06 października 2016jezus_chytrus pisze: Czy to będzie Twoje pierwsze odstawianie? Takie przynajmniej odnoszę wrażenie, że nie masz pojęcia o tym, co piszesz. Bieganie i brzuszki wieczorem po 12h pracy na stojąco? Na skręcie?? Wiem, że takie scenariusze wydają się na zgrzaniu bardzo realne, ale nie przesadzajmy : ) Skręt to skręt.
A w jakimś tam chyba dopiero drugim roku na buprze CODZIENNIE biegałam min. 10km przez godzinę i po powrocie kolejna godzina ćwiczeń siłowych.
Czyli im dłuższy staż, tym totalnie nieproporcjonalnie od ilości ćpania (bo to już prawie rok na czysto!) doświadcza się skutków tego ciągu.
Wiem, że odkopuję starego posta, ale jak autorka to czyta, to niech da znać, co z nią
Wiem, że długo nie pisałam, ale jak to bywa z ćpunkami to sprawa bardzo oczywista i chciałoby się rzec, że nawet normalna.
Brak kontaktu wynikał przede wszystkim z wielu dziwnych sytuacji, które trafiły mi się w życiu przez te miesiące. Odpowiem na te prawdopodobnie nurtujące Was pytanie - czy jestem trzeźwa? Owszem, jestem! Jak się czuję, czy jest mi dobrze z moja abstynencją, czy wpłynęła ona aktywnie na moje życie? By odpowiedzieć na to pytanie, na początek podzielę mój post na kilka części i opowiem Wam swoją historię z kilku ostatnich miesięcy.
Punkt 1 - Decyzja.
Pierwszą decyzję o poważnym podjęciu działań w kierunku skończenia z nałogiem podjęłam w październiku tamtego roku. Główną motywacje ku temu stanowiły wtedy:
- Pogłębiające się problemy z relacjami z najbliższymi ludźmi, których kocham,
- Problemy z samooceną, samopoczuciem, poczuciem własnej wartości,
- Zanik moich pasji, zainteresowań, tych rzeczy dla, których kiedyś byłam w stanie poświęcić wszystko, każdą sumę, każdy czas,
- Kasa, kasa, kasa czyli podstawowy czynnik swobodnego życia dla narkomana w jego naturalnym środowisku (czytała Krystyna Czubówna),
- Pogłębiająca się depresja - do tego jeszcze wrócę.
Punk 2 - Rzeczywistość.
Pamiętam co pisałam w tym temacie na początku. Pamiętam mój plan, silną chęć działania i motywacje. Oczywiście moja pierwsza próba zawiodła. Dlaczego? Otóż z mojego doświadczenia wynika, że rzucenie tak silnego nałogu jakim są opioidy (nie mówię konkretnie o kodeinie, ale też o innych specyfikach tego rodzaju i typu) czy też narkotyków w ogólnym rozumieniu tego słowa, potrzeba zerwania wszystkich dotychczasowych przyzwyczajeń, planów, działań, nawyków. Na przestrzeni tego czasu jaki minął nauczyłam się, że nie da się tego zrobić tylko z planem, motywacją i samą chęcią - potrzeba drastycznych i zdecydowanych działań. Mój błąd polegał na tym, że mimo to, że chciałam zerwać z nałogiem, nadal chciałam pracować podczas odtrucia, nadal nie rozpoczęłam żadnej terapii ambulatoryjnej, nie zadbałam o jak najdłuższe przebywanie z ludźmi, którzy działają na mnie kojąco i odciągają mnie od chęci sięgnięcia po narkotyk.
Te wszystkie czynniki zadecydowały o tym, że ta próba pozbawiona była sensu i jakiegokolwiek sukcesu. Jednak, moi mili, przygotowała mnie i dała pewne doświadczenie z którego będę korzystała do dziś.
Skończył się październik, tak szybko jak zdecydowałam się skończyć ten prawie już dwuletni ciąg, tak też szybko wróciłam do niego z końcem tego miesiąca. Trwało to przez kolejny listopad i grudzień.
Punkt 3 - Doświadczenie.
Kolejną próbę podjęłam pod koniec grudnia. Święta Bożego Narodzenia spędziłam z rodziną na głodzie, który już de facto nie był tak silny jak podczas pierwszej próby. Tym razem byłam bardziej przygotowana. Świadomie rozpoczęłam tą próbę wśród rodziny, w domu, będąc bezpieczna przed samą sobą i odizolowana od otoczenia. Sylwester również minął mi na trzeźwo, ani kropli alkoholu, ani miligrama narkotyków, nic, zero. Te dni na przestrzeni 2016 - 2017 roku spędziłam z dwójką znajomych, którzy wiedzą o moim problemie i zadecydowali się mi pomóc i mnie wspierać w mojej trzeźwości. Nauczona doświadczeniem poprzedniej próby w połowie grudnia rzuciłam pracę, tak dobrą pracę, która dawała mi poczucie pewnego spełnienia, pracę, którą lubiłam i szanowałam. Potrzebowałam wolnego czasu, a okres braku obecności przynajmniej 3 - dniowy wiązał się ze zwolnieniem, więc zawczasu podjęłam tą decyzję. Starałam się wtedy też mówić swoim najbliższym o sobie, o tym jak się czuję, przez co przechodzę o mojej motywacji, o tym, że czuję się jak nic i jestem pusta w środku, ale chcę to zmienić i chcę być normalnym człowiekiem, tak jak ludzie, którzy mnie otaczają.
W połowie stycznia obecnego roku znów wróciłam do ćpania. Dlaczego? Głównym powodem była bańka. Tak dobrze przeczytaliście moi mili, nazywam to zjawisko bańką. Bańka pękła. Moi przyjaciele wrócili do swoich spraw, ciepło rodzinnej atmosfery, tak wspaniałe podczas świąt, szybko się rozeszło, a ja musiałam wyjść z mieszkania, wrócić na uczelnię i stawić czoła problemom. Bańka pękła. Cały czas chroniona przez kogoś i kontrolowana nie zdawałam sobie sprawy jak trudny może być powrót do normalnego życia, przytłaczało mnie to, bałam się tego i to mnie koniec końców złamało. Mimo to, powrót do kodeiny nie złamał mojej motywacji i chęci walki z tym nałogiem. Zastanawiając się czego zabrakło podczas tego okresu, stwierdziłam jasno, że znów nie podjęłam żadnej formy terapii, izolowałam się od otoczenia przez 3 tygodnie nie wychodząc z domu, nie miałam żadnego planu krótkoterminowego, który określiłby co mam zrobić potem. Bogatsza o te doświadczenia kolejną próbę podjęłam z początkiem marca i jestem trzeźwa do dziś.
Punkt 4 - Motywacja.
Jak sami pewnie zauważyliście, po moim wywodzie, okres detoksu i same fizyczne odstawienie narkotyku nie jest w procesie trzeźwienia najważniejsze. Raz za razem, podejmując próbę za próbą, nie ponosiłam porażki podczas początkowego okresu, a dopiero w przedbiegach następnego. Dlatego tak ważna jest moim zdaniem zmiana nawyków i przyzwyczajeń. Podczas okresu abstynencji, w którym jestem teraz jest kilka rzeczy, które pomogły mi zachować trzeźwość do dziś.
Primo: Substytut.
Nie, nie mówię tutaj o tym, że kiedy ćpałeś kodeinę, żebyś przesiadł się od razu na hel. Mówię tu o zdrowo rozsądkowym podejściu. W moim przypadku, aż do dzisiaj substytutem kodeiny i chęci jej zażycia jest, słynna i jakże popularna Coca-Cola. Duża zawartość cukru, słodycz, poczucie nagrody pomaga mi zapomnieć o chęci sięgnięcia po narkotyk. Dostaje kopa cukrowego i przestaje na jakiś czas o tym myśleć. Były okresy na początku mojej abstynencji, że potrafiłam wypić dziennie ponad 3 litry tego zacnego napoju, mimo to nadal jestem zdania, że lepsze to niż kodeina. W waszym przypadku może być to cokolwiek innego. Za przykład mogę tutaj podać Brada Pitta, który w swoim ostatnim wywiadzie opisującym jego walkę z alkoholizmem, powiedział, że jak do tej pory alkohol zastępuje wodą mineralną i parzonymi ziołami. Moim zdaniem, jak długo to na Was dobrze wpływa i daje poczucie zapomnienia o chęci naćpania się, tak długo powinniście to stosować.
Secundo: Sport.
Pamiętam, że na początku bardzo trudno było mi się zmusić do jakiegokolwiek wysiłku fizycznego. Byłam ospała, wiecznie zmęczona, wycięczona przez ostatki chemii, które nadal krążyły w moim krwiobiegu. Dlatego ważne jest byście znaleźli sobie sport, który nie wymaga zbyt dużego wysiłku. W moim przypadku była do deskorolka. Przyjemne, lekkie, satysfakcjonujące (bo wcześniej umiałam przejechać 5 metrów, a teraz robię po 5 kilometrów), mały wkład finansowy. Wiem, że przez pierwsze dwa tygodnie będzie to praktycznie niemożliwe dla osoby świeżo po odtruciu - sama przez to przechodziłam - jednak z każdym dniem będziecie musieli sobie znajdować coraz więcej rzeczy, które wypełnią Wam czas, więc nauka czegoś nowego i absorbującego pomoże Wam w wytrwaniu w abstynencji.
Tertio: Terapia.
Terapia ambulatoryjna, może mieć powodzenie tylko wtedy, gdy znajdujecie się w odpowiednim do tego środowisku. Przez środowisko należy rozumieć: brak wpływu toksycznych znajomych (tak, hypereal i siedzenie na wątkach typu kodeina - dział ogólny, luźne gadki, knajpa pod pustym blistrem, też się liczy !!!), brak negatywnego wpływu rodziny, wspierające otoczenie, silna motywacja. Jeśli jest tak, że nie możecie sobie tych czynników zagwarantować to polecam Wam ośrodek zamknięty. Mówię to jako osoba, która doświadczyła i terapii ambulatoryjnej i wieloletniego pobytu w ośrodku. Kiedyś kontynuowałam terapię ambulatoryjną i kręciłam się nadal wśród tych samych znajomych, mieszkałam z rodzicami i nie dawało to żadnego efektu. Dopiero ośrodek zmienił moje zachowanie i postrzeganie mojego nałogu.
Dla tych, którzy wahają się czy iść na taką terapię czy nie polecam iść na jedno spotkanie i samemu się przekonać jak wiele to może dać. Omawianie swoich trudności, problemów z terapeutą co tydzień, wyciąganie razem odpowiednich wniosków, a przede wszystkim wyrzucenie z siebie wszystkich myśli, krążących po głowie przez cały tydzień, zdecydowanie pomaga w funkcjonowaniu i reagowaniu na pewne niepokojące zjawiska - nieraz prowadzące do ponownego wpadnięcia w nałóg. Wiem, że trudno jest się do tego zmusić, sama podczas pierwszej i drugiej próby nie potrafiłam pójść i tam i umówić się na wizytę. Jednak teraz jestem zdecydowanie zadowolona z faktu, że chodzę tam i pracuje nad sobą.
Quatro: Rodzina i przyjaciele.
Z mojego doświadczenie wynika, że na moje zmiany aktywnie reagowali moi najbliżsi. Od samego początku, od pierwszych stanów rozdrażnienia, przez huśtawki nastrojów, izolacje, brak zainteresowania moi najbliżsi potrafili mnie ocenić, wysnuć błędne wnioski, próbować dyskredytować. Nie wynikało to z tego, że nic do mnie nie czują i mnie nie potrzebują, a wynika to raczej ze zjawiska zwanego współuzależnieniem, a także z braku wiedzy i doświadczenia związanego z tematem. Dlatego WAŻNE jest, a nawet BARDZO by mówić o swoim samopoczuciu i na bieżąco relacjonować im zmiany w swoim zachowaniu, samopoczuciu. Pamiętajcie, z mojego doświadczenia wynika, że nawet jak oni nie chcą Was słuchać, zmieniają temat, wykręcają się, mówią tylko o sobie, to warto im mówić też non stop o sobie. Wiem, że ten dialog może wyglądać komicznie, ale z biegiem czasu nauczą się Was słuchać i patrzeć realnie na Wasze problemy. Mówienie o sobie i o tym co się czuje sprawia też, że czuję się lepiej, bo mogę się tym z kimś podzielić i wyrzucić to z siebie - nie muszę sobie radzić z tym sama.
Quinto: Czas.
Przy moich poprzednich próbach, wspominam, że chciałam natychmiastowych efektów. Wszystko na teraz, na zaraz, na tą chwilę i moment. Liczyłam na to, że szybko poczuję się lepiej, że wszystko wróci do normy, że będę czuła się cały czas w skowronkach, a wszystko nabierze nowych barw i odcieni. No cóż. Ktoś kiedyś powiedział, że nie od razu Rzym zbudowano i jakby teraz się nad tym zastanowić, to miał trochę racji. Zdanie sobie sprawy jak skomplikowanym i złożonym procesem jest proces trzeźwienia jest podstawą ku temu by było łatwiej. Tak, słowo łatwiej jest tutaj odpowiednie, bo wcześniej kiedy oczekiwałam natychmiastowych efektów, przychodził tylko żal i rozczarowanie. Dlatego też ja dałam sobie czas. Nie długi, nie krótki - właściwie to nieograniczony. Zaakceptowałam to, że zmiany, których oczekuję przychodzą stopniowo i nie ma tu żadnej drogi na skróty. Jednak już teraz po dwóch miesiącach abstynencji jestem w stanie zaobserwować pozytywne, dające nadzieję zmiany we mnie i mam nadzieję, że będzie to nadal postępować w swoim tempie.
Sexto: Nigdy się nie poddawać.
Wiem, że to brzmi dosyć optymistycznie, ale to myśl bardzo w moim stylu. Gdybym wiedziała, że nie stać mnie na to by skończyć z tym nałogiem, gdybym wiedziała, że nie potrafię sobie z tym poradzić, że nie jestem warta tego by żyć normalnie tak jak inni ludzie to już dawno wróciłabym do ćpania. Jest kilka osób, które we mnie wierzą i mnie wspierają jednak to co robię robię tylko i wyłącznie dla siebie. Te wszystkie aspekty składają się na pewność, że jeśli mi się nie powiedzie spróbuje jeszcze raz i jeszcze raz i tak do końca. Jeśli to nie jest motywacją to już nie wiem jak można inaczej zdefiniować to pojęcie.
Punkt 5 - Tu i teraz.
W tym momencie przechodzę etap silnej depresji. Towarzyszy mi ciągle apatia, nie mogę zwlec się z łóżka, nic nie daje mi poczucia radości i satysfakcji. Jest to jeden z moich etapów trzeźwienia, więc nie pozostaje mi nic innego jak go przetrwać. Jeśli to zjawisko będzie się pogłębiało to zastanowię się nad terapią farmakologiczną. Mimo to na przestrzeni tych dwóch miesięcy, które już są za mną mogę śmiało stwierdzić, że dostrzegam w sobie pozytywne zmiany, które dają mi nadzieję na przyszłość.
Jeśli macie jakieś pytanie to śmiało, chętnie na nie odpowiem. Tymczasem, pozdrawiam :)
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19333165
lolkodeiny??
z pamietnika kodeinisty czyli
jak wkrecac sobie uza
lezenie - brawo :cheesy:
whisky
ananas (harm red)
10 maja 2017SandS pisze: Tam jest napisane dokładnie to, co napisałam - obie płcie mają skutki uboczne. Ale u kobiet jest więcej do zawalenia (cykl miesiączkowy), a on robi naprawdę duży efekt domina w całym organizmie (i o tym już w tym podlinkowanym przez Ciebie tekście nie ma ani słowa - byś musiał poszukać o tym głębiej). Poza tym powtarzam po raz trzeci, że mówimy cały czas o RELATYWNYCH skutkach, a Ty cytujesz moje wypowiedzi i tam nie ma nic napisanego, że tylko dziewczyny mają takie poopioidowe skutki, a faceci nie.
napisałaś, że kobietom jest łatwiej rozjebać gospodarkę hormonalną - fałsz
'u kobiet jest więcej do zawalenia' - vzdura, u kobiet brak miesiączkowania powoduje brak możliwościa zajście w ciąge, jak sądze impotentowi jakiemuś też jakoś cięzko byłoby doprowadzić do ciąży?
nie ma nic o relatywności, napisałaś na samym początku orzeczenie jakby to miał być F A K T, podczas gdy były tylko odczucia z twojej - kobiecej - perspektywy (nie martw sie, egocentryzm jest w ludzkiej naturze). Także kończę, wstydu oszczędze, bo żal
Wolne Konopie w Komendzie Głównej Policji. Policjanci też widzą absurdy obecnego prawa
Psychoaktywny kameleon. Dlaczego marihuana to nie psychodelik?
Psylocybina w praktyce klinicznej, nie w badaniu. Dane z Zurychu
Pięć tryptamin w Schedule I: co ten wykaz realnie oznacza dla naukowca
Amerykańska DEA opublikowała 23 września projekt przepisu, który umieściłby pięć tryptamin w Schedule I — najostrzejszej kategorii federalnej ustawy o substancjach kontrolowanych. Spór nie dotyczy tego, czy ktoś będzie mógł te związki legalnie kupić, bo nie będzie i dziś nie może. Dotyczy tego, ile czasu i pieniędzy pochłonie po tej zmianie zwykłe badanie laboratoryjne. Sam wniosek opisaliśmy w tekście o tym, jak DEA chce zakazać pięciu tryptamin. Tutaj idziemy w konsekwencje.
Gwałtowny wzrost w trzech województwach. Rozkręca się nowa epidemia
W trzech województwach zanotowano gwałtowny wzrost zatruć. Dane Głównego Inspektora Sanitarnego są zatrważające. Eksperci mówią już o groźnej epidemii.
Noworodek pod wpływem narkotyków? Sprawę wyjaśnia prokuratura
Substancje psychoaktywne wykryli lekarze w organizmach noworodka i jego matki w szpitalu wojewódzkim w Elblągu.
