Nie wiadomo na jaką karę skazał w piątek poznański Sąd Okręgowy Małgorzatę B., szkolną pedagog, i jej pięciu kompanów za handel amfetaminą. A wszystko - jak tłumaczył sędzia - przez złe prawo i błąd prokuratora.
W lipcu 2000 r. policjanci złapali na przedmieściach Poznania Małgorzatę M.-B. (pedagoga z zespołu szkół przy ul. Różanej w Poznaniu) i Oktawiana E., gdy przekazywali niemal kilogram czystej amfetaminy wartej ponad 100 tys. zł Łukaszowi L. Wkrótce za kratki trafił także mąż nauczycielki i jego dwóch kolegów. Okazało się, że pomysłodawczynią była pani pedagog - do współpracy zaprosiła swoich byłych uczniów.
27 czerwca 2001 r. poznański Sąd Rejonowy uznał, że wobec oskarżonych może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary i skazać na niskie wyroki. Małgorzata M.-B. dostała 11 miesięcy więzienia i tysiąc złotych grzywny. Kontrowersje wzbudziło to, że sąd nie zakazał jej pracy w szkole.
Wczoraj sprawą zajął się Sąd Okręgowy. Utrzymał w mocy wyrok skazujący całą szóstkę. - Dowody są nie do podważenia - tłumaczył sędzia Henryk Komisarski. Ale jednocześnie dodał, że sądowi nie podoba się nadzwyczajne złagodzenie kary, które zastosował wobec oskarżonych Sąd Rejonowy. Okazało się jednak, że prokurator w swojej apelacji popełnił tyle błędów, że sąd musiał ją odrzucić i nie mógł zmienić tego złagodzenia kary.
- Błąd popełnił też Sąd Rejonowy, bo orzekał o karze na podstawie nieaktualnych przepisów - dodał Komisarski. Sąd uchylił więc te kary. Sąd Rejonowy będzie musiał zastanowić się tylko nad ich wysokością. Wiadomo jednak, że nowe przepisy są korzystniejsze dla oskarżonych i grozi im jedynie kara grzywny bądź ograniczenia wolności (czyli np. praca społeczna).
Sąd skrytykował też przepisy, które nakazują sądom złagodzić karę, jeśli oskarżony pomoże w wyjaśnieniu sprawy. - To nie może być automatyczne. Ten przepis powoduje, że sędziowie muszą czasami orzekać wbrew sumieniu. Apeluję do Sejmu, by zmienił te przepisy - mówił Komisarski.