... Mogą być cyborgami bez uczuć, mogą nawet życzyć innym źle, ale chyba nikt z nas nie życzyłby nikomu uzależnienia od opiatów...

Mam nadzieję, że nie odbieracie tego jako pouczanie, moralizowanie. Nie zgadzam się z tym, że wszelkie dragi to zło i trzeba je zniszczyć albo że w ogóle nie można próbować niczego broń Boże ani razu. Próbowałam tylko wyjaśnić, skąd może się brać w nas ta niechęć do dawania komuś opiatów. Skąd taka myśl, że nie, to już poważna sprawa, to nie jest jak dzielenie się z kolegą cukierkami. Może mam rację, może się mylę.
No, ale jak już pisałam, każdy ma swój rozum. Nie musi być tak, że ktoś raz spróbuje i od razu przepadnie. Baltimore i jego dziewczyna spróbowali 1 czy 2 czy nawet więcej razy i nie podniecają się jak małolaty ani jakoś specjalnie nie czują potrzeby dalszego brania. Piszesz, że dziewczyna po pierwszym razie wjebała się w fetę - no to kwestia preferencji, może bliżej wam do stimów. Tak jak pisze guccilui, trzeba to lubić, to specyficzne działanie. Opiaty zwykle preferują osoby albo, hm, o skłonnościach do depresji, albo nieco wycofane albo po prostu zwyczajnie spokojne, które lubią się wyciszyć, rozluźnić tego typu substancjami, często w samotności, w tzw. "domowym ciepełku" z kodeinowym ciepełkiem. Jasne, że to nie reguła, ale koda na wyjście na tańce raczej się nie nadaje :P
Poza oxy mógłby jeszcze być tramadol. Spokojnie można później po nim zasnąć, ale nie ma przy tym takiej typowej sedacji. Osobiście nie bardzo lubię tramadol, taki syntetyczny twór. No i jest minus - w dużych dawkach trzeba dobierać benzo, bo inaczej drgawki, a jeśli nie dostaniesz Tramalu, to zwykle pozostaje ci durne combo tramadol + parasyf, który wtedy trzeba odfiltrować. To ważne. Ja w zeszłym roku rozwaliłam sobie wątrobę przez niezbyt uważne filtrowanie.
Ale rzeczywiście, gdy tram już się załaduje, to w ogóle na nim nie przysypiam.

@Seken No rzeczywiście wyrzut histaminy jest większy po kodzie :huh: Po morfinie p.o. nigdy nie miałam wyrzutu histaminy. W dużych dawkach i.v. wyrzut histaminy trwa dosłownie 2 sekundy i sam mija.

@Survivor, teraz dopiero po napisaniu tego wyżej patrzę na twojego posta, dobrze wszystko podsumowałeś, zgadzam się z tobą.
psychiczna konstrukcja niektórych ludzi nie sprzyja wjebaniu się w te substancje
A konstrukcja innych sprzyja. Takie streszczenie wszystkich moich rozwlekłych wypocin powyżej :-D Coś może i jest w tym, że konkretny drug jest przeznaczony dla konkretnej osoby. Może nie "przeznaczony" i nie dla "konkretnej osoby", tylko po prostu działanie jednej substancji bardziej odpowiada pewnemu typowi osobowości. Kiedyś ktoś zapytał mnie: "Skoro masz depresję, to czemu bierzesz majkę, a nie amfetaminę? Skoro nie możesz nic zrobić, to powinnaś brać stimy, a nie jeszcze sobie dowalać". I co na to powiedzieć? ;-) Jest może w tym trochę racji. Ale z jakiegoś powodu wolę majkę... Może dlatego, że jednak daje pewne poczucie bezpieczeństwa, znieczula choć na parę godzin?

Też nie wierzę, że marihuana to narkotyk-brama, głupie, stereotypowe gadanie - "ooo, zła trawa, po marihuanie wszyscy sięgają po heroinę". Dlaczego wszyscy? Dlaczego po heroinę? Co ma trawa do heroiny? Według mnie trawa z heroiną nie ma nic wspólnego. A kodeina, chociaż są różnice pomiędzy morfiną, to już prędzej jest tą bramą. Nie znam nikogo, komu na zawsze wystarczyłaby sama kodeina. Z różnych powodów prędzej czy później kodziarz przerzuca się na silniejsze opioidy.

Survivor, ja też mam dwubiegunówkę. Pisałam o tym niedawno w temacie o ChAD, o mojej chorobie i jednocześnie o uzależnieniu od opio. Stimów nie biorę, bo wiadomo, że wtedy poleciałabym w stronę manii, ogólnie niezbyt lubię ich działanie. Chociaż, gdy czasem jest już bardzo źle, zastanawiam się, czy nie wziąć jakiegoś stima, żeby wywołać hipomanię, żeby poczuć się lepiej... Jak ma się twoja dwubiegunówka do brania opiatów, jak to na ciebie wpływa, często bierzesz? Gdybyś chciał o tym pogadać, to napisz coś w temacie o ChAD. :-)
  • 2116 / 631 / 0
Pewien przewyższający wiekiem 99.5% forum znajomy użytkownik narkotyków, były kompociarz, dalej utrzymuje, jakoby "on to teraz czerpał większą radość z napicia się z sąsiadem czy rodzinką wódki przed domem, niż wtedy" - albo uspokajanie narkomańskiego pazura z tyłu głowy, albo rzeczywiście preferencje się aż tak zmieniają...

Kurwica mnie natomiast strzela, jak widzę pewną parę, w której facet podał morfinę i.v. opio-naive dziewczynie, która nawet słynnych tabletek na kaszel nie jadła. Ona jest w niego tak ślepo wpatrzona, że nie widzi w tym nic złego, mimo spadania na niższe drabiny społeczeństwa. Cóż z tego, że spadamy! Ważne, że trzymamy się za ręce. Chłopaczek zaś karmi swą "narkomańską dumę" - niezły oksymoron tu stwarzam - za każdym "przeskokiem" lasii, jakby chciał ją doprowadzić do upadku ostatecznego. Ciekawe, ile punktów w skali ego przyzna sobie za jej śmierć czy kolejną próbę samobójczą. Iście modelowy związek. Co ciekawe, zapytany kiedyś przy wódce i benzo stwierdził, że czuje się bezpieczniej (sic) gdy ona jest wpieprzona, bo dzięki temu "kolejna rzecz ich wiąże" i "ma powody, by z nim zostać".

To mówi chyba samo za siebie, ale lałabym takiego i patrzyła, czy równo puchnie; czy też dokonała połączenia jąder i akumulatora... Ale to i tak za mało.

Inny zaś żyje teraz z panną (pannami) i jest mi znany jako ten, który przekreślił swoją przyszłość (rysującą się przed uzależnieniem wcale nieźle, dobry background, wykształceni rodzice, biedy nie klepał) i są pospolitymi ćpunami bywającymi jednak na S A L O N A C H, których obecność w wielu miejscach jest tolerowana jedynie dzięki donacjom rodziców, skłonnymi do wywalenia umierającej na niewydolność oddechową po przedawkowaniu znajomej za swoje drzwi i zajebania jej jeszcze telefonu, a żyją prowadząc karierę bawidamka i, co dziwne, znajdują kolejne dupy chętne do sponsorowania nałogu. 90% z nich jest chętna także do spróbowania, co też takiego mój Adaś - nazwijmy go tak - widzi w tym czymś. Gdy już pierwsze efekty wpierdolenia odbiorą dziewiczą urodę ich buziom tak gwałtownie, jak i Adaś owe dziedzictwo (jeśli jest, co odbierać), są wymieniane na lepszy model. I tak historia ćpuńskim kołem się toczy...
widzę szalonych, którzy chodzili po morzu
wierzyli do końca i poszli na dno
teraz jeszcze przechylają moją łódź niepewną
odtrącam te sztywne dłonie okrutnie żywa
odtrącam rok za rokiem.
  • 31 / 10 / 0
O kurde, ale skrajny idiotyzm... Jakie przypadki... Nawet nie wiem, kto głupszy, czy ten pierwszy cierpiący lord Byron z wierną współuzależnioną, czy Adaś na salonach i utrzymujący go harem... Właściwie, czy głupsi panowie czy te laski... Nie cierpię takiego podejścia, jak upadać, to razem, hurra! Będziemy się trzymać za rączkę, gdy świat będzie się kończył, a planeta płonęła, itp. Mają takie podejście, jakby naoglądali się za dużo filmów... W "Skazanym na bluesa" była taka scena, że żona Ryśka siada obok napranego męża, zaciska pasek na ramieniu, bierze strzykawkę i plecie coś w stylu "Jak mamy w tym być, to będziemy razem", czy coś innego, nie pamiętam... Zawsze wydawało mi się to strasznie głupie i teatralne, takie rzeczy tylko na filmach... Czytałam biografię Ryśka i rzeczywiście żona ćpała, ale zaczęła wcześniej i ćpała jeszcze na długo po Ryśku, to nie tak, że nagle siadła i w przypływie miłości i dramatyzmu postanowiła, że od dzisiaj się uzależnia dla towarzystwa...

Hm, na co ten koleś czeka? Może on chce, żeby on i jego oblubienica skończyli jak Sid i Nancy?
A ten drugi... On opioidy bierze? A czemuż to bierze? Czyżby, według książkowego i filmowego stereotypu, był dzieckiem z bogatego domu i bogaci rodzice się nim nie zajmowali, więc się uzależnił? Normalnie Adaś ma życie jak ze scenariusza jakiejś amerykańskiej komedii, tylko tam zwykle nie ma mowy o fundowaniu narkotyków... Ech, aż wierzyć się nie chce, że są tacy ludzie...

Jamedris, jest coś takiego, jak narkomańska duma. Niektórzy wylądują w szpitalu np. po padaczce po Tramalu i podniecają się, że to już tak daleko sprawy zaszły, że są już tacy wjebani. Albo eksponują na biurku kolekcję brudnych strzykawek. Albo kupią dwa pudełka Thiocodinu, robią im zdjęcie i piszą: #uzależniona #mydziecizdworcazoo #lato #impressa #rocznik2000-coś #iks de
Nie rozumiem więc, dlaczego ludzie tak się oglądają, oburzają i zapluwają, gdy widzą prawdziwego ćpuna. No skąd nagle taka nienawiść? Dopiero co robili selfie z Acodinem, selfie z "Pamiętnikiem narkomanki", a tu siedzi gość z brudną strzykawką, powinni poprosić go o autograf!
  • 1683 / 126 / 0
jak jest sie uzaleznionym to najwiekszy problem to brak pieniedzy
  • 477 / 77 / 0
Oj są dziesiątki gorszych problemów. Od zdrowotnych przez społeczno/moralne na prawnych kończąc.
Uwaga! Użytkownik Seken nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
Zablokowany
Posty: 11543 • Strona 164 z 1155
Newsy
[img]
Polskie wyroki a światowa nauka – kto ma rację w sprawie THC?

W Polsce przez lata obowiązywało uproszczone i krzywdzące równanie: wykryto THC we krwi, a więc automatycznie byłeś pod wpływem. Sytuacja uległa pozornej poprawie, gdy Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie opracował wytyczne, które miały pomóc sądom rozróżnić stan „po użyciu” od stanu „pod wpływem”.

[img]
Holandia: Marihuana zastąpiła kokainę w liczbie przejęć

Holandia była kiedyś uważana za europejskie centrum konopi, jednak w ubiegłym roku port w Rotterdamie został nagle zalany zagraniczną marihuaną. Jednocześnie liczba przechwyceń kokainy w porcie znacząco spadła. Według dziennika AD handel konopiami okazuje się dla przestępczego półświatka niemal tak samo dochodowy jak kokaina, ale przy znacznie mniejszym ryzyku.

[img]
Liczba recept na medyczną marihuanę znów rośnie. Rzecznik Praw Pacjenta reaguje

Ponownie wzrosła liczba recept wystawianych na opioidy i marihuanę medyczną. Wcześniejszy spadek był efektem zmiany prawa mającego uniemożliwić wystawianie recept na wspomniane substancje w drodze teleporady. O sprawie pisze Rynek Zdrowia.