Bzdura, a raczej stereotyp, jakich winieneś się wystrzegać. Od czegoś trzeba zacząć, zważywszy, że można pod wpływem psychodelicznego uniesienia zwrócić się w stronę zen, dlaczego nie można bębniąc naćpanym doświadczyć jednoczącej miłości dla reszty plemienia? Czy faktycznie praktyka szamana wymaga lat doświadczeń i inicjacji, czy raczej kolejni po inicjacji i latach doświadczeń szamani są wynikiem praktyki?? Czy szamanizm jest powszechny dlatego, że wymaga lat doświadczeń i inicjacji i szedł przekazem od plemion do plemion, z pokoleń na pokolenia, czy raczej dlatego, że wszędzie we wszystkich lasach ziemskiego globu znalazły się naćpane ręce walące w co popadnie (aż w bęben)?? Czy szamanizm jest "syntetyczny", "narzucany", czy naturalny i pierwotny, jest czymś co wyskoczy u "każdego", wszędzie o ile pojawią się ku temu warunki i potrzeba?
"szamanizm istnieje autentycznie tylko w kontekście plemiennym, uniwersalizowanie tych technik jest równoznaczne z zatraceniem ich esencji i tępym naśladownictwem."
No, plemion akurat mamy bez liku, zajrzyj do sejmu, przejdź się po "dzielni". Chyba że mówisz o kontekście obcowania z naturą.
Od czegoś trzeba zacząć, zważywszy, że można pod wpływem psychodelicznego uniesienia zwrócić się w stronę zen, dlaczego nie można bębniąc naćpanym doświadczyć jednoczącej miłości dla reszty plemienia?
Zen różni się od szamanizmu - zen to religijność uniwersalna, szamanizm realnie istnieje tylko w plemieniu, nie jest dla wszystkich. Każdy szaman z powyższych terenów jak mu powiesz o "miejskim" szamaniźmie śmieje się do rozpuku ;-) Prawdziwy szaman nigdy nie jest dla siebie, tylko dla plemienia, by służyć i bronić swoich ludzi. Zostaje wybrany przez Bóstwo lub ducha, przeżywa własną śmierć w bardzo "ostrych" okolicznościach. Posiada szamańskie predyspozycje od urodzenia albo jest potomkiem szamana plemienia. Dużo by wymieniać...
Grupy społeczne =/= plemiona, wspólnoty tradycyjne. Np. Mazatekowie =/= posłowie.
feydewey pisze:Swoją wiedzę na temat szamanizmu opieram na kontaktach z osobami, które przez lata obcowały z szamanami na kontynencie amerykańskim, na terytoriach syberyjskich i w Australii.
feydewey pisze:Od czegoś trzeba zacząć, zważywszy, że można pod wpływem psychodelicznego uniesienia zwrócić się w stronę zen, dlaczego nie można bębniąc naćpanym doświadczyć jednoczącej miłości dla reszty plemienia?
Zen różni się od szamanizmu - zen to religijność uniwersalna, szamanizm realnie istnieje tylko w plemieniu, nie jest dla wszystkich. Każdy szaman z powyższych terenów jak mu powiesz o "miejskim" szamaniźmie śmieje się do rozpuku ;-)
feydewey pisze:Prawdziwy szaman nigdy nie jest dla siebie, tylko dla plemienia, by służyć i bronić swoich ludzi. Zostaje wybrany przez Bóstwo lub ducha, przeżywa własną śmierć w bardzo "ostrych" okolicznościach. Posiada szamańskie predyspozycje od urodzenia albo jest potomkiem szamana plemienia. Dużo by wymieniać...
..::Abli::.. pisze: Nie chodziło mi tyle o to jaki jest zen, a jaki szamanizm, tylko o to, że skoro z doświadczenia psychodelicznego u kogoś nieobeznanego może płynąć ukierunkowanie na "wartości" zen (tak Ciebie zrozumiałem), to dlaczego nie miało by płynąć ukierunkowanie na autentyczny szamanizm, bez inicjacji, bez najdrobniejszej wiedzy o nim, hm?
Czy wszelka intensywna choroba umysłowa jest wynikiem "powołania", a chorzy cierpią nie ze względu na duchy a brak prawdziwego zrównoważenia (inicjacji) w świecie ucywilizowanym?
Choroby umysłowe nie są stricte wynikiem powołania - są raczej predyspozycjami, zwiastunami takiego powołania, znakiem że "coś się dzieje" - wybór czy objawienie bóstwa lub ducha jest odrębny od rozregulowań umysłowych. Często też osoby, które zaczynają szamanić, po przeżyciu swojej śmierci (szaman to nowy człowiek, ma nowe ciało, na nowo się rodzi etc) i rozpoczęciu szamańskiej wędrówki przestają mieć kłopoty z psychiką. Podkreśla się też, że te rozstrojenia umysłowe, dziwne skłonności, występują od zawsze, albo uderzają nagle w mocnym kryzysie - nie są uwarunkowane społecznie.
Kiedyś wyprowadzono teorię, że szamanizm jest powiązany z tzw. (ale chyba przekręcam nazwę) "szaleństwem śniegu" z uwagi na monotonny krajobraz terenów Syberyjskich czy okołobiegunowych. Ale to do czasu, aż odkryto bardzo podobne/takie same symptomy np. w puszczy amazońskiej albo w Australii.
Nie chodziło mi tyle o to jaki jest zen, a jaki szamanizm, tylko o to, że skoro z doświadczenia psychodelicznego u kogoś nieobeznanego może płynąć ukierunkowanie na "wartości" zen (tak Ciebie zrozumiałem), to dlaczego nie miało by płynąć ukierunkowanie na autentyczny szamanizm, bez inicjacji, bez najdrobniejszej wiedzy o nim, hm? Lub ściślej - dlaczego proste doświadczenie psychodeliczne nie może stać na równi z podróżą szamana?
Mój wykładowca powiedział tak: można się naćpać, mieć odlot, ok. Aborygeni próbowali mu podać specyfiki czy techniki, które napewno doprowadziłyby do mocnego doświadczenia psychedelicznego. Ale to jest stan nietrwały, ograniczony czasowo i wzbudzany przez specyfik. Można osiągnąć ekstazę, na trzeźwo czy po narkotykach, ale szaman nieustannie trwa w ekstazie. Nieustannie żyje i działa w dwóch światach. Droga do rozpoczęcia tej wędrówki jest bardzo specyficzna i wyjątkowa, przekracza doświadczenia psychedeliczne, mimo, że te się w niej zawierają. Zauważ; droga do rozpoczęcia Drogi. droga (z małej litery) do wejścia na Drogę może być pełna fajerwerków, cudów, i autentycznego rozwoju, nie jest to jednak szamanizm sensu stricto.
Szaman to człowiek, który potrafi podnosić niesamowite ciężary, przebija sobie ciało bez szwanku (ze słowami: popatrz, to ciało jest martwe), ogólnie przebywając z szamanami można odnieść wrażenie, że są niezniszczalni, i daleko wykracza to poza iluzoryczne triki, z tego, co słyszałem i czytałem. Ciało szamana jest martwe - bo ma nowe ciało. Jego JA jest martwe, bo umarło. Szaman jest kimś innym od kandydata na szamana, to nowy człowiek.
Dobra tylko skąd wiedzieć co jest jeszcze najczystszym szamanizmem a co już odstępstwem w granicach trudności rozróżnienia?
Jak wyżej napisałem: realny szamanizm istnieje TYLKO w kontekście plemiennym. Techniki szamańskie można stosować i daje to różne ciekawe efekty, ok. Ale to nie jest szamanizm. Tak samo powiedzmy zabawa w kierowcę rajdowego, niezależnie od wczucia się i możliwości wyobraźni, nie jest faktycznym wyścigiem rajdowym.
Wszak te przymioty które wymieniasz można np odnieść do... głowy rodziny...
Pokolenie: dodajmy jeszcze antropologa Jamesa (bodaj) Harnera, który napisał książkę "Droga szamana", podobna metoda co Castanieda.
Jeżeli szaman jest taki Wybrany to po co zabiera ze sobą współplemieńców? Czy szaman nie ma na tyle "władzy" i "wpływów" by dokonać uzdrowienia i sharmonizowania bez udziału pozostalych? Wszak szaman podaje niejednokrotnie ten sam katalizator współplemieńcom i poprzez pieśń, która jest mapą niematerialnej relacji zabiera ich z sobą w wędrówkę. Dzieli z nimi swoje doświadczenie, obcowanie z pewnym obszarem.
Jeżeli tak jest, że szaman MOŻE jak przewodnik poprowadzić GDZIE CHCE to czy profani mają doświadczenie szamanistyczne?
I drugie, skoro szaman nieustannie trwa w ekstazie to po co katalizatory ekstazy i techniki wprowadzania?
[ external image ]
Jeżeli szaman jest taki Wybrany to po co zabiera ze sobą współplemieńców?
Wszak szaman podaje niejednokrotnie ten sam katalizator współplemieńcom i poprzez pieśń, która jest mapą niematerialnej relacji zabiera ich z sobą w wędrówkę. Dzieli z nimi swoje doświadczenie, obcowanie z pewnym obszarem.
pokolenie Ł.K. pisze:...
@rrd, ostatnio miewam podobnie, bo faktycznie w pewnych kwestiach jestem bardzo w dupie. Po prostu nie ćpać, tylko się ogarnąć, czego Tobie i sobie życzę :)
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
Psychologia w codziennym życiu: psychodeliczny zwrot
Kiedy Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze w sprawie substancji psychodelicznych, internet eksplodował szybciej niż jakakolwiek konferencja prasowa. Nagłówki w mediach społecznościowych migały o „legalizacji narkotyków”, „rewolucji psychodelicznej” i „końcu tradycyjnej psychiatrii”. W rzeczywistości, jak podkreślały NPR (npr.org) i PBS, dokument nie legalizuje żadnej substancji. Przyspiesza on natomiast procesy badawcze, skraca ścieżki regulacyjne FDA i toruje drogę do szerszego stosowania rozszerzonego dostępu w przypadkach poważnych chorób psychicznych, gdzie inne metody zawiodły. Jednak w dobie natychmiastowych emocji to nie fakty, a pierwsze wrażenia decydują o reakcji ludzi.
Pozostałości nielegalnej destylarni whisky w szkockim Highlands
Dobrze, że wcześniej nie znalazła tego skarbówka, bo zniszczyłaby ten piękny kawałek historii. Na szczęście przetrwał i dostarczył silnego dowodu, że kamienna struktura w Ben Lawers National Nature Reserve służyła do nielegalnej produkcji whisky.
Farmakoterapia przewlekłego bólu w USA – nowy i nie do końca bezpieczny wzorzec
Okryte złą sławą leki opioidowe przez lata stanowiły w USA. fundament farmakoterapii przewlekłych dolegliwości bólowych. Naukowcy z Uniwersytetu Michigan zdecydowali się sprawdzić czy opioidy są nadal tak często wykorzystywane w leczeniu chronicznego bólu.