Może i niektórzy mają lepiej, ale nie oszukujmy się. Większość czuje się na codzień do dupy i to niezależnie od tego czy ćpa, czy ma zdrowy tryb życia, czy ma w dupie. Ludzie i tak muszą chlac w weekendy.
Ja mam bardzo dobry tryb życia. Sport, brak alkoholu, ćpanie serio od dzwona, jestem zdrowy. Dieta, siłownia, spacery, regularny tryb życia, ale i tak na trzeźwo psychicznie i fizycznie czuję się do dupy jak prawie każdy.
A im starszy jestem to tym bardziej.
Dlaczego natura i ewolucja nas tak pokarała i pożydziła okrutnie puli receptorów kannabinoidowych, opioidowych, serotoninowych o dopaminowych w mózgu. Przecież to jest jakiś żart, jak na lekarstwo wszystkiego co dobre. Praktycznie nie opłaca się w ogóle nie ćpać, ponieważ nawet jeśli ja coś robię co obiektywnie daje dobre samopoczucie to efekt nagrody hormonalnej i neuroprzekaźnikowej jest nieproporcjonalny do wysiłku.
Np. zarobienie harówą przez lata miliona złotych, czy zbudowanie domu, ślub da Ci taki efekt satysfakcji i euforii po latach harówki jak kreska pierwszego lepszego towaru, który jest lepszy od tynku.
Generalnie to na zejściu z czegoś jak się kończy działanie to najlepiej czuć jak do dupy jest normalny stan.
Ja nie wiem jakim cudem ludzkość jeszcze nie wyginęła skoro statystyczny dzień to taka szarówka, jakieś dyskomforty w ciele, uczucie chujozy i jakiegoś takiego niepokoju smyrającego mózg. Ja rozumiem, że ludzie nie mogą chodzić jak pijani, bo to jest niekorzystne i nic by nie zrobili, ale czemu nie może być chociaż trochę lepiej niż chujowo?
A jak wy myślicie, czemu tak jest?
To akurat przypadek, choć raczej statystycznie prawdopodobny , że wśród milionów związków chemicznych są takie które bardziej oddziałują na mózg niż ich wewnętrzne odpowiedniki ( np morfina a endorfina).
Ale jeśli celem głównym tego życia jest przetrwanie za cenę czucia się do dupy to się to w ogóle nie opłaca. Nawet za cenę rozmnożenia się. Przekazania genów.
Co z tego, że ja np. będę miał piątkę dzieci, którym przekażę majątek, a one dalej będą się rozmnażać i tak dziesiątki pokoleń mozolne przedłużanie gatunku, a na końcu bedzie jakiś wybuch i wszystkich zmiecie i wszystko na darmo.
Ktoś mi mówił, że zapierdalam i mam ciężko, ale przynajmniej moje dzieci będą miały dobrze, a co mnie to kurwa obchodzi jak nie będę tego świadomy, bo mój układ nerwowy umrze, a nawet jak jest coś po śmierci to tym bardziej nie ma to znaczenia.
Ja chcę mieć kurwa dobrze teraz. Mam w dupie coś co będzie się działo, gdy nie będę świadomy.
Nie mówię, żebyśmy chodzili wciąż naćpani, ale jakby organizm wydzielał trochę więcej tych endorfin to byłoby dobrze, żeby to życie jakoś lepiej przeżywać i znosić.
Przyczyną jest właśnie proces ewolucyjny, cechy osobników które się rozmażały zostają przekazane dalej w genach a innych nie.
A to czy mamy powód, żeby przekazywać geny i martwić o przetrwanie ludzkości itp to już inna sprawa. To zależy od naszych wartości które nijak nie mogą być obiektywne .
(Jakby co używam słowa powód jako odwołania do procesu myślenia i oceniania , a przyczynę jako mechaniczne działanie przyczyna-> skutek)
Często nachodzą mnie przemyślenia dlaczego ten stan, który mamy na trzeźwo jest tak potwornie dziadowski i chujowy? I to nawet nie mam na myśli cpakow, ale każdego statystycznego człowieka.
Może i niektórzy mają lepiej, ale nie oszukujmy się. Większość czuje się na codzień do dupy i to niezależnie od tego czy ćpa, czy ma zdrowy tryb życia, czy ma w dupie. Ludzie i tak muszą chlac w weekendy.
Ja mam bardzo dobry tryb życia. Sport, brak alkoholu, ćpanie serio od dzwona, jestem zdrowy. Dieta, siłownia, spacery, regularny tryb życia, ale i tak na trzeźwo psychicznie i fizycznie czuję się do dupy jak prawie każdy.
Dlaczego natura i ewolucja nas tak pokarała i pożydziła okrutnie puli receptorów kannabinoidowych, opioidowych, serotoninowych o dopaminowych w mózgu. Przecież to jest jakiś żart, jak na lekarstwo wszystkiego co dobre. Praktycznie nie opłaca się w ogóle nie ćpać, ponieważ nawet jeśli ja coś robię co obiektywnie daje dobre samopoczucie to efekt nagrody hormonalnej i neuroprzekaźnikowej jest nieproporcjonalny do wysiłku.
Ja sport np: sobie dawkuje. Ostatnio dawno nie biegałem, dziś to zrobiłem. Stary, jakie to było piękne uczucie, jakbyś wziął złoty strzał heroiny! No coś niesamowitego, wyrzut endorfin był kosmiczny.
Ja nie wiem jakim cudem ludzkość jeszcze nie wyginęła skoro statystyczny dzień to taka szarówka, jakieś dyskomforty w ciele, uczucie chujozy i jakiegoś takiego niepokoju smyrającego mózg. Ja rozumiem, że ludzie nie mogą chodzić jak pijani, bo to jest niekorzystne i nic by nie zrobili, ale czemu nie może być chociaż trochę lepiej niż chujowo?
Chcesz wspomóc narkopedię swoją wiedzą? Pisz na — martwamysz/at/tuta.io
Dołącz do Hajpowego Mastodona - kliknij„link na końcu”i dołącz do naszej społeczności! — https://hyperreal.cyou
A to, że życie jest chujowe brz dragów to pojęcie względne jeżeli ktoś jest wjebany, ale trzeba na trzeźwo cieszyć się małymi rzeczami i zająć głowe.
Sam czuje się vhujowo bez dragów ale powoli idę do przodu i poprawia mi się stan na trzeźw powoli ale jest ciężko....
01 stycznia 2024Ptaszyna pisze: Często nachodzą mnie przemyślenia dlaczego ten stan, który mamy na trzeźwo jest tak potwornie dziadowski i chujowy? I to nawet nie mam na myśli cpakow, ale każdego statystycznego człowieka.
Może i niektórzy mają lepiej, ale nie oszukujmy się. Większość czuje się na codzień do dupy i to niezależnie od tego czy ćpa, czy ma zdrowy tryb życia, czy ma w dupie. Ludzie i tak muszą chlac w weekendy.
Ja mam bardzo dobry tryb życia. Sport, brak alkoholu, ćpanie serio od dzwona, jestem zdrowy. Dieta, siłownia, spacery, regularny tryb życia, ale i tak na trzeźwo psychicznie i fizycznie czuję się do dupy jak prawie każdy.
A im starszy jestem to tym bardziej.
Dlaczego natura i ewolucja nas tak pokarała i pożydziła okrutnie puli receptorów kannabinoidowych, opioidowych, serotoninowych o dopaminowych w mózgu. Przecież to jest jakiś żart, jak na lekarstwo wszystkiego co dobre. Praktycznie nie opłaca się w ogóle nie ćpać, ponieważ nawet jeśli ja coś robię co obiektywnie daje dobre samopoczucie to efekt nagrody hormonalnej i neuroprzekaźnikowej jest nieproporcjonalny do wysiłku.
Np. zarobienie harówą przez lata miliona złotych, czy zbudowanie domu, ślub da Ci taki efekt satysfakcji i euforii po latach harówki jak kreska pierwszego lepszego towaru, który jest lepszy od tynku.
Generalnie to na zejściu z czegoś jak się kończy działanie to najlepiej czuć jak do dupy jest normalny stan.
Ja nie wiem jakim cudem ludzkość jeszcze nie wyginęła skoro statystyczny dzień to taka szarówka, jakieś dyskomforty w ciele, uczucie chujozy i jakiegoś takiego niepokoju smyrającego mózg. Ja rozumiem, że ludzie nie mogą chodzić jak pijani, bo to jest niekorzystne i nic by nie zrobili, ale czemu nie może być chociaż trochę lepiej niż chujowo?
A jak wy myślicie, czemu tak jest?
01 stycznia 2024Ptaszyna pisze: Stan, który mamy na trzeźwo jest tak potwornie dziadowski i chujowy?
Ludzie i tak muszą chlac w weekendy.
brak alkoholu, ćpanie serio od dzwona
A im starszy jestem to tym bardziej.
Praktycznie nie opłaca się w ogóle nie ćpać
da Ci taki efekt satysfakcji i euforii po latach harówki jak kreska pierwszego lepszego towaru
Ludzie pracują bo muszą za coś żyć, kręci się gospodarka. U ciebie to się będą kręcić w kółko problemy, dlaczego? Bo uciekasz od rozwiązywania problemów do ich przykrywania taką "ścieżką".
Mechanizm iluzji i zaprzeczeń i MECHANIZM WYPARCIA w tym poście jest aż nad to.
Mundur nie izoluje od rzeczywistości. O hipokryzji, która pęka na komisariatach
Rekordowe konsultacje: Polacy mają dość karania za roślinę.
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
Nowy sposób rozprowadzania narkotyków w Berlinie. Rodzice muszą być szczególnie ostrożni
Policja w Berlinie wydała ostrzeżenie dotyczące nowego sposobu rozprowadzania narkotyków: kolorowe ulotki z danymi kontaktowymi dealerów wrzucane są bezpośrednio do skrzynek pocztowych razem z saszetką kokainy, haszyszu, ekstazy, marihuany lub innego narkotyku.
Alarm w całej Polsce! To miał być mak do ciasta ;)
Główny Inspektorat Sanitarny wydał ostrzeżenie publiczne dotyczące partii maku niebieskiego, w której wykryto przekroczenie dopuszczalnego poziomu alkaloidów opium. Jak podkreślono, spożycie produktu może stanowić zagrożenie dla zdrowia konsumentów. To nie są „zwykłe nasiona” – skażony mak może działać na organizm jak opioidy, wywołując objawy podobne do zatrucia narkotykami.
Po zjedzeniu tego grzyba zaczniesz widzieć „malutkich ludzi”. A nawet nie zawiera psychodelików
Wyobraź sobie, że po zjedzeniu dziko rosnącego grzyba nagle zaczynasz dostrzegać wokół siebie… miniaturowe postaci. To jednak nie wina znanych substancji psychodelicznych – przypadek Lanmaoa asiatica całkowicie przeczy chemicznej logice.
