...czyli jak podejść do odstawienia i możliwie zminimalizować jego konsekwencje
ODPOWIEDZ
Posty: 14 • Strona 1 z 2
  • 375 / 102 / 0
Wiadomo, że odtrucie to dopiero początek bardzo długiej drogi ku trzeźwości (teoretycznie). Ja sama jestem w terapii (z pewnymi przerwami) od 2005 roku. Najpierw rok byłam w jednym ośrodku dziennym opartym na społeczności terapeutycznej, gdzie trafiłam po heroinowym ciągu. Później tam posypała się społeczność i terapeuci, więc przeszłam do innego również dziennego, gdzie skończyłam terapię. Łącznie siedziałam w tych ośrodkach 2 lata. Potem popłynęłam i trafiłam na słynną Dzielną :trucizna: , gdzie chodziłam na terapię indywidualną oraz na grupową. I znowu tam się leczyłam z1,5 roku. Później zaczęłam psychoterapię już nie związaną z uzależnieniem (poznawczo - behawioralną). Jedną, Drugą. W czasie drugiej już całkowicie płynęłam, ale dużo rzeczy mimo to przynajmniej poznawczo sobie poukładałam. No i teraz. Teraz od 8 miesięcy jestem znowu na psychoterapii, tylko że w nurcie integracyjnym i moja psychoterapeutka jest również specjalistką terapii uzależnień i praktycznie utrzymuję trzeźwość dwoma lub trzema wpadkami. Mam takie poczucie, że chyba w końcu po tych 14 latach w końcu znalazłam terapeutkę, który pomoże mi się naprawić.

A jak u was wyglądała/ wygląda terapia? Ile trwała? Grupowa? Indywidualna? AA? AN? Jak wyglądają wasze relacje z terapeutami (formalne czy bliskie)?
Uwaga! Użytkownik drmjp nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 977 / 223 / 0
Ja trafiłem na terapię uzależnień po ostrych ciągach na benzodiazepinach, dodatkowo przesadzałem ze stymulantami, dochodziły też inne substancje (chociaż te brałem weekendowo), ale i tak organizm zaczął się psuć, tu problemy z sercem, tam problemy z uchem, bóle głowy, różne sensacje żołądkowe, a przede wszystkim potworne spadki nastrojów i stany depresyjne. Miałem świadomość że jest źle, ale bałem się iść na terapię, ostatecznie planowałem popełnić samobójstwo, bo już sobie totalnie nie radziłem z uzależnieniem, wiele razy próbowałem odstawiać benzo, raz trafiłem do szpitala z padaczką, niezliczoną ilość razy próbowałem "brać okazjonalnie" co oczywiście kończyło się tylko ciągami, sypało mi się w życiu wszystko, zdrowie, praca, relacje ze znajomymi, z rodziną...
Zostałem benzo wrakiem dla którego liczyły się tylko tabletki. W końcu trafiłem na dzienny oddział leczenia uzależnień (zajęcia trwały około 6 godzin, a potem do domu), nie brałem nic, trzymałem się mocnego postanowienia że z tego wyjdę. Ośrodek to była dla mnie rewolucja, zobaczyłem tam ludzi który są w takim samym gównie jak ja (większość to byli alkoholicy, ale mechanizm działania jest ten sam). W ośrodku dają narzędzia, jak sobie radzić z głodami, jak się zachowywać by nie zaćpać, nie zapić, pokazują mechanizmy którymi kierują człowieka do brania narkotyków, pomagają w znajdywaniu zainteresowań, uczą rozmawiać o emocjach, o uczuciach, na nowo uczyłem się porozumiewać z drugim człowiekiem, pokazują życie na nawo. Trzeźwe życie które jest na prawdę całkiem fajne. Oczywiście istotny jest element zaangażowania w terapię. Jeśli nie będziesz chciał z tego wyjść to żadna siłą Cię nie zmusi.
Wróciłem do hobby które udało mi się połączyć z pracą, w końcu po 10 latach nie jestem sam, znalazłem dziewczynę z którą całkiem fajnie się układa, poprawiły mi się stosunki z rodziną, ze znajomymi może mniej, ale to też wynika z tego że jestem zamkniętą osobą ze sporym naciskiem na introwertyzm i nie jest mi to aż tak potrzebne. Zacząłem uprawiać sport, biegam, trochę ćwiczę siłowo, czasem wyskoczę na rower, niby nic specjalnego, ale takie małe rzeczy zaczynają człowieka cieszyć, poradziłem sobie także z fobią społeczną (terapia behawioralno-poznawcza).

Teoretycznie mój okres trzeźwości trwa prawie 5 lat z jednym poważnym potknięciem na początku terapii (po zakończeniu 3msc terapii wpadłem w tygodniowy ciąg na benzo, pozbierałem się i poszedłem na kolejne 3msc terapii, a potem rozpocząłem terapię indywidualną). Terapeuci byli świetni, naprawdę fantastyczni ludzi ze sporą wiedzą którzy potrafili wiele rzeczy dostrzec których ja sam nie widziałem. Przez 5 lat byłem trzeźwy, aż do dzisiaj...Benzodiazepin co prawda nie biorę, bo wiem że jak z nimi zacznę to będę w dupie, ale przez ostatni miesiąc miałem 3 razy kontakt z psychodelikami i przerobiłem 50ml BDO (tego ostatniego pewnie już nie tknę więcej, bo było beznadziejne). Mam świadomość że stąpam po kruchym lodzie i o ile same psychodeliki nie mają jakiegoś dużego potencjału uzależniającego tak wyraźnie widzę że głody dały o sobie znać. Rozsądek podpowiada że należy się z tego wycofać i wylogować z tego forum raz jeszcze zanim wdepnę w jakieś nowe gówno...

Ogólnie jeśli ktoś próbuje zerwać z nałogiem polecam też zerwać z tym forum, zaglądanie tutaj to prosta droga aby wywołać głód narkotykowy i zaćpać.
  • 375 / 102 / 0
Mi pierwszy ośrodek też bardzo pomógł. System również był podobny - przychodziliśmy tam od ok 14 i siedzieliśmy do 20. Dla mnie najważniejsza była relacja terapeutyczna w społeczności. W największy ciąg poleciałam po śmierci matki, która sama mnie wychowywała. Zostałam praktycznie sama mając 17 lat. No i w społeczności znalazłam osoby, którym, jak się okazało na mnie zależało. Ok 3 miesięcy od podjęcia leczenia (tak na prawdę wymuszonego, przez brata mojej matki) miałam ok tygodniowy heroinowy ciąg. Zrobili mi testy i wszystko wyszło. I wtedy mój taki "przybrany starszy brat" ze społeczności, również uzależniony od heroiny, kawał chłopa (wiecie o co chodzi) jak się dowiedział, że poleciałam to wziął mnie do osobnego pomieszczenia i zaczął płakać i mówić, że mu na mnie bardzo zależy, że jestem dla niego jak siostra i że nie chce żeby coś złego się stało. I od tego momentu, kiedy poczułam się dla kogoś ważna już z całą świadomością, zaangażowaniem i chęcią zaczęłam się leczyć. Byłam trzeźwa prawie 2 lata.
Uwaga! Użytkownik drmjp nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 2198 / 715 / 0
Obie kilka tygodni. Pierwsza skończyła się bo przyćpałem i idąc za przyjętą zasadą szczerości i otwartości powiedziałem o tym pani terapeutce. Odmówiła dalszej współpracy to się zawinąłem grzać dalej.
Druga to było harde pranie mózgu, "ciekawe" dyskusje się pojawiały, gdzie ja podawałem logiczne argumenty i fakty, a ona tylko powtarzała wyuczone formułki oparte na anegdotycznych dowodach. Poza tym szybko zrozumiałem że żyjemy w zbyt różnych światach żeby się zrozumieć. Ona coś radzi o informowaniu przyjaciół i rodziny o swoim uzależnieniu żeby tworzyć jakieś wsparcie, ja nawet nie wiem czy więcej niż 5 razy w tym roku rozmawiałem irl z kimś z poza pracy. Ogólnie to nawet przed uzależnieniem nie pasowałem do niczego na tym świecie więc tak średnio sobie wyobrażałem potencjalną przyszłość którą mi przedstawiała. Innym razem mówiła o kontrolowaniu emocji, a jedyne co od dłuższego czasu zdarza mi się poczuć to gniew i znudzenie. Jeszcze kiedyś bełkotała o segregowaniu myśli na złe i dobre, no kurwa mać. Złe i dobre to jakieś myślenie na poziomie 5 letniego dziecka, każdy może sam sobie zdefiniować tejak pojęcia albo w ogóle nie czuć się na siłach ocenić co jest jakie. Któregoś dnia mnie olśniło i skumałem że to jak rozmowa z moją babcią o kartach graficznych i procesorach i nie ma to sensu.

Zabawny bonus: druga terapeutka mówiła ciągle o tym że uzależnienie to choroba. Skoro tak to może jakieś leki? Wyjechałem z buprą, niechętnie ale odesłała do psychiatry w tym samym budynku. Jakimś cudem udało się dostać na wizytę w tym samym tygodniu. Tylko że ten psychiatra nawet nie wiedział kim ona jest, a potem stwierdził że on się na tym nie zna i nie będzie brał odpowiedzialności. Protip: czasem nie robiąc czegoś też ponosi się odpowiedzialność za skutki tej decyzji.
Teraz od prawie 2 tyg jestem na śmiesznych dawkach bupry (0,4-0,6/dzień) i innych opio nie ruszam. Benzo ostatni raz brałem jakoś tydzień temu. Inne dragi to z parę miesięcy temu. Polecam terapie.
Autor tego posta jest żywym (?) przykładem że selekcja naturalna nie działa.
Nie bierzcie moich rad poważnie, konsultujcie to z bardziej obeznanymi osobami a najlepiej lekarzem. Słuchacie mnie na własną odpowiedzialność.
  • 317 / 78 / 0
Terapeutka przerwała Ci terapię bo przyćpałeś? Ale co, mieliście jakiś "kontrakt" wczesniej podpisany/ustalony, że jak przyćpiesz to do widzenia czy tak po prostu stwierdziła, że nie chce z Tobą współpracować?
Sama mam teraz ten sam problem, tydzień temu się złamałam, poszedł 3 dniowy ciąg, postraszyłeś mnie, nie powiem. Trzymam się tej terapii jak tonący brzytwy, jak tego mi zabraknie to polecę już całkiem.
  • 2198 / 715 / 0
No mniej więcej taką mieliśmy umowę, tzn. oczywiście nie zakładałem z góry wpadki, ale statystyki są jakie są. Kiepski motyw bo myślę że akurat wtedy osoba uzależniona potrzebuje wsparcia najbardziej.
Autor tego posta jest żywym (?) przykładem że selekcja naturalna nie działa.
Nie bierzcie moich rad poważnie, konsultujcie to z bardziej obeznanymi osobami a najlepiej lekarzem. Słuchacie mnie na własną odpowiedzialność.
  • 375 / 102 / 0
To chyba jakaś chyba stara szkoła. Jeszcze w terapii grupowej wywalenie z grupy, bo ćpający delikwent może stanowić zagrożenie dla trzeźwości innych, ale żeby wywalać z indywidualnej terapii, to jakieś dziwne podejście tak jak piszesz.
Uwaga! Użytkownik drmjp nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 2199 / 276 / 0
Ja miałem okazję uczęszczać na odział dzienny 2miesące + nawroty 2 miesiące + pogłębiona 6 miesięcy i powiem tak pomogło jakoś tam terapełci naprawdę kawał dobrej roboty odwalil. Z terapii grupowej wyciągnąłem najwięcej wniosków i naprawdę była przeprowadzona w mega profesjonalnie.
Co do indywidualnej:
1. Pierwsza moja terapeutka chyba na 1 lub 2 spotkaniu powiedziała mi żebym szanował je czas bo spotkanie z nią będzie w niedługim czasie kosztować 250 zł i skończyło się na 2 lub 3 spotkaniach.

2. Laska z rok lub dwa po studiach tu się zaczęło jej praca w tej przychodni to była istna szyderca. Laska uczyła się na mnie zawodu. Ja to odebrałem jako brak szacunku dla mnie jako pacjenta gość który przez 10lat ma doczynienia z narkotykami 5 lat eksperymentów + 4 lata ostrego walenia stimów przebadanych ponad 400 substancji psychoaktywnych. Dla mnie to było słabe ale pasowało mi to jak nikt odmnie nic nie wymaga. Nawet w pewnym momencie powiedzłem sory ale nie kupuję tego co pani do mnie mówi, poczym za tydzień ją przeprosiłem, nie potrafię komuś powiedzieć spierdalaj prosto w twarz.
I tak się męczyłem się kilka miesięcy.
Flashback to był nawrót według niej.
Dla mnie to był czas stracony.
Najgorsze jest to że nad tymi młodymi ludźmi którzy się uczą niema nikt kontroli.

3. Moja 3 terapeutka i to mnie mile zakończyła powiem tak pani Ania 5lat pracy w Markocie + 10 lat pracy w Monarze miałem z nią 6 spotkań i pomogła mi się pozbierać najcięższym momęcie i tak naprawdę dzięki niej jestem w miejscu którym jestem.
Ale też zrezygnowałem bo płacić 140zl za sesje żeby usłyszeć że czarne jest czarne to było dla mnie za dużo w tamtym okresie.


Ps.
Co do szczerość jak macie nagrabione terapeuta może być zwolniony z tajemnicy tak że lepiej się zastanowić co mówicie żeby tego nie żałować.
Ostatnio zmieniony 05 czerwca 2019 przez nCuX, łącznie zmieniany 1 raz.
  • 375 / 102 / 0
Ja już dawno nie leczyłam się państwowo - moje 2 ostatnie psychoterapie były prywatnie, ale miałam wrażenie, że za to, że płacę to otrzymuję jednak jakąś jakość. Z poprzedniej psychoterapii byłam bardzo zadowolona - trwała 3 lata i na prawdę dużo, bardzo mi dało chociaż brałam wtedy, ale poukładało mi w głowie - okazało się, że moje problemy wynikają z tego, że jestem DDD (dorosłym dzieckiem z rodziny dysfunkcyjnej). To mi bardzo otworzyło oczy. Terapię kończyłam bardzo zadowolona i dość szybko po niej podjęłam decyzją o przerwaniu 3 letniego opiociągu. I nawet się udało nie brać 6 miesięcy, a potem na ból neuropatyczny dostałam tramal :/ (resztę można sobie dopowiedzieć, na szczęście udało się uniknąć długich ciągów i raczej był brany terapeutycznie). Dodatkowo też zrozumiałam, że teraz terapeutycznym zadaniem jest dogrzebanie się do uczuć i takiego kurewskiego poczucia braku bezpieczeństwa i osamotnienia. I teraz na obecnej terapii właśnie to robię. Boli jak cholera i praktycznie z każdej sesji wychodzę zapłakana, ale idzie to w parze z coraz większą i dłuższą trzeźwością.

Może też tak być, że moje zadowolenie nie wynika stąd, że jest to terapia płatna tylko z tego, że jest to psychoterapia a stricte terapia uzależnień.
Uwaga! Użytkownik drmjp nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 2199 / 276 / 0
W trakcie terapii to ja miałem zakupione 2 x 200 mg mst i chciałem to w siebie wypierdolić na raz dodam że z opio nie miałem wiele wspólnego a powstrzymało mnie tylko to że coś mogę spierdolic.

Co do terapeutów to nie reguła naprawdę są i zajebiści na fundusz znam takich i chójowi prywatni.
ODPOWIEDZ
Posty: 14 • Strona 1 z 2
Artykuły
Newsy
[img]
Od operacji do legislacji – CBŚP kształtuje prawo UE w walce z narkotykami syntetycznymi

Polska inicjatywa przerodziła się w konkretne regulacje UE – nowe przepisy ograniczające dostęp do kluczowych prekursorów narkotykowych to bezpośredni efekt działań Centralnego Biura Śledczego Policji.

[img]
Magiczne grzyby w walce z uzależnieniem od nikotyny - przełom czy obiecujący eksperyment?

Nowe badania sugerują, że psylocybina - substancja psychoaktywna zawarta w tzw. "magicznych grzybach" - w połączeniu z psychoterapią może znacząco zwiększyć skuteczność rzucania palenia. Choć wyniki są obiecujące, naukowcy podkreślają potrzebę dalszych badań.

[img]
KAS wykryła 50 kg marihuany w przesyłkach z odzieżą

Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej z Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie skontrolowali przesyłki znajdujące się w jednej z firm spedycyjnych w Pruszkowie. W ośmiu paczkach wykryli narkotyki.