Bart Simpson Trip Report

by Blue Head

Anonim

Kategorie

LSD

Odsłony

5563
Czex jak obiecalem tak tez przelewam namiastke moich doznan po papierku marki Bart Simpson

Podzieliliśmy 2 kwadraciki na 4 rowne polowki. Delikatnie pincetom i zyletką zeby go nie wytrzec. Na szczescie w sobote wyszlo troche sloneczka i decyzja zapadla. ok 13.30 przyjelismy po polowce w samochod i nad morze.Zostawilem zegarek w domu chcialem sie zgubic w czasie i przestrzeni calkowicie. Do plazy mam jakies 12 km. Dojechalismy do Uniescia k. Mielna. Brak reakcji. Jak zwykle obawy czy czasem nie lewizna i dopiero teraz wiem ze te mysli to pierwsze oznaki tripu.

Usiedlismy na plazy dojedlismy reszte, i na piwo do lokalnej mordowni. Pod koniec browca juz wiedziałem ze spojrzenia w moja strone z otoczenia to sugestia i czas najwyzszy spojrzec przygodzie w oczy. Wrocilismy na plaze. Szum morza wypełniał mi głowe. Wiało tengo znad morza, ale nie bylo sztormu (szkoda). Opatuleni w Goretexy mielismy w sumie spoko komfort fizyczny Poczulem ze wszystko sie we mnie gotuje. Porozpinałem kaptury zdjąłem czapke nie byly juz potrzebne. Ach ten pierwszy speed. Czułem drzenie skóry, przyjemne ciarki na karku. To co zapalimy sobie. Wyjąlem z plecaka faje wodna, poszedłem do morza po lodowata wode. Mialem z tym nie lada problemy ;-). Po zaoplikowaniu dzieciola w pluco wspielismy sie na wydmy. Musialem usiąść by sie chwile uspokoic. Słonce niezle dawalo. Usiadlem na pienku i wbiłem wzrok w pien jakiejs sosny. Momentalnie dostrzeglem w niej enta. (za duzo władcy pierscieni :-D ) seki i rzezba kory zaczeły do mnie mowic. rozgladam sie w kolo za kumplem - gdzies zniknal, wrocilem do pnia by wysluchac co przyroda chce mi powiedziec. Powoli moj wzrok zaczal sie przenosic na suche pozolkle liscie. W tym momencie właczyly mi sie mozaiki,( z tych lisci) mienily sie wszystkimi rodzajami żółci czerwieni i brazu, LoL. Jest niezle mysle sobie. Szczeka mi zdretwiala do tego stopnia ze uswiadomiłem sobie dopiero po chwili ze zgrzytam zebami jak opetany. Energia rozwalala mnie od srodka. Ruszylem w las w poszukiwaniu kumpla. Byl ciagle tuz obok mnie jak sie okazalo pozniej. Nie zrobilem nawet 20 kroków gdy znow moje mysli wrocily na drzewa. Ach jakiz BÓG jest wielki w swym stworzeniu. Moje mysli pochłonął dziwny dźwiek, ni to kwik ni to skrzypienie. Rozglądam sie za źródłem tych fal i moje zmysły kierują głowę w korony drzew. Dopiero po chwili dostrzegłem ze to śpiweają drzewa. Dwa sosnowe konary z pobliskich drzew w walce o światło zetknęły się ze sobą, a wiatr powodował, że one sie na wzajem obcierały. Stałem tam z zadartym łbem dobrą chwile, a ilosc kombinacji tego dzwieku zafascynowal mnie bardzo mocno. Ruszyliśmy głębiej w las. Nagle stwierdzilem, ze szum morza nie ustaje, a to dziwne bo bylismy juz spory kawalek od plazy. Znow postanowilem rozwiklac te zagadke. Moje zaskoczenie nie mialo sobie równych. Ten dziwny statyczny szum powodowały nóżki mrówek tupiące po suchych lisciach,żyjące na piaskowych podłożach. Są troche większe niz te zwykle :) mrówki i barwe maja taka czerwienszą :) Patrze pod nogi czy mnie nie oblaża, ale nie one maszerują w równym rządku jak żołnierzyki. I zacząłem isc po tym sznureczku. Może znajde mrowisko. Jakies 10 m dalej był odgrodzony płotkiem kopiec. Wlepiałem w nie gały, obserwowałem jak dźwigają słomki i igły, kawałki suchych liści. Oh God It Was Amazing. Dobra idziemy dalej. Weszlismy na wzgórze i znowu zająlem sie przyrodą. Tym razem moją uwagę przykuły mchy i porosty. Nigdy komputer nie wygeneruje takich fraktali jakie tam zobaczylem. Mikroskopijne listki we wszytskich odcieniach jaskrawej zieleni mienily sie tysiącem fantastycznych wzorów i kształtów. Ale jazda tego sie niespodziewalem. Poczulem głod. Siedlismy na pienku i znów mozaiki z suchych lisci. Żulem powoli bulke z szynką. Wtopilismy sie w otoczenie. Las wracal do normalnego zycia. Siedzac w bezruchu zauważyliśmy dwa ptaki na pobliskiej sosnie, chyba kruki. Gadały ze sobą smiesznie skacząc z gałęzi na gałąź. Po jedzeniu wrócilismy na plaze. Zbiegając z wydmy ogarnął mnie dziki szał radości. Zaczeliśmy biegać i skakać po plaży drąc mordę w niebogłosy, ryjąc pokaźne dziury na dziewiczo płaskiej plaży. Zamoczyłem nieprzemakalne buty, po prostu woda przelala sie prze cholewkę, a szyderczy uśmiech dżokera wykrzywiał mi mordę w drugą stronę. Taki spontaniczny szał był mi potrzebny teraz to wiedziałem. Oczyszczający jak płacz, orzeźwiający i radosny, niczym nie skrępowany. Było mi tak dobrze, że nie chciałem przestać tarzać sie w piachu. Dziwne bo do tej pory prawie wogóle nie gadaliśmy z kumplem (jego xywa Hogan), ale wytworzyla sie miedzy nami dziwna nic porozumienia i ta ochota na szał wypłynęła z nas całkowicie spontanicznie, bez jakiegokolwiek werbalnego porozumienia. Wracamy do auta na lufe, żeby trochę ochłonąć. Znów dzięcioł. Na plaże na razie nie mieliśmy ochoty. Zadzwoniłem do mojej starej miłości w Unieściu czy jest w domu i że mam zamiar ją odwiedzic. Przystała bardzo chętnie. Laska wogóle nie kumała że jesteśmy nakwaszeni i postanowiliśmy jej tego nie wyjaśniać. Jej pies chyba jednak coś wyczuwał, bo po prostu nie chciał ze mnie zejsc. Wypiliśmy herbatkę, zjedliśmy babcinego drożdżowca i znów wroćiła nam energia i chęc do podróży. Na dworze już zmierzchało. Idąc zadrzewioną alejką, przystawałem co chwila przy jakimś drzewie i wlepiałem w nie wzrok. Nagle na tle zachmurzonego już nieba dostrzegłem Łeb wielkiego smoka. To było drzewo, którego konary pod wpływem wiatru zamieniły sie w kłapiącą paszczę wielkiego gada ziejącą dymem z chmur. Jakość doznań zmieniła się pod wpływem światła. W półmroku kształty wydawały się bardziej mroczne, zaczynała działać wyobraźnia. Wrocilismy na plaże i zaczął sie drugi rozdział. Tym razem fale były grzywiastymi potworami walczącymi ze sobą na skraju morza. Łaziliśmy po plaży bez końca i znudzenia. Każda fala generowała nową sytuację w walce morskich tytanów. Doszliśmy aż do łazów plażą. Zrobiliśmy ładny kawałek.

Było już ciemno i chciałem wrócić do domu. Wracaliśmy do auta asfaltem. Nie będe opisywał jakie rozmowy toczyliśmy z Hoganem po drodze, ale wspomne że tematy oscylowały wokół metafizyki. Po drodze zapaliliśmy jeszcze blunta. Byłem już wymęczony, ale skurcz gęby nie puszczał. Chilowaliśmy się ziołem. 12 km do domu jechaliśmy ponad godzinę w dźwiękach FSOL, chylę pokłony dla tych Angoli są wielcy. Lifeforms to kamień milowy w muzyce psychodelicznej. Wróciłem do domu zeżarłem 2 tabletki melatoniny. Ciśnienie we łbie trochę puściło. Resztę tripa siedziałem przy kompie i dłubałem jakieś dzwięki na fruityloopie. Usnąłem ok 3.30 w nocy.

Podsumowując: Kwas jest dla mnie furtką, którą Bóg przekazał człowiekowi przez ręce p.Hoffmana. Prosze maluczcy taki jest prawdziwy świat. Zobaczcie jak to przyjemnie jest być Bogiem, ale jakie to męczące :-D. Przez pół roku nie bede tykał papierów.

Pozdrawiam Siny Łeb

Komentarze

ty, ostro (niezweryfikowany)

jak sie papiery nazywaly ? bo tez bym zwyl heheh

jahguar (niezweryfikowany)

- i bardzo prawdziwy ;-)

Dluga przerwa po takiej podrozy zaiste dobrze robi...

pozdro!

ja_ja (niezweryfikowany)

piknie,serio-nie długo kwasze -bez kitacza-powiadam wam :]

P.S.:panie "wpizdu ":-bart simpson, ten niesforny urwis namieszał w głowie naszego rodaka,co 6tez -było na początq t.r. zaznaczone

.:peace:.

Zajawki z NeuroGroove
  • Kannabinoidy
  • Przeżycie mistyczne

Dobre nastawieniem, chęć doświadczenia czegoś głębszego po raz drugi po mj. Sam w domu.

Wypiłem 4 yerby mate, przebigłem moją małą miejscowość na sprincie, po czym przy dalej wzmożonym oddechu przyjąłem w płucka pięknego spuszczaka. 

Na początku wiadomo nic sie nie dzieje, tak więc zabieram co moje z łazienki, i ruszam do zaciemnionego pokoju. Minęło juz pare mnut a mi dalej nic sie nie dzieje. Co bylo dosyć dziwne ponieważ zazwyczaj od razu mnie łapie. Tak więc zrezygnowany kładę sie na łózko, wkładam słuchawki i zapuszczam sobie piosenkę "rly real-blackbear" i zamykam oczy.

  • Dekstrometorfan
  • Tripraport

Praktycznie cały dwupiętrowy dom dla siebie z jednym domownikiem na prochach śpiącym smacznie na antresoli. Spokój, zadowolenie, całkiem pozytywne nastawienie. W planach półgodzinna gra na komputerze, potem w telewizji miał lecieć jakiś thriller (a jestem miłośniczką oglądania filmów na DXM, szczególnie w kinie).

Waga 49 kg.

Może nikogo nie interesują już TR z DXM, bo jak wszyscy wiemy to stara bajka. Wciąż mam jednak jakąś nadzieję, że "początkujących" zaintrygują paradoksy mojego organizmu, a "stali użytkownicy" pokuszą się na skrytykowanie mojej fantazyjnej fazy.

  • 4-HO-MET
  • Pierwszy raz

Set: Olbrzymie podniecenie na myśl o tym, że w końcu spróbuję psychodelika z prawdziwego zdarzenia. Bałam się jednak , że przeżycie prawdziwej psychodeli jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Setting: Zwykłe, piątkowe popołudnie, rodzice byli w domu, nawet z nimi rozmawiałam na fazie, ale nie narobiłam sobie lipy.

12:45 – Po powrocie ze szkoły zajrzałam na pocztę i spytałam, czy nie przyszła do mnie przesyłka. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu okazało się, że czeka na mnie list. Zapłaciłam i wypełniona radością wróciłam do domu.

  • Gałka muszkatołowa
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Halloween, mój dom. Jestem bardzo ciekawa jak wygląda trip na mirystycynie.

Wiek: 19 lat (48 kg)

Ilość: 50 g (2 gałki) świeżo startych

Oczekiwania: Pierwszy raz- przeżycie mistyczne

Ludzie: koleżanka S. i koleżanka P., brat K.

 

 

Pierwszy dzień. 30.10.2011.

randomness