SRTN pisze:Kompletnie nie zrozumiałeś moje posta. Pisz na temat. BTW ten post odnosi się do czasów kiedy miałem jeszcze 12 lat
eso pisze:no ale kto bedac malolatem nie oczekiwal po prostu, zeby byla pizda i obraz sie pierdolil, niech pierwszy rzuci pustym blistrem,
Ja. Kiedyś planowałem że będę całe życie trzeźwy, ale w pewnym momencie (18 lat) uznałem że się nie da. :-D
Oczekiwałem że psychodeliki i dysocjanty podpowiedzą mi co źle robię w życiu skoro jestem nieszczęśliwy.
Gówno mi dały szczerze mówiąc. "Duchowe zrozumienie" buddystów i hippisów po agonistach 5-HT zmieniło trochę mój pogląd na świat, ale nic praktycznego nie dało.
Dopiero 3-MMC pokazało mi co robię źle: bałem się miłości.
Co do preferencji, zaczynałem od marihuany i (nieświadomie) syntetycznych kannabinoidów. Podobała mi się charakterystyczna dysocjacja, rozkminy, słuchanie muzyki w tym stanie, potrafiłem sobie wkręcić że faza będzie trwać wiecznie i się z tego cieszyć. Wtedy dążyłem do upierdolenia ale nie żeby "obraz się pierdolił", tylko mentalnego, pragnąłem zapomnieć o tym że istnieję (ciśnienie na utratę ego?!).
"Rozszerzenie rzeczywistości" po mocnych psychodelikach (NBOMe) też mi się podobało.
Euforyki, empatogeny, stymulanty potrafiły działać przyjemnie ale jakoś mnie do nich nie ciągnęło, wiedziałem że sztuczna przyjemność jest bez sensu.
Przewinęły się też dysocjanty które w nie za dużych dawkach lubię do dzisiaj.
Z czasem stan po marihuanie przestał mnie zaskakiwać i wtedy też przestałem ją lubić. Mózg zaczął mieć wolne moce przerobowe które wykorzystywał na generowanie niepotrzebnych myśli, nie pozwalając skupić się np. na muzyce. Zacząłem mieć moralniaki gdy po MJ i dyso zajmowałem się rzeczami które na trzeźwo nie miały sensu.
Teraz jak już biorę to staram się wzmacniać sobie prawdziwą rzeczywistość, a nie własne myśli sprawiające na fazie wrażenie genialnych :nuts: . A dysocjanty biorę w dawkach niedysocjacyjnych. ;) Dużo rzadziej mam chęć na odcięcie się od rzeczywistości.
ENTEOGENY PRAWEM, NIE TOWAREM!
Układ nagrody kurwą jest.
Najpierw był alkohol, zacząłem gdy byłem niepełnoletni. Wiele lat było spoko, wiadomo, luz, odstresowanie, odwaga. W międzyczasie poszło nieco marihuany ale nigdy mi to nie pasowało. Po około 10 latach picia i to zdecydowanie towarzyskiego przyszły pierwsze eksperymenty z narkotykami w postaci tabletek extasy. To była nowa jakość, też wydawało mi się jak wielu tutaj osobom że świat się odmienił, że można żyć i niczym się nie przejmować. Na początku to były tylko epizody raz czy dwa na kilka miesięcy. Z czasem zainteresowałem się tym bardziej bo alkohol był za słaby pod tym względem, a jeden "trip" na dragach dawał moc nawet gdy działanie dawno minęło. Jakoś nie zauważyłem że nie brałem już raz na miesiąc tylko raz na tydzień.
Tak zdecydowanie zmieniłem preferencje.
Później idąc drogą ku lepszemu (lol!) poznałem proszki - stymulanty, dysocjanty, psychodeliki. Byłem panem świata i królem własnej woli. Wszystko było do osiągnięcia, wystarczyło naładować akumulatory odpowiednim specyfikiem. Kurde, nie było rzeczy niemożliwych. Do tego doszedł GBL który wprowadził do psychiki prawdziwy GOD MODE, kurwa, mogłem razić wszystkie przeciwności losu niczym mityczny Zeus ciskając w nie pioruny i krusząc na miazgę.
No ale po tym wszystkim okazało się że jedyna miazga powstała w moim mózgu, przyszły paranoje, lęki, problemy z myśleniem i koncentracją.
Preferencje znów się zmieniły.
Czując że mam pewne problemy z kontrolowaniem tego co się dzieje udałem się do psychiatry który na uspokojenie przepisał mi benzodiazepiny. No, to było ok, mogłem się uspokoić bo pod czaszką miałem prawdziwy burdel. W dodatku znów zacząłem pić bo to dodatkowo tłumiło negatywne efekty. Ciągnąłem tak jakiś czas aż w końcu dorobiłem się zespołów abstynencyjnych, kolejne wybawienie okazało się torturą.
Trzeba było znów zmienić preferencje. Zgłosiłem się do poradni odwykowych i zaczęto dawać mi neuroleptyki oraz antydepresanty. Ale zabawne. Neuroleptyki okazały się niewypałem b0 oprócz senności nie przynosiły efektów natomiast antydepresanty nie działały. Żaden lek, a sporo ich przerobiłem nie przynosił ulgi.
Trzeba było znów zmienić preferencje. Tym razem ciągnę na kolejnym antydepresancie w który już nie wierzę i trzymam się z dala od tego całego gówna z rozbawieniem obserwując na forum kolejne osoby które myślą że złapały Boga za nogi i razem z nim będą fruwać w obłokach.
Był kiedyś taki mit o Ikarze który stopił skrzydła lecąc zbyt wysoko i się rozjebał tracąc życie. Także powodzenia marzyciele. Fajnie jest żyć w chmurach ale rzeczywistość jest dość twardą ścianą i ciężko będzie się z nią w końcu nie zderzyć.
Powodzenia psychonauci ;]
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
Przez masę lat (6 czy 7) paliłem zielsko, stałem się wręcz jego apologetą. Dodam, że bawiłem się też z powodzeniem w growera co wciąga jeszcze bardziej niż samo palenie. Często tak się w życiu zdarza, że jak już się osiągnie jakiś wymarzony upragniony od lat cel, to przestaje on cieszyć i być wartościowy. Paliłem, miałem super zielska od groma i po prostu czar prysł. Chyba przede wszystkim właśnie z tego nadmiaru posiadania. Faza ziołowa nic mi już nie dawała.
Potem był niedługi okres pochwały kodeiny. Zdarzyła się heroina. Ale opiaty mi nie podeszły, poza tym bałem się brnąć, bo chyba wiadomo wszem i wobec jak opio potrafią zawładnąć życiem człowieka.
Kilka razy z fetą skończyło się dla mnie mega zwałami fizycznymi i to mnie odstraszyło. Piguły (prawdziwe, na MDxx) jadłem raz, było super, ale po fazie miałem moralniaka - ten rodzaj bani jest jakiś imho po prostu totalnie głupi, zezwierzęcający, nie byłem sobą jakby to dziwnie nie brzmiało w przypadku używek w ogóle. Zachwycałem się idiotyzmami, pieprzyłem bzdury do ludzi itd. Poza tym spotkałem paru znajomych, którzy ostro wkręcili się w dropsy i poziom ich porycia mnie przeraził (a nie byli to wyjściowo prostacy).
Wtedy weszły dopalacze. Dopalacze (czyli "mefedrony"), przynajmniej do czasu, nie powodowały zwały przy używaniu bez ciągów.
Miałem zawsze i mam do dziś taką regułę, że biorę coś dopóki nie pojawią się negatywne efekty. No i wreszcie pojawiły się; w przypadku dopalaczy (i czystego mefedronu) były to depresje i to potężne. Podarowałem sobie. Próbowałem też tych wszystkich magicznych roślin na jakie potem przyszedł ban (kratomy, kava kava itd.)
Ale faza stymulacyjna na tyle mnie wciągnęła, że miałem jeszcze nieszczęsny epizod z amfetaminą (jakiś miesiąc czy coś koło tego ciągu, na szczęście niskie dawki i chujowy staff). W tym miejscu amfa poszła już definitywnie w zapomnienie.
Potem wskoczył "podziemny" rynek rc.
Próbowałem różnych psychodelików, kilka razy znów stymulantów tylko innych niż te dopalaczowe (APB, 2/3-FA). Psychodeliki nigdy mi się nie podobały, po stymulantach było to samo co kiedyś - zwały i depresje.
I kurwa już byłem bliski żeby nigdy nic nie brać, bo z tych wszystkich rzeczy to nie miałem już żadnej na nie ochoty... już witałem się z gąską...
i giebel.
Znów początkowy zachwyt, kamień filozoficzny ćpuna odnaleziony!
Niestety nie potrafię nie brać giebla w ciągach. To bezsensowne i totalnie męczące, ta świadomość że nie możesz skończyć, że skończę jak skończy się butla. Sam zespół abstynencyjny jakoś nauczyłem się zwalczać i rzucanie nie było tragiczne. Głównym negatywnym efektem giebla jest dla mnie właśnie niemożność skończenia.
Alkohol - nie, zioło - nie, opiaty - nie, psychodeliki - nie, stymulanty - nie. Został już tylko giebel, jeszcze go nie odrzuciłem, ale jakoś billboard nie błyszczy tak samo jak dawniej. Boję się kupić butlę, bo wiem jak to się skończy.
Ale tak żeby "nic", na trzeźwo, i tak zawsze. Jakoś dziwnie to brzmi?
Podpisuję się pod słowami kolegi Światło
Fajnie jest żyć w chmurach ale rzeczywistość jest dość twardą ścianą i ciężko będzie się z nią w końcu nie zderzyć.
Przez przypadki?
Szpondzicie?
Szpońcicie
Szpondździcie
Szpondzijcię
szeszele
Szpoń ć i dziel(l)
demiurgia
posuń się Iwan
J/O(n)?
MiCHoł
m.i.on
energia, praca, materia, czas
tylko dobre rzeczy, misia, Odyseuszu, o mi?
liczy się jak wiele jesteś w stanie przyjąć.
Jedynym usprawiedliwieniem extensywnego ich stosowania to twórczość, która bez nich nie byłaby możliwa. Ale to w wypadku świadomego podjęcia decyzji o samozniszczeniu w taki sposób.
Wtedy żadko zmieniają się i preferencje, bo używamy tego, co lubimy, a nie poszukujemy kolejnego "wyjścia" czy "ratunku".
PZDR !!!
PS :
Mama znajomego : :motz: "Upamiętajcie się !!!!(koniecznie przez "u" musi być ...:) ) :finger: Bo marny wasz koniec będzie !!! "
virr pisze: Jedynym usprawiedliwieniem extensywnego ich stosowania to twórczość, która bez nich nie byłaby możliwa. Ale to w wypadku świadomego podjęcia decyzji o samozniszczeniu w taki sposób.
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
liczy się jak wiele jesteś w stanie przyjąć.
Światło pisze:Rozumiem że na dragach pojawiają się szalone pomysły, nietypowe, ale wytłumacz mi dlaczego człowiek uzdolniony w jakiejś dziedzinie nie mógłby dojść do tych samych efektów ciężką pracą i treningiem zamiast zażywając w tym celu substancje zmieniające świadomość? Sugerujesz że człowiek jest ograniczony i tylko dzięki narkotykom możliwe jest zdjęcie blokad, które bez wspomagania substancji psychoaktywnych są nie do ruszenia?virr pisze: Jedynym usprawiedliwieniem extensywnego ich stosowania to twórczość, która bez nich nie byłaby możliwa. Ale to w wypadku świadomego podjęcia decyzji o samozniszczeniu w taki sposób.
a) stymulanty dają odporność na zmęczenie i koncentrację w grze – technicznie trudna gra męczy, a na stymulancie jestem, mimo znużenia, precyzyjny. Pod kątem zdjęcia blokad – nic na plus, prędzej zwężenie "czucia"
b) alkohol, benzo, inne gabaergiki, serotogeniki i dysocjanty: warzywienie, spadek jakości – totalny. Nawet SSRI zabijąją naturalną wrażliwość, stępiają percepcję.
c) marihuana: tutaj jest różnie. Po MJ potrafię zrelaksować się i otworzyć, ale to powinno przyjść na trzeźwo i chwilowy zysk z wyeksploatowania nowego stylu gry, zagrywki, jest zbyt mały, bo spada techniczna jakoś wykonu, feeling jest kulawy, ciężko o koncentrację, chwilowe (znikome!) przebłyski "no, tak jeszcze nie grałem!" – mało to daje. Technika? Spada, nie ma naturalnej/stymulantowej precyzji.
d) psychodeliki: To jest pytanie. Widzę to tak: jeśli na trzeźwo jesteś spięty tak, że w improwizacji i badaniu nieznanego pomaga Ci trawa, to psychodelik wprowadziłby (u mnie) szum. Zbyt dużo nieprzetworzonych emocji, zbyt słabe możiwości przekazania siebie. Informacyjny szum, rozkojarzenie. W głowie masz wiele, fakt, ale realtime tego nie dałbym rady przetworzyć. Co innego komponować, a najlepiej robić ostatnie szlify w utworze – nadać mu całościowy charakter i klimat. Psychodelik może być dobry na określenie stylu pracy – do samej pracy, moim zdaniem, stępia narzędzia
Ogólnie – sądzę, że niewiele mi dały dragi w grze. Zbyt wrażliwa, lękliwa, bojaźliwa osoba – na stymulantach zwiększenie, niepotrzebne, tych cech. Testowałem wszystkie opcje, różne dawki – trzeźwość jest niezwyciężona, błyskotliwa, nie popadasz w rutynę, tworzę na bazie, którą znam i swobodnie nią operuję.
No, ale kawa, do kilkugodzinnych ćwiczeń, jest zajebista. Czysto dopaminergiczne stymulanty są dość ok. Noradrenalina, wprowadza bojaźń, roztrzepanie, zamyka.
Tak to wygląda, gdy grasz od 15 lat, a od 6 szlifujesz swój styl.
virr pisze:WidzęWiecej widzi więcej niż większość !
Z drugiej strony, można to wszystko wiedzieć ("narkotyki, to dodatek do życia" itp.), olać sprawę i ćpać. Można być życiowym oszustem i bać się wyjść na prostą. Nie szukać jej.
Ćpanie daje zbyt wiele. Za darmo. Łatwa droga, konsekwencje widać po latach.
Zmiana Was uratuje, trzeba tylko chcieć
Przez przypadki?
Szpondzicie?
Szpońcicie
Szpondździcie
Szpondzijcię
szeszele
Szpoń ć i dziel(l)
demiurgia
posuń się Iwan
J/O(n)?
MiCHoł
m.i.on
energia, praca, materia, czas
tylko dobre rzeczy, misia, Odyseuszu, o mi?
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
Magiczne grzyby w walce z uzależnieniem od nikotyny - przełom czy obiecujący eksperyment?
Nowe badania sugerują, że psylocybina - substancja psychoaktywna zawarta w tzw. "magicznych grzybach" - w połączeniu z psychoterapią może znacząco zwiększyć skuteczność rzucania palenia. Choć wyniki są obiecujące, naukowcy podkreślają potrzebę dalszych badań.
Mieszkańcy protestują. Sklep z marihuaną blisko parku i autobusów szkolnych
Grupa rodziców ze Scarborough sprzeciwia się planom otwarcia sklepu z marihuaną, który – jak podkreślają – miałby powstać naprzeciwko ruchliwej strefy autobusów szkolnych.
Pozostałości nielegalnej destylarni whisky w szkockim Highlands
Dobrze, że wcześniej nie znalazła tego skarbówka, bo zniszczyłaby ten piękny kawałek historii. Na szczęście przetrwał i dostarczył silnego dowodu, że kamienna struktura w Ben Lawers National Nature Reserve służyła do nielegalnej produkcji whisky.
