Więcej informacji: Salvia Divinorum w Narkopedii [H]yperreala
Osobiście - nie nazwałbym salvi zabawą albo "recreation drug" (nie przychodzi mi do głowy sensowne tłumaczenie na PL). Poważnie - nie zamierzam nikogo straszyć, zachęcać czy zniechęcać ale salvia się po prostu nie nadaje do zabawy. Towarzysko jest do bani - sam nie wiem czy gorsze tutaj jest wyautowanie na tripie czy to, że lepiej jest tutaj podejść do tego w kameralnym gronie, które nie będzie przeszkadzać ale na pewno nie nadaje się to na imprezkę.
Drugą sprawą są same wizje, których się doświadcza... bywa różnie. Tych bardziej wstrząsających - w życiu bym nie porównał do wyskoczenia ze znajomymi na piwo, wódkę, MDMA czy koks albo czegokolwiek co zahacza o zabawę.
ps:
Grizz pisze:Fajna zabawa ale chyba na jeden raz dla mnie.
Od kilku lat czytuję to forum, chociaż się na nim nie udzielam. Ale teraz po doświadczeniach salvi dołączę swój opis.
Zaintrygował mnie też opis kolegi xgolotax, który wspomniał wrażenie suwaka. Ja opisuję to jako wir, ale rzeczywiście jest to rodzaj wiro-suwaka. Dokładnie wiem co masz na myśli ;-)
Ale do rzeczy...
1. Pierwszy raz. Nie mam bonga, a w fifce nie chcę palić. Szkoda salvi. Żuję susz. W efekcie lekki błogostan utrzymujący się jeszcze kilka, może kilkanaście godzin. Sympatyczny nastrój. Nie spodziewałem się zbyt wiele. Ale jest ok.
2. Drugi... Próbuję jednak w fifce, pluję zaciągając się suszem. Lekki bogostan. Generalnie strat czasu i salvi.
3. Bańka z żarówki. salvię podrzewam do pojawienia się dymu, który jest dość gryzący, ale rozrzedzony. Zaciągam się dwa razy, a może trzy. Czuję się niekomfortowo paląc w ten sposób. Efekt delikatny. To nie to, ale oswajam się z myślą o silniejszych doświadczeniach.
4. Bongo, zapalniczka, pół centymetra nabitej w nim salvi. Proszę salvię by była dla mnie uprzejma i delikatna jakbym przeczuwał co może się wydarzyć. A może to tylko jakiś niewysłowiny strach? Leżę na łóżku bez opiekuna. Zaciągam się dość słabo, może ze dwa razy. Odstawiam bongo. Tym razem pojawia się silniejszy efekt. Po raz pierwszy prawoskrętny wir mocy (wiro-suwak), przez który moja percepcja nieśmiało próbuje przenicować się na drugą stronę, ale nie przechodzi tam do końca. Trochę wygląda to tak jakbym wystartował helikopter, unoszę się nad lądowiskiem, ale ostatecznie nie odlatuję nigdzie dalej. Przy otwartych oczach wzory na pościeli wychodzą w przestrzeń przekształcając się w jakiś niepojęty sposób. Ale tym sposobem można zobaczyć jak równoległe światy współistnieją w tej samej przestrzeni bądąc nieznacznie tylko przesunięte względem siebie wibrując na falach swoich włsnych, energetycznych częstotliwości. Potrzeba znaleźć tylko jakaś moc i klucz do poruszania się między nimi. Jakiś portal. Odniosłem wrażenie jakby salvia pierwszy raz zaznaczyła w mojej swiadomości swoją osobistą obecność. Zaczynam uświadamiać sobie wcześniej ukryty dla mnie potencjał salvi.
5. Co prawda naczytałem się wsześniej i naoglądałem na temat salvi sporo, ale teoretyczna wiedza to nie jest to samo co bezpośrednie doświadczenie. Po ostatnim spotkaniu jestem już pod dużym wrażeniem mocy i potencjału salvi, chociaż wiem, że moja podróż dopiero się rozpoczyna... Czuję, że każdy następny raz może być silniejszym i głębszym przeżyciem.
Godzina 11:45. Nastrój mam dość dobry. Umiarkowanie ciepły, słoneczny dzień. Zacieniony pokój. Zorganizowałem dla siebie opiekuna. Niestety opiekun nie ma istotnego doświadczenia z salvią. To od niego kilka miesięcy wcześniej otrzymałem susz. Mimo swoich wcześniejszych doświadczeń m.in. z mj, grzybami, ayahuascą, peyotlem, LSD oraz kilkoma próbami z salvią, podświadomie czuję respekt i strach przed spotkaniem z salvią, strach który może być porównywany ze strachem przed śmiercią (choć jeszcze tego nie jestem świadomy zanim wir nie porwie mnie swoją siłą)! W sumie to dziwna rzecz. Teoretycznie wiem, że podróż trwa względnie krótko i nie natrafiłem do tej pory na informacje dotyczące zgonów z powodu przedawkowania salvi. A mimo to ten irracjonalny strach mnie nie opuszcza. Od pierwszego razu palę tę samą paczkę suszu, zmieszanego z niewielką domieszką extraktu 5x. Torebkę dostałem w prezencie od znanej mi osoby, która zrezygnowała z dalszej eksploracji doświadczeń po jednorazowym podejściu. salvia zakupiona i testowana w UK.
Niewielkiej wielkości bongo, palnik i warstwa około 1,5 centymetra nabitej do bonga salvi. Nie mam pojęcia jak to przypalać, czy po prostu ogień rozłożyć po suszu, czy podgrzać najpierw szkło i wtedy rozpalić salvię? Rozpalam bez wstępnego podgrzewania. Siadam na podłodze przy łóżku. Proszę opiekuna, żeby odebrał bongo po moim zaciągnięciu i reagował, gdyby z moim ciałem działo się coś niebezpiecznego, chociaż jak się później okazuje on sam pewnie jest trochę wystraszony i co przekałada się na jego nadopiekuńczość. Ale chyba lepsze to niż przesada w drugą stronę? Zamierzam wziąć dwa buchy. Mam nadzieję, że zdążę.
Płomień z palnika rozlewa się po powierzchni salvi. Wciągam pierwszy buch. Dym wydaje się być dość łagodny i niedrażniący w płucach, ale już po kilkunastu sekundach czuję, że salvia bierze mnie w swoje objęcia. "Zaczyna się. Wchodzi." - informuję opiekuna na co on reaguje próbą odebrania ode mnie bonga. "Nie. Zdążę jeszcze raz." - powstrzymuję go. Wypuszczam resztki dymu, zaciągam się ponownie. Oddaję bongo, podnoszę się i zataczam wokół siebie krąg niczym wirujący sufi, albo jakiś derwisz, zmierzając w kierunku łóżka. Porywa mnie ów prawoskrętny wir mocy, który już znam i w którym stopniowo zatracam wszelkie wyobrażenia na temat tego kim jestem w tym świacie. Odnoszę wrażenie jakbym pozostawiał za sobą wszystkie zobowiązania i relacje. "Wow! Wow, wow!"... powtarzam na głos nie mogąc wyjść z podziwu i zachwycając się intensywnością doświadczenia, które wyrywa mnie z dotychczasowej świadomości ego. Siły próbują przeciągnąć mnie na drugą stronę równoległej rzeczywistości. "Czy tak doświadcza się odczuć nieodwracalnej śmierci i przemijania?" - przechodzi mi przez świadomość. Zauważam, że opiekun próbuje mnie asekurować w drodze na łóżko. Nie jestem wcale przekonany czy to dobry pomysł. Czy ta asekuracja jest potrzebna? Postrzegam to jako walkę pomiędzy dwoma światami o moja przynależność. Tak czy inaczej opiekn staje się częścią mojego doświadczenia, przejścia na drugą stronę, ale w tym samym momencie zadaję sobie pytanie: "Czy on chce mnie przytrzymać w tym świecie, czy koleruje z mocami świata salvi? Po której on właściwie stronie stoi?". Pomimo świadomości otaczającego mnie towarzystwa, zarówno po jednej jak i po drugiej stronie, czuję egzystencjalną samotność. Jednocześnie czuję, jak istoty będące pomocnikami salvi próbują mi pomóc przekroczyć granicę. Z tym spostrzeżeniem pojawia się we mnie strach. Strach o utratę tego wszystkiego z czym się do tej pory utożsamiałem w moim życiu. W tej chwili tracę prawie całą zewnętrzną, świadomą kontrolę. Wir i jego moc, którego esencję tworzą pomocnicy salvi, pozbawia mnie świadomości mojego ciała, umysłu i ego. Resztkami świadomości ogarniam siebie jako istotę o rozmiarze pojedyńczego atomu. Jedyna moja tożsamość, o której teraz pamiętam, to ta, że jestem wieczna jaźnią podróżującą w niezmierzonym oceanie niepoznanej i niepojętej rzeczywistości. Z własnej bezsilności i w zaufaniu zaczynam w głębi swojego atomowego ja zwracać się do moich wiecznych opiekunów przy pomocy mantry, którą od nich otrzymałem. Po chwili zwracam się także do mojego fizycznego opiekuja, który fizycznie towarzyszy mi w pokoju - "Ok. W porządku." - daję mu znak żeby już mnie nie asekurował, gdyż odnosze wrażenie, że to rozprasza moją świadomość podróży. Po chwili opiekun zostawia mnie na łóżku.
Zatracając się w mocy salvi, realizuję, że nie jestem jeszcze gotowy na spotkanie z nią po drugiej stronie. Opieram się wirowi. Po chwili tracę świadomą oraz pamięć tu i teraz.
Nagle moja samoświadomść powraca. Wir mocy zaczyna odpuszczać. Jakby przyhamował. Siedzę na łóżku. Przyglądam się istotom, które spotkałem w wirze mocy, a które próbowały mnie przenieść na drugą stronę. Czuję respekt przed ich siłą, zainteresowanie ich światem i zarazem wdzięczność za ich wysiłki, i intencje. Nadchodzi czas pożegnania. "Jesteście super chłopaki! Na prawdę jesteście wspaniali! Dziękuję wam!" - wypowiadając głośno i intencjonalnie te słowa żegnam się z nimi zachęcając do kolejnego spotkania i ich asysty. A po chwili dodaję do opiekuna - "Już wracam". Stopniowo tożsamość mojej dawnej osobowości znów staje się oczywista. A jednak przeczucie mi podpowiada, że coś się niezauważalnie zmieniło.
12:25. Staje się dla mnie bardziej oczywistym moje ograniczenie spowodowane jakimś egzystencjalnym srachem, a może instynktem zamozachowawczym? Strach ostatecznie nie jest dobrym doradcą w podróżach, a z pewnością nie jest dobrym fundamentem budowania własnego spełnienia i szczęścia. Jest nad czym pracować :-)
Ogólnie przyjąłem 1 zmieszane z ziołem, co dało średni efekt, ale drugie bez zioła zmiotło mnie totalnie.
Nie da się ukryć, że to jeden z silniejszych psychodelików jaki przeze mnie przeszedł, robi wrażenie, ale szkoda, że tak krótko. I liczyłem na lepsze wizuale, ale tak warto. Minęło 3-3,5h i łeb nadal mnie boli jakbym miał kaca. Zdarza się to wam? AL-LAD porobi tak samo w następny piątek jak powinien? (150ug)
nie cytuj w całości postu, który znajduje się powyżej
Powód: wycięto cytat
Tu nie pisze się TR'ów, jest odpowiedni dział (trip note), lub neurogroove (stronka), efekty można oczywiście opisać ale bardziej zwięźle.
Czy normalne jest że salvia w moim przypadku dała działanie antydepresyjne i to na prawdę bardzo mocne. Paliłem ekstrakt 10x i jeszcze przez kilka następnych dni chodziłem bardzo pozytywnie nastawione do naszego gównianego świata, i to było takie bardzo naturalne, nawet antydepresanty miały lżejsze działanie i wyraźniej sztuczne, fałszywe.
Dlaczego legalizacja marihuany jest lepsza od depenalizacji czy dekryminalizacji?
Od daru bogów do codziennej ucieczki. Co antropologia mówi o naszym związku z alkoholem
Jest wyrok za sprzedawanie dopalaczy. "Brak pobłażania dla sprawców tego typu przestępstw"
Dwa lata więzienia za handel dopalaczami. Taki wyrok wydał lubelski sąd ws. Jakuba G. - właściciela sklepu, w którym sprzedawano „Cząstkę Boga”. Na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata została natomiast skazana ekspedientka Patrycja M.
Nastolatki używające marihuany mają podwojone ryzyko poważnych zaburzeń psychicznych
Nastolatki używające marihuany mogą mieć w przyszłości aż dwukrotnie wyższe ryzyko rozwoju zaburzeń psychotycznych i choroby afektywnej dwubiegunowej - wynika z dużego badania opublikowanego w „JAMA Health Forum”.
Marihuana pod kontrolą czy na sprzedaż? Badanie pokazuje różnicę
Debata o marihuanie zwykle sprowadza się do prostego pytania: legalizować czy nie? Analiza opublikowana w The Lancet Psychiatry wskazuje jednak, że ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, jak wprowadzona jest legalizacja.
