Właściwie byłam już bliska rezygnacji z pisania tego raportu, ale ostatecznie po dzisiejszej lekturze zapisków innych użytkowników tego portalu jednak zmieniłam zdanie.
W Katalonii nasila się proceder uprawy konopi indyjskich, a ten hiszpański region należy uznać za europejskie zagłębie marihuany, wynika z raportu regionalnej policji, opublikowanego w poniedziałek przez madrycki dziennik “El Mundo”.
W Katalonii nasila się proceder uprawy konopi indyjskich, a ten hiszpański region należy uznać za europejskie zagłębie marihuany, wynika z raportu regionalnej policji, opublikowanego w poniedziałek przez madrycki dziennik “El Mundo”.
Stołeczna gazeta odnotowała, że ze sporządzonych w ciągu ostatnich pięciu lat raportów katalońskiej formacji policyjnej, tzw. Mossos d'Esquadra wynika, że w tym północno-zachodnim regionie Hiszpanii tylko w 2020 r. przejęto ponad 10 ton marihuany.
“Przemytnicy tego narkotyku są coraz bardziej zorganizowani i rozszerzają swoją działalność, korumpując policjantów i nasilając przemoc”, odnotował “El Mundo”.
Z danych Mossos d'Esquadra wynika, że pomiędzy 2016 r. a 2020 r. liczba policyjnych akcji podjętych przeciwko plantatorom konopi indyjskich i przemytnikom marihuany zwiększyła się w Katalonii z 30 do 518. W tym czasie nastąpił też wzrost liczby zatrzymanych zajmujących się tym procederem: z 964 do 1339. Według policyjnych statystyk pomiędzy 2016 r. a 2020 r. zwiększyła się również liczba przejętych roślin konopi indyjskich, z 125 tys. do 264 tys. Zjawisko pogłębiło się w 2021 r., kiedy od stycznia do października służby zarekwirowały ponad 500 tys. tych roślin.
“Jesteśmy ogrodem Europy w uprawie marihuany, eksportując coraz więcej na ten niezwykle żarłoczny rynek*”, podsumowała w swoim raporcie policja, dodając, że niezwykle aktywne w tym procederze są w Katalonii grupy przestępcze z Chin, Wlk. Brytanii, Holandii, Albanii, Republiki Dominikany oraz Maroka.
Nastawienie do doświadczenia raczej pozytywne, chociaż wcześniej tego dnia mój nastrój wahał się od zadowolenia do żalu i złości. Moje mieszkanie, otoczenie bezpieczne, zatem byłam gotowa nawet na bardzo silne doznania.
Właściwie byłam już bliska rezygnacji z pisania tego raportu, ale ostatecznie po dzisiejszej lekturze zapisków innych użytkowników tego portalu jednak zmieniłam zdanie.
Wówczas 16 lat, pierwsze razy.
Podróż do Konstancina była żmudna, ale cel był szczytny- 150 suszonych grzybków . Ja i Pingwin zostaliśmy wydelegowani po tenże zakup i jadąc niecierpliwie czekaliśmy na nasz przystanek.
Bez zbędnych opisów. Jest nas piątka- Ja, Pingwin, Ślimak, Rybka i Kaktus. Jedziemy na działkę Kaktusa, oddaloną od Warszawy godzinę drogi. Po dotarciu dzielimy nasz zakup- każdy łyka 30 grzybków (pogryzamy kromkami chleba).
Czekamy.
Prolog
DXM zażywałem niejednokrotnie, przez pewien czas niemal codziennie. Oczywiście substancja ta, jeśli jest brana zbyt często, szybko traci swój urok- chciałem więc opisać dwa najciekawsze tripy w moim życiu. Najciekawsze? Nie, to nieodpowiednie słowo... Najbardziej odmienne, najmniej DXMowe? Miałem kilka bardziej przyjemnych, głębokich tripów, ale te dwa były po prostu inne- czułem się, jakbym wziął całkowicie inną substancję. Oczywiście, nie było to możliwe- chyba że aptekarz postanowił dać mi coś, co sam uwarzył w piwnicy zamiast Acodinu.
Zaczęło się wszystko o godzinie 18:30 kiedy spotkałem się z kolesiem który miał dla mnie workeczek białego i woreczek zielonego. Spodziewałem się fajnej jazdy bo koleś zawsze ma fajny materiał, ale wszystko i tak przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Tak przy okazji to powiem jeszcze, że praktycznie wszystkie osoby biorące udział w tej jeździe miały około dwóch tygodni przerwy w paleniu (bo nie liczę świństwa z wrocławskiej Bramy Oławskiej czy Samego życia).