Miałem napisać wcześniej -ale przez ok. 45 min pisałem w innym wątku tekst - z rosnącą satysfakcją z działania bufedronu. W końcu zadziałał!
Nie wiem dlaczego nie zadziałał - jak pisałem - przy dwóch poprzednich próbach - może potrzebowałem jednak większej dawki - ale 150 mg - to wg opisów na forum - dawka bardzo duża.
Dziś rano (tzn. po obudzeniu - ok. 12.30) zażyłem też (złe samopoczucie ogólne - przemarznięcie - łamanie po kościach, katar, ból gardła) - 100 mg Tramalu.
Może to miało wpływ - ale jaki ? Nie znam interakcji (także zagrożeń) nałożenia się tramadolu i bufedronu.
Ogólnie teraz (1h 20 min po zażyciu) muszę napisać, że działanie bardzo fajne - stymulacja, nawet pewna euforia, w zasadzie przy braku niepokoju, leków czy jakichś psychodelicznych zabużeń.
W tej chwili mam wrażenie, że działanie już raczej słabnie - pojawia się jakby delikatna obawa przed tym jak może wyglądać zejście itd. Jakby takie trochę poddenerwowanie. Delikatny szczękościsk (czy raczej - tendencja do ściskania szczęków - świadomie).
Powoli zastanawiam się czy dorzucić - i kiedy i ile. Choć parcia na to raczej nie mam - raczej rozważam teoretycznie.
Ktoś tu chyba pisał, że po większych dawkach działa bardzo długo.
W następnym raporcie opiszę szczegółowiej efekty działania.
W każdym razie - pisze się i pracuje umysłowo po nim bardzo dobrze i szybko (jest też motywacja i występuje efekt wiary w to co się robi).
Może to złudzenia (tzn. co do jakości np., sensu i stylistyki co teraz piszę - zobaczcie sami - a ja zobaczę jutro) - mam wrażenie, ze piszę sprawnie - tak treściowo jak formalnie - może trochę (a nawet nie trochę) za bardzo chaotycznie i dygresyjnie - czego jak widać jednak mam świadomość.
Mam nadzieję, że te raporty się komuś przydadzą - tak więc nie jest to egoistyczne śmiecenie na forum.
Dalsza część - jeszcze dzisiaj. Jestem zadowolony, że specyfik działa, bo samopoczucie było dziś naprawdę nie najlepsze.
Ziomex2073 pisze:vi4rus,
(...) a alko dodatkowo również witaminy...
Pamiętaj człowieku młody- NIE ĆPAJ Z POWODU MODY
Bardzo ciekawe raporty i spostrzeżenia. Na pewno będą pomocne dla wielu badaczy.
Raport nr 3
Godz. 22:34 (moje posty przechodzą moderację, więc nie mam wpływu na to, kiedy się ukazują).
Ok. 3h 40 min od wypicia roztworu.
Refleksja ogólna: jestem zadowolony. Szczerze powiedziawszy - po dwóch pierwszych próbach nie liczyłem na wiele (w zasadzie na nic - może trochę przyśpieszony puls i rozdrażnienie pewne).
W tej chwili działania się dalej utrzymuje i jest to działanie, które bardzo mi odpowiada.
1) Dalej brak jakichś negatywnych objawów.
2) Puls przyśpieszony znacznie - ale co ważne - czuję to tylko gdy go badam - nie ma efektu rozbujania całego ciała przez akcję serca, pulsowania w uszach itd. - co było dość często, choć szczególnie w początkowej fazie i przy zejściu - ok. 8 - 10 godzin po zażyciu środka zwanego efedryną (dość dawna terapia - przy użyciu astminu, a częściej tabletek Tussipect w dawce ok. 10 tabletek jednorazowo, bez dojadania itd.) Ciekawe czy problemy sercowe (słyszalność, niepokój, kołatanie zaczną się za jakiś czas - oby nie - zaraportuję). W zasadzie jednak na uczucia lęku i niepokoju oraz "nerwicę serca" mam dość duży próg tolerancji jak sądzę (więc tutaj Inni Forumowicze mogą mieć odmienną ocenę - co zrozumiałe zawsze, w kontekście każdego środka chemicznego i indywidualnego organizmu, jego konstrukcji psychofizycznej, diety, doświadczeń, zawartości emocjonalnej ;-), wiary w Boga (;-) etc.etc. - ale tutaj warte podkreślenia to szczególnie). Dygresyjka: dlaczego wydaje mi sie, że mam wysoki próg tolerancji? Bynajmniej nie dlatego, że jestem mało lękliwy czy odporny na sensacje psychowegetatywne. Raczej chodzi o to, że wiele razy już takie sensacje, o różnych nasileniu, miewałem - pomijając dziecinne "strachy i lęki" czy jakieś szkolne stresy - to około dziesięć lat temu - jakby "zupełnie bez powodu", pewnej nocy - po prostu obudziłem się czując silny lęk, mając problemy z oddychanie, bardzo podwyższony puls itd. Jak jestem teraz prawie pewien - nagły (wcześniej mi nie znany) "atak - efekt" wypłukania elektrolitów, mikroelementów itd., spowodowany dłuższym intensywnym (od rana do wieczora ok. tygodnia z tego co pamiętam) spożywaniem alkoholu w stylu "studenckim", na wesoło itd. Jak się zaczęło, tak się poczęło powtarzać - tak oto skończył się w moim życiu etap bezstresowego cieszenia się alkoholem, nie tyle w bardzo dużych ilościach - co kilka dni pod rząd (popularne podczas wycieczek do zaprzyjaźnionych sąsiadów Polski, gdzie piwo i inne smaczne alkohole (choćby dobra whisky) były tańsze, ciekawsze w spożywaniu (efekt atrakcyjności podróży, nowości itd.) i, co mało istotne, ale śmieszne i zachęcające - dostępne w dziwnych dla Polaka miejscach - np. w kiosku z gazetami rum na kielonki sprzedawany - na półeczce przed kioskiem. Nie wierzycie? Ot - wszystko dla turysty - słowackie Tatry ok. 2000 r.). Takie napady - przy braku na początku szerszej wiedzy w czym rzecz - dodatkowo miały gorszy przebieg przez samonapędzającą się obawę (co się dzieje? stan przedzawałowy? itd. dobrze i realistycznie scena tego typu jest pokazana w kultowym niezależnym filmie grupy Sky Piastowskie z Zielonej Góry pt. "Że życie ma sens" [sam film długo wydaje się jednak apoteozą przyjemności używania środków specjalnych - amfetamina zwana tam jest "władem" - lecz końcówka - w sumie najsłabsza jednak, choć wielki plus za użycie muzyki - kawałka Kalibra44 - chyba Moja Obawa (?) - jest jasnym ostrzeżeniem przed fatalnymi skutkami takich praktyk chyba w efekcie zażycia amfetaminy (której - co też istotne - nigdy nie próbowałem nawet) albo spalenia jakiejś marihuany nasączonej niewiadomoczym (druga uwaga osobista z gatunku charakterystyka osobnicza pacjenta: marihuane paliłem bardzo, bardzo rzadko - może kilkadziesiąt razy w życiu, średnio raz na rok wychodzi - ostatnio z pół roku temu - nic specjalnego - zmuła raczej i senność, ale taka niemiła). Dobra - kończąc refleksję - takie samonapędzenie bywa też często czysto techniczne (wydaje się nam, że się dusimy - i zaczynamy szybko i głęboko oddychać - czyli hiperwentylować - co ma skutek opłakany - bo właśnie hiperwentylacja wywołuje stany lękowe - tutaj nam przypadłość jeszcze pogłębi (jest to fajnie pokazane w filmie - już nie pamiętam tytułu - opartym z tego co pamiętam na eksperymencie więziennym Zimbardo - gdzie biorący udział w ekperymencie żołnierz (mniejsza o fabułę tutaj) - obeznany z zasadami funkcjonowania ludzkiego organizmu (ciekawe jak tam u naszych wojskowych), instruuje kolegę - laika (który w reakcji na nerwową sytuację) zaczyna z przerażeniem bardzo szybko oddychać (hiperwentylować się) coby tego nie czynił - bo poczuje się jeszcze gorzej albo i zemdleje.
Tak czy siak - stany takie zwykle nie są (moim zdaniem, ale medycy to potwierdzają) ani związane z prawdziwą nerwicą ani z kłopotami czysto wegetatywnymi - urazem serca itd - EKG zwykle wychodzi idealne. No i - jak często - sama świadomość, że to nic groźnego - znacznie pomaga - a proste "uspokajacze" (zakładam, że prawie każdemu zależy na zdrowiu i życiu) w rodzaju znalezienia się na pogotowiu (efekt widoku "białego kitla"), obecności osoby godnej zaufania i znającej się na rzeczy (lekarza itd. - choć w polskich warunkach może i nie do końca to uzasadnione..No, ale bez przesady - lekarzy w większości jednak mamy fachowych a wyjątki, durnie, obiboki i zwykli olewacze znajdą się w każdym zawodzie, także tych tak ważnych i wymagających powołania) czy otrzymaniu jakiegoś, choćby i placebo - znacznie pomaga - a czasem nawet w całości niweluje tego typu lęki.
Powyższe uwagi w zasadzie nie należą do raportu, jeśli Moderator zdecyduje - może - nie tyle je wytnie - ale, jeśli uzna, że i one się mogą przydać - dla zupełnych laików - przeniesienie w bardziej odpowiednie dla nich miejsce forum.
Wracając do rzeczy - piszę na bieżąco - i to jest efekt specyfiku, z którego bardzo jestem zadowolony, na tym mi bowiem przede wszystkim zależało, mianowicie - znacznie pomaga on:
- w chęci, żeby coś robić, motywacji itd. (choć jeszcze nie wiem do końca czy nie wykrzywia sprawy - motywując np. do rzeczy, które motywacji nie są warte - mi zależy nie tyle na rozrywce co na produktywnych spędzeniu czasu, w wyniku czego powstają i zostają pewne uchwytne twory - np. tekst - mający pewną wartość. Tutaj istotna jest kwestia, że często tworząc (pracując; pisząc itp.) - nie chodzi o pracę fizycznę obiektywnie mierzalną jak sprzątanie domu - ale o intelektualną, gdzie możemy często oceniać się zgoła inaczej niż postronny obserwator czy specjalista (vide chociażby ciężkie i coraz częstsze w sieci przypadki grafomanii różnej maści, szczególnie poetyckiej) - no więc - często tworząc przy użyciu jakiegoś środka - tworzymy gówno.
Dotyczy to nawet papierosa (nikotyny) - słusznie wg mnie pisze pan, którego zdjęcie jak mi się zdaje jest w awatarze szacownego Przedmówcy mojego - murtibinga, mianowicie pisze, że daje on pewne skupienie ale też ujmuje pewne dodatnie możliwości. Podobnie alkohol - podbije wuobraźnię czy pomoże ułożyć szkic, ideę, itd. - ale całość, by była strawna i bez błędów, luk myślowych itd. - wymaga by już na trzeźwo (czy - po kawie) siąść i mozolnie poprawiać to, cośmy w pijackim natchnieniu wysmarowali.
Reasumując - nie wiem jak to będzie.
Że pisać się chce i jest w tym duża łatwość - dowód właśnie tutaj i w tej chwili :)
Że może pisze się wtedy o pierdołach w mylnym przekonaniu, że to ciekawe i dla innego, trzeźwego indywiduum - też możliwe.
Więc - proszę o opinie.
Na pewno - dygresji za dużo.
Co do pozostałych, mniej dla mnie ważnych efektów:
- na początku wyczuwalna euforia (ciężko powiedzieć mi co to znaczy do końca - nazywam intuicyjnie tak poczucie pewnej stymulacji, także z cechami seksualnymi - czasem coś na kształt fazy przedorgazmowej przy stosunku - ale jednak trochę inaczej) - nigdy nie stosowałem substancji, o których słychać że dają coś na kształt "czucia się jak w niebie" - euforii właśnie itd. - czyli - chyba głównie (poprawcie mnie): kokainy i heroiny.
Kokaina - z tego co słyszałem - ma efekt też dla mnie ciekawy - choć niebezpieczny - bo uprzyjemnia i czyni fantastycznym cokolwiek się robi (seks, jedzenie - nawet najprostsze itd., także praca intelektualna - nie wiem?).
O ile pamiętam, William S. Burroughs pisał, że kokaina w żadnym wypadku nie uzależnia fizycznie.
Z tego jednak jak działa, nie ma wątpliwości, że bardzo silnie może uzależniać psychicznie (co biorąc pod uwagę także jej ceną i długość działania - relatywnie bardzo krótką drenuje też finansowo). Nie wiem - nie używałem.
Co do heroiny zaś - pisarz Tomasz Piątek pisał ponoć tak: Seks, alkohol, co tam chcesz - nic, po prostu nic nie równa się z heroiną. Ok - ja nie próbowałem, mam nadzieję, że nie spróbuję. To nie ma moją (dość słabą) siłę woli i ogólne zdyscyplinowanie.
Kończąc ten punkt - euforia jest podobna trochę do tej po efedrynie - ale wydaje się jednak silniejsza. Teraz (godz. 23:20, ok. 4: 30 min po zażyciu - nadal wyczuwalna - przy czym zimne ręce mimo ciągłego stukania w klawisze), motywacja cały czas trwa, zadowolenie z tego co się robi.
Kończę ten, mocno rozbudowany raport.
Może jeszcze napiszę za kilka godzin.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy - jak wiadomo.
Dobrze
Absolutnie nikogo nie zachęcam do korzystania ze specyfiku, z którego to zdaję relację. Nie jest on co prawda w Polsce prawnie zakazany, nie jest "narkotykiem" (nie jest też nim definicyjnie, ciekawe dlaczego, nikotyna i alkohol), nie jest też jednak środkiem dopuszczonym do spożycia (jakąkolwiek drogą) przez ludzi. Nie jest środkiem spożywczym, dodatkiem, suplementem, środkiem neutralnym (jak - bo ja wiem - gliceryna czy jakieś wypełniacze w tabletkach), nie jest też oczywiście lekiem (narkotyki zaś lekami oczywiście bywają np. morfina (nie używałem)). Ostrzega się, że jest szkodliwy dla zdrowia człowieka. Dlatego to co piszę, piszę informacyjnie - absolutnie nikogo nie zachęcam itd - i nie są to puste słowa czy komunikat z przymróżeniem oka - jak w reklamach łódki bols, piwa bezalkoholowego czy na ulotkach dopalaczy. Nie zachęcam, nie namawiam, bo nie mam takiego prawa ani żadnej chęci.
Moje stanowisko wygląda mniej więcej tak:
Człowiek dorosły musi (!) i ma prawo być (w takim zakresie, w jakim w ogóle homo sapiens może - a mi się wydaje, że może dużo, w przeciwieństwie do tego, co głoszą skrajni biologiści czy determiniści) wolny. Alkohol - szkodzi. Papierosy - szkodzą. Ba - szkodzi też często najzwyklejsze jedzenie, konserwanty, nawozy itd.
Taka już jest zasada - że co smaczniejsze, zwykle bardziej szkodzi, a co pożyteczne - trudne i niedobre.
Moje stanowisko jest takie: dobrze muszę rozplanować sobie bilans zysków i strat. Co stracę i co zyskam. Jeśli czuję się źle i naturalnie się nie zmuszę (wiadomo, że lepiej zupełnie naturalnie, ale można też wiedzieć, że się nie da rady i w konsekwencji nie zrobić nic) by samopoczucie sobie poprawić (np długim spacerem, autosugestią itd.itp.) do wartościowego zajęcia, wykrzesania z siebie motywacji itd. itd. - to utylitarnie - nie tylko dla sedacji czy onanizmu fizycznego czy intelektualnego - daję sobie przyzwolenie, by się wspomóc (wydaje się, że Witkacy mógł sprawę traktować dość podobnie - mało kto wie, ale był tytanem pracy - pisał rzetelnie i dużo, tak samo malował, rysował, tworzył itd - miał swoje idee i chciał je realizować - ludzka głupota i zakłamanie go mierziły). Ot - wydaje mi się, że dzisiejszy eksperyment z bufedronem, póki co, mogę zaliczyć do udanych i nie karzę się za to wyrzutami sumienia, że spożyłem substancję opisaną jako szkodliwą dla człowieka - gdyż
a) czuję się (nadal: godz. 23.34) dobrze
b) piszę coś co wydaje mi się, że zostanie i ma sens - co prawda przerwałem pisanie czegoś innego - ale - wydaje mi się, że mimo tych dygresji i długości tego postu - coś tam z niego może się komuś przydać - ośmielony zresztą jestem zachętą murtibinga
Bilans więc jest dodatni. A teraz - idę też poczytać dokładniej o negatywnych skutkach (ogólnozdrowotnych) substancji - bo to bardzo ważne, by ten bilans pozostał dodatni.
pozdrawiam
Scalono z postem z 01:41 - PcP
P.S.
Szybkie pytanie (choć może i nie szybkie, bo jak pisałem - jestem jeszcze moderowany, jako nowy forumowicz przed 30-stką w miarę sensownych postów :-):
- Czuję (może kraczę) możliwość nadejścia bólu głowy za jakiś czas. Przeciwwskazania specjalne do zażycia np. paracetamolu, etopiryny (rozrzedzenia krwi?) czy ketanolu?
Scalono z postem z 03:10 - PcP
Raport c.d - godzina 00:59, ok. 6 godzin od spożycia roztworu.
Już bez mędrkowania ogólnego i dygresji. Skoro detaliczny raport (subiektywny, no ale trudno, żeby był inny) może się przydać - kontynuuję.
- działanie utrzymuje się - lekkie przesunięcie w stronę negatywną (słabnie efekt dobrego samopoczucia, choć zaktywizowanie i pobudzenie utrzymuje się w zasadzie na tym samym poziomie), rośnie efekt pewnego zmęczenia, delikatnie nerwowość jakby
- przewidywany ból głowy nie nadszedł na razie - może także dzięki zażytym profilaktycznie ponad godzinę temu dwóm tabletkom śmiertelnie szkodliwego w dużych dawkach paracetamolu
- puls jakby (badanie na oko czyli na "palec" - wcześniej badałem automatycznym apartem do mierzenia ciśnienia - dość precyzyjnym) wolniejszy - circa 90/min.
- mentalnie: pojawiają się małe zawieszenia/gubienia wątku - co widać wyraźniej, bo wcześniej była bardzo mocna, długotrwała (godzina koncentracji i ciągłe klepanie w klawiaturę bez przerwy, brak gubienia wątku, choć, jak widać, dużo dygresji - jednak tamowanych - bo mogłoby być jeszcze więcej, :-)) - przy czym googla nie używam, pamięć funkcjonuje bardzo dobrze). Zawieszka taka jednak szybko mija i powraca koncentracja. Pojawiają się częściej obawy czy to co piszę ma sens i czy jutro ocenię to pozytywnie (nie chodzi o to co piszę tutaj, ale o tekst, na którym zależy mi prywatnie itp.).
- w zasadzie brak łaknienia, choć kromkę z dżemem zjadłem ze smakiem
- w zasadzie brak pragnienia, choć co jakiś czas sięgam po mineralną (od godz. 19 wypiłem raczej niewiele - 1 herbata osłodzona - ok. 250 ml, nie więcej niż 500 ml mineralnej - może powinienem pić więcej)
- utrzymuje się, zbliżony do tego po efedrynie efekt "zmniejszenia członka" - pewnych problemów z oddawaniem moczu - nie są to jednak realnie kłopotliwe problemy - po prostu trzeba dłużej postać i celebrować czynność
Do usłyszenia za jakiś czas - skoro kontynuuję tak detaliczny raport - to będę konsekwentny :-)
Godzina (czas gwiezdny, galaktyka itd. - jakby zanotował kapitan Picard..- eh, nadmiar fantazji :-):
01: 34. Działanie w zasadzie utrzymuje się na tym samym poziomie.
Ciąg do palenia nikotyny - w normie. Raczej mniejszy niż po - troszkę podobnie działającej efedrynie. Papieros co ok. 1,5 h - byłoby może i częściej - ale ze względu na wciągniecie w dane zajęcie (teraz głównie - klepanie w klawiaturę) i specyficzną (nieprzeszkadzającą jednak i nie prowadzącą w zasadzie do utraty wątków) niecierpliwość utrwalenia swoich epokowych spostrzeżeń (ironia oczywiście, chociaż..nie całkowita :-), przy czym - co fajne - chęć pomocy, jakiegoś przysłużenia się innym (może to po prostu pośrednio rodzaj chęci akceptacji, potwierdzenia się - w sumie wszystko bardzo łatwo sprowadzić do egoizmu. Tak - ale zauważyć, że Matka Teresa z Kalkuty wszystko czyniła z egoizmu to jedno (samozadowolenie z wyrzeczenia, nagroda w poczuciu bycia dobrą, może nawet (ukrywanym np. pod skromnością) wewnętrznym poczuciu bycia wręcz świętą), a zacząć uprawiać taki sam egoizm (wstajemy, za wszystko co mamy kupujemy bilet, jakieś inne niezbędne rzeczy itd., wyjeżdżamy np. do Afryki, opiekujemy się od rana do nocy chorymi) - to rzecz zupełnie inna. Trywialne, prawda? A bywa przecież, że prowadząc wywody logiczne, zanurzając się w postmodernistyczne i relatywistyczne analizy o takich trywialnościach się - celowo lub nie - zapomina.
Do rzeczy.
- pojawia się mała (bardzo mała i w pełni kontrolowana) nerwica natręctw - a to kilka razy trzeba (kontrolowane, lecz pozwalamy sobie na to) spojrzeć w lewo, a to na kciuk kilka razy (dziwna sprawa - po wzmożonym piciu alkoholu też czasem się to włączało - spoglądanie natarczywe na kciuk (??) :-)
- w zasadzie może trochę więcej niepokoju, ale nieznacznie
Zastanawiam się, czy celem lepszego samopoczucia i mniejszego zmęczenia jutro nie zażyć teraz jakiegoś uspokajacza (wybór niewielki - dostępna 1 tabletka bromazepamu (lexotan) i 1 tabletka lorazepamu - pewnie postawię na ten drugi.
Zapewne - nie pomoże to wątrobie - ale czy poważniej jej zaszkodzi?
Właśnie - pytanie - jakie są dane na temat wpływu bufedronu na wątrobę?
Nerki?
Bo wpływ na układ krążenia w zasadzie jest dość jasny.
I - ponieważ nigdy nie używałem i nie wiem - jest on (ogólnie) - wg sprawdzonej wiedzy i Waszych spostrzeżeń bardziej czy mniej szkoldiwy niż - wydająca się standardem w zakresie działania stymulacyjnego/euforycznego/aktywizującego do roboty - amfetamina?
Do usłyszenia
Scalono z postem z 04:10
Godz. 02:05 - właśnie zażyłem 1 tabletkę lorazepamu.
Zmierzyłem ciśnienie - 140/101 - tętno 115.
Często bywa (proste porównanie z efedryną), że na zejściu pojawia się i utrzymuje nawet kilka godzin kołatanie serca itd. Na razie - brak.
Uwaga ogólna - wydajność pracy umysłowej bardzo duża - można napisać z 30 stron prosto z głowy, w ciągu 2 - 3 godzin, może nawet więcej. Zależy oczywiście co. Ale jest efekt zaciekawienia nawet obmierzłymi zwykle tematami, które z jakiegoś powodu są naszymi obowiązkami (np. zawodowymi). To duży plus.
Ciekawe, jak to się wszystko odbije i jak ogólnie zamknie się bilans.
Efektów zażytego lorazepamu właściwie brak.
Bardzo powoli opada pozytywne działanie specyfiku.
Pobudzenie zostaje, nieznacznie wrasta pewna nerwowość - może też i zmęczenie.
Zastanawiam się, co by tu zrobić, żeby bardziej wyluzować, w perspektywie - najdalej za ok. 2 godz. spokojnie zasnąć..Choć się na to na razie nie zanosi.
godz. 6.10 - coś nie widzę tego spania. Brak działania zażytego lorazepamu - a może działa, osłabiając efekty stymulanta. Jeszcze jakby trzyma z tym że chęć do pracy już odeszła - zaczyna dominować zmęczenie i niewielkie rozdrażnienie.
Dorzucam 1 różową tabletkę lexotanu z planem by najdalej za ok. 1 - 1,5 godziny zasnąć.
murtibing pisze:anta100 pisze:Witam
Mam pytanie - czy po bufiku też można tak ładnie podziwiać piękne panie w tv lub na kompie jak po użyciu mefedronu lub vamfy ? Wiem, że po gieblu też to ładnie widać - po czym jeszcze ? Lubię sobie czasami popatrzeć w samotności :-)
Bufedron nie jest najlepszy do masturbacji przed komputerem...... Mnie nawet w obecności kobiety ostatnio nie stawał......
Spałem około 2 godziny - od ok. 7 do 9 - zasnąłem o dziwo dość szybko, ale i szybko się jak widać obudziłem i spać się nie chce.
Stan i samopoczucie (godz. 11:00) : zmęcznie trochę, dalej szybki puls (ok. 100) - ciśnienie 136/86 - w zasadzie norma. Trochę zmęczenie i rozdrażnienie. Innych negatywów - brak! Czyli nie jest źle. Bilans dodatni.
No cóż, w takim razie, może nie do końca racjonalny, eksperyment - sprawdźmy jak to wygląda teraz.
Sprawdzimy: - czy druga dawka będzie działać gorzej, - jak będzie wyglądać zejście (oby tak samo albo lepiej)
Godz. 11:05 - aplikuję roztwór tego co mi zostało - na oko będzie to circa 100 mg (a więc mniej niż wczoraj).
Teraz jest 11:26 - czuję już - delikatną stymulację i miłe podniecenie. Zmęczenie i rozdrażnienie - zeszły na drugi plan.
Jeśli ktoś zmęczony moimi raportami - przepraszam. Administracja wg uznania - proszę kasować - co wydaje się zbędne czy głupie. Już jeden post wylądował w śmieciach (ale nie wiem czemu akurat najkrótszy i dość konkretny - może potraktowany jako nic nie dające innym.., może)
Dopisek z godz. 11:44 - już wiem dlaczego wylądował - także inny, dłuższy (ten wylądował w niebycie chyba) - zawierający za dużo rozważań czysto formalnych a propos forum. Moderatorom dziękuję - kolejny dowód ich klasy - dbania o przejrzystość wątków. Ze swej strony - jeszcze raz sorry - tak to bywa po stymulantach.
Godz. 11:28 - stymulacja wzrasta, pojawia się mała "euforia" jest fajnie. Zabieram się do pracy :)
Godz. 11:46 - 40 minut po wypiciu - w zasadzie wczorajsza (większa, ok 150 mg) dawka (pierwsza od ponad tygodnia - kiedy t w ogóle nie zadziałało) osiągnęła apogeum działania (początkowa godzina po ok. 20 - 30 min na wejście jest jednak najfajniejsza) już po ok. 40 - 50 min. właśnie. Teraz jest słabiej, nawet o wiele słabiej - ale bardzo ok - spokojnie, stymulująco, można dużo zrobić. Dlaczego słabiej - zapewne 1) mniejsza dawka 2) druga już dawka - po ok. (od 19 wczoraj do 11 dzisiaj) - 15 godzinach (skupić na liczenie się ciężej, bardziej pobudzone są humanistyczne przemyślenia, czasem trącące banałem, niestety, co widać). Banał jednak - to prosta prawda - zawsze lepiej niż idiotyzm czy bzdura.
widzę, że moje posty już się nie muszą moderować (zgodnie z regulaminem przekroczyłem liczbę 30 - stu). Fajnie, bo na moderację trzeba było niekiedy czekać dość długo. Obiecuję nie nadużywać tej swobody. pozdrawiam
Kolegę ,że tak napiszę wyrwało z butów a ja nie pamiętam żebym miał chociaż większe źrenice...
Psychoaktywny kameleon. Dlaczego marihuana to nie psychodelik?
Naproksen i LSD w bałtyckich krabach. Jak leki trafiają do morza?
Od daru bogów do codziennej ucieczki. Co antropologia mówi o naszym związku z alkoholem
Marihuana zmniejsza stres? To nie musi być prawda
Regularni użytkownicy konopi często deklarują, że marihuana pomaga im w walce ze stresem. Najnowsze ustalenia naukowców pokazują jednak, że subiektywne poczucie ulgi w dużej mierze wynika z efektu placebo. Choć THC faktycznie wpływa na niektóre wskaźniki fizjologiczne, inne pozostają bez zmian, a część – jak tętno – wręcz rośnie. Badanie przeprowadzone przez naukowców z Washington State University oraz Arizona State University objęło 120 osób regularnie sięgających po marihuanę. Eksperyment przeprowadzono metodą podwójnie ślepej próby (ani uczestnicy, ani badacze nie wiedzieli, kto otrzymuje substancję czynną).
Marihuana a palenie papierosów. Co ujawnia badanie?
Próbują rzucić palenie papierosów i wybierają marihuanę. Jak często? Nowy sondaż zestawia ją z lekami i wskazuje na ważne zastrzeżenia.
Badanie: częstsze używanie substancji związane z większym obciążeniem psychicznym
Osoby częściej używające alkoholu, konopi lub stymulantów wykazywały więcej trudności psychicznych, które były też silniej ze sobą powiązane – wynika z badania polskich naukowców. Dotyczyło to m.in. stresu, impulsywności i doświadczeń przypominających objawy psychozy.