Narkoturystyka

Bytomscy bezrobotni przewozili kokainę z Ameryki Południowej. Wczoraj do Sądu Okręgowego w Katowicach wpłynął akt oskarżenia przeciwko 10 osobom. Zatrzymana grupa to tylko mały wycinek przestępczych struktur mafii pruszkowskiej.

Anonim

Kategorie

Źródło

Trybuna Śląska

Odsłony

3218

Wszyscy oskarżeni byli kurierami, którzy jeździli na wycieczki do Chile i Argentyny. Zamiast pamiątek przywozili narkotyki. - Wszyscy zwerbowani doskonale wiedzieli, co będą robić - mówi rzecznik katowickiej Prokuratury Okręgowej, prokurator Tomasz Tadla. - To była precyzyjnie zorganizowana działalność przestępcza. Ĺťaden z zatrzymanych nie mógł powoływać się na to, że narkotyki przewoził nieświadomie i nie wiedział, dla kogo pracuje.

Zaraz na początku rekrutacji kurierzy byli powiadamiani, że w razie wpadki działają sami. W zamian mieli mieć zapewnionego obrońcę, a ich rodzina opiekę.

Koka i zwiedzanie

Pomysł narodził się we francuskim więzieniu w Strasburgu na początku lat 90. Odsiadkę odbywało tam dwóch Polaków. Wspólnie wymyślili, że po wyjściu zorganizują siatkę przemycającą z Ameryki Południowej narkotyki do Polski. Robert B. zajął się przygotowaniem gruntu na Śląsku. W sumie zwerbowano dziesięć osób.

Wszyscy młodzi, do 35 lat, bezrobotni, niektórzy już notowani przez policję za drobne przestępstwa. Najważniejsza była ósemka - Klaudia N., która pomagała w odbiorze przewożonego towaru i pozostali mężczyŹni - kurierzy. Instrukcje i wynagrodzenie otrzymywali na spotkaniach w Bytomiu, Wrocławiu lub w Zielonej Górze. By nie budzić podejrzeń, przemytnik jechał pociągiem lub samochodem do Pragi. Tam odbierał pieniądze i bilety lotnicze. Trasa wiodła przez Madryt lub Zurych i dalej do Buenos Aires lub do Santiago de Chile. Kurierzy mieli zachowywać się jak typowi turyści - w czasie 2-, 3-tygodni pobytu jeŹdzili na wycieczki i zwiedzali zabytki. Nie wolno im było jednak kupować pamiątek, wysyłać pocztówek czy dzwonić do rodziny.

Buty z wkładką

Po przylocie do Ameryki pojawiał się pośrednik. Kurierzy rozpoznawali go na umówione hasło lub po ubiorze - najczęściej była to czarna czapka z daszkiem. Dochodziło do wymiany. Towar przewożony był w różny sposób: w butelkach wina czy w paczkach kawy. Najbardziej rozpowszechnioną metodą były jednak sportowe buty. Kokaina była umieszczana nad podeszwą adidasów. Gdyby któremuś z kurierów jeszcze na lotnisku taki but rozkleił się, przemytnicy wozili dodatkowo tubki z mocnym klejem. Za każdym razem do Polski przemytnik przywoził 2 kilogramy kokainy. Na każdą eskapadę kurier otrzymywał dietę - 900 dolarów. Oprócz tego za wyjazd zarabiał na czysto od 1 tys. do 1 tys. 500 dolarów.

Śląski odprysk

Za organizację procederu w Argentynie i w Chile odpowiadały dwie osoby. Tadeusz S. pseud. Szymon jest poszukiwany międzynarodowym listem gończym. Najprawdopodobniej ukrywa się na terenie Ameryki Południowej. Tadeusz I. pseud. Stefal zmarł w kraju po deportacji z Austrii. - Wątek związany z tymi postaciami bada prokuratura warszawska - mówi prokurator Tadla.

- Kurierzy z Bytomia wpadli po zatrzymaniu dwóch innych przemytników na lotniskach w Madrycie i w Buenos Aires. Z zeznań zatrzymanych mężczyzn wynikało, że siatka ma swój oddział również na Śląsku.

W czasie narkotykowych wojaży śląscy kurierzy "wyprali" około 100 tys. dolarów. Na kilogramie kokainy w Europie można zarobić od 25 do 35 tys. dolarów. W Ameryce Południowej narkotyk kosztuje dziesięć razy mniej. 14 kilogramów przeszmuglowanych przez szajkę ze Śląska to blisko pół miliona dolarów. Zatrzymanym kurierom grozi do 15 lat więzienia.

Anna Malinowska

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

fafik pies morderca (niezweryfikowany)

wow, niezla forsa, wchodze w to!
Zajawki z NeuroGroove
  • Alkohol
  • Grzyby halucynogenne
  • Marihuana
  • MDMA
  • MDMA (Ecstasy)
  • Nikotyna
  • Retrospekcja
  • Yerba mate

Kilkudniowa wycieczka, nastroje bojowe. Postawa z kategorii "Świat jest nasz, hasta la vista. Będę się dobrze bawił a wy możecie mi naskoczyć i oblizać".

Lęk i Odraza w Województwie Małopolskim, czyli historia o tym jak dwóch młodych adeptów sztuk narkotycznych przemierzało niewielki kawałek świata. Od tatrzańskich łąk przez brudne, zatłoczone ulice aż po pokoje bez klamek. W euforii i ekstazie, a także w niepokoju i desperacji, cały czas będąc tylko pionkami na kosmicznej planszy.

 

Akt 1 - Bezdomność fundamentalna na przekór ustawowym myślokształtom:

  • 25D-NBOMe
  • Etanol (alkohol)
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie
  • Tytoń

Mieszkanie kumpla K, który przeżywał wtedy pierwszy raz na psychodelikach. W tripie biorą udział również Kurwik i J. W mieszkaniu jest również siostra i dziewczyna K. Trzeźwe. :) Moje nastawienie bardzo pozytywne, choć z lekką dozą niepewności po ostatniej przygodzie z 4-HO-METem.

Substancja w moim odczuciu jest bardzo psychodeliczna, z dużą dozą euforii i dość sporą czystością umysłu, łatwością komunikowania się nawet z trzeźwymi ludźmi zupełnie spoza klimatu. Cechuje się szybkim ładowniem się (po 15 minutach było już bardzo konkretnie), krótkim czasem działania -- efekty utrzymywały się na rozsądnym poziomie przez 5 godzin, ale takiej konkretnej psychodeli było tylko jakieś 3 godziny. Gdyby nie dość długi czas trwania potripowej zmuły byłaby to bardzo zajebista, rekreacyjna substancja, tak raczej nie ma groźby nadużywania jej.

  • Gałka muszkatołowa
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Spodziewane fajerwerki, gotowość na miażdżącą bombę psychodeliczną i nocny trip, siostra w domu, pizga, bo grudzień. Ogólnie od rana pozytywnie i obiecująco.

Raport pisany tak na bieżąco jak tylko się dało xD

17;30

Właśnie wracam od dila, który wisiał mi przerobek . Z kushowym topkiem w kieszeni wsiadam w autobus; czeka mnie ciekawa noc. 

  • Kodeina
  • Pierwszy raz

Wzgórze, 12-13 sierpień - noc spadających perseidów

Pierwszy raz z opoidami. Najśmieszniejsze jest to, że mieliśmy oglądać gwiazdy, a nie pamiętam szczerze żadnej.

 

17:00

Zapaliłem papierosa i spojrzałem na moich znajomych (powiedzmy, że będą to A, K, R) z ironicznym smutkiem w oczach, po chwili gałki oczne zostany zwrócone w stronę zarzącego się ogniska, a później na A - "Ej no, kołujemy się na coś czy nie?" - odpowiedziałem, że na mieście jest syf, a zapasy K się skończyły. Po chwili otworzyłem swojego browara jak moi rówieśnicy i spoglądałem w niebo.

17:15