17.11
Stołeczni policjanci zlikwidowali w powiecie garwolińskim linię produkcyjną 4-CMC.
Stołeczni policjanci z wydziału do walki z przestępczością narkotykową, wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw oraz wydziału realizacyjnego KSP zlikwidowali w powiecie garwolińskim linię produkcyjną substancji psychoaktywnej w postaci 4-CMC. W ich ręce wpadło czterech mężczyzn podejrzanych o produkcję tzw. dopalaczy.
Policjanci wpadli na trop mężczyzn produkujących środki odurzające na dużą skalę. Z informacji, jakimi dysponowali wynikało, że są oni prawdopodobnie zamieszani w działalność zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się ich produkcją.
W czwartek około południa weszli na jedną z posesji w powiecie garwolińskim. Na miejscu odkryli linię produkcyjną, składająca się m.in. z kolb szklanych, szkła laboratoryjnego, czasz grzewczych służących do produkcji tzw. dopalaczy. Dodatkowo zabezpieczono odczynniki chemiczne potrzebne do produkcji. Łącznie zabezpieczono prawie 8 kg gotowego produktu o czarnorynkowej wartości około 480 tysięcy złotych oraz znaczną ilość substancji chemicznych służących do jego wytwarzania.
Zatrzymano czterech mężczyzn w wieku: 23, 26, 29 i 35 lat i przewieziono ich do Komendy Stołecznej Policji. Po przeprowadzeniu czynności procesowych z ich udziałem przedstawiono im zarzuty z art. 165 § 1 pkt. 2 kk., który mówi o tym, że kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach wyrabiając lub wprowadzając do obrotu szkodliwe dla zdrowia substancje, środki spożywcze lub inne artykuły powszechnego użytku lub też środki farmaceutyczne nie odpowiadające obowiązującym warunkom jakości, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
Sąd zdecydował o zastosowaniu wobec zatrzymanych tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy.
Postępowanie w tej sprawie prowadzi stołeczny wydział do walki z przestępczością narkotykową pod nadzorem prokuratury rejonowej w Garwolinie. To właśnie dzięki tej współpracy było możliwe zlikwidowanie linii produkcyjnej dopalaczy. Należy pamiętać, że dopalacze mogą być bardziej niebezpieczne niż narkotyki, ponieważ ich działanie na organizm ludzki jest nieprzewidywalne. Skład chemiczny tych substancji jest nie zbadany, a osoby wytwarzające je często go zmieniają. Nigdy do końca nie wiemy, jaki będzie skutek po zażyciu takiej mieszanki.
Jest to już trzecie laboratorium wytwarzające środki odurzające zlikwidowane przez stołecznych policjantów od początku tego roku.
Nastawiony na senne podróże.
17.11
Był letni wieczór, ostatni dzień wakacji. Od dawna
czekałam żeby się zbuhać i zapomnieć o nękających mnie
problemach, a zresztą następnego dnia trzeba było iść
do szkoły, więc musiałam to jakoś wykorzystać. Kolega
zaproponował mi jaranie, zgodziłam się bez wahania,
tym bardziej, że było za darmo. Było z nami jeszcze
parę osób, ale nie znałam ich zbyt dobrze... Wzięłam
pierwszego bucha... może trochę za mocno się
zaciągnęłam, bo zaczęłam się ksztusić. Trwało to może
A różne bywały...
Wdech.... Wydech.... Wdech.... No dobra. Jestem już gotowy. Stoimy z Kleofasem jak zwykle oparci o drzewa. Pogoda jest w sam raz. Miejscówka wolna od niemalże wszelkich człowieczych dzieł (prócz telefonów, lufki... no i całej reszty...). Więc można nabijać. Mix bliżej nieznanych składników (choć producent przekonuje, że są to ekstrakty roślinne, wyłącznie naturalny bajer) twardo osiada we wnętrzu przyjemnie chłodnego szkiełka... Zakrywam wylot dłonią przed wiatrem, trochę się męczę z odpaleniem... Pierwszy buch.... O jaaaaa. Dochodzę do ciekawych wniosków.... Jakich?
Przed kwasem trochę strachu (jak za pierwszym razem), przed 6-abp wielka chęć spróbowania. Ludzie bardzo w porządku, milutko, prawie cieplutko w domu ;)
Tamtej nocy braliśmy nie to, co wpisałam jako substancję wiodącą. Ale ona jest ważniejsza (choć to może wydawać się nieco dziwne).
Ogólnie tamta noc miała być kwasowym tripem, ale niestety mnie się nie udało. I nie, nie dlatego, że nie wzięłam… tylko to nie było to. Ale o tym zaraz.
Godzina 18, zarzucamy LSD. Ja z kolegą na pół – reszta po całym kartonie. Chłopaki mówią, że trzeba czekać na pierwsze akcje jakieś 40 minut, więc siedzimy i czekamy.
Komentarze