Jeśli ktoś wzniósł się ponad to to jest moim idolem i osiągnął najwyższy poziom oświecenia. Nie wierzę, że ktoś taki istnieje. Trzeba być kozakiem nie z tej ziemi, żeby mieć w doopie to, że masz w perspektywie cały tydzień stresów i zapiertolu, tydzień, który jest tak długi, dłużący się i mozolny, a do piątku to cała wieczność, za to piątek-poniedziałek to przelatuje w ułamku sekund.
Jeśli są na to jakiekolwiek sposoby to konia z rzędem temu kto mi uchyli rąbka tajemnicy. Jeśli jest ktoś kto nauczył się mieć to gdzieś to zawieszę plakat z nim w formacie A2 na ścianie i będę go czcił do końca życia.
Wychodzę w każdą niedzielę z siebie, pojawia się frustracja i silny opór przed tym co mnie czeka, czasami spać nie mogę. Zaczynam odczuwać wyluzowanie w środę/czwartek, kiedy już wiem, że niedużo tego zostało w piątek jest apogeum euforii.
Podejrzewam, że wielu zmaga się z tym problemem.
Jeśli ktoś ma kredyt na karku to nie ma bata by nie odczuwał tego syndromu.
Można też zmienić robotę na taka jaka nam odpowiada i lubimy np. życie z hobby.
Ja np. obstawiam meczyki w necie i mam z tego dobre dochody.
31 stycznia 2021oralnydzikus pisze: Ja nie mam tego syndromu. Rzucenie pracy pomogło. Nie trzeba w żadne buddyzmy się bawić tylko zaczac jebać system i bycie niewolnikiem .
Jeśli ktoś ma kredyt na karku to nie ma bata by nie odczuwał tego syndromu.
Można też zmienić robotę na taka jaka nam odpowiada i lubimy np. życie z hobby.
Ja np. obstawiam meczyki w necie i mam z tego dobre dochody.
Jeszcze odkąd powstały agencje handlarzy niewolników, czyli tzw agencje pracy to już w ogóle jest przewalone.
Jak mam wolne to też czuję niepokój, że powinienem coś robić.
Jak mam na rano to ciężko mi się przestawic z popołudniowek.
A tak to luz. Poprostu mam to w dupie i traktuje pracę jako zło konieczne. Wstać, odjebac pańszczyznę przy okazji wyśmiewając kilku biedaków po drodze i dotrzymać do piątku / soboty.
Już Ci kiedyś pisałem, że takie postrzeganie życia jak u Ciebie skończy się zawałem czy innym wylewem w wieku 40 lat.
Albo sobie znajdziesz coś co spowoduje, że będziesz czekac na poniedziałek albo problem będzie postępować.
Jakby nie dentysta to miałbym jutro trening i dla takiego treningu warto odjebac swoje ;)
Dla wielu rzeczy warto - dla meczu, dla browara z kumplem, dla nowych ciuchów czy co tam se uznasz.
Jeden chuj byle było na co czekać i dlaczego odpierdalac panszczyzne.
https://hyperreal.info/talk/viewtopic.php?t=77897&start=700
Mile widziane krótkie uzasadnienie.
Kurde to chyba ja się klasyfikuję jako Twój idol w związku z tym nie przejmowaniem się poniedziałkiem
A tak na poważnie wszystkie problemy są w naszej głowie i to co odrzucamy (Jungowski - cień) nas kontroluje. (to tak w uproszczeniu).
Nie ma sytuacji bez wyjścia... brak wyjścia tworzymy sobie w głowie ja bym proponował zmianę sposobu myślenia, bo co z tego, że zmienisz prace jak tam dalej będziesz taki sam ty. Można to zrobić razem.
Praca się nie podoba ? Sory ale wolałbyś siedzieć w domu i pasożytować ,dajmy na to na bogatych rodzicach. Wtedy być myślał czemu sam niczego nie osiągnąłeś.
To siedzi w Twojej głowie, pomyśl o dzieciach umierających właśnie z głodu i dziękuj Bozi , że możesz znowu jutro iść do pracy.
Pamiętaj, praca uszlachetnia nawet najbardziej zatwardziałych bandziorów !
31 stycznia 2021Stteetart pisze: Ja mam problem z poniedziałkiem tylko raz na 3 tygodnie ;)
Jak mam na rano to ciężko mi się przestawic z popołudniowek.
A tak to luz. Poprostu mam to w dupie i traktuje pracę jako zło konieczne. Wstać, odjebac pańszczyznę przy okazji wyśmiewając kilku biedaków po drodze i dotrzymać do piątku / soboty.
Już Ci kiedyś pisałem, że takie postrzeganie życia jak u Ciebie skończy się zawałem czy innym wylewem w wieku 40 lat.
Albo sobie znajdziesz coś co spowoduje, że będziesz czekac na poniedziałek albo problem będzie postępować.
Jakby nie dentysta to miałbym jutro trening i dla takiego treningu warto odjebac swoje ;)
Dla wielu rzeczy warto - dla meczu, dla browara z kumplem, dla nowych ciuchów czy co tam se uznasz.
Jeden chuj byle było na co czekać i dlaczego odpierdalac panszczyzne.
Długie były nasze utarczki i analizy tutaj. Odsyłaliscie mnie do terapeutów, moja psychika była zdruzgotana, ale w końcu sam wniknąłem w siebie i dotarłem do problemu który się zamaskował tak sprytnie, że przez lata go nie zauważyłem i to on stworzył moją nerwicę, cierpienie i konflikt wewnętrzny. Otóż od najmłodszych lat karmiłem się dobrym kinem, filmami przygodowymi, Disneyem, thrillerami, filmami akcji i o sztukach walki i okazało się, że wszędzie jest zakodowany jeden wzorzec, którego nawet nie zauważyłem, a wbił mi się do podświadomości i tkwił tam przez lata. Otóż w wielu z tych filmów bohater ma na początku ciulowe życie, jest nikim, jest wybitną jednostka, ale wykluczoną, nierozumianą przez ludzi, lub nawet gnębioną jak w Jumanji, Karate Kid, czy Spider Manie, czy Harrym Potterze. Nagle w jednej chwili mają miejsce niespodziewane okoliczności, które odmieniają dotychczasowe życie bohatera. Dostaje super moc, poznaje potężnych ludzi, którzy uświadamiają mu, że nie jest zwykłym człowiekiem i dotychczasowa udręka dnia codziennego się kończy. W jednym momencie problemy szarego życia przestają mieć znaczenie. Otóż ja całkowicie nieświadomie wyprałem sobie mózg tymi filmami. Podświadomość zapamiętała ten wzorzec i każdego dnia, tygodnia, każdy weekend przed pracą, nie zdając sobie z tego sprawy od lat karmie się nadzieją, że coś się stanie, że odmieni się moje życie, bo moja podświadomość utożsamiła się z tymi bohaterami. Zawsze mi się wydaje, że to są już ostatnie moje dni w mozolnej, znienawidzonej robocie, szarej rzeczywistości, podświadomość wierzy, że w końcu coś musi się stać, że wrócę z roboty wkurzony, ale tego wieczora otworzą się drzwi do Narni, przyjedzie Ekspress Hogwart, zjawi się przywódca tajnej organizacji i powie mi, że jestem kimś wybitnym, że byłem od lat obserwowany i testowany, że cała ta robota i codzienność, którą się przejmuję przestanie mieć znaczenie tak jak w filmie Fight Club, gdzie bohater ma nudzą robotę w corpo, ale w jeden dzień jego życie się odmienia i zakłada podziemny krąg, a potem potężną organizacje. I tak w nieświadomości żyłem nadzieją i oczekiwaniem na te mrzonki przez lata. Oczywiście nie wierzyłem, że stanie się dokładnie to co w tych filmach, ale wpoiły mi schemat do podświadomości, który zrodził przekonanie, że jestem wybitną jednostką i mi też w końcu musi się coś przytrafić. I tak wegetuję już latami. Świadomość wie, że nic się nie dzieje, że żyję w gófnianym kraju, w którym potężniejsi ode mnie dymają mnie jak chcą codziennie, a ja jestem nikim. Konflikt między podswiadomoscią a świadomością się zaognia od lat i prowadzi do poważnych objawów somatycznych i nerwicy. Tak to wygląda. Dotarłem do sedna i rozpracowałem siebie, ale teraz nie wiem jak to przepracować i iść dalej.
Dlaczego ograniczenie marihuany do listy chorób to katastrofa dla pacjentów – historia Adriana
Narkomani i nędza. Niemcy wolą się tu nie zapuszczać. "Sytuacja nie do przyjęcia"
Przebrały drona za ptaka, by przemycać narkotyki do więzienia
Policja aresztowała dwie kobiety, po tym, jak użyły drona przebranego za plastikową wronę do przemytu narkotyków, tytoniu i telefonów komórkowych. Kobiety w ten sposób próbowały szmuglować przez mury więzienia w Luizjanie.
Kofeina naprawia zaburzenia w pracy mózgu wywołane brakiem snu
Gdy po nieprzespanej nocy nie radzimy sobie z zadaniami wymagającymi myślenia, składamy to na karb zmęczenia. Jednak, jak dowiadujemy się z badań przeprowadzonych na Narodowym Uniwersytecie Singapuru, problemem nie jest zmęczenie, a fakt, że brak snu zaburza funkcjonowanie konkretnych obszarów mózgu odpowiedzialnych za kawę. Naukowcy nie zostawili nas jednak samych sobie z tą wiedzą. Stwierdzili bowiem, że kofeina może przywracać prawidłową pracę neuronów.
NIK odpowiada na wniosek Wolnych Konopi. „Przyjęto do wiadomości”, ale my nie odpuszczamy
Najwyższa Izba Kontroli odpowiedziała. I choć pismo jest obszerne, to w kluczowej dla nas [ Wolnych Konopi] kwestii … milczy. Otrzymaliśmy oficjalne stanowisko Izby w sprawie naszego wniosku o przeprowadzenie kontroli dotyczącej kosztów i efektywności obecnego modelu ścigania za posiadanie marihuany.
