"Mówiłem nigdy więcej, a czas mi przyniósł plaster
Zagoiło się nieźle skoro goiło z otwartej
Zasypiam w pół do pierwszej, zasypiam w pół do czwartej
Albo znów kurwa nie śpię przez co jeszcze nim zasnę..."
Jednak jeśli nas organizm zazna tego stanu, to naprawdę ciężko z tego wyjść. Szczególnie psychicznie. Zawsze będzie nas ciągnąć do czegoś, co daje nam przyjemność. Organizm sam stwarza sytuację, by poczuć się lepiej.
Ćpanie na sportowo jest możliwe. Naprawdę da się to robić przy niektórych substancjach (chociażby alkohol i marihuana, czy LSD).
Jednak jak już raz się spróbowało narkotyków, to porzucenie ich na zawsze prawie zawsze skończy się klęską. Na pewno samemu jest wyjść najtrudniej. Łatwiej jest w sytuacji gdy powiedzmy żona stawia ultimatum, "albo ja i dziecko, albo dragi i dno". Takim osobom łatwiej się ogarnąć, a przynajmniej próbują.
Powiedzcie mi, ile tak naprawdę jest ludzi, którzy w ogóle nie piją alkoholu (nawet lampka szampana na sylwestra bo wypada). Czym to się różni od zapalenia skręta raz w roku to nie wiem.
Alkoholikiem jest się całe życie. Tak samo jak narkomanem. Nawet jak nie będzie się brało 10 czy 20 lat, to dalej się nim będzie, tylko w stanie spoczynku. Takiej osobie wystarczy czasem jeden impuls, jedna dawka by wrócić do nałogu.
Jeszcze nikt nie wymyślił idealnego przepisu, więc myślę, że tym bardziej tutaj go nie wymyślimy. Można gdybać, ale teorii jest milion, a żadna nie jest w 100% pewna.
Mózg jest plastyczny i każego dnia zachodzą w nim zmiany. Gdy narkomania postępuję do poważniejszego stadium to te połączenia neuronowe odpowiedzialne za motywację kierują się w strone ćpania. Na początku jesteśmy prawidłowo nastawieni, mamy swoje ambicje, znajomych, własne ego, marzenia itp. Dragi na początku to podkręcają i same w sobie nic nie znaczą. Po jakimś czasie dzieję się zupełnie odwrotnie.. Jedynym wyjściem jest nie brać, przeżyć to przerycie i ustawić sobie życie. Mózg to wyrówna i będzie po staremu, no ale... życie to kurwa.
Zacytuję Cie Dextem bo piszesz ciekawe kwestie:
20 sierpnia 2017Dextem pisze: Jednak jak już raz się spróbowało narkotyków, to porzucenie ich na zawsze prawie zawsze skończy się klęską. Na pewno samemu jest wyjść najtrudniej. Łatwiej jest w sytuacji gdy powiedzmy żona stawia ultimatum, "albo ja i dziecko, albo dragi i dno". Takim osobom łatwiej się ogarnąć, a przynajmniej próbują.
Próbowałem wielokrotnie detoxu, jako politoksy nie które substancje odstawiałem całkowicie, także i wracając.
Powiem tak, najgorsze jest pierwsze pare dni gdy godzimy sie z decyzją, trzeba przepracować wkrętki mówiące cicho, że narkotyki coś dają w życiu. Kolejnym krokiem jest cierpliwość, żeby mózg wykreślił te wspomnienia całkowicie i zostawił tylko racjonalne doświadczenie (1,5 roku do 3 lat). No i to co najtrudniejsze, od urodzenia jesteśmy uzależnieni. Narkotyki to tylko słaby zamiennik. Trzeba się w życiu realizować.
Dopamina - zarabianie pieniędzy, bogactwo materialne, rozwój, hobby, uznanie, szacunek...itd
Serotonina - Zauroczenie, miłość, czynienie innym dobra, rozmowa, nawiązywanie relacji, usatysfakcjonowanie swojego romantyzmu.
Tylko który narkoman jest w stanie się zgodzić na depresje jaką oferuję mu zwykłe życie i upadłe ambicję. Z drugiej strony takie samopoczucie może być lepsze od skutków jakie wywołują dragi, więc kwestia wyboru. Być sługą w niebie czy władcą w piekle. :old:
20 sierpnia 2017Dextem pisze: Powiedzcie mi, ile tak naprawdę jest ludzi, którzy w ogóle nie piją alkoholu (nawet lampka szampana na sylwestra bo wypada). Czym to się różni od zapalenia skręta raz w roku to nie wiem.
Narkomania to niestety choroba postępująca, raz na miesiąc to już wg. mnie jest często z niektórymi używkami, sam dobrze o Tym wiesz bo Ci pisałem o częstotliwości. Niestety mordko, ale sam chciałem wierzyć, że tak można ale, im bardziej walczę z nałogiem tym bardziej uświadamiam sobie brak z tym kontroli, jak większość. Mało tego, ostatnio mnie to nawet nie rusza, ale jeszcze odzywa się resztka rozumu, żeby się z tym rozstać. Jeśli nie na zawsze to na dłużej, żeby właśnie okazyjnie pozwolić sobie na lampke wina albo jointa. Może nawet też i narkotyki, ale przechodzić od nowa tą samą drogę to ja dziękuje, pewnie bym obrał ją na skróty
20 sierpnia 2017Dextem pisze: Alkoholikiem jest się całe życie. Tak samo jak narkomanem. Nawet jak nie będzie się brało 10 czy 20 lat, to dalej się nim będzie, tylko w stanie spoczynku. Takiej osobie wystarczy czasem jeden impuls, jedna dawka by wrócić do nałogu.
Jeszcze nikt nie wymyślił idealnego przepisu, więc myślę, że tym bardziej tutaj go nie wymyślimy. Można gdybać, ale teorii jest milion, a żadna nie jest w 100% pewna.
Jednak zawsze widziałem w tym zdaniu o byciu narkomanem całe życie pewien absurd. Narkotyki można rzucić całkowicie, wyzdrowieć, ugruntować sobie trzeźwość w pełni (to trwa lata) i czuć się jak osoba która nigdy nie brała.
Naćpanie się po takim czasie (lata, a nie miesiące!!!!!) będzie zaskakujące i można je kontrolować, a nawet skończyć na jednorazowym incydencie. Z tak długim czasem osłabną też te chore nawyki, które sprawiały, że traciliśmy i kontrole i braliśmy na upór. Można by rzucić i potem przyćpać żeby znowu poczuć to woow. Rewelacja :-D Wziąć raz, dużą dawke bo mała dla cieniasów.... odłożyć na potem... mmm cóż za niesamowita kontrola, ba nawet życie ogarniam, dobrze mi to zrobiło, kiedyś się jeszcze naćpam. Oh wait, znowu jestem narkomanem, ale przecież ja to kontroluję tylko .... kurwa odpierdolcie się ode mnie nie jestem cpunem :nuts:
Jeśli raz się nie udało brać na sportowo to za drugim razem też się nie uda. Może na początku, ale ścieżki do tej drogi już zostają wyrzeźbione i w sumie tylko tyle. Jedna wpadka nie zrobi przypału, można się ogarnąć, ale jaką to pewność daję, kiedy wiesz, że możesz brać i nie musieć tego robić. Ja już to robie od 2-3 lat, a choroba nadal postępuje. Coś niesamowitego.....
"Mówiłem nigdy więcej, a czas mi przyniósł plaster
Zagoiło się nieźle skoro goiło z otwartej
Zasypiam w pół do pierwszej, zasypiam w pół do czwartej
Albo znów kurwa nie śpię przez co jeszcze nim zasnę..."
Jak nie wracać do brania? - Jak rzucić dragi na zawsze?
Nie zrażać się długim czasem potrzebnym do powrotu do względnej normalności w funkcjonowaniu organizmu; ten czas i tak upłynie.
Dobrze chyba, gdy z rzucaniem zbiegnie się w czasie "zabiegany" okres w życiu. Praca, zajęcia, przeprowadzka, nowe obowiązki, cokolwiek.
Nie użalać się nad sobą, bo tak jak pisałam - dawka detoksowa na zejściach lubi zmieniać się w rekreacyjną.
Nie jestem już pewna, czy stworzenie rozpiski i trzymanie się jej jest dobre; na mnie lepiej działa słuchanie swojego organizmu, ale z uwzględnieniem powyższego punktu...
Myślę, że kluczem nie jest robienie z danej substancji jakiegoś diabła, a powrót do czasu, gdy miało się do niej neutralny stosunek. Na przykład - ktoś obok mnie daje sobie w żyłę, ja nie i nie chcę nawet resztek. Ale to jest sytuacja, w której nie należy się raczej stawiać, a ja sama osobiście jeszcze na resztki bym się szczerze połasiła. Podejście "ani ziębi, ani grzeje" [sic!] wymaga kurewsko dużego opanowania, a do takiego chcę wrócić. I o ile póki co dałam radę z benzo - nawet jeśli np. wczoraj zdarzyło mi się zjeść jednego klona na wyjątkową okoliczność, to dziś nie poleciałam i nie otworzyłam nowego opakowania, są mi obojętne te sterty w szafeczkach - to coś mi się wydaje, że tak jak z opio to przeprawa na całe życie, jak człowiek już wyrobił sobie pewne ścieżki myślowe.
Uznać własną bezsilność wobec nałogu.
Trudno, jestem gotowa podjąć ten wysiłek.
I najtrudniejsze - stosować się do własnych rad...
wierzyli do końca i poszli na dno
teraz jeszcze przechylają moją łódź niepewną
odtrącam te sztywne dłonie okrutnie żywa
odtrącam rok za rokiem.
Ja robię to samo, bo największym narkotykiem jest to forum. Człowiek sam siebie nakręca, a nie jestem jeszcze na tak złej drodze by się ogarnąć. Na pewno zrezygnowanie z forum przyniesie mi więcej korzyści niż szkody :)
Może w tym trochę zasługi 1P-LSD, ale jakoś się ogarniam, widzę, w jakie bagno wdepnąłem i próbuję się ratować.
Także mam nadzieję, że nie do zobaczenia, powodzenia innym życzę i pamiętajcie, że czytając o dragach sami siebie nakręcacie. Nawet czytając jak je rzucić.
Miłego dnia życzę i pozdrawiam :)
Heja i powodzonka
Legalizacja marihuany w Polsce: 15 g suszu i jedna roślina. Sejm zdecyduje
Psychoaktywny kameleon. Dlaczego marihuana to nie psychodelik?
Rekordowe konsultacje: Polacy mają dość karania za roślinę.
Jest wyrok za sprzedawanie dopalaczy. "Brak pobłażania dla sprawców tego typu przestępstw"
Dwa lata więzienia za handel dopalaczami. Taki wyrok wydał lubelski sąd ws. Jakuba G. - właściciela sklepu, w którym sprzedawano „Cząstkę Boga”. Na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata została natomiast skazana ekspedientka Patrycja M.
Marihuana medyczna w wywiadzie stomatologicznym. Pytanie, którego nie warto pomijać
Jeszcze kilka lat temu marihuana medyczna kojarzyła się przede wszystkim z leczeniem przewlekłego bólu lub łagodzeniem dolegliwości u pacjentów onkologicznych. Dziś coraz częściej mówi się o jej stosowaniu także w depresji, zaburzeniach lękowych czy zespole stresu pourazowego. Nie oznacza to jednak, że skuteczność takiego postępowania została potwierdzona. Wyniki najnowszej metaanalizy wskazują, że dowody naukowe są w tym zakresie ograniczone, a w przypadku depresji brakuje dowodów z randomizowanych badań klinicznych.
Po zjedzeniu tego grzyba zaczniesz widzieć „malutkich ludzi”. A nawet nie zawiera psychodelików
Wyobraź sobie, że po zjedzeniu dziko rosnącego grzyba nagle zaczynasz dostrzegać wokół siebie… miniaturowe postaci. To jednak nie wina znanych substancji psychodelicznych – przypadek Lanmaoa asiatica całkowicie przeczy chemicznej logice.
