JulietteS pisze: Agresywna, bo domagam się odpowiedzi na pytanie, czego unikasz? Bo uważam, że powtarzasz modne psychoslogany, które często są nieprawdziwe, bo są tak daleko idącym uproszczeniem, że zniekształcają obraz rzeczywistości?
Łatwo jest moralizować - bo tym jest język winy, drogi na skróty i iluzji wynikającej z uzależnienia jak się nie podaje żadnych alternatyw.
Piszesz np o terapii, ale przemilczasz fakt, że podstawą psychoterapii depresji jest farmakologia. To jaki związek z trzeźwością ma torpedowanie człowieka antydepresantami? Przecież to tylko zamiana jednej substancji na inną - ale akceptowalną społecznie. To, że ty uważasz leki za ściemę nie zmienia faktu, że takie są procedury. Zwłaszcza w ciężkich depresjach (i jakichkolwiek innych schorzeniach psychologicznych) uniemożliwiających normalne funkcjonowanie społeczne i zawodowe. I co - jaką tu alternatywę widzisz jak ktoś jest na tyle chory, że nie funkcjonuje zawodowo i społecznie, a wręcz rozważa samobójstwo? Ma nie brać leków w imię trzeźwości i walki z iluzją drogi na skróty? Jakim kosztem? Ponownie zapytam - jaka jest alternatywa? Medytacja, akupunktura, ćwiczenia oddechowe? To nawet nie są plasterki. To jak pół apapu na urwaną nogę.
Co z ludźmi jak ja, ja się pytam? Mam odstawić leki, dzięki którym mogę wyjść do sklepu i zrobić zakupy, spotkać się z rodziną i przyjaciółmi czy pracować? Bo to wina systemu iluzji, a nie obiektywnych warunków zdrowotnych?
Zestawiłeś prohibicyjną trzeźwość rozumianą abstynencyjnie z byciem na ciągłej bombie i uprościłeś to do kwestii bycia w aktywnym i niekontrolowanym nałogu. A w ilu wypadkach to będzie prawdziwe?
Jaki wpływ mam na wspomniany przeze mnie "park szczurów" ? Na psychologiczne skutki wrogiej architektury i betonozy? Na degradację przyrody i smog przez 3/4 roku? Jaki wpływ mam na narrację strachu w mediach ? Jaki wpływ mam na stosowane psychosztuczki w marketingu w internecie, filmach i serialach (lokowanie produktów i promowanie nierealnych standardów wyglądu), czy w sklepach stacjonarnych? Jakkolwiek człowiek by się nie obracał tam jest obiektem psychologicznych zagrywek mających na celu kształtowanie konkretnych zachowań konsumenckich.
Jeśli mam przez to przebrnąć używając od czasu do czasu substancji zmieniających percepcję to nie jest to drogą na skróty. Jest to sposobem na przetrwanie. Bo zwyczajnie nie istnieją żadne alternatywy, a od rozmowy z terapeutą nie naprawi mi się magicznie kręgosłup. Tak samo międzynarodowe koncerny nie zmienią swoich praktyk.
To co ja mam zrobić? Jak mam zachować trzeźwość i czym ona dla mnie będzie w takim wypadku? To nie jest pytanie retoryczne, ani obrona czegokolwiek. Pytam w 100% serio.
xDD
Piszesz o medytacji jakby to była jakaś akupresura ćwiczenia oddechowe a to Potężne Narzędzie Duchowe,
Potężna Broń Duchowa.
Główne badanie z Waszyngtonu D.C. (1993)W ramach National Demonstration Project od 7 czerwca do 30 lipca 1993 r. w Waszyngtonie zebrało się maksymalnie ok. 4000 osób praktykujących TM i TM-Sidhi („yogic flying”).
Grupa medytowała razem codziennie przez kilka godzin.
W tym okresie przestępczość brutalna (homicides, rapes, assaults – HRA crimes) spadła o maksymalnie 23,3% (w porównaniu do trendów i poprzednich lat), gdy grupa była największa. Ogólna przestępczość brutalna spadła o ok. 15,6%.
Efekt był statystycznie bardzo silny (p < 2 × 10⁻⁹, czyli szansa na przypadek mniejsza niż 1 na miliard).
Po zakończeniu projektu przestępczość wróciła do poprzedniego poziomu.
Badanie kontrolowało czynniki takie jak pogoda (temperatura), pory roku, trendy historyczne, działania policji itp. Miało niezależną komisję recenzencką (27 ekspertów).
researchgate.net
Opublikowano je w Social Indicators Research (Hagelin et al., 1999).
link.springer.com
Blu patrzy na temat głównie przez pryzmat uzależnienia i mechanizmów psychicznych z nim związanych — i to jest realne. Tylko że Juliette też porusza realny problem, którego nie da się zbyć sloganem o „drodze na skróty”.
Bo czym innym jest walenie ciągu i rozwalanie sobie życia, a czym innym funkcjonowanie z przewlekłym bólem, depresją wtórną do choroby somatycznej albo stanem, gdzie człowiek bez farmakologii nie jest w stanie normalnie działać.
I właśnie tutaj pojęcie „trzeźwości” zaczyna się robić nieostre.
Bo jeśli ktoś:
— bierze opioidy zgodnie z zaleceniem lekarza, żeby móc wstać z łóżka,
— bierze SSRI, żeby nie skończyć pod pociągiem,
— pali jednego blanta wieczorem zamiast zalewać się wódą,
— albo raz na kilka miesięcy bierze psylocybinę i dzięki temu nie rozpada się psychicznie,
to wrzucanie tego automatycznie do jednego worka z aktywnym ciężkim uzależnieniem jest zwyczajnie intelektualnie leniwe.
Problem polega na czymś innym:
czy dana substancja zwiększa twoją sprawczość i stabilność, czy stopniowo zabiera ci życie.
To jest dużo ważniejsze pytanie niż abstrakcyjna „czystość”.
Bo człowiek może być formalnie trzeźwy i jednocześnie kompletnie martwy w środku:
doomscrolling po 8 godzin dziennie, antydepresanty, energetyki, kompulsywne zakupy, porno, hazard, fastfood, alkohol co weekend, brak relacji, brak sensu życia. Społecznie akceptowane autodestrukcje nie przestają być autodestrukcjami tylko dlatego, że reklamują je korporacje.
I odwrotnie — ktoś może używać substancji w sposób ograniczony, świadomy i funkcjonalny, bez rozwalania sobie życia.
To nie znaczy, że „narkotyki są dobre”. Ale też nie wszystko da się sprowadzić do moralitetu:
„cierp na sucho, bo inaczej uciekasz od problemu”.
Czasem człowiek naprawdę nie ma od czego „uciec”, bo problemem jest jego własne ciało, neurochemia albo warunki życia, których nie zmieni afirmacją i journalingiem.
Najbardziej niebezpieczne jest chyba właśnie udawanie, że każdy przypadek wygląda tak samo.
A jeszcze dochodzi fakt ze kazdy patrzy poprzez pryzmat wlasnych doswiadczen.
Dobrze jak chociaz sie posta umie przeczytac tak, jakby go napisal ktos inny, to sie przynajmniej czasem posmiac mozna.
O widzisz. Na zaistnialym przykladzie.
@JulietteS Potrafisz?
To przeczytaj, ten gdzie piszesz o waleniu w zyle vs niewinnym blanciku. I o nie byciu 24h/7 na bombie (hmm, a to z punktu widzenia pacjenta "bolowego" cos niewlasciwego?)
Btw. na liscie tego co robia inni, bardzo brakuje kolekcjonowania np znaczkow.
Brzmialoby zdecydowanie lepiej, a zreszta sprawdzmy:
Uciekają w alkohol, filatelistyke kofeinę i nikotynę, kolejne recepty na antydepresanty, social media, tik-toka, seriale, porno, jedzenie/słodycze albo religię (taką lub inną) czy muzykę, bo ciągle muszą mieć szum na uszach, bo nie są w stanie znieść samych siebie.
Gdzie się patrzyło na ćpanie jako słabość nie tylko charakteru, ale często to było podszyte tylko hedonizmem .
Dobrze że teraz dostrzega sie w cpaniu też proteze dla stanu psychicznego .
Nie masz nogi to.kazdy współczuję
A że np masz wszystkie konczyny ale nie domaga dusza to jesteś Leń, leser
" porobilbys dzień w lesie to by odeszła ta depresja "
Dobrze se świadomość społeczna się lekko zmienia
O zgrozo
W latach 80 i 90 to raczkowało. Wtedy każdy kto ćpał był wrzucany do jednego wora . A wór do jeziora hehe
Stygmatyzacja ćpuna jako tego najgorszego obok pedofila , mordercy i przemocowca wobec kobiet
The methapor of Life
ledzeppelin2@safe-mail.net
19 maja 2026freezin9moon pisze: Dobrze jak chociaz sie posta umie przeczytac tak, jakby go napisal ktos inny, to sie przynajmniej czasem posmiac mozna.
O widzisz. Na zaistnialym przykladzie.
@JulietteS Potrafisz?
To przeczytaj, ten gdzie piszesz o waleniu w zyle vs niewinnym blanciku. I o nie byciu 24h/7 na bombie (hmm, a to z punktu widzenia pacjenta "bolowego" cos niewlasciwego?)
Ale to niczego nie zmienia. Te frazesy o trzeźwości mnie zwyczajnie wkurwiają, bo antagonizują społeczeństwo (zgodnie z tym co napisał @ledzeppelin2 i stygmatyzują ogromną rzeszę tych co coś biorą, bo obiektywnie nie mają innego wyjścia tak jak opisał to @OjciecPio2. Takie generalizacje są krzywdzące. Bo jak nie łapiesz się do definicji abstynenckiej trzeźwości to automatycznie jesteś leniwym degeneratem i generalnie ludzkim śmieciem co tylko oszukuje siebie i innych.
Chciałabym żyć bez leków. Bo nie to nie jest tak, że leki zdejmują tylko ból i na nic innego nie wpływają. To ciągłe balansowanie na granicy - ile bólu zniosę, a na ile poradzę sobie ze skutkami ubocznymi farmakologii. A i tak bez względu jak ten balans wygląda (bo się zmienia dynamicznie z dnia na dzień, a niekiedy z godziny na godzinę), to i tak mam ogromne ograniczenia. Nie pójdę z plecakiem w góry, nie wyjdę nawet na rower, nie pojeżdżę sobie na rolkach, a bardzo to kochałam. Max co mogę to spacer po parku i to pod warunkiem, że mam dobry dzień. Na to żadna psychoterapia nie pomoże.
Natomiast od czego w ten sposób nie da się uciec to od autostygmatyzacji. Rozumiem przez to zauważalna potrzebę podkreślania obiektywnej (lub "obiektywnej") konieczności stosowania tego czy owego, oraz porównań (czasem nawet niezupełnie świadomie) z, no właśnie, z kim, lub raczej z czym, bo chyba z jakims zakorzenionym stereotypem mitycznego paskudnego ćpuna - hedonisty co napierdala 24/7 "bo lubi". To wtedy takie uwagi wkurwiaja, oj wkurwiaja. Przecież nie może być że każdy posługuje się tymi samymi mechanizmami racjonalizacji co nie? A chyba jednak w tym tkwi sedno. Tylko że na etapie tego 24/7 to dla przyjemności już chyba nikt nie uzywa. Mniejsza o to, myślę po prostu że nie ma co wprowadzać podziału po to aby samemu lepiej wypasc na tak ustawionym tle. Zwłaszcza że postawienie znaku równości nie degraduje stawiającego...
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
Magiczne grzyby w walce z uzależnieniem od nikotyny - przełom czy obiecujący eksperyment?
Nowe badania sugerują, że psylocybina - substancja psychoaktywna zawarta w tzw. "magicznych grzybach" - w połączeniu z psychoterapią może znacząco zwiększyć skuteczność rzucania palenia. Choć wyniki są obiecujące, naukowcy podkreślają potrzebę dalszych badań.
Pozostałości nielegalnej destylarni whisky w szkockim Highlands
Dobrze, że wcześniej nie znalazła tego skarbówka, bo zniszczyłaby ten piękny kawałek historii. Na szczęście przetrwał i dostarczył silnego dowodu, że kamienna struktura w Ben Lawers National Nature Reserve służyła do nielegalnej produkcji whisky.
Mieszkańcy protestują. Sklep z marihuaną blisko parku i autobusów szkolnych
Grupa rodziców ze Scarborough sprzeciwia się planom otwarcia sklepu z marihuaną, który – jak podkreślają – miałby powstać naprzeciwko ruchliwej strefy autobusów szkolnych.
