Luźne dyskusje na tematy związane z substancjami psychoaktywnymi.
ODPOWIEDZ
Posty: 367 • Strona 9 z 37
  • 3854 / 316 / 0
Z cyklu: Alkoholowe pojebizmy vol.2:

Piękne, majowe popołudnie roku pańskiego 2011. Korzystając z nadwyżki nudy, zadzwoniłem do najlepszego kumpla z pytaniem co robi. Normalnie nie lubię, kiedy ktoś odpowiada mi pytaniem na pytanie, ale oczywiście są wyjątki. Kontra ze znakiem zapytaniu na końcu brzmiała: Chlejesz z nami wódę ? Dwa razy nie trzeba było mi powtarzać. Po kilku minutach znajduję się już na skarpie, nieopodal naszego blokowiska.
Konsumentów wody ognistej - sztuk 3 + jeden trzeźwy towarzysz. Na pierwszy ogień idzie litr oryginalnego, ukraińskiego Nemiroffa. Gorzałka wchodzi jak woda, humory coraz lepsze, ale wiadomo - nadal mało. Wysyłamy trzeźwego kompana po 0.7 l.
Przy 'krowie' we łbie kotłuje się coraz bardziej. Kumpel wylewa resztkę popity na 'trzeźwiaka', bo ten go rzekomo czymś wkurwił. Dobra, dobra. Tylko czym ja kurwa mam teraz popić ? Po chwili wpadam na genialny pomysł, i mówię: 'A chuj tam, zagryzę portfelem !'. Oczywiście nie swoim, tylko tego kolesia, przez którego reszta popity się zmarnowała.
Dokończyliśmy to zero-siedem, i z nie wiadomych przyczyn staję na szczycie kilkudziesięciometrowego pagórka, rozkładam ręce jak Jezus nad Rio, i krzyczę do kumpla: 'No zajeb mi z buta w klatę ! Jesteś taką pizdą, że mi nie zajebiesz ?!'.
Dobrze, że ziom nie przystał na spełnienie moich żądań, ale grawitacja i tak nie była po mojej stronie. Turlam się kilkanaście metrów w dół. Kilka prób wspinaczki kończy się niepowodzeniem. Gdy docieram na górę jestem tak zdyszany, że odchodzi mi ochota na nadstawianie klaty.
Towarzystwo się rozchodzi, więc trzeba wstąpić do domu, aby coś przekąsić. Robię sobie sznytkę chleba, a mamuśka widząc mój stan mówi, żebym zostawił klucze, bo niechybnie je zgubię. W tym momencie, nie wiedzieć czemu, wstępuje we mnie wściekłość. Cisnąłem kluczami o stół z nieziemską siłą, wrzeszcząc przy tym, że jak chcą to mogę się wyprowadzić, że nie potrzebuje ich, i takie tam inne pojebaństwa.
Wybiegam z domu z kanapką w ręce. Chcę otworzyć drzwi klatki w westernowym stylu, ale niestety, mylę kolejność. Zamiast najpierw otworzyć je klamką, a później wprawić w ruch kopem, dostają soczystego strzała z podeszwy, i w ułamku sekundy pojawia się piękna pajęczynka. Wybiegam na osiedle. W drodze na ławkę gdzie przesiadują znajomi wykopuję dzieciakom piłkę, bo ta przecięła trajektorię mojego lotu. Oprócz tego, wyganiam jakieś małolaty, które siedziały na ławce obok. Nie zagrzewam tam jednak długo miejsca, bo adrenalina chce nieść mnie gdzie indziej. Idę w kierunku lasu (jakieś 2 km), i po jakimś czasie dociera do mnie, co odjebałem w domu. Płyną łzy, oraz pojebana myśl - ja chcę kurwa umrzeć. Kładę się na ściółce naiwnie myśląc, że jak zasnę, to już się nie obudzę. Niestety, mrówki chciały mnie utrzymać przy życiu, kręcąc się w moich nogawkach, jak gówno w przeręblu. Myślę: A chuj tam. Może warto jednak wytrzeźwieć ? Całą drogę wracam środkiem jezdni, tańcząc do jakiejś przypadkowej nuty lecącej z telefonu.

Na drugi dzień nie wiem, który kac jest mocniejszy. Ten moralny, czy fizyczny ? Pewnie ten moralny, ale fizycznie też nie było najlepiej. Całe szczęście, że nikt nie wiedział, kto tak pięknie potraktował szybę na klatce ;]
Uwaga! Użytkownik Procent jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 825 / 14 / 0
Zaciągnąłem ręczny hamulec w stojącym pociągu, co się okazało zatrzymałem go tam na dobre kilkadziedziesiąt minut. Najgorsze było późniejsze kilkugodzinne czekanie nas, zabunkrowanych w jakichś krzkach na polu. Na kogoś kto nas odbierze, na mrozie, bez szluga o jednym piwku.
Całą sytuacja spowodowały kanary które dojebali się się że kumpel jedzie na ulgowym i nie ma legitymacji. Do dziś przypomina mi się scenka z kierownikiem pociągu krzyczącym za nami " dziesińć minut - pińć tysiency, "
  • 562 / 29 / 0
Bywałam życzliwa, i uprzejma dla osoby dla której uważam że być taka nie powinnam.
Więcej grzechów nie pamiętam, takie od których czuję się po przypomnieniu jakby ktoś polał mnie gorącą kawą robiłam raczej na trzeźwo, w czasach gdy narkotyki znałam jedynie z telewizji.
Uwaga! Użytkownik skatofagi nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 141 / 2 / 0
czterdziescidwa pisze:

tak, zdaję sobie sprawę,że większość z was po przeczytaniu tego posta będzie totalnie gardzić moją osobąi
Zgadza się. Zabij się, tępa szmato :)
  • 1180 / 5 / 0
Przestań tak się zwracać. Mi się tam podobał post czterdzieścidwa.
  • 658 / 10 / 0
Na studiach w wawie mieszkałem raz w mieszkaniu z 4 panienkami. Spokój i cisza. Mieliśmy zajebisty prysznic z hydromasażem i z tego względu urządzałem sobie co jakiś czas relaksujące kąpiele ;-) oczywiście będąc dobrze urobionym. Pewnego razu do standardowego zestawu substancji dołączył zolpidem.
Prysznic był bardzo przyjemny, ale po wyjściu spod prysznica coś się zmieniło. Nagle przestała mi przeszkadzać nagość. Wylazłem z prysznica, a że był czerwiec i było ciepło to po co mi nawet ręcznik? :-D
Paradowałem sobie po domu na waleta, dziewczyny speszone pouciekały do pokojów, a ja jak wytrzeźwiałem to zrobiłem facepalm stulecia :-D
All I can do is just pour some tea for two
And speak my point of view,
But it's not sane...
  • 343 / 8 / 0
Najgorsza czy najgłupsza?

Bo zdecydowanie głupim pomysłem było będąc pod wpływem paru piwek i blantów, wzięcie 100mg DiPT "bo sie fajnie muzyki posłucha"

Dopiero alpra pomogła xD

Przede wszystkim zaskoczył mnie DiPT bo nie spodziewałem się po nim mentalnego klapsa, ale chyba w końcu dotarło do mnie, żeby w stanach grubszego zdebilenia alkoholowo - trawkowego
nie tykać się psychodelików. Zdecydowanie chujowy miks i dla ciała i dla umysłu
  • 2652 / 387 / 0
Nie miałam jakiejś tam konkretnej, przypałowej sytuacji, którą mogłabym okrzyknąć mianem najgorszej, ale dość często wpadam na pomysł żeby wyjść z domu i noddować w jakimś miłym miejscu. Idę zazwyczaj do jakiejś restauracji, fast-foodu i ogólnie gdzieś, gdzie nawiążę z kimś kontakt bo "miło się rozmawia wtedy z ludźmi i w ogóle są tacy mięciutcy", zamawiam sobie coś, babka za ladą się na mnie patrzy, widzi że jestem mocno napruta, a ja się do niej miło uśmiecham. Potem idę do kibelka i tam już nikt inny nie wejdzie, bo ja muszę sobie posiedzieć i ponoddować, pomyśleć nad egzystencją.
Uwaga! Użytkownik Blue_Berry jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 1957 / 230 / 0
Już gdzieś pisałem o moich sylwestrowych wyczynach, ale myślę, że warto je tutaj wpisać. Mianowicie - Chciałem wziąć na sylwestra kryształ MDMA ale że nikt (prócz mnie ofc) nie chciał ćpać to sobie odpuściłem. Spędzałem sylwestra w lokalu, w gronie znajomych i nieznajomych. Zabrałem 3 sztuki palenia i kupiłem sobie krowe wódki na głowe, popijałem kulturalnie i kiedy flaszka dochodziła do połowy już zaczynałem czuć się pijany... Dalsza opowieść to sklejka z niewyraźnych wspomnień i opowiadań znajomych. Jakoś jeszcze przed 12 miałem taką petardę, że się wyjebałem na podłogę rozbijając przy tym szklanki ze stołu. Jakiś wysoki koleś chciał mnie wypierdolić z imprezy, a ja się z nim szarpałem. Moja wódka już była na dnie, wziąłem whisky kumpla i piłem z gwinta. Na 12 poszliśmy na rynek oglądać petardy, znajomy który miał mnie pilnować musiał mnie bronić bo wyrwałem komuś obcemu petardę z ręki i nie chciałem oddać. Potem zabrałem znajomej drinka i go wypiłem - na następny dzień dowiedziałem się, że były tam rozpuszczone kryształki MDMA i feta. Następnie nagle coś mi odjebało i poszedłem... Gdzie dokładnie wtedy chciałem iść? Tego nikt nie wie, aczkolwiek zbyt daleko nie powędrowałem, gdyż tuż za rogiem stał radiowóz, odlałem się na widoku policjantów i chwiejnym krokiem poszedłem w ich kierunku. Musiałem mieć naprawdę niezłą rakiete bo idąc opierałem się ręką o ten radiowóz, i to już była przeginka więc wylądowałem na komisariacie, gdzie naćpany kryształami wkręcałem jakiemuś starszemu policjantowi, że chciałbym zostać policjantem. Musiałem mieć bardzo dobrą gadkę bo nie dostałem mandatu (chwała MDMA). Wszystko dobrze się skończyło, mogli się zczaić żem naćpany, albo znaleźć przy mnie trzy sztuki palenia, których los pozostanie dla mnie tajemnicą już na zawsze.
Uwaga! Użytkownik MartwyNarkoman nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 992 / 17 / 0
Po zjedzeniu 3-MMC i 6-APDB dostałem z przyjaciółmi takiego crasha, że heeeej. Jakby z nieba spierdolić się w piekło. Co jak co, przez godzinke euforia nie z tej ziemi. A potem? Hmm. Wpadłem chyba ja na pomysł, by na takiej zwale dojebać 25I-NBOMe donosowo, I dopalać AKB48 w ilościach po 100mg naraz. Efekt? Jeden znajomy od wazo prawie umarł, inni przeżyli wielkie katusze psychiczne, a ja przez AKB48 przespałem 3 dni.
Od tamtej pory już wiem, że jak się źle czuje, albo mam zwałe, to broń Boże nie jem psychodelików. A trip był mega-chujowy.
SHHHHHEEEEEEEEIIIITT
ODPOWIEDZ
Posty: 367 • Strona 9 z 37
Artykuły
Newsy
[img]
Ogromny transport kokainy. Narkotyki za 19 mln zł ukryto w złomie

Ponad 350 kg kokainy o czarnorynkowej wartości przekraczającej 19 mln zł przechwycili funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej w Gdyni. Narkotyki były ukryte wewnątrz ciężkich metalowych elementów znajdujących się w kontenerach ze złomem. Śledztwo w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.

[img]
Ekspert: Środki psychoaktywne zwiększają ryzyko schizofrenii

Specjaliści zauważają radykalny przyrost liczby pacjentów ze schizofrenią i innymi zaburzeniami psychotycznymi, wśród osób, które wcześniej przyjmowały środki psychoaktywne. Z dr hab. n. med. Pawłem Krukowem rozmawia Lilianna Kaczmarczyk.

[img]
Marihuana w Norwegii — odrzucona reforma i to, co zrobiły sądy

Norwegia odrzuciła dekryminalizację w parlamencie, a rok później jej Sąd Najwyższy w praktyce złagodził karanie za posiadanie na własny użytek. To rzadki przypadek, w którym sądy poszły dalej niż ustawodawca.