Btw, skoro mowa o jebniętym i niewiarygodnym, czy opowiadałem już o tym, jak goniło mnie belgijskie wojsko?
23 października 2020Dualizm22 pisze: CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ ? DOPAL TO CO ZOSTAŁO W BUTELCE.
Na początku to były imprezy. Weekend, potem dwa dni wolnego, „każdy tak robi”. Nikt nie robił z tego tematu, bo nie odstawał od reszty. Problem zaczął się wtedy, kiedy przestało to być związane z imprezami. Pojawiał się na klatce o dziwnych porach, pożyczał drobne kwoty — zawsze „do jutra”. Oddawał rzadko.
Najbardziej zapadła mi w pamięć jedna sytuacja zimą. Stał przy wejściu do sklepu, bez rękawiczek, w cienkiej bluzie, mimo że było kilka stopni poniżej zera. Nie wyglądał jak ktoś pijany — raczej jakby jego ciało nie nadążało za tym, co działo się w głowie. Próbował zapłacić za bułkę drobnymi, które co chwilę wypadały mu z ręki.
Sprzedawczyni w końcu powiedziała tylko: „Dawid, idź do domu.” Bez złości, bardziej zmęczona niż cokolwiek innego.
Najgorsze było to, że wszyscy widzieli, jak to się dzieje krok po kroku. Bez jednego wielkiego „upadku”. Raczej seria małych przesunięć — mniej szkoły, więcej nieobecności, nowe towarzystwo, potem brak jakiegokolwiek planu dnia.
Ostatni raz widziałem go latem. Schudł tak, że trudno było go poznać. Siedział na ławce i patrzył w telefon, który chyba już nawet nie działał. Ktoś obok niego coś mówił, ale Dawid nie reagował.
To nie była historia o jednym złym wyborze. Bardziej o tym, że nikt w pewnym momencie nie był w stanie albo nie umiał tego zatrzymać — ani on, ani ludzie wokół.
wczorajTermos789 pisze: "Dawno i nieprawda" to taka ekspresja. Stuprocentowo wierzę, chociaż znam go tylko z tego co opisuje na forum ale kilkukrotnie bardziej jebnięte historie słyszałem i sam przeżywałem, no więc...
Btw, skoro mowa o jebniętym i niewiarygodnym, czy opowiadałem już o tym, jak goniło mnie belgijskie wojsko?
Rzecz działa się w północno zachodniej Belgii, gdzie jako młody chłopaczek przyjechałem niedawno by zarobić dużo gotówki. Był to w zasadzie szczyt mojej kariery zjarusa. Pierwsze prawdziwe "samodzielne" życie i pierwsze "poważne" pieniądze zamieszały mi w głowie. Według różnych obliczeń na trawę wydawałem wtedy około 1/4 swoich zarobków, czyli plus minus 400-450 euro miesięcznie. Dlaczego mówię że to szczyt kariery? Bo czułem się zajebiście a na negatywne skutki ostrego kopcenia trzeba było jeszcze trochę poczekać.
W każdym razie - był listopad. Jedenasty, a więc w wielu krajach Europy święto. Dobrze się więc złożyło bo i ja i mój kolega Ziutek z którym jeszcze w Polsce niejedną pigułę rozkruszyliśmy i rurę od bonga opaliliśmy, mieliśmy wolne.
Akurat parę dni wcześniej, obczajałem tą mapę która pokazuje prawdopodobieństwo występowania grzybów na terenie Europy i kilka kilometrów od naszej kwatery znajdowało się parę takich kwadracików z najniższym możliwym prawdopodobieństwem, co okazało się dla nas wystarczającym powodem by rano wsiąść na rowery i w tamtym kierunku pojechać.
Był to las a więc chuja żeśmy tam mogli znaleźć a nie łysice, dodatkowo na piasku, bo to było wybrzeże więc nawet na głupiego borowika liczyć nie mogliśmy ale i tak nie mieliśmy nic lepszego do roboty. Zostawiliśmy więc rowery pod jakimś drzewem i poszliśmy eksplorować teren.
Gdzieś w środku lasu drogę zagrodził nam dosyć wysoki płot z drutem kolczastym.
"Skurwysyństwo! Jedyny las w okolicy sprywatyzowali. Dziwna ta Zachodnia Europa" - pomyślałem.
Idąc wzdłuż rzeczonego płotu, po kilku krokach zobaczyliśmy połamane drzewo, które tak przygniotło siatkę, że bez problemu można było przejść na drugą stronę.
Ziutek zaproponował abyśmy przed dalszą drogą posilili się. Akurat mieliśmy w plecakach dwie butelki wody, przebity lufką korek i resztki trawy.
Strzeliliśmy więc po wodospadzie i ruszyliśmy przed siebie.
Las szybko nabrał dzikszego wyglądu i czuć było, że coś jest nie tak. Gdzieś w krzakach zobaczyliśmy pordzewiałą, dziurawą metalową skrzynkę z jakimiś napisami. Wyglądała jak coś militarne, może stare racje żywnościowe.
Pomyślałem, że to może być jeden z tych zamkniętych terenów zaminowanych lub skażonych gazem musztardowym z pierwszej wojny światowej.
- Termos, nie podoba mi się tutaj. Weź zobacz na mapie gdzie my jesteśmy - powiedział mój kolega Ziutek.
- Jest problem - odpowiedziałem, przyglądając się zdjęciom satelitarnym na mapie w telefonie - Ten las jest zablurowany.
- O kurwa! - odrzekł Ziutek.
- O kurwa... - przytaknąłem.
Chwilę jeszcze szliśmy przed siebie naradzając się co robić dalej, gdy zobaczyliśmy za drzewami drogę asfaltową zupełnie elegancką i współczesną. Dodało nam to sporo otuchy.
Z poziomu drogi widać zaś było małą opuszczoną budowlę, coś w stylu cieciówki.
Weszliśmy do środka. Zwyczajna ruinka tyle że zupełnie czysta, w sensie nie zaśmiecona. Śmialiśmy, że gdyby to było w Polsce wszędzie pewnie leżałyby puszki i kondony.
Postanowiliśmy więc zapalić w środku papierosa i zostawić na parapecie kiepy na pamiątkę, że byliśmy tu. Wtedy usłyszeliśmy przelatujący gdzieś nieopodal helikopter i żartowaliśmy, że pewnie to po nas ale chuj im w dupy, bo jesteśmy pod dachem i nas nie widać.
Wkrótce wyszliśmy i kontynuowaliśmy naszą eskapadę, gdy oczom naszym ukazał się znowu płot z drutem kolczastym. Jako że było pod górkę nie było dokładnie widać co jest za nim ale na pewno wkrótce kończył się las bo i drzewa zrzedły i niebo było widać czysto.
Pomyśleliśmy, że to nasza szansa, żeby opuścić ten dziwny teren. Niestety nigdzie nie było zwalonego drzewa. Musieliśmy skakać. Ziutek jest wyższy ode mnie, więc zaproponował, że podsadzi mnie a potem sam spróbuje przejść na drugą stronę.
Gdy byłem już w trakcie przechodzenia, zaczepiłem się kurtką o drut i kiedy próbowałem ją odczepić, Ziutek puścił mnie i pobiegł gdzieś w krzaki krzycząc tylko "kurwa, japierdole".
Spadłem na ziemię i od razu usłyszałem warkot helikoptera tuż nad głową. Szary, wojskowy śmigłowiec. Był bardzo nisko nad koronami drzew i leciał dokładnie w naszym kierunku. Pobiegłem w krzaki do Ziutka a helikopter obniżył lot jeszcze bardziej, już centralnie nad naszymi głowami i zaczął kręcić wąskie kółka.
My zaś - skradaliśmy się dookoła grubego drzewa próbując pozostać niewidocznymi. Jeśli mieli jakiś termowizor, pewnie niezłą bekę z nas cisnęli.
Nigdy wcześniej w życiu się tak nie bałem. Helikopter jednak wzniósł się lekko i zaczął kręcić coraz szersze kółka. Pomyśleliśmy, że skoro nadal szuka to znaczy, że póki co nie znalazł.
To nasza szansa. W nogi.
Biegliśmy przez las, kilkukrotnie chowaliśmy się w gęstych, kłujących krzakach, serca prawie z cyców wyskoczyły, wojskowy śmigłowiec ciągle za nami.
W końcu jest - pierwszy płot przygnieciony drzewem. Hop, na drugą stronę. Rowery nadal w tym samym miejscu. Niedaleko stąd było centrum handlowe. Na szczęście otwarte. Siedzieliśmy tam w środku dobre 15 minut i sikaliśmy metaforycznie po nogawkach. Gdy wyszliśmy na zewnątrz zapalić, helikopter nadal krążył nad lasem i kręcił kółka. Upiekło nam się.
Po powrocie na chatę zaczęliśmy szukać informacji o tym miejscu. Baza wojskowa. Zaraz za wzgórzem, gdzie był drugi płot znajdował się pas startowy lotniska.
Sześć gwiazdek z GTA ale w prawdziwym życiu i jeszcze uciekliśmy na rowerach.
Dobrze, że to było dawno temu a nie dziś, kiedy co chwile jakieś ruskie drony gdzieś wlatują. Mogłoby się skończyć dużo gorzej.
Możecie wierzyć albo i nie ale tak właśnie było.
23 października 2020Dualizm22 pisze: CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ ? DOPAL TO CO ZOSTAŁO W BUTELCE.
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
"Narcos z Podlasia" skazani. Ich narkotyki miały zalać polski rynek
Meksykańscy narcos, którzy produkowali metamfetaminę na Podlasiu, zostali skazani przed sądem w Białymstoku. To pierwszy przypadek w Polsce, który pokazuje zmianę modelu działania karteli - zamiast szmuglować narkotyki do Europy, wysyłają "kucharzy". Tylko w Polsce toczą się procesy jeszcze dwóch innych grup z Meksyku.
Badanie: użytkownicy psychodelików mogą inaczej przetwarzać emocje
...czyli raz jeszcze na temat ostatnio omawiamy.
Farmakoterapia przewlekłego bólu w USA – nowy i nie do końca bezpieczny wzorzec
Okryte złą sławą leki opioidowe przez lata stanowiły w USA. fundament farmakoterapii przewlekłych dolegliwości bólowych. Naukowcy z Uniwersytetu Michigan zdecydowali się sprawdzić czy opioidy są nadal tak często wykorzystywane w leczeniu chronicznego bólu.