Czy rzeczywiscie palenie, nawet okazjonalne, marihuany zwieksza ryzyko wystapienia nerwicy u osoby na taka podatna? Jezeli tak, to niby jaki jest mechanizm tego dzialania. Czy chodzi tu o efekt odbicia (jak np. po benzo) - uspokojenie na fazie, rozstrojenie poza nia, czy raczej o cos calkiem innego? Mysle, ze jednak o cos innego. Zioło generalnie "intensyfikuje chwile" pod wzgledem zmyslow i przynajmniej u mnie sprawia subiektywne wrazenie, ze wszystko dzieje sie duzo wolniej. Jaki tu jest zwiazek z wystepowaniem nerwicy?
Prosze o inteligentne posty :P
ma wybitnie żeńską świadomość, może powodować wzmocnienie męskiej animy ze wszystkimi tego skutkami zależnymi od jednostki
częste palenie przy braku odpowiedniego podejścia (zwłaszcza postawy metaobserwatora - obserwowania procesu obserwowania i całokształtu własnej świadomości) potrafi z zalążka nerwicy w ciągu kilku miesięcy stworzyć bardzo przekonujący powód żeby wziąć się za swoją psyche. zazwyczaj gratis włącza się fobia społeczna spowodowana nieogarnianiemocb, która tylko nakręca dalsze nakręcanie się
wydaje mi się, że większy potencjał w tą stronę mają psychodeliczne sativy niż kanapowce
Uważam, że marihuana pomaga się uspokoić, ale tak naprawdę nie leczy nerwicy. Wręcz przeciwnie. Przy paleniu codziennym i długotrwałym, nerwica może się pogłębić, ja tak miałem. Robię wtedy przerwę i pale rzadziej. Bo "co za dużo to niezdrowo!"
ma wybitnie żeńską świadomość, może powodować wzmocnienie męskiej animy ze wszystkimi tego skutkami zależnymi od jednostki
Jest też inny sposób na czerpanie przyjemności z thc bez ciśnień - odciążenie kreacyjnej wewnętrznej sfery, skierowanie świadomości na inny niż "ja" i "moje życie" kierunek - przekazanie przewodnictwa medium - filmowi, muzyce, robótce ręcznej itp. W myśl tej zasady, najgorsze zdaje się palenie w samotności bez zajmujących rozrywek oraz w sytuacjach, które same w sobie mogą stwarzać sytuacje stresowe - szkoła, praca, chociażby zwykła jazda tramwajem.
Marihuana to wspaniały narkotyk - może leczyć ducha, może być też czystą rozrywką. Może niestety przynieść też wiele szkody. Osobniki z zaburzeniami sfery emocjonalnej (o niskim poziomie samoświadomości, czasem też inteligencji) robią sobie kuku paląc babkę. Widzę to po wielu znajomych (nie kolegach).
aparat.relaksu@hyperreal.info
Nowy blog - tym razem dopracowany:)
https://junkiepump.wordpress.com/
Pamiętam jak dziś fazę po jaraniu, która miała miejsce ładnych parę lat temu. Wtedy byłem jeszcze "zdrowym człowiekiem". Na tamtej fazie po raz pierwszy odczułem silną derealizację. Nie miała jednak ona negatywnego zabarwienia, raczej oceniałem to jako coś niezwykle dziwnego. Później było kilka miesięcy spokoju i derealizacja przyszła znowu, tym razem nie wywołana używaniem żadnych substancji i zapoczątkowała trwającą kilka już lat chorobę. Wniosek z tego taki, że marihuana, bynajmniej moim zdaniem, może w swoisty sposób uaktywniać, wyciągać na powierzchnię coś, co tkwi przyczajone w naszych mózgach. Nie twierdzę, że to ona była bezpośrednią przyczyną mojej choroby, ale kiedyś na chwilę uchyliła jej drzwi. Wprawdzie po zakończeniu fazy zamknęły się one z powrotem, lecz później zostały wyważone z dużą, jak na mój nie przygotowany do tego osiemnastoletni umysł, siłą.
Inna faza z kolei dostarczyła mi najokrutniejszego doświadczenia w moim życiu. Choroba była w zaawansowanym stadium, ja nie przyjmowałem żadnych leków. Po zajaraniu depresja i derealizacja tam mocno we mnie uderzyły, iż nawet nie próbuję opisywać w jak okrutnie dziwnym i przykrym świecie się wtedy znalazłem. Dobrze, że cały czas zachowywałem przytomny umysł i wiedziałem, że muszę po prostu przeczekać to piekło, natomiast nie wiem jak bym się zachował, gdyby to było wywołane np. kwasem, a nie zielskiem. Później, po podleczeniu swojej psychiki, nie doświadczałem już tak skrajnie okrutnych stanów, ale generalnie zaprzestałem regularnego stosowania marijuany. Po zapaleniu wyciągała ona na wierzch moje kompleksy i obawy oraz przynosiła psychodelkę o raczej negatywnym zabarwieniu.
Co najlepsze kilka dni temu znów zapaliłem i... bardzo się zdziwiłem. Była to znowu ta faza, którą pamiętam z przed lat: euforyczna, beztroska a przy tym wzbogacona o wiele wspaniałych refleksji. Jednak byłem wtedy dobrze naładowany serotoniną, bo przyjmuję 30mg paroksetyny i zarzuciłem 300mg deksa, żeby wreszcie przekonać się czy ten cały zespół serotoninowy to możliwa sprawa, czy tylko urban legend. A poźniej jeszcze puknąłem 1,5 mg alpra.
Maskaradore pisze: @Zieleń - skrobnąłeś zajebistego posta. Może mógłbyś jednak rozwinąć tę myśl, wydaje się całkiem ciekawa]
ma wybitnie żeńską świadomość, może powodować wzmocnienie męskiej animy ze wszystkimi tego skutkami zależnymi od jednostki
według teorii Junga każdy człowiek ma w sobie niemal drugą osobowość o przeciwnej płci - u mężczyzn jest to anima będąca ich wewnętrznym wzorem/archetypem kobiecości, u kobiet na tej samej zasadzie istnieje animus. mają one wyraźnie rozwiniętą osobowość mocno wpływającą na związki z płcią przeciwną oraz odpowiedzialną za 'kobiece' cechy (wrażliwość,delikatność itd) u mężczyzn oraz 'męskie' u kobiet.
ich charakter kształtuje się w dzieciństwie, głównie na podstawie relacji z rodzicem przeciwnej płci, chociaż w przypadku problemow z nim lub jego braku może tą rolę przejąć inna osoba lub zbiór osób.
w większości kultur, w których ziele jest używane w celach religijnych przypisuje mu się żeńską świadomość/energię, ze wszystkimi wynikającymi z tego cechami -biernością, przestrzenią, delikatnością, wewnętrzną mądrością/intuicją. jeśli chodzi o poziom fizyczny wystarczy wspomnieć, że obniża poziom testosteronu ;-)
zwiększając ilość żeńskiej energii (oczywiście chodzi mi o żeńskość w rozumieniu jin/jang) wzmacnia męską animę. jeśli ktoś ma ją zdrową, lub jeszcze lepiej - uświadomioną i zintegrowaną, wtedy odczuwa głównie pozytywne skutki mj nie tracąc przy tym 'męskich' cech - zdolności działania, wyraźności myślenia. im bardziej nieświadoma i niezintegrowana z całością osobowości jest anima (np u typowych macho, bojących się okazać brak siły, męskości) tym z większą siłą może wpływać na psychikę. Jak to ładnie ujął Jung : "Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
kiedy taka anima dostaje zastrzyk energii, której cała osobowość nie jest w stanie wykorzystać ze względu na jej żeński charakter, przejmuje ona do pewnego stopnia kontrolę nad osobowością. im mniej człowiek jest świadomy tego, że anima jest integralną częścią jego osobowości tym bardziej odbiera to co się wtedy dzieje jako nieznaną zewnętrzną siłę nakręcającą mu paranoje. nie muszę chyba wspominać, że zazwyczaj taka osoba uważa, że to wina ziela i traci ochotę na palenie, a z materiałem wychodzących z podświadomości chce sobie poradzić innymi używkami, często różnymi depresantami.
ciekawe w tym kontekście wydaje mi się to, jak odmiennie reagują na palenie kobiety ;-)
Jest też inny sposób na czerpanie przyjemności z thc bez ciśnień - odciążenie kreacyjnej wewnętrznej sfery, skierowanie świadomości na inny niż "ja" i "moje życie" kierunek - przekazanie przewodnictwa medium - filmowi, muzyce, robótce ręcznej itp. W myśl tej zasady, najgorsze zdaje się palenie w samotności bez zajmujących rozrywek oraz w sytuacjach, które same w sobie mogą stwarzać sytuacje stresowe - szkoła, praca, chociażby zwykła jazda tramwajem.
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Marihuana to gorsze wyniki w nauce i stres emocjonalny
Efekty terapii wspomaganej psychodelikami są zachwycające
Spali w lesie i zażywali narkotyki. Policja zatrzymała rodziców trójki dzieci
Jedna z mieszkanek zadzwoniła na policję i poinformowała, że rodzice wraz z trójką dzieci w wieku 1, 4 i 6 lat przez ostatnią dobę przebywali w samochodzie, w lesie. Na miejsce natychmiast skierowano policyjny patrol.
1 dziennie i ryzyko drastycznie rośnie. Alarm: Polacy nic sobie z tego nie robią
Nawet niewielkie ilości alkoholu mogą istotnie zwiększać ryzyko raka jamy ustnej – wynika z badania opublikowanego w „BMJ Global Health”, które szczególnie alarmujące dane przynosi z Indii.
Fałszywy narkotest, prawdziwe konsekwencje. Jak policyjna procedura zniszczyła życie 20-latka
W teorii miał to być rutynowy patrol drogówki. W praktyce - początek koszmaru, który na wiele tygodni wywrócił życie młodego człowieka do góry nogami. Fałszywie dodatni wynik policyjnego narkotestu, medialny rozgłos i społeczny ostracyzm okazały się silniejsze niż późniejsze, prawdziwe wyniki badań krwi. Bo gdy prawda w końcu wyszła na jaw, szkody były już nieodwracalne.