Dział poświęcony licznej grupie pochodnych katynonu, oraz jemu samemu. Podstawą ich budowy jest 2-amino-1-arylopropan-1-on.
Więcej informacji: Beta-ketony w Narkopedii [H]yperreala
ODPOWIEDZ
Posty: 1552 • Strona 154 z 156
  • 128 / 21 / 0
15 lutego 2024boller pisze:
@OpenYourMind przeglądając pobieżnie twoje odpowiedzi to zrób sobie długą czyli 6+ lat przerwę od wszystkich substancji.
Nie wiem czy to byłoby mądrzejsze niż kontynuowanie ketonów czy na odwrót (tak, ironia, zahaczająca o sarkazm, bo nic oprócz ketonów takiej sieczki z mózgownicy mi nie zrobiło dotychczas, a lista jest długa. Trudno cokolwiek nawet porównywać do tego stanu "postketonowego"). To czym dysponuje - łagodzi objawy, ale nie celuje w problem. Rada - delikatnie rzecz ujmując - mało praktyczna, bo ja muszę działać, pracować zarabiać, rozwijać się. Ja nie nastolatek, mam swoje cele i zobowiązania finansowe.

Ten ostatni gram zużyłem od razu i postanowiłem iść "cold turkey" (zero ketonów).

Minęło z 6 dni bodaj i

1) masakryczne wahania nastroju (stany od agresji po płaczliwość)

2) wycofanie

3) kompletna adecyzyjność (czy śpie czy nie - i tak z mojej "aktywności" bardzo niewiele wynika - kompletne wypłukanie dopaminowe, trudności z podjęciem niekiedy najprostszych decyzji a co dopiero działań, choć byłem z dwa razy na siłce, to jednak na mocnym wspomaganiu baklofenowo-zolpidemowym i pociłem się jak świnia[wątroba nienawidzi obu substancji])

Odnośnie tych trzech punktów, to ja zaczynam się obawiać czy sobie tymi ketonami na serio układu dopaminergicznego nie rozpierdoliłem w jakiś trwały sposób (nigdy nie działał doskonale), stąd ważne pytanie

Jak długo po rzuceniu ketonów ten stan apatii, ambiwalencji emocjonalnej i "nicniechcenia" może się utrzymywać, bo zaczynam mieć obawy, że w nieskończoność.Szczególnie, że ogrom objawów, to dokładna odwrotność tego, co na ketonach czułem.


Jednak wszystkie neurony krzyczą: dopaminy, dolej Panie czymś dopaminy.

Rozważałem ponownie też czy zmniejszenie ilości klonów nie miało jakiegoś wpływu - nie miało. Dzisiaj zajebałem 10mg - nic to nie zmienia. Tylko baklofen pomaga i zolpidem (ale tylko baklofenu mogę sobie używać ile chce - zolpidem zabrałem mamie, a na dostawę klonów (i zolpi) poczekam jeszcze trochę [bo zaniedbałem to przez ketony]).

Więc będę pizgał baklo - najbardziej pomaga i mam z 328 tabletek. Przeszło mi przez myśl, żeby choć sztukę ketonów kupić, ale koniec to koniec. Inaczej będę się z tym bujał chuj wie jak długo i żonglował wszystkim.
Najgorsze, że pomaga trochę też alko, ale to droga do nikąd, a zolpi zostało 10 tabletek, które są na wagę złota, a dostawa dopiero 29.02 (również klonów, które oszczędzam, bo zwiększanie dawkowania - jak wspomniałem - nic nie pomaga). No i jaram szlugi jak pojebany.

Dostrzegam tu pewien związek z porzuceniem paroksetyny co może wskazywać również na zmiany w tzw. układzie serotoninowym, ale brak dopaminy jest bardziej niż oczywisty
  • 456 / 304 / 0
Odpowiadając na twoje pytanie odnoście apatii na ketonach. Mogę Ci powiedzieć w własnego empirycznego doświadczenia, ze jakieś 18 miesięcy całkowitej trzeźwości. Zalezy ile grzałeś.
Poza tym z twoich postów wynika, ze masz o wiele większy problem z gabaergikami. A tutaj odstawka jest całkowitym koszmarem. Powodzenia, przyda sie.
Jeżeli jeszcze potrafisz płakać to nie jest tak zle. Masz jakieś emocje.
Mogę Ci powiedzieć jak zaczniesz je zatracać z czasem jak nałóg będzie się pogłębiał i dojdziesz to takich stanów, ze nie będziesz już nawet w stanie być smutny, czy zapłakać bo pogrążysz się w całkowitej apatii.
  • 128 / 21 / 0
Grzałem od maja 2023 r., ale nie aż tak dużo i częstotliwie jak moi znajomi (ale mając kasę niekiedy przeginałem po 2-5 gramy w góra 4-5 dni) ciągami.

klonów nie mogę rzucić - problem podstawowy - bardzo poważna fobia społeczna na poziomie osobowości, która uniemożliwia funkcjonowanie społeczne. Studiów prawniczych nie ukończyłem, bo bałem się na salę do ćwiczeń wejść (choć na I roku otarłem się o stypendium naukowe, ale chodziłem i to rzadko - wyłącznie na wykłady. Na drugim roku poszedłem na ćwiczenia i to był koniec moich studiów).

klony nie są rozwiązaniem idealnym na lęki społeczne, ale nic lepszego nie znalazłem (alpra działa za krótko, ze stymulantami - choć pomagają w sposób bardziej "właściwy" - sam widzisz jak jest, lepiej nawet nie zaczynać).

Problem podstawowy - potężne lęki i schematy myślowe w kontekście społecznym, to powód, dlaczego od 15 lat się farmakologią interesuje (aczkolwiek farmakologicznie - koniec z eksperymentami, wszystkiego już próbowałem, oprócz LSD chyba, ale w takie terapie - nie wierzę). Ostatni był MPH - sprawdzony. Psychiatria już nic dla mnie nie ma.

Moim poważnym problemem pozostaje jednak to, że jestem "pierwotnie" predysponowany do nadużywania substancji, "które pomagają", bo bez nich - dużo to ja nie zrobię. Niemniej, na klonach (jestem wobec nich krytyczny, ale doope nie raz mi uratowały, abstrahując od ich potężnego uzależnienia fizycznego i wszelkich innych zagrożeń) jakoś funkcjonować się da, choć oczywiście mulą na wiele sposobów i ograniczają zdolności psychofizyczne/usypiają.

Ależ no na ketonach mogę być pewny siebie, to jednak to jest kompletnie "nieprzydatne faktycznie" w przeciwieństwie do klonów, które stały się "sposobem na życie", abstrahując jak ten sposób nie byłby pozbawiony wad.

Moja osobiosta konkluzja trochę taka, że może przesadzam z poziomem w jaki się wjebałem w ketony a nadal nie doceniam potęgi pierwotnych zaburzeń. w końcu Brat mi napisał na whatsapp:
akurat z ketonoe jest latwo wyjsc. wejdz w opiaty zobacxysz niedlugo ile cierpien
wymaga wyjscie z nich

Jednakże - pod tak wieloma względami moje emocje są absolutnym przeciwieństwem tego, co czuje na ketonach (płaczliwa pizda vs psychopata), że chyba jednak trochę należy to wszystko traktować w sposób jednostkowy.

Podkreślam - klony czy baklo sobie wydzielasz, kontrolujesz. Od lat to robię.

Trudniej jest zolpidem kontrolować. Ogólnie wszystko, co euforyczne. Jak mam zolpi w chacie - zjem. Mam browara - wypiję. Tylko z ketonami jest gorzej, bo aż "wyrzuca z chaty", by zdobyć. To jest pierdolona kokaina dla ubogich. A jak trafi na podatny grunt (ja), to już rzekichane, choć od gówniarza wiedziałem - krótkodziałające stymulanty - NIE. Przeklinam ziomka, który mnie w to wciągnął. Jest ciśnienie dzisiaj, nie poddam się.
  • 29 / 12 / 0
Nie chcę Ci kolego dawać złotych rad, ale lepiej zostaw te ketony już,bo po Twoich wpisach wnoszę, że masz już i tak woogie boogie w głowie.
U mnie ketony pogłębiły nerwicę i hipochondrię. Teraz boję się nawet pić kawę,bo mi krzywe myśli wchodzą.
To droga donikąd. Skończysz jako totalnie odklejony świr, który boi się nawet iść do kibla. Może zamiast walczyć ze swoimi fobiami społecznymi, zaakceptuj je i huk.
Nie Ty jeden masz fobię społeczną. Albo idź w SSri mi się po nich nawet udało zrezygnować z alko i czwarty miesiąc bez piwa.
  • 456 / 304 / 0
17 lutego 2024OpenYourMind pisze:
Grzałem od maja 2023 r., ale nie aż tak dużo i częstotliwie jak moi znajomi (ale mając kasę niekiedy przeginałem po 2-5 gramy w góra 4-5 dni) ciągami.

klonów nie mogę rzucić - problem podstawowy - bardzo poważna fobia społeczna na poziomie osobowości, która uniemożliwia funkcjonowanie społeczne. Studiów prawniczych nie ukończyłem, bo bałem się na salę do ćwiczeń wejść (choć na I roku otarłem się o stypendium naukowe, ale chodziłem i to rzadko - wyłącznie na wykłady. Na drugim roku poszedłem na ćwiczenia i to był koniec moich studiów).

klony nie są rozwiązaniem idealnym na lęki społeczne, ale nic lepszego nie znalazłem (alpra działa za krótko, ze stymulantami - choć pomagają w sposób bardziej "właściwy" - sam widzisz jak jest, lepiej nawet nie zaczynać).

Problem podstawowy - potężne lęki i schematy myślowe w kontekście społecznym, to powód, dlaczego od 15 lat się farmakologią interesuje (aczkolwiek farmakologicznie - koniec z eksperymentami, wszystkiego już próbowałem, oprócz LSD chyba, ale w takie terapie - nie wierzę). Ostatni był MPH - sprawdzony. Psychiatria już nic dla mnie nie ma.

Moim poważnym problemem pozostaje jednak to, że jestem "pierwotnie" predysponowany do nadużywania substancji, "które pomagają", bo bez nich - dużo to ja nie zrobię. Niemniej, na klonach (jestem wobec nich krytyczny, ale doope nie raz mi uratowały, abstrahując od ich potężnego uzależnienia fizycznego i wszelkich innych zagrożeń) jakoś funkcjonować się da, choć oczywiście mulą na wiele sposobów i ograniczają zdolności psychofizyczne/usypiają.

Ależ no na ketonach mogę być pewny siebie, to jednak to jest kompletnie "nieprzydatne faktycznie" w przeciwieństwie do klonów, które stały się "sposobem na życie", abstrahując jak ten sposób nie byłby pozbawiony wad.

Moja osobiosta konkluzja trochę taka, że może przesadzam z poziomem w jaki się wjebałem w ketony a nadal nie doceniam potęgi pierwotnych zaburzeń. w końcu Brat mi napisał na whatsapp:
akurat z ketonoe jest latwo wyjsc. wejdz w opiaty zobacxysz niedlugo ile cierpien
wymaga wyjscie z nich

Jednakże - pod tak wieloma względami moje emocje są absolutnym przeciwieństwem tego, co czuje na ketonach (płaczliwa pizda vs psychopata), że chyba jednak trochę należy to wszystko traktować w sposób jednostkowy.

Podkreślam - klony czy baklo sobie wydzielasz, kontrolujesz. Od lat to robię.

Trudniej jest zolpidem kontrolować. Ogólnie wszystko, co euforyczne. Jak mam zolpi w chacie - zjem. Mam browara - wypiję. Tylko z ketonami jest gorzej, bo aż "wyrzuca z chaty", by zdobyć. To jest pierdolona kokaina dla ubogich. A jak trafi na podatny grunt (ja), to już rzekichane, choć od gówniarza wiedziałem - krótkodziałające stymulanty - NIE. Przeklinam ziomka, który mnie w to wciągnął. Jest ciśnienie dzisiaj, nie poddam się.

"Klonow nie mogę rzucić" - Być może nie możesz, bo jesteś tak wjebany, ze wydaje Ci się to kompletnie niemożliwe. Ale oświecę Cię - możesz i jest na to bardzo prosty sposób, a mianowicie przestać je wpierdalac.
  • 128 / 21 / 0
17 lutego 2024chlopaczekzewsi pisze:
Nie chcę Ci kolego dawać złotych rad, ale lepiej zostaw te ketony już,bo po Twoich wpisach wnoszę, że masz już i tak woogie boogie w głowie.
Moje wpisy były długie, holistyczne, trudne w czytaniu, ale uwielbiam gdy ktoś odnosi się do konkretów lub po prostu nie czyta czegoś, co nie jest lekkostrawne. Podaj choć jeden przykład gdzie napisałem coś kontrowersyjnego - odniosę się. Natomiast decyzja o rzuceniu ketonów zapadła.
Zobaczymy czy starczy sił i zasobów, bo - doceniam przeciwnika. Dużo gorszy niż alkohol, z którego wyszedłem po około 4 latach (o czym pisałem).

Tutaj zbędne są dodatkowe namowy czy przekonywania. - Jestem w pełni(?) świadom zagrożenia.
17 lutego 2024chlopaczekzewsi pisze:
To droga donikąd. Skończysz jako totalnie odklejony świr, który boi się nawet iść do kibla.
Niestety, ale tutaj możesz mieć racje. Czas abstynencji nie jest długi u mnie, ale mam takie obawy, że te szkody mogą być nieodwracalne. Ktoś pisał o 18 miesiącach (!!!) w niwelowaniu apatii. Będzie trzeba przeczytać chyba cały ten wątek - bo mnie najbardziej interesuje ile taki stan apatii/bezdziałania może trwać. 18 miesięcy - nie brzmi dobrze. Ja po prostu nie miałem odpowiedniej wiedzy idąc w ketony (choć, że krótko działające stymulanty uzależniają najszybciej i psychicznie - "nibym wiedzioł").
17 lutego 2024chlopaczekzewsi pisze:
Może zamiast walczyć ze swoimi fobiami społecznymi, zaakceptuj je i huk.
).

Tak, będę siedział w chacie, czekał aż rodzice umrą a mnie komornik zlicytuje. To już wolę klamkę kupić niż bezdomnym zostać.
17 lutego 2024chlopaczekzewsi pisze:
Nie Ty jeden masz fobię społeczną. Albo idź w SSri mi się po nich nawet udało zrezygnować z alko i czwarty miesiąc bez piwa.
U mnie działały wyłącznie na lęk uogólniony. Brałem je latami (głównie sertralinę i paroksetyne (najskuteczniejsze,) ale też wenlafaksynę (de facto SSRI) i moklobemid (słaby iMAO). W pizdę to można wszystko wsadzić. Może na depresję pomagają, nie wiem - klinicznej depresji nigdy nie miałem.

SSRI nie mają bezpośredniego wpływu na ograniczenie spożycia alkoholu, chyba, że to spożycie wynika z lęków, które SSRI skutecznie zlikwidowały (co raczej należy do rzadkości, ale kwestia - jakie lęki). Obstawiam efekt placebo, ale mogę się mylić.

Irytacja brakiem skuteczności SSRI na zaburzenia lękowe jest powszechnie znana. SSRaIe lekiem na wszystko. Dawno już przygasły mit prozacu (fluoksetyna) - kompletne bzdury. Jakbym chciał się leczyć nadal placebo, to bym to robił. Nie oceniam jednak w kontekście depresji i oceniamm jako średnio-skuteczne w przypadku lęku uogólnionego.
"Klonow nie mogę rzucić" - Być może nie możesz, bo jesteś tak wjebany, ze wydaje Ci się to kompletnie niemożliwe. Ale oświecę Cię - możesz i jest na to bardzo prosty sposób, a mianowicie przestać je wpierdalac.
Nie zaprzeczam, że technicznie klony da się rzucić (choć podobno objawy odstawienne gorsze niż po opioidach - tak czytałem lata temu od ludzi na SAS - Social Anxiety Support, ludzi, którzy pizgali wszystko).

Tylko jedno krótkie pytanie - w jakim celu?

Celowo zadaje je krótko, bo odpowiedź na to pytanie znajduje się w moich poprzednich wpisach. - Byłby to kompletny absurd. Tygodniami bym się męczył, by "czysty" powrócić do świata bez jakichkolwiek perspektyw, a które (perspektywy) przede mną benzo otworzyły.

W lekoopornej padaczce również stosuje się klonazepam w sposób ciągły. Analogiczna sytuacja. Tylko dużo słabiej rozumiana.

Oczywiście - zasadniejszym byłoby pytanie, dlaczego klony a nie alpra np, więc od razu odpowiadam - klony działają w chuj długo. Jak brałem je jeszcze "as needed" w większej dawce, to jakieś 3 doby zdarzało się czuć ich wyraźnedziałanie.

alpra jest bardziej selektywny - uderza głównie w lęk, w znacznie mniejszym stopniu powoduje np. ospałość czy problemy z pamięcią. klony mają również kolejną wadę - upierdalają 5HT1A i wywołują przez to (co potwiedzam) pewną "infantylizację zachowań", której na innych benzo (z wyjątkiem zolpidemu) - nie zaobserwowałem.

Niemniej, długoś z jaką działa klonazepam zwyciężyła, bo na alpra po "pi razy drzwi" tych 8 godzinach miałem karuzelę emocjonalną tj. dawkowanie nie może być raz dziennie.
  • 3396 / 528 / 2
Ja miałem zawsze najczystszą jakość ketonów i nie miałem większych problemów z odejściem od nich. Wiadomo wachania nastroju ale tak po kilku tygodniach to minęło.
Uwaga! Użytkownik Mefistofeles1945 jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 1775 / 371 / 4
nie jestem lekarzem
nie jestem psychiatrą/psychologiem ani pedagogiem
nie mam tez wykształcenia medycznego
wypowiadam się strikte na własnym przykładzie

z ketonów da się wyjść... ( nie nie twierdzę, że nie będzie parcia... wszystko zależy jak głowa zapamiętała "korzystanie" z tego dobro dziejstwa )

1. Na pierwszym miejscu postaw na zajęcie - najlepiej pracę, którą "musisz" wykonać.
2. Sport bardzo pomaga ciału w dojściu do siebie.
3. Patrz pkt1. bo po powrocie z roboty może wszystko okazać się tylko zapalnikiem do tego by "przyYEBAĆ ), zły szef, źli pracownicy, złe otoczenie, w ogóle zła praca...- partner/rodzina w którym/której masz wsparcie bardzo pomaga w "wyjsciu" BO MASZ COŚ DO STRACENIA - ja miałem.
4. O diecie / suplach i śnie nawet nie wspominam im czyściej tym lepiej.

Jestem w stanie sobie zarzucić mefedron i rok nie brać ... da się.
Uważam, że wszystko jest dla ludzi, tylko kurŁa z głową.

życie jest po to by żyć, nie po to by wegetować.
DXM
  • 128 / 21 / 0
z ketonów da się wyjść... ( nie nie twierdzę, że nie będzie parcia... wszystko zależy jak głowa zapamiętała "korzystanie" z tego dobro dziejstwa )

1. Na pierwszym miejscu postaw na zajęcie - najlepiej pracę, którą "musisz" wykonać.
2. Sport bardzo pomaga ciału w dojściu do siebie.
3. Patrz pkt1. bo po powrocie z roboty może wszystko okazać się tylko zapalnikiem do tego by "przyYEBAĆ ), zły szef, źli pracownicy, złe otoczenie, w ogóle zła praca...- partner/rodzina w którym/której masz wsparcie bardzo pomaga w "wyjsciu" BO MASZ COŚ DO STRACENIA - ja miałem.
4. O diecie / suplach i śnie nawet nie wspominam im czyściej tym lepiej.
True.

U mnie dochodzi jeszcze jeden punkt - ja od dziecka budze się z lękiem. On mi towarzyszy całe życie. I te jebane ketony najszybciej go likwidują (a w dodatku osłabiły działanie klonów). Więcej - dają pozorny "drive" do działania (klony nie bardzo, one likwidują lęk, ale nie motywują), ale jak teraz sobie pomyślę, jak ryzykowne, "przypałowe" i - w najlepszym wypadku - bezproduktywne rzeczy po tym robiłem, to mi się odechciewa takiej motywacji kompletnie.

Na przykład - pod wpływem ketonów odnowiłem znajomość ze znajomą z tindera, ale do spotkania nie doszło, bo jest prostytutką i choć normalnie mówię - nie, to na ketonach się do niej sam odzywałem, bo mieszka [przyjmuje? xD] 10 minut spacerkiem i zła nie jest (wygląd, wiek, choć supermodelką też nie jest). Na szczęście- nie miała czasu lub ja postawiłem na inne (jakieś "ostatki" rozumu na kryształach?). Na trzeźwo jestem bardzo anty takim pomysłom, bo... boje się hiva. Związku z tego (z przyczyn - mam nadzieję oczywistych) - również nie będzie. Ja bez ketonów - boje (i nie chce) się z nią spotkać, ale na szczęście - ma chyba dużo pracy ostatnio xD, bo pisała o dzisiaj, a teraz wyjebała że dopiero w piątek wieczorem, a ja nie mam odwagi jej olać. Noż qrwa - na tej ketonowej abstynencji własnego cienia się boje. Ale bez tych ketonów, mam też "wyrzuty sumienia", że teraz znowu chce zerwać kontakt, gdzie przecież bez wjebania w ketony - nie miałem dużych oporów (nie poinformowała mnie czym się trudni, doszło do jednego stosunku (w gumie rzecz jasna - moje przeterminowane - odmówiła, miała swoje, pełna profeska i za darmo xD), ale byłem tak nałuzgany, że "nie pododawałem 2+2+2" i dopiero jak wytrzeźwiałem to skumałem, że musi być dziwką, a że popełniła jeden błąd i bawiąc się moim telefonem powiedziała "wspólni znajomi" to spojrzałem przez ramię, a tam kumaty ziomek z osiedla, który rozwiał ostatecznie moje wątpliwości, odnośnie tego czym dziewczyna się trudni.

Wiem, kolejna długa dygresja. W jakim celu?

Ja bez ketonów jestem bardzo odpowiedzialnym i skąpym człowiekiem. Taki etos Poznaniaka (ale już historyczny raczej, jam dinozaur wśród wymienionej ludności miasta). Po ketonach - tracę potężnie przecież zakorzenione we mnie "blokady". Ten środek prowadzi do "zezwierzęcnia" i pewności siebie, graniczącej z kompletnym zidioceniem. Czysty hedonizm. Słowo empatogen (od empatii zakładam) troch mi nie pasuje do tego specyfiku, choć to pewnie kwestia też konkretnego specyfiku, a nie wiem co sprzedają. Pewnie stosunkowo lekkie, by zgonów uniknąć. Odróżniam tylko "białe" od "marcepanu" (błotnisty trochę i pachnie... marcepanem). Piszę z kompa za 100zł - jestem skrajnie oszczędnym człowiekiem. Albo byłem. A za to co wydałem na ketony miałbym już solidnego kompa i jakiegoś taniego krossa, bo naprawianie mojego starego rowera - przestaje mieć sens. Jak tak obrzydliwy skąpiec mógł wydać minimum 7k (nie chcę sprawdzać dokładnie, pewnie więcej) na takie ścierwo? Jeśli takiego skąpca i "osobowość zachowawczą" to gówno rozłożyło na łopatki? Gdzie nie szkoda mi było 200zł lekką ręką (wielokrotnie) wydać na "piątkę", a wcześniej oszczędzałem na wszystkim? Nawet będąc alkoholikiem po pracy robiłem sobie spacer, by kupić 4%towe piwa z carrefoura za 1,5 zł około (nie smakowały źle, bo smakowały jak... woda czyli nie smakowały źle ani dobrze).

Żadna używka, nie wywróciła moich wrodzonych blokad (bezpieczeństwa) osobowościowych. To gówno - jak najbardziej.

Z drugiej strony... Jak się zastanowie, to ja zawsze miałem problem by wyjść z czegoś, co działa na dopaminę. Fajek nie rzuciłem tylko przeszedłem na efaja (zanim opodatkowali i to solidnie ten interes - "kopytny" liquid był tani jak barszcz i dostarczał więcej nikotyny niż papierosy).

Tak długie pierdolenie się z alkiem też wskazuje na braki dopaminowe.

MPH - również mi się ponadprzeciętnie spodobał.

Nie chcę tu znowu wypierdalać wykładu na 8 stron, ale u mnie "układ dopaminergiczny" działał zawsze bardzo źle. Stąd też po kilkunastu latach zapragnąłem wypróbować w końcu stymulanty. Bo przecież klony nie są lekarstwem na moje "problemy pierwotne". klony tylko redukują lęk, ale w żadnym wypadku nie naprawiają niczego, nie celują w biochemiczne przyczyny, tylko jeden skutek - lęk.

P. S.

Przeterminowane prezerwatywy? Gdzie okres przydatności to pewnie z 6 lat? xD No niestety. Zdecydowanie za rzadko rucham, nawet część viagry kumplowi oddałem, bo termin mijał.

A przecież taki solidny seks (taki serio dobry i na trzeźwo to miałem w październiku 2019 r. z... murzynką - co chwilę sprawdzałem czy guma nie pękła xD), ale po fakcie czułem się jak nowo narodzony. Bez jaj xD

Już wszystko wiem, muszę po prostu ruchać. Oby ładne, choć podobno... "kto wybredny ten nie rucha". Piszę to dosłownie "pół-żartem, pół-serio", bo choć jest w tym (wbrew pozorom) trochę prawdy (kiedyś jedna dziewczyna - bardzo ładna i piękna też intelektualnie - studentka[dziś doktorantka lub doktor] psychologii napisała mi, że "jest tajemnicą poliszynela, że seks jest bardzo skuteczną formą terapii, to jednak z przyczyn etycznych się o tym nie mówi").

Tylko wróćmy na ziemię. Fobik społeczny, osłabiony dodatkowo ketonami, któremu bliżej do 40tki niż 30tki, mieszkający w dodatku z rodzicami, rozwodnik z dzieckiem, którego nie zna. - Nawet jak naćpiem się resztakmi klonów i zolpi (by zagadać w ogóle), to musiałbym jednak celować w "pasztety". Lub kłamać.

Ide stąd, bo te dygresje to też - nie okłamujmy się - objaw prokrastynacji przed szukaniem pracy. A lata spierdalają nieubłaganie. Dochodzi też do pauperyzacji, z której coraz trudniej będzie uciec. Trzeba zarabiać bananówki jak najwięcej, dopóki ktoś jeszcze jest skłonny wymienić ją na złoto (które choć od kilku lat bije rekordy wartości, to jest i tak bardzo niedowartościowane, bo rozliczane w upadającym dolarze).

A zważywszy na bardzo prawdopodobne objęcie terytorium RP działaniami zbrojnymi (nie, nie oszalałem, po prostu z mediów nie dowiecie się zbyt dużo, a ja miałem dostęp do informacji jeszcze niedawno, zresztą wystarczy samemu myśleć i się interesować. Lata temu informowałem wiceszefa (2018 lub 2019) MSZ o krytycznym statusie Białorusi jako JUŻ faktycznej części Rosji - to była moja analiza, którą mu do łapy wręczyłem.

A tu qrwa wszyscy byli zdziwieni, że Rosja Ukrainę zaatakowała kiedy ja wymieniałem bananówkę na złoto i dolary (prawie złotówka zysku na każdym zainwestowanym i sprzedanym dolarze, wystarczyło znać logikę imperialną, która w Rosji dominowała zawsze od momentu, w którym do głosu doszło Wielkie Księstwo Moskiewskie - bo nazwa "Rosja", to jak słusznie argumentują Ukraińcy - kradziejstwo. Możemy mówić o "Rusi", a na tym polu Kijów był potęgą gdy Moskwa była niewiele znaczącym księstwem zależnym od bodaj Wielkiego Księstwa Włodzimierza).

Dobra, idę w chuj, zanim zacznę pisać o teorii strun xD

Procrastinanton to blame
  • 128 / 21 / 0
Nie liczę czasu od abstynencji (w dodatku raz usmażyłem 1gram, który trzymałem na czarną godzinę - najpewniej wtedy, kiedy nawypisywałem poprzedni post u góry. Tak, prawie na 100%).

Co się zmieniło na plus - wahania nastroju od psychopaty (na ketonach) do płaczliwej miórwy - zanikły. Zanikła labilność emocjonalna i odrealnienie od rzeczywistości. Tutaj przypuszczam (ale nie udowodnię), że chyba jednak ważniejsze było wypłukanie serotoninowe.

Co się zmienia bardzo powoli: apatia i anhedonia. Cofa się, ale bardzo powoli. Fajki, fajki i fajki - choć i tak nic (nie wiele) pomagają (zwykłe czy kopytny liquid koło 20mg/ml)- mózg chce dopaminy.

Zdobyłem dzisiaj 240mg(120 tabletek 2mg) klona i 400mg (40 tabletek 10mg) zolpidemu. baklofenu mam 28(25mg) bodaj + 250 do wykupienia bodaj.

baklo obrzydliwie usypia. Rzutem na taśmę chciałem też MPH, ale ten lekarz chciał ankiety DIVA, którą wysłałem mu już chyba zbyt późno. Może jutro wyślę (reckę) albo w następnych dniach, jeśli pracuje/będzie chciał ryzykować.

Jutro zadzwonię też do gabinetu innego lekarza, ale on raczej nie wypisuje na telefon, będzie trzeba go jakoś przekonać, bo:

1) MPH to najlepszy środek na odstawkę ketonów, baklo to zło konieczne, bo pomaga częściowo, ale usypia w qrwę

Ale:

2) Znam MPH i wiem, że to w odpowiedniej dawce częściowo zastępuje ketony i trudnością jest nie zeżreć tego za szybko. Do tej
pory ta sztuka - słabo mi wychodziła, a w obecnej sytuacji uważam, że 1-2 tabletki (30mg CR) to maks dziennie. Dalej to już
ćpuństwo, przed którym jednak trudno się powstrzymać.

3) Jestem przekonany (jeśli ktoś chce wiedzieć to przedstawię dowody), że cała moja psychika jest spierdolona przez złe funkcjonowanie "układu dopaminergicznego". Oczywiście, to nie takie łatwe by "załatać braki" ogólnodziałającym MPH. Potrzeba czegoś bardziej selektywnego i psychoterapii zmieniającej szlaki neuronalne, ale to już wyższa szkoła jazdy (szczególnie, że oprócz MPH nic innego i legalnego nie ma). Dochodzi do tego możliwość uzależnienia się od samego MPH i wytworzenia tolerancji na niego.

4) klony + baklo (nawet w niższych dawkach) powodują ospałość. Spać 10h i przysypiać latem w pracy? MPH ten problem rozwiązuje doskonale. Na 125mg baklo codziennie to potrafię spać z 14 godzin(!), więc z takich dawek muszę koniecznie zejść.

P. S.

Ja objawy może nie ADHD, ale ADD wypełniam w 100%. Jestem więc jakimś połączeniem osobowości unikającej i ADD (nie wspominając o innych zaburzeniach nerwicowych).
17 lutego 2024chlopaczekzewsi pisze:
Nie chcę Ci kolego dawać złotych rad, ale lepiej zostaw te ketony już,bo po Twoich wpisach wnoszę, że masz już i tak woogie boogie w głowie.
U mnie ketony pogłębiły nerwicę i hipochondrię. Teraz boję się nawet pić kawę,bo mi krzywe myśli wchodzą.
To droga donikąd. Skończysz jako totalnie odklejony świr, który boi się nawet iść do kibla. Może zamiast walczyć ze swoimi fobiami społecznymi, zaakceptuj je i huk.
Nie Ty jeden masz fobię społeczną. Albo idź w SSri mi się po nich nawet udało zrezygnować z alko i czwarty miesiąc bez piwa.
Nie pamiętam na czym wtedy byłem czy końskie dawki zolpi + baklo, a może jednak coś sobie posypałem z dywanu, ale dzisiaj - zgadzam się
ODPOWIEDZ
Posty: 1552 • Strona 154 z 156
Artykuły
Newsy
[img]
Jacht z kokainą o wartości 80 milionów funtów zmierzał w stronę Wielkiej Brytanii

Prawie tona „narkotyku klasy A” została znaleziona na jachcie płynącym z wysp karaibskich do Wielkiej Brytanii. Jej rynkowa wartość została oszacowana na 80 milionów funtów.

[img]
Handel narkotykami: Rynek odporny na COVID-19. Coraz większe obroty w internecie

Dynamika rynku handlu narkotykami po krótkim spadku w początkowym okresie pandemii COVID-19 szybko dostosowała się do nowych realiów, wynika z opublikowanego w czwartek (24 czerwca) przez Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) nowego Światowego Raportu o Narkotykach.

[img]
Meksyk: Sąd Najwyższy zdepenalizował rekreacyjne spożycie marihuany

Sąd Najwyższy zdepenalizował w poniedziałek rekreacyjne spożycie marihuany przez dorosłych. Za zalegalizowaniem używki głosowało 8 spośród 11 sędziów. SN po raz kolejny zajął się tą sprawą, jako że Kongres nie zdołał przyjąć stosownej ustawy przed 30 kwietnia.