Więcej informacji: Fenyloetyloaminy w Narkopedii [H]yperreala
To nie był dzień jeden z wielu, podświadomie przeczuwałem że coś wielkiego się zbliża...
Mimo że dawka (430mg siarczanu meskaliny) nie wydawała się bardzo wysoka i "lęk przedlotowy" tym razem nie był wyjątkowo dotkliwy (podszedłem do tego bardziej w stylu będzie co będzie już przecież przez to przechodziłem więc dam radę ponownie) w powietrzu dało się wyczuć energię w stylu : TO NADCHODZI PRZYGOTUJ SIE NA RESET. Siarczan spożyłem o godzinie 12:00 wsypując proszek do wody i dolewając sok malinowy by zneutralizować gorzki smak, wciąż było gorzkie ale do przełknięcia, mogło być gorzej.
Pierwsze sygnały że "coś się dzieje" pojawiły się wyjątkowo szybko bo już po kilkunastu minutach... Były to głównie objawy fizyczne, pierwsze mdłości, coś w rodzaju mini -wymiotów i pewnego rodzaju niepokój sensoryczny, tak jakby mózg i ciało doskonale wiedziało co się zbliża, traktowało psychodelik jak intruza i zagrożenie i próbowało bezskutecznie pozbyć się tego alkaloidu. Po 30 minutach uderzyło mnie mocniej niż mogłem się spodziewać, a wiedząc że to dopiero początek i rzeczywisty stabilny szczyt ma nadejść po 3 godzinach poczułem autentyczny strach który powoli coraz bardziej zaczął paraliżować moją istotę. To był moment by wyjść z domu w planowane miejsce docelowe z moim towarzyszem podróży, spacer po terenach roślinnych z playlistą pełną różnej maści utworów , zawsze jakaś rozrywka i odciągnięcie uwagi od wzrastającego natężenia terroru... W mniej więcej 1/3 drogi pośród pięknej roślinności ze świadomością zbliżającej się nieuchronnej mentalnej zagłady połączonej z fizyczną udręką uznałem że nie mam wystarczająco sił by iść w pierwotnie planowane miejsce obok słonecznego lasu, zatrzymuję się tu gdzie jestem teraz, od teraz ta łąka i mały strumyk po których stąpam są moim miejscem docelowym, tym w którym się rozpuszczę i ponownie zmaterializuję... I trwa to dalej, wiem że tego procesu nie mogę już w żaden sposób zatrzymać więc najsensowniejsze co mogę zrobić to zaakceptować przygodę na dobre i na złe, pod żadnym pozorem nie próbować z tym walczyć ani panikować i uznać że to co czuję obecnie to cena biletu do nagrody jaka mnie czeka po zakończeniu procesu. Trip z każdą minutą wzbogaca się o nowe dezorientujące efekty, zmienia kierunek, zmienia kolory raz są matowe i szarawe, innym razem aż błyszczą od nasycenia kolejne utwory ze Spotify przepływają przez zmysł słuchu, niektóre brzmienia wydają się dysforyczne ale lepsze to niż martwa cisza...
Sprawdzam godzinę po raz kolejny, wybiła 13:00. Przybijam piątkę towarzyszowi podróży że jedna trzecia drogi do szczytu już za mną to będzie kompletna masakra lecz przetrwam... Na początku 2 godziny czuję coś w rodzaju sygnału od roślinnego przewodnika że pora na podniesienie poprzeczki i zalanie świadomości kolejnymi efektami, tym razem transpersonalnymi i duchowymi ale przecież nie będzie tak źle jakoś damy radę, musimy dać radę prawda? Kto da radę jak nie my...
I wciąż krążę w koło słuchając już 2 raz z rzędu niektórych utworów, bo tylko nieliczne wydają się posiadać ten pocieszający blask który przynajmniej częściowo przebija się przez kolejne fale terroru. Teraz jest moment gdy bodyload osiąga apogeum, do mdłości i obciążenia krążenia dochodzi biegunka, no cóż kiedyś piertowni ludzie wypóżniali się wśród roślinności jestem teraz jednym z nich, czuję się całkowicie nagi pośród wysokich traw i krzewów kukurydzy, może to moment upokorzenia a może chwila ulgi, wszystkie opcje są dopuszczalne tu nie ma rzeczy niemożliwych, granicę się zacierają. Wstaję, idę przed siebie, kolejno po sobie następują Pink Floyd i takie polskie klasyki jak Maryla Rodowicz czy Marek Grechuta, niektóre utwory dodają magii do obecnego stanu rzeczy i przypominają o powadze przeżywanego procesu, kompletny chaos i zamieszanie miesza się z wyjątkowo trzeźwym spojrzeniem na rzeczywistość, zaczynają się formować pierwsze wglądy w naturę rzeczywistości, dochodzi godzina 13:30...
Analogiczna sytuacja do wcześniej wspomnianych kolorów i muzyki dotyka geometrii wizualnej, wszystko ma teraz inne kształty, rozmiar, jest w ciągłym ruchu, raz efekty wizualne wydają się piękne i bardzo organiczne, a raz na tyle dezorientujące że pojawia się realna obawa tego, że jeśli tak dalej pójdzie to przestanę rozpoznawać otoczenie. Czas płynie bezlitośnie wolno mózg próbuje mi komunikować coś w stylu: no i po co się w to wpakowaleś, co uciszam podziwianiem elementów krajobrazu i zachwytem nad takimi obiektami jak drapieżny ptak krążący na niebie oraz motyle na łące, wszystkie stworzenia wydają się być pełne sensu i tworzyć pewnego rodzaju harmonijną więź, widzę powiązania między obiektami, zmysły są maksymalnie aż do bólu wyostrzone, mija 2 godziny od wypicia substancji.
Jest 14:00. Czuję że nadchodzi moment kulminacji, jestem teraz epicentrum wszystkiego co mnie otacza wszystkie wrażenia są skondensowane w tym jednym punkcie zwanym świadomością, mózg robi się małą elektrownią, meskalina ma niesamowitą właściwość pocieszającej mocy mimo siły która powoduje że wszystko włącznie z tobą się rozpada, próbuje wytłumaczyć mojemu towarzyszowi że meskalinowy trip jest czymś co wrzuca cię w konfrontację z nieuchronną zagładą ale równocześnie telepatycznie mówi ci że jest to pewnego rodzaju test przetrwania, jesteś wojownikiem i sobie poradzisz, jesteś silniejszy niż ci się wydaje, być może pasuje to do opisywanego przez niektórych terapeutów terminu "inner healer wisdom". Uznaję że nie pozostaje mi nic innego niż próbować pokierować podróżą w tym kierunku by "wewnętrzny uzdrowiciel" zyskał przewagę nad niszczycielską mocą rozrywającą ego które i tak jest już mocno zmiękczone przez potęgę rośliny i wpadam na genialny plan by ściągnąć buty oraz skarpetki i wejść na wyższy poziom połączenia z planetą. Nie trzeba było długo czekać, przyniosło to niemal natychmiastowe poczucie większego dostrojenia do procesu. Rodzaj empatii jaki wydziela meskalina jest bardzo naturalny i wyjątkowy, daleko mu od ekstatycznej chemicznej empatii jaką daje MDMA i pokrewne entaktogeny. Jest bardzo delikatna i sentymentalna, w niektórych momentach miałem potrzebę powiedzenia mojemu trzeźwemu opiekunowi komunikatów typu: "teraz słucham piosenkę która leciała w naszym ukochanym breaking bad które tak lubiliśmy razem oglądać" lub "ach te motyle na łące, są takie piękne... Czy śledziłeś kiedyś przez dłuższą chwilę drogę przemierzaną przez jednego takiego motyla? Czy raczej patrzyłeś na motyle jako na całość, czy zbiór osobników jednego gatunku, z pewnością od tego dnia nie spojrzę już na motyle w ten sam sposób".
Minęły 3 godziny od rozpoczęcia podróży teraz już wiem że przetrwam, minął krytyczny moment psychicznej śmierci, a tym samym rozpoczął się czas budowania nowej tożsamości, jestem gotowy na wejście w ten etap.
Teraz ta przestrzeń nie jest już mi obca, mimo mocy o przytłaczającej intensywności która zdaje się ani trochę nie odpuszczać i jest wciąż przeplatana silnymi mdłościami mam wrażenie że znam ten stan jak własną kieszeń, tu umierałem i tu się rodzę, swoją drogą wybrałem na tą podróż idealny dzień i miejsce, słoneczna łąka daje wrażenie rajskiego klimatu a jak umierać to najlepiej właśnie w raju, jestem pewien że gdybym pozostał w domu skończyło by się to kompletną katastrofą. Współtowarzysz wydaje się być rozbawiony moim chodzeniem boso, pokazałem mu skaleczenie jakie powstało przez stąpanie po jakimś ostrym roślinnym kolcu ale uznaję że śmiertelna rana bitewna z pewnością to nie jest i jeśli przetrwałem kilka godzin pulsującego terroru na poziomie komórkowym to żadne skaleczenie mnie tym bardziej nie wykończy, teraz jestem już zbyt silny by cokolwiek mnie zabiło. Myślę że tu można przeskoczyć do godziny 17:00, bo efekty do tej godziny utrzymywały się na podobnym poziomie, było po prostu jeszcze więcej tego co już wcześniej opisywałem. Po 5 godzinach, czyli w momencie gdy kończył mi się zapas wody której wypiłem całkiem sporo, poczułem się na tyle pewnie, by udać się w drogę powrotną biorąc ze sobą wszystko co zabralem wcześniej ze sobą, po kilkuminutowej wędrówce gdy znalazłem się obok domu uznałem że efekty są jeszcze zbyt silne by wrócić do standardowego domowego trybu dnia codziennego i pozostałem (teraz już sam bez drugiej osoby obok) na ogrodzie eksplorując drzewa i malinowe krzewy. Po powrocie do domu wziąłem prysznic i przez kolejne kilka godzin wciąż byłem w pół - psychodelicznym stanie umysłu z mocno podwyższoną wrażliwością emocjonalną, estetyczną, masą klarownych i chaotycznych refleksji i końcowymi efektami ubocznymi jak lekkie obciążenie ciała i resztkowe mdłości, późnym wieczorem wybrałem się do Biedronki na małe zakupy gdzie interakcje społeczne były jeszcze wyraźnie inne w odbiorze, a po powrocie do domu przed północą w końcu coś zjadłem i zapaliłem pierwszego papierosa tego dnia. Zasnąłem około 4 nad ranem, a łagodna poświata po tym doświadczeniu była jeszcze odczuwalna przez kilka kolejnych dni. To było jak potężny sztorm po którym nastąpiło delikatne lądowanie. Cieszę się że mogłem podzielić się z wami tą historią. meskalina jest obecnie dość mało popularnym psychodelikiem, została znacząco wyparta przez LSD i grzyby psylocybinowe między innymi z powodu wysokiej ceny, bardzo długiego działania oraz silnego obciążenia ciała co dla wielu osób jest zniechęcające, z pewnością jest jednak wyjątkowa. Najbliżej jej do czegoś pomiędzy 2C-B a LSD, jednak z bardziej naturalnym odczuciem, wyraźnie dłuższym działaniem i silniejszym obciążeniem ciała które jak już wspomniałem jest ceną jaką płacimy za bilet do jedynego w swoim rodzaju głębokiego połączenia z planetą.
Do zobaczenia
Mundur nie izoluje od rzeczywistości. O hipokryzji, która pęka na komisariatach
Od daru bogów do codziennej ucieczki. Co antropologia mówi o naszym związku z alkoholem
Marihuana a demencja. Nowe badanie przyniosło zaskakujące wyniki
Narkotyki z dostawą. „Kryształy" i skręty w przesyłce tak jak legalny towar
Zamówienie przez internet, odbiór w automacie paczkowym lub u kuriera – przestępcy przestawiają się na nowy kanał dystrybucji narkotyków – wykorzystują przesyłki pocztowe. Już ponad 86 ton narkotyków – jak pisała „Rz” – trzykrotnie więcej niż w całym ubiegłym roku, skonfiskowało od początku 2026 r. policyjne CBŚP. To „wierzchołek góry lodowej”, bo na rynek może trafiać nawet kilkakrotnie więcej. Dilerzy kamuflują drogę do odbiorcy – narkotyki docierają w przesyłkach, tak jak tysiące legalnych towarów
Nastolatki po konopiach wolniej rozwijają pamięć. Wyniki z kohorty ABCD
Amerykańscy badacze śledzili ponad jedenaście tysięcy dzieci od dziewiątego roku życia aż do siedemnastego. Ci, którzy w międzyczasie zaczęli używać konopi, wolniej rozwijali pamięć, uwagę i szybkość przetwarzania. Różnice narastały z czasem, ale badanie nie dowodzi związku przyczynowego.
Ogromny transport kokainy. Narkotyki za 19 mln zł ukryto w złomie
Ponad 350 kg kokainy o czarnorynkowej wartości przekraczającej 19 mln zł przechwycili funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej w Gdyni. Narkotyki były ukryte wewnątrz ciężkich metalowych elementów znajdujących się w kontenerach ze złomem. Śledztwo w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.