Palenie marihuany w kościelnych ławach brzmi dziwnie, prawda? Tymczasem w International Church of Cannabis jest to zupełnie normalne, a nawet więcej - pożądane!
Palenie marihuany w kościelnych ławach brzmi dziwnie, prawda? Tymczasem w International Church of Cannabis jest to zupełnie normalne, a nawet więcej - pożądane!
International Church of Cannabis usytuowany w Denver w stanie Colorado to prawdopodobnie pierwsza tak duża miejscówka na świecie, w której ludzie będą mogli spotkać się po to, żeby wspólnie palić marihuanę. Międzynarodowy Kościół Konopi Indyjskiej połączy nie tylko Amerykanów, ale również wszystkich turystów, którzy chcą zrelaksować się i osiągnąć swoje duchowe cele, w czym pomaga im marihuana.
International Church of Cannabis mieści się w ponad stuletniej świątyni, którą dzięki wspólnej pracy Elevationists (tak nazywają się członkowie tego kościoła) zyskała nowe życie. Sufit kaplicy został pomalowany przez samego Okuda San Miguela, co tylko dodaje tej nadzwyczajnej miejscówce prestiżu.
Oficjalne otwarcie kościoła jest planowane na 20 kwietnia (trudno byłoby wybrać lepszą datę). Kościół cały czas wymaga jednak prac naprawczych - Elevationists chcieliby między innymi naprawić ogrzewanie i dostosować miejsce tak, żeby mogły dostać się do niej osoby na wózkach inwalidzkich. Koszt wszystkich napraw został oszacowany na sto tysięcy dolarów, pieniądze zaś można wpłacać poprzez kampanię ustawioną na portalu indiegogo.
Zdaje się, że po amsterdamskich coffeeshopach, fanatycy tej rośliny będą mieli na mapie kolejny wycieczkowy cel do odhaczenia.
Gorszego nie było, wszystko w tekście.
Poniedziałek. Otwieram oczy, na zegarku ślini się godzina 7:50. Świetnie, za 10 minut zajęcia, dlatego odwróciłem się na drugi bok i poszedłem spać dalej, wszak spałem całe trzy godziny. Po chwili jednak dopadły mnie "wyrzuty sumienia" i zwlokłem dupsko z barłogu. Jako "chwila" mam na myśli 30 minut, oczywiście. Zaczołgałem się do łazienki. Stary, wyglądasz jak gówno. Szast-prast, OK, doprowadzony do stanu używalności. Budzik wskazuje 8:45, faaak.
Zimowe popołudnie. Razem ze znajomym, w towarzystwie Kurwika mam skonsumować swojego pierwszego kwasa. Lekki niepokój.
To już ponad 3 lata od tego pamiętnego dnia w którym poznałem świat psychodeli. Opisuję je jeszcze raz, z punktu widzenia osoby, która już się zadomowiła w psychodelicznych wymiarach, również dlatego, że stary TR gdzieś zaginął. W związku z tym, że miało to miejsce, chronologia może być nieco zaburzona, ale to raczej mało istotna sprawa, gdy czas jest równie plastyczny co cała reszta rzeczywistości. :)
wiek: 26
doświadczenia:
MJ od 7-8 lat(pewnie juz z tona uzbierała by się w róznych formach - budynie, nalewki, ciasta itp) XTC duuuzo, SPD kiedyś dużo teraz wogóle, LSD ok 20-30razy (papiery i kryształy), grzyby-łysiczki, kołpaczki, mexicana ze smartshopów w NL, muchomory, bieluń(1 jedyny raz), pokrzyk,cała fura leków-od tramalu po haloperidol, syntetyczna meskalina, kava-kava, eter, kokaina, crack, opium własnej produkcji i jeszcze różne inne experymenty....: )