Cztery lata temu myślałam, że jestem kompletnym zerem, o wszystko się obwiniałam, o chujową sytuację w rodzinie, skrajną nieśmiałość, cięłam się jak emo debil i coraz częściej upijałam. Dopiero powój uciął to bezsensowne kaleczenie się. Z dwa lata potem na innym dragu uświadomiłam sobie jak bardzo moje wyrzuty sumienia niszczą mi życie i jak udało mi się pozbyć tych, których absolutnie nie powinnam mieć, dopiero zaczęłam naprawdę żyć.
A, że się wpieprzyłam najpierw w stymulanty a potem w depresanty, to już inna bajka i nie wina psychodelików.
Ktoś tu napisał, że psychodeliki powinno się zarzucać raczej wtedy kiedy mamy dobry humor. Według mnie to wyłącznie kwestia indywidualna. Są osoby, które przez długi czas mogą być paskudnym nastroju, borykać się z takimi czy innymi problemami i mimo to jeść np grzyby czy hometa. Niektórym nastrój się pogłębi, a innym wręcz przeciwnie. Sam kilka razy narkotyzowałem się mając tonę problemów na głowie i mogę teraz powiedzieć, że nie zawsze kończy się to katastrofą.
son.of.the.blue.sky pisze:@bolszaja czeriepacha i @Little_Jack, możecie z łaski swojej nie robić ze mnie debila?
Potem alkohol przyjmowany w dużych ilościach w liceum : powód niska pewność siebie ,pójście na łatwiznę przy kontaktach z innymi ludźmi, chęć podwyższenia sobie poziomu hormonów szczęścia no i środowisko (w liceum trza się dobrze bawić).
Ogólnie jestem zdania że po narkotyki sięgają ludzie którym czegoś brakuje w życiu ( miłości, przyjaciół, autorytetu itd...). Oczywiście zdażają się wyjątki potwierdzające regułę ;)
Zacząłem ćpać późno - trawy spróbowałem jak miałem 23 lata, na studiach, nie podeszło, więc odpuściłem.
Potem pojawił się temat LSD, który wziąłem, bo:
1. miałem dość tylko alko
2. miałem stabilną sytuacje życiową - obroniona mgr, praca w korpo, ćwierć wieku na karku
3. sentyment do kultury dragowej (psytrance'ów słucham od gimnazjum, chodziłem na imprezy na trzeźwo wtedy :D)
4. spora wiedza na temat - nie tylko net, studia też ocierały się o temat
5. poznawcza ciekawość i chęć połączenia teorii z subiektywną częścią doświadczenia
6. moja partnerka życiowa mnie przekonała, wmuszając we mnie wręcz. Ponad rok jej to zajeło, dalej mam podziw za wytrwałość
Spodobało mi się :) to biorę dalej - od tego czasu kwas co jakiś czas, MDMA (<3), próbowałem też paru innych substancji (metoxa, tma2, nbom). Nie kryje się specjalnie wśród dobrych znajomych, mój szef wie i też by chciał spróbować
T. Leary
komandos444 pisze: Ogólnie jestem zdania że po narkotyki sięgają ludzie którym czegoś brakuje w życiu ( miłości, przyjaciół, autorytetu itd...). Oczywiście zdażają się wyjątki potwierdzające regułę ;)
Ale naprawdę... to zależy, oczywiście, też od charakteru. Ale jak przez kilkanaście lat dosłownie dzień w dzień słuchasz jak ojciec znęca się psychicznie nad matką, to potrafi mocno zryć łeb. Teraz to sobie można mówić o trzeźwym myśleniu, które ma ten "ból" zlikwidować, ale przecież on narastał od wczesnego dzieciństwa. Nie da się tego ot tak "wyłączyć", ani sobie wytłumaczyć pewnych rzeczy.
Gdzie jest, w życiu absolutnie pozbawionym szczęścia i spokoju, miejsce na jakąś nadzieję na zmiany na lepsze, skoro cokolwiek bym nie robiła i tak miałam wyrzuty sumienia, że robię źle? I skoro nie miałam zielonego pojęcia, jak powinno wyglądać "szczęście"?
Psychodeliki pozwoliły mi "wyhamować", uspokoić się. Pokazały z jednej strony, że mogę być zajebiście szczęśliwa. Z drugiej - że z poczuciem piekła psychicznego, takiego naprawdę ekstremalnego, "postawiona pod ścianą", potrafię sobie poradzić. (To były bad tripy za każdym razem po kilkugodzinnym szczęściu przez pierwszy rok - dwa lata.) Nie wiem, gdzie bym była, gdyby nie powój, ale po co się nad tym zastanawiać. Wystarczy, że wiem, iż mi pomógł :-D
- Po fajki przez alkohol
- po trawę przez ciekawość
- po DXM dla spróbowania czegoś nowego (palenie i picie zdawało mi się w miarę normalne, ale TABLETKI to ćpun hard xD), dodatkowo koleząnka zachwalała
- Produkty kolekcjonerskie - przez alkohol/ciekawość
- po grzyby, bo "przejadło" (w sensie chwilowo znudziło) mi się wszystko inne/zawsze chciałem sprobowac kwasu ale nie miałem jak, a wyczytałem, że trochę podobnie
"Well, to begin with, nobody, and I mean nobody, can talk a junkie out of using. You can talk to 'em for years but sooner or later they're gonna get ahold of something. Maybe it's not dope. Maybe it's booze, maybe it's glue, maybe it's gasoline. Maybe it's a gunshot to the head. But something. Something to relieve the pressures of their everyday life, like having to tie their shoes."
Jak pewnie większość rozpoznaje, to cytat z Drugstore Cowboy, i jak dla mnie całkiem dobre podsumowanie. Podsumowanie człowieka po prostu nieradzącego sobie z naturalnymi emocjami, które normalny członek społeczeństwa przyjmuje na klatę bez większego dramatyzowania. (Haha, pamiętam, jak zdarzało mi się poryczeć w szkole z powodu zerwanej sznurówki :nuts: ) Jak tak teraz o tym myślę, to może - tylko może - trzeba było przeczekać, aż z tego wyrosnę. Z drugiej strony - może bez dragów bym nie wyrosła? Szkoda, że nie można przeżyć kawałka życia 'na próbę' jeszcze raz :-D
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
Marihuana w psychiatrii. Dlaczego „nie leczy” nie oznacza „nie działa”?
Rekordowe konsultacje: Polacy mają dość karania za roślinę.
Badania dowiodły, że marihuana opóźnia rozwój nastolatków
Badanie przeprowadzone na ponad 11 tys. nastolatków wykazało, że zażywanie marihuany wiąże się z wolniejszym rozwojem poznawczym (zapamiętywaniem, koncentracją i szybkością myślenia), a także z gorszą pamięcią w kluczowych latach rozwoju mózgu.
Trump podpisuje nakaz przyspieszenia badań nad lekami psychodelicznymi
Trump podpisał w sobotę rozporządzenie wykonawcze mające na celu złagodzenie ograniczeń badawczych dotyczących leków psychodelicznych, takich jak psylocybina i LSD, dążąc do przyspieszenia badań nad ich potencjałem w leczeniu chorób psychicznych.
Co dzieje się w mózgu pod wpływem psychodelików? Nowe badanie daje odpowiedzi
Psychodeliki mogą sprawiać, że ludzie doświadczają siebie i świata w uderzający sposób – kształty ulegają przeobrażeniom, dźwięki zniekształceniu, a niekiedy dochodzi nawet do zaniku poczucia własnego „ja”, zjawiska określanego jako „ego death”. Jednak to, co dokładnie dzieje się w mózgu, by wywołać takie wrażenia, wciąż nie jest w pełni zrozumiałe.
