Opis przypadku zmian psychicznych po kwasie

Pochodne kwasu lizergowego, jak na przykład LSD, czy LSA.
Więcej informacji: Lizergamidy w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: Psychodeliki

Posty: 449 Strona 45 z 45
Rejestracja: 2016
  • 28 / 1 / 0


Kwas nie jest tylko narkotykiem i jest to udowodnione :) To, że nie na wszystkich działa tak samo to kwestia osobowości, jak również s&s i innych pobocznych rzeczy :)

 

Rejestracja: 2015
  • 1017 / 96 / 0


morfina też nie jest tylko narkotykiem, tylko chuj z tego. Oświeceniowe bzdety post-hipisów.

"Niektórzy twierdzą, że MDMA uratowało im życie". Żyjemy w epoce renesansu psychodelików

Rozmowa z Maciejem Lorencem, autorem książki "Czy psychodeliki uratują świat?", który na potrzeby swojej publikacji przeprowadził szereg rozmów z neuronaukowcami, zajmującymi się tą grupą substancji w swojej pracy.

Nerd z niemieckiej prowincji chce być Escobarem

Albo Steve'em Jobsem. Sam nie wie, ale w międzyczasie otwiera internetowy sklep z narkotykami i zarabia na nim krocie. Netflix opowiada inspirowaną prawdziwymi zdarzeniami historię narkotykowego barona z przypadku.

sem

Rejestracja: 2008
  • 809 / 21 / 0


typowyjohny pisze:
Kwas nie jest tylko narkotykiem i jest to udowodnione :) To, że nie na wszystkich działa tak samo to kwestia osobowości, jak również s&s i innych pobocznych rzeczy :)
w jaki sposób jest to udowodnione?
Rejestracja: 2016
  • 633 / 66 / 0


Te zmiany to HPPD. Odsyłam do tematu
hppd-t19286.html
Rejestracja: 2009
  • 1910 / 131 / 0


Niedostrzeganie głębi po kwasie wynika z ignorancji. W każdej używce można znaleźć głębię, każda zmienia sposób myślenia, ale po LSD ta głębia jest oczywista.

Gdy trafiłem do ośrodka zacząłem podążać pewną drogą (całe moje życie było przygotowaniem do niej), dostawałemnróżne książki, które mnie wzbogacały (niektóre "nielegalne" w ośrodku, układ z psycholożką, który nigdy się nie wydał, robiłem okładki, żeby nie było widać tytułu i takie tam zabiegi) i czułem, że wszystko dzieje się we właściwym czasie. Ja tylko z tego czerpałem. Później trafiały się epuzody depresji i wracając z każdego z nich byłem coraz dalej tej drogi. Po LSD poczułem, że ta droga jest właściwa. Niedano znalazłem cel, jest odległy i niepewny, ale to nieszkodzi. Tetaz go mam i do niego dążę. Wróciłem do medytacji, nie liczę na oświecenie, ale przyjmę wszystko co ona przyniesie. I tak zacząłem dostrzegać w czystych, życzliwych relacjach z ludźmi to czego szukałem w opiatach. Przykładowo działanie endorfin po intensywnym wysiłku, choć odprężające, jest pustym stanem, bez tej głębi, którą posiadał narkotyk. Ta głębia jest za to w miłości, szeroko pojętej. Zacząłem świadomie wybaczać i od razu widzę, że warto.

Jeśli podążasz w kierunku zrozumienia i samorozwoju LSD może pomóc. Możliwe, że pod wpływem doświadczenia psychodelicznego dopiero zaczniesz podążać w tym kierunku. W każdym razie warto spróbować. pod wpływem widać więcej, jak to ktoś powiedział, nierzadko jesteśmy lepiej zorientowani w rzeczywistości pod wpływem psychodelików. Było to pidsumowanie wyników pewnego eksperymentu z psylocybiną. Patrzysz w gwiazdy i widzisz całe spektrum barw. Ono istnieje, wszystkie barwy składają się na barwę białą, na trzeźwo widzisz biały blask. Trudniej podać przykład tego co w środku, ale i tu wpływ psychodelików jest równie wspaniały.

Branie z nieodpowiednim podejściem i w towarzystwie może odebrać LSD jego moc, przynajmniej w znacznym stopniu. Rozważam teraz podróż w stylu szamańskim, w nocy, w samotności i na łonie natury. Nie wiem jeszcze jak to zorganizować, ale w czerwcu powinienem mieć ku temu warunki.

I LSD samo niewiele da, pottzebna jest własna praca, ale nie ttzeba się spieszyć, spokojnie ze wszystkim.
Rejestracja: 2018
  • 983 / 140 / 0


Rejestracja: 2009
  • 1910 / 131 / 0


Z perspektywy czasu mogę opisać pozytywny wpływ psychodelików branych ostrożnie, w pewnym wieku i w kontekście duchowym. LSD pokazuje drzwi do poznania umysłu, otwiera na doświadczanie życia. Każde doświadczenie nas zmienia, głupotą byłoby twierdzenie, że doświadczenie psychodeliczne jest wyjątkiem. Otwartość wpisuje się bardzo głęboko, do tego stopnia, że kiedy czuję nieprzyjemne uczucia i chcę je przeżyć od początku do końca, jestem ich ciekawy, czuję jakby bodyload. Otwartość i ciekawość są silbie związane z doświadczeniami psychodelicznymi. Kiedyś uciekałem od cierpienia, czasem dalej mam oxhotę to zrobić, jednak zwykle jestem ciekawy świata zjawisk. Dla mnie ta zmiana ma ogromną wartość.

Z otwartości qynika wiele możliwości, możliwości zmiany. Trudno przerwać cierpienie gdy jesteśmy zamknięci na poszukiwanie. Rozumiałem to wcześniej i ćwiczyłem otwartość ale LSD pomogło mi wynieść ją na inny poziom. Przy otwartości pottzebna jeat cierpliwość. Możliwości systematycznoe pojawiają się w naszym życiu ale nie w każdym momencie i nie zawsze najlepsze. Trzeba trwać w tym stanie, próbować i korzystać. Warto się uczyć od każdego. LSD pogłębia to poczucie.

Potencjał LSD jednak szybko słabnie. Można się zadowolić tym etapem i szukać w nim dalej, w gruncie rzeczy tego samego. Można poszukać innych, wartościowych substancji. Z pewnością jest to bardziej wartościowe niż nieuduchowione, bezrefleksyjne życie.


Jeśli komuś to nie wystarczy może poszukać innej drogi. Obecnie stawiam pierwsze kroki w mesytacji i od pierwszej chwili widzę jak ogromny potencjał dobra w tym tkwi. Dążenie do poznania umysłu dla pożytku innych istot, by po prostu potrafić przynosić pożytek. Wspaniała idea. Nawet jeśli porzucę tę drogę to czas, który poświęcam teraz i czas, który poświęciłem na szukanie nie będzie czasem straconym, po prostu to wiem.

[mention]aired[/mention] Wykonałaś swoje zadanie :)

Zwariowałem? :)
Rejestracja: 2009
  • 227 / 4 / 0


Finałem medytacji jest niebyt duchowy i wyłączenie mózgu. Rozpłynięcie się. Taki jest i był zawsze jej cel, ponieważ powstała w kręgach cywilizacyjnych ubóstwiających nihilizm i uznających samych siebie za bogów.
Wyjątkiem jest medytacja chrześcijańska, ale przed jej wdrażaniem, należy przejść pewną drogę rozwoju duchowego w kontekście relacji z Bogiem, ponieważ w innym wypadku jest niemożliwa do doświadczenia, z racji tego, że jest czymś odwrotnym do nihilizmu i koncentracji na sobie.
Rejestracja: 2009
  • 1910 / 131 / 0


Czytałem o medytacji chrześcijańskiej, to była bez kitu najtrudniejsza książka z jaką się spotkałem. Zajebałem ją, mam ją jeszcze. Kiedyś lubiłem kraść ciekawsze książki :)

Poza tym dlaczego mało kto wie o jej istnieniu? Dlaczego nie jest nauczana? Bo kto jej naucza? Ignacy opisał ćqiczenia mające dać efekt porównywalny z buddyjskim oświeceniem. W któtkim czasie, ale jak piszesz, skuteczne zaatosowanie jego ćqiczeń wymaga wcześniejszego, długiego rozwoju duchowego. Jakby ktoś osiągnął stan oświecenia chciałby się tym dzielić. Bo oświecenie osiąga się koncentrując się na innych, w przeciwieństwie do wyzwolenia. No to jak? Powstały techniki o których mało kto wie, kilka książek i ludzie mają się uczyć tylko z książki? Chyba efekt nie jest tak spektakularny skoro mamy taki stan rzeczy. Ale rozumiem, że do zbawienia nie potrzeba medytacji, wystarczy wyspowiadać się przed śmiercią. I ćwiczenia Ignacjańskie różnią się od dalekowschodnich medytacji obiektem, skupiasz się na zbawicielu i takie tam. Żeby coś zrozumieć, czegoś doświadczyć. Na pewno nie niebytu a barfziej jedności. Tak jak w dalekowschodnich medytacjach.

Co do niebytu mózgu, jak obserwuję nauczycieli to ich mózgi funkcjonują na godnym podziwu poziomie, podobno medytacja ma tu swój udział. No na poziomie dla mnie niedoścignionym. Bez mózgu ciężko byłoby przynosić pożytek. Rozpoznanie natury umysłu rozumiem jako coś duchowego.
Posty: 449 Strona 45 z 45
Wróć do „Lizergamidy”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości