20 maja 2019WrakCzlowieka pisze: Do proszkowania dobra metoda to włożyć między dwie łyżki, zaciskać i rozcierać. Resztki z górnej łyżki można zdrapać żyletką lub nożykiem. Dalej wiadomo, kinol, żyła albo do szklanki z wodą i siup.
To że po kilku razach działa lepiej to psychika, mózg zaczyna się "lubić" z tym środkiem. Uważaj bo skręt po tym jest konkretny nawet na takich dawkach.
Nie bierzcie moich rad poważnie, konsultujcie to z bardziej obeznanymi osobami a najlepiej lekarzem. Słuchacie mnie na własną odpowiedzialność.
Jak długo mogą leżeć tabletki Oxycontin po otwarciu, bez utraty jakichkolwiek pożądanych właściwości? :) Otworzyłem msc temu, żeby zobaczyć co i jak, i od tego czasu leżą w szawce, a nie wiem kiedy będę miał ochotę wziąć.
Reltebon - podsumowując, jebane gówno. Od czasów któregoś z pudełek tak sobie z tym eksperymentuję... Może nie takie gówno, jak Accordeon (achh, pamiętam), aczkolwiek ma w sobie podobną do nałożonej na Purdue w oxy formułę, coś jak te nowe OP, w kontakcie z wodą (z enzymami śliny wolniej, a najwolniej i najbardziej efektywnie póki co trzymać tabsę w odpowiednim pH przez max 6h, po tym czasie już nic się nie zyskuje, czyli porcja na rano musi być robiona wieczorem i tak dalej...) zbryla się w pierdoloną watę gdy tylko zaczniesz mieszać, a nawet nie trzeba mieszać - po zalaniu wodą już rozpoczyna się proces "antyćpuński", widoczny gołym okiem.
Na początku wyszłam z założenia - dobra, i tak będę to żreć, to może nawet lepiej jak mi się zbryli w żołądku, dłużej potrzyma. I byłoby super, gdyby tylko trzy-cztery tabletki 80mg były w stanie (rozkruszone na tradycyjny jebany pył i potraktowane tak, jak piszę o tym dalej) z rana postawić mnie na nogi; kiedyś robiły to dwie zwykłe, awaryjnie jedna, a tolerka nie była istotnie wyższa.
Zróbmy eksperyment myślowy.
To chujstwo ma taką właściwość, że w pH zasadowym żeluje się NA POWRÓT w duże kawały.
Martwica w miejscu iniekcji (jeśli ktoś zrobi z tego płyn z nie wiem jak dużymi stratami metodą a'la metkat lub podgrzewając proch) to chyba najbardziej optymistyczna prognoza, skoro nawet po podaniu ORALNYM tabletki, przy której majstrowano ciepłem, wchodzą okropne bóle serca i przypominające pirogen poty. Zawsze. Nie tylko u mnie, druga osoba też potwierdza, nie wkręcamy sobie wzajemnie, objawy zgłoszone zostały mniej-więcej w tym samym czasie od podania podgrzanego prochu zalanego r-rem z kwaśnym pH doustnie, niezależnie od siebie.
I teraz cały dowcip polega na tym, że otoczka schodzi ładnie, jest tylko bardziej śliska i nie ma tego charakterystycznego zapachu plastiku jebiącego na cały pokój (chyba, że przy podgrzaniu prochu, ale o tym za moment) przy jej zmywaniu. W rozkruszenie tabletki, a zwłaszcza większej ilości, trzeba włożyć siłę, ale spokojnie idzie zrobić to łyżką - jak będzie pierwsze pęknięcie, to nabiera konsystencji gumy i dalej... rozsypuje się jak coś z talkiem. W składzie ma makrogol, krzemionkę bezwodną i inne "dobroci". Polecam zapoznać się z ulotką. Tabsy znakowane jednostronnie, OX 80 (nie OC, nie OP), w kolorze tradycyjnym dla 80tek. Jeśli ktoś usypie sobie z tego ścieżkę i jebnie do nosa, to RIP, bo wiadomo, że śluzówka nie jest sucha... Naprawdę współczuję, nie umiem sobie tego wyobrazić. Wiem, że walą donosowo proch po podgrzaniu, o którym napiszę za moment więcej. Kiedyś niechcący zakrztusiłam się (kicham seryjnie na skręcie, kichnęłam w momencie podania łyżki w gardło) i ODROBINA wpadła mi "nie w tą dziurkę', po prostu się przyczepiła. Dobre 20 minut walczyłam, by odczepić tę odrobinę, nie szło tego niczym "przejeść", przepić, nawet paluchami wsadzonymi do gęby zdrapać - koszmar.
Jeśli coś takiego wejdzie w MST, to pora szykować sznur.
Ach, miałam wspomnieć o podgrzewaniu prochu. Nie wiem jakie straty ma ta metoda (na oko ciężko ocenić, tolerancja zapierdala wykładniczo mimo przyjmowania oralnego dwa razy większej dawki rano i mniejszej wieczorem, stan to półzgięcie, ok. ~450mg oxy (wliczam małe straty przy rozdziabaniu łyżką w kwasie cytrynowym i soku grejpfrutowym, który zwiększa stężenie oxy i ma odpowiednie pH, w dodatku kobiety mają podobno o 25% większe stężenie na start [src - ulotka], podobnie jak ludzie z chorą wątrobą, ale ja dalej minusowa na HCV/HIV, więc tu się nie wypowiem...) nie daje rady zbić ROZKRĘCONEGO zgięcia, takiego już ze spazmami wymiocin i innymi atrakcjami, takiego przetrzymanego około 20h od ostatniej dawki. Jak tylko zaczyna się zespół niespokojnych nóg, trzeba albo sięgnąć po tolperyzon, albo po oxy.
Przy podgrzewaniu (mikrofala nie ma u mnie wystarczającej mocy, koledzy zza oceany oxy OP - pamiętajmy, że jednak one mają trochę inną formułę - robią to właśnie w mikrofali i w lodówce) zapalniczką na łyżce SUCHEGO (ważne!) prochu zaczyna on w pewnym momencie brązowieć, bursztynowieć, NIE MOŻNA dopuścić do "skroplenia się" go, wygląda dosłownie jak brown, a jak przepalisz - jak goniona po łyżce (zamiast folii) kropla zbrylająca się w coś o konsystencji spalonego karmelu. Należy to potem schłodzić w zamrażarce/lodówce i zdrapać z powierzchni ceramicznego (wolniej oddaje ciepło, niż szklany talerz, trudniej przypalić jeśli w mikrofali - a jeśli w łyżce, to pilnować się i pamiętać, że łyżka trzyma ciepło) talerza, a dalej to już mamy teoretycznie nieżelujący się proch. Nawet spalony na karmel burdel oksykodonowy można zalać kwasem i... i podgrzane NIE żeluje się. Uzyskałam r-r, który ma bursztynowy kolor i nie jest śliski, popatrzyłam na niego 2-3h w temperaturze pokojowej (ostatnio wysokiej) i NIE żeluje się z powrotem, zupełnie jakby substancja odpowiedzialna za zbrylanie się parowała pod wpływem procesu podgrzewania na sucho dobrze, równomiernie rozłożonego prochu.
Uwaga numer 1 - nie odważyłam się sobie tego podać iv ani inną drogą, niż doustnie, mimo wyglądu rozpuszczonego browna - dosłownie. Na pewno nie zatkałoby filtra, ale kto wie jak zachowałoby się na zastawkach/żyłach/przy nietrafionym strzale.
Uwaga numer 2 - gołym okiem widoczne są smużki "plastikowego dymu" podczas tego procesu, nawet przy ostrożnym podgrzewaniu, powolnym; NIE WIEM czy podczas podgrzewania nie wytwarza się coś szkodliwego (te bóle serca i poty nie są normalne, zjadłam dużo oxy w swoim życiu i w starej formule nie miałam czegoś takiego nawet przy iv nie do końca dokładnie oczyszczonym), nie wiem ile oxy ulatuje w powietrze jeśli w ogóle ulatuje (sprawdzałam CAS), nie wiem czy tabletka nie jest skonstruowana tak, by przy podgrzaniu subst. czynna "traciła" swoje właściwości w pewnym stopniu albo była jeszcze chroniona jakąś chujozą/siatką/polimerem.
Przecież nie wydawaliby tyle pieniedzy na opracowanie technologii, którą może pokonać ćpun z zapalniczką... Chyba, że najprostsze rozwiązania są najlepsze. Wg badań PurduePharm (miałam gdzieś slajd na dysku) istnieje rozpuszczalnik, którym można wyciągnąć ~65/70% oxy jako IR, a reszta jako SR. Problem polega na tym, że na tym slajdzie nie występują nazwy tych rozpuszczalników; są podpisane "solvent 1; solvent 2, solvent 3" - etc.
Jeśli ktoś chce się pobawić, to ulotka jest dostępna w internecie, slajd gdzieś na niebieskim forum anglojęzycznym w temacie o OP, skład tabletki Reltebonu zgadza się z tą ulotką wsadzoną do opakowania (zarówno otoczka, jak i rdzeń) porównując z PDFem z sieci.
No nie sądziłam, że Actavis (fentanylowy Actavis! Kurwa mać! Wiem, że nie "jelonek", ale i tak!) zrobi taką manianę.
Na pocieszenie mam tylko jeden wniosek, ale może to reakcja tylko u mnie - przeważnie miałam tak, że gdy wzięłam duże ilości morfiny po oksy to tylko się zaleczałam, nie czułam nawet histaminy ani wejścia; a gdy postanowiłam spróbować niedawno, to 300mg wyciągane metodą zmodyfikowaną nieco względem FAQ zapewniło mi igiełki, histaminę i wejście, jakiego dawno nie miałam przy wyższych dawkach (gdzie przed kupnem Reltebonów leciało 600mg morfiny iv na "rozbudzenie" rano plus różne benzo - lorafen, klony, alpra, diazepam - niektóre rano, niektóre noszone przy sobie i brane do podtrzymania np. na uczelni i około godziny 15-16 mimo nasączenia zaczynały się już rewelacje skrętowe; a te 300 mg jednorazowo wyciągane z setek (bo tak lepiej niż z turkusów IMHO) posmyrało po jakimś czasie brania oxy oralnie (i kombinowania z kwaskami, podgrzewaniem, ale generalnie króluje obniżanie pH do kwaśnego i symulowanie środowiska żołądka, a potem wypijanie) NIESPODZIEWANIE dobrze, aż przez chwilę przeszły mnie dreszcze jak miałam etap połowicznego łapania oddechów, zapominania o nich. Nie miałam tego już dawno. Nie miałam wówczas w krwi jakichś dużych albo nawet średnich ilości oxy, może tylko końcowe metabolity śladowe. Ciekawa sprawa.
Igiełki lubię, więc robię sobie taką przeplatankę kiedy mogę i... działa, na upartego jestem w stanie przelecieć od 6 rano do 23 na połowie swojej wcześniejszej dawki m-fki, tylko w porze snu zaczynają się cyrki z nogami.
No, lekko się rozpisałam. Może ktoś coś z tego wyciągnie albo zaproponuje lepszy pomysł.
Ja tymczasem polecam pić dużo soku grejpfrutowego, optymalnie nie nektaru, tylko soku - i żeby sok z cytryny był świeży, nie z koncentratu.
I pozostaje mi mieć nadzieję, że nie skończę z wrzodami żołądka albo dodatkowymi żebrami (czy raczej moje teoretyczne, TFU, potomstwo - w ulotce jest milutka wzmianka o tym, że rodziły się myszy z dodatkowymi parami żeber, te, na których testowano nasze przemiłe nowe oxy
wierzyli do końca i poszli na dno
teraz jeszcze przechylają moją łódź niepewną
odtrącam te sztywne dłonie okrutnie żywa
odtrącam rok za rokiem.
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Marihuana w psychiatrii. Dlaczego „nie leczy” nie oznacza „nie działa”?
Kawa - budzi i wydłuża życie
Przez dziesięciolecia ukazywały się badania, których autorzy wskazywali, że kawa ma korzystny wpływ na organizm. Jej picie łączono z dłuższym życiem i zmniejszonym ryzykiem chorób chronicznych. Jednak dokładny mechanizm tego działa nie był znany. Teraz naukowcy z Texas A&M University odkryli, że związki zawarte w kawie oddziałują na receptor białkowy NR4A1, który odgrywa istotną rolę w ochronie organizmu przed chorobami związanymi z wiekiem.
Tak kawa wpływa na emocje. Badacze: efekt nawet bez kofeiny
Kawa nie działa wyłącznie przez kofeinę – i nie tylko „pobudza”. Nowe badanie opublikowane w prestiżowym czasopiśmie Nature Communications pokazuje, że regularne picie kawy zmienia skład bakterii jelitowych, wpływa na metabolizm, a także emocje i zachowanie. Co ważne, część tych efektów utrzymuje się nawet wtedy, gdy sięgamy po kawę bezkofeinową.kawa, badania naukowe, publikacje3 naukowe
Marihuana i tytoń zmniejszają objętość mózgu. Te konkretne obszary ulegają zmianom
Marihuana i tytoń wpływają niekorzystnie na mózg. Analiza ponad 103 badań z udziałem ponad 72 tys. osób pokazuje, że używanie marihuany i palenie tytoniu wiąże się ze zmniejszeniem objętości mózgu. Naukowcy wskazują konkretne obszary, takie jak ciało migdałowate, hipokamp i istota szara, które ulegają zmianom.
