Po prostu:
- alpra i baclo to moje "stymulanty" do życia, razem z nimi funkcjonuję 2x lepiej niż normalnie, ale to nie są rzeczy do stosowania na chillout raz w tygodniu w domu, żeby po prostu odpocząć
- stymulantów, euforyków nienawidzę przez zjazd
- psychodeliki, zaczynając od niewinnej marihuany pozbawiają mnie kontroli nad myśleniem, także w 99% kończy się bad tripem
- alkohol, GBL to nie dla mnie, nie umiem powiedzieć stop, każde picie kończy się stratą tony kasy, godności, po prostu nie wolno mi
- liczyłem na opio, ale tramal wrzucany w ilości ~600-1000mg nie robi nic, dalej jest 2-3g, czasem robi się fajnie, są noddy, cieplutko, innym razem po prostu się wkurwiam. liczyłem na coś co po prostu pozwoli mi ten raz na jakiś czas oprzeć łeb o fotel i posłuchać muzyki/obejrzeć film bez myślenia o problemach
szukam substancji, po której po prostu odpalę muzę, oprę głowę na fotelu i po 100h pracy w tygodniu powiem sobie "jest ok". chcę zamknąć oczy i czuć się zajebiście słuchając ulubionej muzyki, nic więcej, nie można całe doby wygrywać życia. liczyłem, że bez tolerki koda może tak działać, ewidentnie to jakieś placebo
Nie bierzcie moich rad poważnie, konsultujcie to z bardziej obeznanymi osobami a najlepiej lekarzem. Słuchacie mnie na własną odpowiedzialność.
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Psychoaktywny kameleon. Dlaczego marihuana to nie psychodelik?
83-latce z alzheimerem podano psychodelik. Niezwykła reakcja organizmu
Po jednorazowym podaniu wysokiej dawki psylocybiny 83-letnia pacjentka z ciężką chorobą Alzheimera, mówiąca dotąd głównie monosylabami, zaczęła inicjować rozmowę. Lekarze zauważyli też inne oznaki poprawy, a przypadek opisano w „Frontiers in Neuroscience” - uznanym, interdyscyplinarnym czasopiśmie naukowych poświęconym neurobiologii.
DMT, meskalina i psylocybina mogły wyewoluować jako narzędzia ekologiczne
Chińscy naukowcy uważają, że naturalne substancje halucynogenne mogły ewoluować przede wszystkim jako narzędzia ekologiczne, pomagające organizmom przetrwać, bronić się i wchodzić w interakcje z innymi gatunkami.
Czysta fikcja. Dlaczego MSWiA udaje, że nie ma rąk ubrudzonych wojną z narkotykami?
Klasyczny urzędniczy unik w Polsce opanowano do perfekcji. Gdy obywatele pytają o absurdalne koszty i społeczne dramaty wynikające z obecnej polityki narkotykowej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) zasłania się procedurami: „Idźcie do Ministerstwa Zdrowia”. Problem w tym, że w rzeczywistości nie lekarze w kitlach, ale policjanci w mundurach zamykają rocznie tysiące ludzi za przysłowiowego grama. Czas wreszcie zacząć o tym rozmawiać.
