JanBreivik2 pisze:I to jest właśnie paradoksem paradoksów, że w moim przypadku totalnie tak nie jest i bardziej niż do dekadenta, blisko mi do pozbawionej pokory postawy nitzscheańskiej - jednocześnie uważając się za lepszego od wszystkich mijanych na ulicy osób, mam ochotę im napluć w twarz, nie bez powodu, a za ich żałosność, którą dostrzegam po jednym spojrzeniu im w oczy, gdzie jestem w stanie zgadnąć, że w większości przypadków ich życie ogranicza się do kredytu hipotecznego i niechętnego kontynuowania wegetacji spowodowanej błędami młodości (np. klasyki gatunku - pękniętej gumki)... a z drugiej strony mam taką samą ochotę na to oplucie patrząc w lustro, tylko widząc inną osobę, z innymi problemami i jednoczesną świadomością, że na te problemy zarówno ja, jak i oni zapracowaliśmy sobie sami i jesteśmy przez to takimi samymi śmieciami, tylko oni są więźniami społeczeństwa, sytuacji materialnej, czy czegokolwiek, a ja swojej własnej, genialnej, przez co znienawidzonej głowy. Ja pierdolę, a morał z tego bełkotu jest taki, że wychodzi na to, iż chyba lepiej być debilem, dla którego zmartwieniem życiowym jest brak promocji na ambrozje w żabce, albo może i nawet mającym poważne i znacznie większe problemy niż taki apatyczny śmieć jak ja, którego największym zmartwieniem są szczeniackie pytania bez odpowiedzi i właśnie takie rozkminy jak nieuzasadnione zamiłowanie do własnej osoby (mimo wielu wad) i jednoczesna pogarda do wszystkiego i wszystkich (mimo ich wielu zalet). A lepiej jest być właśnie tym gorszym, bo przynajmniej nad tym się nie muszą zastanawiać, szczerze im tej prostoty i cieszenia się z małych przyjemności zazdroszczę, od serca kurwa zazdroszczę. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nawet mając świadomość tej, może i mylnej, teorii bycia lepszym niż inni, świadomość tego co mi się w moim otoczeniu nie podoba I NAWET Z WIEDZĄ JAK TO ZMIENIĆ, to zamiast to zrobić, albo chociaż spróbować, to tymczasem faktycznie próbuję... ale powstrzymać się od zaśnięcia przed kompem po kolorowych tabletkach, żeby dopisać ten bezcelowy post i być jutro w tym samym miejscu, albo nawet krok do tyłu.
Tak więc, przynależność do wyjątkowych jednostek pośród tego robactwa to chyba jednak przekleństwo, a nie dar. :old:
Głupcy mają łatwiej w życiu - to też nie nowość, to wiemy doskonale. Mądrzy widzą więcej, często są nazbyt wrażliwi, więc cierpią, bo dostrzegają to, czego wspomniana masa nie jest w stanie nawet pojąć. Dar czy przekleństwo - jedno i drugie. Kwestia umiejętnego wykorzystania. Problem pojawia się, gdy pod naporem tego uczucia zaczynasz ulegać używkom, które dają Ci chwilowe wytchnienie i pozwalają odciąć się od dręczących myśli. Społeczeństwo odchodzi gdzieś na bok i nie jest już takim ciężarem, jednak świadomość głupoty tych ludzi ciągle powraca i z niewiadomych przyczyn tak bardzo się nią przejmujemy, że wciąż próbujemy obejść ją lub zniszczyć.
Gdybym nie wydał Wam się jeszcze wystarczająco "normalny-inaczej" ( :nuts: ), to dla kontrastu jeszcze dodam, że moją codziennością jest bycie chyba najbardziej uśmiechniętą i śmiejącą się z byle głupoty osobą, w równie pozytywnym otoczeniu. Jest jakiś sposób na określenie takich rozbieżnych i skrajnie różnych poglądów świata? Jestem serio ciekawy co mi dolega.
JanBreivik2 pisze: TO ONI MAJĄ TEN PROBLEM I UCIEKAJĄ PRZED NAMI
Czas pojąć, że nie jestem żadnym nadczłowiekiem tylko z tego powodu, że ciężko mi się żyje na tej planecie. To żaden powód ku temu.
Tak jak napisała BB, to zarazem dar i przekleństwo, trza tylko mądrze pokierować, bo to dobre narzędzie jest.
Dobrze jest wiedzieć, że są ludzie równie trzepnięci na trzeźwo co ja i dalej jakoś żyją.
Nie chcę nikomu nic wmawiać (zwłaszcza że wmawianie kojarzy mi się z zatrzaskiwaniem kogoś we wnykach ;)), ale wydaje mi się/podejrzewam że raczej to widzenie innych ludzi jako głupców/"szarę masę" ma źródło w cierpieniu/poczuciu krzywdy, a nie uznaniu ich za takich na drodze chłodnej analizy. Myślę też że wielu z Was byłoby pozytywnie zaskoczonych (a nawet zszokowanych) gdybyście tylko mogli wejść do umysłów ludzi którzy jawią Wam się jako bezrefleksyjni. Zobaczylibyście wtedy że oni nie prowadzą wcale uboższego życia wewnętrznego od Was, a jedynie z zewnątrz jawią się Wam takimi. Nie da się po zachowaniu/słowach/czynach poprawnie ocenić umysłowości innej osoby (każde idiotyczne, sprawiające wrażenie nieskalanego myślą zachowanie/opinia/czyn może mieć miliard przyczyn).
Jeszcze tak do dyskusji sprzed kilku stron:
Lekarze od głowy mają na ogół to do siebie że są w stawianiu swoich diagnoz zbyt rozrzutni, natomiast ci od ciała często lekceważą dolegliwości, bądź próbują wmówić pacjentowi że problem leży w jego psychice ( co jest niebezpieczne, bo brak świadomości choroby utrudnia wyleczenie; znam przynajmniej kilka przypadków osób których dolegliwości fizyczne spowodowane chorobami fizycznymi zostały potraktowane jako oznaki nerwowości).
Ogólnie rzecz biorąc nie mam takich problemów jak to jest wprost wypisane na Wikipedii, nie mam problemów z robieniem zakupów, potrafię się zapytać randomową laskę która jest godzina, porozumiewam się normalnie z szefem, mam znajomych, porozmawiam z kimś (niechętnie na początku) jeżeli ktoś zainicjuje rozmowę natomiast problem pojawia się przy czym innym. Panicznie boję się inicjowania rozmów z innymi ludźmi, szczególnie tymi nowymi, szczególnie dziewczynami mimo, że chciałbym to zrobić, boję się też w różnych sytuacjach "co ludzie powiedzą". Zapodam prosty przykład obrazujący obie te rzeczy z wczoraj który chyba ostatecznie przelał moją frustrację - jest sobie klub rave. Tańczą sobie ludzie, nie ma mowy, żeby zaczął tańczyć bez wypicia 3 piw, po prostu żadnym możliwym sposobem, pojawia się olbrzymia panika "Co powiedzą ludzie jak mnie zobaczą", mimo, że tańczyć potrafię i to całkiem dobrze. No i już tańczę, wzrok w podłogę, tak żeby mnie nikt nie widział, a i tak podchodzi jakaś piękna dziewczyna, patrzy się w moją stronę uśmiecha się, i chuj za przeproszeniem. Odwracam się w drugą stronę albo idę gdzieś indziej panicznie boję się z nią kontaktu, urywa mi język, mimo, że wiem, że dosłownie za parę sekund jak mi zniknie z oczu będę tego olbrzymie żałował, za chwilę w głowie przeleci mi miliony tematów na które mogłem z nią porozmawiać. Takich sytuacji było tak wiele, jest sposobność do kontaktu, w głębi siebie chciałbym porozmawiać ale nie zrobię tego po raz 100x z rzędu. Za chwilę jak sobie ten ktoś pójdzie będę żałował i znowu w głowie przeleci mi scenka jak wiele ciekawych rzeczy można było obgadać Mam o czym rozmawiać, to nie jest to, że mi brakuje tematów. Jestem wysokim kolesiem, szczupły, zadbany, z gęby nie źle. Ale po prostu przy kontaktach z ludźmi łapie mnie blokada, paniczny irracjonalny strach połączony z zerową przyjemnością z tego. Potrafię dosłownie przegadać ludzi na czacie, sypię tematami, dowcipami, ciekawymi tekstami ale tylko do czasu gdy ten rozmówca nie stoi bezpośrednio przede mną. Czytałem różne poradniki motywacyjne ale to nic mi nie daje. Czy będę coś robił raz czy 50 raz za każdym razem jest ten irracjonalny lęk. Ostatnio zaczyna mnie to co opisałem niewyobrażalnie frustrować. Mam wrażenie, że zostałem wsadzony siłą do ciała introwertyka mimo, że w głębi duszy nie jestem taki, nie chcę być. Temat ograniczyłem do loszek (nie lubię tego słowa :-D ) bo nastał taki okres, że chciałbym poszerzyć swoje relacje w tym zakresie (a mam je niesamowicie ubogie) ale można by to poszerzyć w gruncie rzeczy też pod innych ludzi.
To się nadaje do psychiatry pod jakieś leczenie farmakologiczne czy jestem po prostu stuleją jakich wiele? Proszę szczerze.
Czy Twoje ataki mają też fizyczne objawy? Nogi z waty, pocenie dłoni?
Podejrzewam, że tak ale jeśli nie to lepiej dla Ciebie.
Spróbuj to sobie zracjonalizować, powinna podbijać Twoje ego sytuacja w której wzbudzasz w łaniach zainteresowanie i to dosyć często- stuleja Ci nie grozi.
Co powiedzą ludzie? Racjonalnie, to jaka opinia Ci grozi jak zobaczą, że rozmawiasz z nieznajomą? Co ona może takiego o Tobie powiedzieć, jeśli sama podbija a Ty ją zagadujesz to co w tym, kurwa, dziwnego?
Nawet jeśli pierwszy ruch jest z Twojej strony to jeśli nie zachowujesz się jak wsiur też nie ma w tym nic nadzwyczajnego tym bardziej na imprezach przecież to wiesz prawda?
Pustka w głowie... Sam czasem mam ten problem, nie będę proponował prochów bo to nie o to chodzi choć jednorazowo może na zawsze przełamałyby niepokój który jest tylko w Twojej głowie i tylko Ty możesz go usunąć, pokazałyby Ci, że potrafisz tylko to ryzyko wjebania się, lepiej nie próbować.
Książki chuja dadzą, uświadom sobie ten lęk jest bezpodstawny skąd się wziął? Pewnie z przeszłości. Podchodź do tego na luzie, tak łatwo powiedzieć ale... Spróbuj je zlekceważyć tak troszeczkę ale jednak, może zezuje, ma dziwne buty albo wyraża się pokracznie, chodzi jak kaleka, to Cię powinno podbudować jeśli się z tym nie uzewnętrznisz będzie dobrze.
Najgorsze co może się stać to zwyczajnie taka osoba odejdzie sobie i tyle to co będzie mówić nie jest zależne od Ciebie- chyba, że dasz jej powód, każdy popełnia błędy musisz się wyluzować nic złego przecież się nie dzieje. Powie, że ten typ jest dziwny? I co z tego, nawet tego nie usłyszysz a skoro wyglądasz normalnie, masz dobre stosunki z ludźmi na co dzień to kto się tym przejmie? Tylko Ty ale chyba rozumiesz, że to bez sensu
Nie jestem psychologiem, takie moje przemyślenia jak dalej Cie to męczy polecam specjalistów może dostaniesz coś uspokajającego.
Najlepiej będzie jak sam nad tym pomyślisz na chłodno bez emocji, obwinianie się jest bez sensu i do niczego nie prowadzi- szukaj rozwiązań.
Rozmawiaj ze sobą w lustrze - tak właśnie to wygląda.
Kiedyś czytałem, że chodzi o zaniżoną serotoninę, ale ostatnio wyczytałem, że wręcz przeciwnie - jej podwyższony poziom może powodować lęki.
Jak najłatwiej sprawdzić którego neuroprzekaźnika problem dotyczy mnie? Robiłem test Bravermana i wynik wyszedł niejednoznaczny - niedobory dotyczyły wszystkich 4 neuroprzekaźników z tym, że w najwyższym stopniu dopaminy (mam również dystymię), później serotoniny, acetylocholiny oraz GABA.
Pytam w kontekście określonej suplementacji.
SRRI poprzez swoje działanie na serotoninę zmniejszają dopaminę, co zwiększyło u mnie anhedonię.
Czy jeśli coś oddziałuje na dopaminę to podobnie, zmniejsza serotoninę?
Czy jeśli suplementuję się jednocześnie środki działające zarówno na serotoninę, jak i na dopaminę (tj. jeden na S, drugi na D) to ich działanie się wykluczy, czy wręcz przeciwnie, dojdzie do upregulacji obu neuroprzekaźników?
AntonSpakara pisze:Czy fobia społeczna jest powiązana z niedoborami określonego neuroprzekaźnika?
Kiedyś czytałem, że chodzi o zaniżoną serotoninę, ale ostatnio wyczytałem, że wręcz przeciwnie - jej podwyższony poziom może powodować lęki.
Mnóstwo ludzi relacjonuje ustąpienie objawów fobii społecznej w wyniku podjęcia wyzwania NoFap -> co akurat bezpośrednio wiąże się z dopaminą i upregulacją jej receptorów.
Sam jestem tego przykładem - mimo iż dalej czuję się przegrańcem, nie mam motywacji i rozmaite problemy w życiu, to muszę przyznać, że po zaprzestaniu fapowania i oglądania porno moja fobia społeczna praktycznie całkowicie zniknęła, nie mam teraz żadnych problemów z kontaktami międzyludzkimi. Kiedyś potężna nieśmiałość, pocące się ręce, przyspieszone bicie serca i kosmiczna trema przed zagadaniem do dziewczyny - teraz praktycznie na odwrót, kontakty z ludźmi stały się naturalne i nie wiążą się ze stanami lękowymi, nerwicowymi.
O ile nie fapiesz, to polecam inne sposoby na redukcję doświadczania dopaminowych wrażeń i upregulację receptorów - dobra dieta, intensywna aktywność fizyczna, ograniczenie Internetu i innych rozrywek, abstynencja od używek/narkotyków etc.
Sinnis pisze:Ale macie z tym nofapem, mnóstwo ludzi fapie w chuj często a nie mają najmniejszych problemów społecznych, to tylko znikomy aspekt problemu. To jest dużo bardziej złożone.
Wiadomo, nie ma jednej reguły, ale NoFap będę polecał - nie zaszkodzi, a może pomóc, choćby w pewnym stopniu złagodzić objawy.
Od daru bogów do codziennej ucieczki. Co antropologia mówi o naszym związku z alkoholem
Mundur nie izoluje od rzeczywistości. O hipokryzji, która pęka na komisariatach
Polska 2026 wygląda jak Stany Zjednoczone w 1996
O polskim systemie leczenia uzależnień opioidowych - z perspektywy pacjenta po dziewięciu ośrodkach.
Produkcja metamfetaminy dla meksykańskiego kartelu? Są kolejne zatrzymania
Czterech Polaków podejrzanych jest o współdziałanie z Meksykanami, nieprawomocnie skazanymi w maju na 10-11 lat więzienia za wytwarzanie na dużą skalę metamfetaminy - poinformowała prokuratura. Możliwości produkcyjne zlikwidowanego przez CBŚP w Podlaskiem laboratorium sięgały 800 kg narkotyków.
Nastolatki po konopiach wolniej rozwijają pamięć. Wyniki z kohorty ABCD
Amerykańscy badacze śledzili ponad jedenaście tysięcy dzieci od dziewiątego roku życia aż do siedemnastego. Ci, którzy w międzyczasie zaczęli używać konopi, wolniej rozwijali pamięć, uwagę i szybkość przetwarzania. Różnice narastały z czasem, ale badanie nie dowodzi związku przyczynowego.
Rekordowa liczba zgonów po narkotykach w Berlinie. Nie żyje około 300 osób
Zażywanie narkotyków doprowadziło w ubiegłym roku w Berlinie do śmierci około 300 osób; to najwyższa odnotowana dotąd liczba - podała we wtorek agencja dpa, powołując się na dane Visty, berlińskiej organizacji zajmującej się pomocą uzależnionym.
