Legalizacja medycznej marihuany: Chcę leku, a nie odlotu

Ciekawy artykuł z gatunku "personal story" o tym, jak wygląda na dziś w Polsce życie osoby cierpiącej na dolegliwość (tu - padaczka), którą skutecznie można leczyć konopiami.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Głos Wielkopolski
Marta Żbikowska

Odsłony

149

Legalizacja medycznej marihuany w Polsce to nadzieja dla tysięcy cierpiących pacjentów. Jedynym lekiem na bazie konopi dostępnym w Polsce jest Sativex, który kosztuje prawie 3 tys. zł

W ubiegłym tygodniu do Sejmu trafił projekt ustawy, która dopuszcza stosowanie marihuany do celów medycznych. Projekt popiera grupa 21 posłów pod przewodnictwem Piotra Liroya Marca. To rozwiązanie jest nadzieją dla tysięcy pacjentów w Polsce, którzy zmagają się z padaczkami, stwardnieniem rozsianym, chorobami nowotworowymi, czy ciężkimi postaciami Parkinsona i Alzheimera.

Na zmiany w Polsce powoli przestaje liczyć Monika z Poznania. Zadbana kobieta około 30 mieszka z mężem i córeczką na jednym z eleganckich osiedli na obrzeżach miasta. Choruje na epilepsję. -Pierwszy atak padaczki miałam, gdy skończyłam 18 lat - mówi Monika. - Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo to zmieni moje życie.

Po pierwszym ataku przez kilka lat miałam spokój. Byłam pod kontrolą neurologa, ale nie dostawałam leków. Powoli zapominałam już o tej padaczce, gdy nagle, półtora roku po urodzeniu dziecka, choroba wróciła ze zdwojoną siłą.

Monika miała atak za atakiem. Kilkanaście razy w tygodniu po kilka wyładowań następujących po sobie. To tak zwane ataki gromadne. - Jeszcze wtedy niewiele wiedziałam o padaczce. Naiwnie myślałam, że dostanę leki i będę mogła normalnie żyć - mówi Monika.

Tymczasem leki nie działały. - Przez prawie rok brałam depakine. Gdy w szpitalu HCP zrobiono mi badania poziomu tego leku we krwi, okazało się, że wynosi on prawie zero. Zaczęto mi wmawiać, że nie biorę leków, wylądowałam u psychiatry - wspomina Monika. - Dopiero, gdy trafiłam do szpitala przy Przybyszewskiego i całą dobę podawano mi leki przez kroplówkę, a następnego dnia w badaniu wyszło, że we krwi mam znikome ilości leku, lekarz uwierzył, że rzeczywiście stosuję się do jego zaleceń.

W tym czasie Monika miała po kilkanaście ataków padaczki w tygodniu. Po roku bezskutecznego leczenia, lekarz zmienił jej leki.

- Różne dawki, różne leki zasadniczo nie zmieniały mojej sytuacji - mówi Monika. - Po atakach regularnie trafiałam do poznańskich szpitali. W jednym z nich rozmawiałam z neurologiem o leczeniu marihuaną. Nie powiedział on mi wprost, że mam ją stosować, ale ja odczytałam wyraźną sugestię. Na końcu padło: jest pani dorosła, może wybierać. Później spotykałam lekarzy, którzy wspominali o alternatywnych metodach leczenia, usłyszałam też, że nikt mnie do nałogu nie namawia, ale czasem trzeba szukać niekonwencjonalnych rozwiązań.

Ani Monika, ani jej mąż nie wiedzieli, jak zabrać się za zdobycie leków na bazie konopi. Wiedzieli, że w Polsce jest to nielegalne, ale wiedzieli też, że są pacjenci, którzy w jakiś sposób omijają przepisy. - Pierwsze, co nam przyszło do głowy, to Czechy - wspomina Monika. - Chciałam znaleźć tam lekarza, do którego pójdę prywatnie i on przepisze mi leki, które na miejscu wykupię.

Pomysł prosty w formie, w realizacji okazał się skomplikowany. I drogi. - Takie rozwiązanie zrujnowałoby nas finansowo - mówi Monika. - Wtedy przeczytałam, że na polskim rynku dostępny jest lek na bazie marihuany, który można kupić w aptece. Cieszyłam się, jak wariatka. Wiedziałam, że mój lekarz wypisze mi ten lek , choć jest on przeznaczony dla pacjentów ze stwardnieniem rozsianym.

Radość Moniki trwała do czasu poznania ceny medykamentu. To prawie 3 tys. zł za opakowanie, które wystarcza na około miesiąc. - Kiedyś powiedziałam o moich dylematach znajomemu, ten stwierdził, że zdobycie marihuany w Poznaniu to nie problem, zaproponował pomoc - mówi Monika. - Byłam zdesperowana, wykończona atakami, nie mogłam normalnie żyć, pracować w swoim zawodzie, prowadzić auta, pojawiły się skutki uboczne stosowanych leków. Miałam już arytmię serca, zaczęłam cierpieć na kamicę nerkową. Zgodziłam się na ten krok.

Marihuanę od znajomego Monika zastosowała tylko raz. - Nigdy nie paliłam nawet papierosów, po wypaleniu tego świństwa, wymiotowałam cały dzień - mówi Monika. - Ataków miałam jeszcze więcej niż przedtem. Pewnie przez ten stres i przez to, że zwracałam wszystkie leki.

To doświadczenie zniechęciło Monikę do eksperymentów. Kobieta postanowiła zastosować legalne konopie siewne. - Poszłam do sklepu w Poznaniu, który oferuje wszystko z tych konopi. Sprzedawca poradził mi olej. Powiedział, w jaki sposób go przygotować i stosować. Przez miesiąc piłam ten olej, nie było mi po nim ani lepiej, ani gorzej. Zniechęciłam się.

Kiedy znajomi przywieźli dla Moniki marihuanę z Holandii, podeszła ona do niej bez entuzjazmu. - Miałam już tyle złych doświadczeń, że nie spodziewałam się cudu, a jednak on nastąpił - mówi Monika. - Następnego dnia nie wzięłam leków na czas. Chciałam sprawdzić, co będzie. Nic się nie działo. Nie dostałam ataku, chociaż wcześniej małe spóźnienie z lekami oznaczało dla mnie stuprocentowy epizod padaczkowy.

Monika pokazuje leki, które bierze. - Codziennie przyjmuję 14 tabletek leków psychotropowych, do tego leki na arytmię i kamicę nerkową - mówi Monika. - Doraźnie mam przepisane relanium, które mam brać, gdy czuję zbliżający się atak. Gdy mam konopie z Holandii, zastępuję relanium nimi i to działa.

Monika z mężem rozważają wyjazd na stałe za granicę. Ze względu na chorobę kobiety.

- Chciałabym mieć dostęp do leczenia, które mi służy, które nie wywołuje skutków ubocznych w postaci całkowitego zrujnowania zdrowia. Widzę, że w Polsce nie ma do leczenia marihuaną zdrowego podejścia - mówi Monika. - Ja nie chcę odlotu, nie domagam się legalizacji marihuany dla rozrywki. Chciałabym tylko móc się leczyć i nie cierpieć. Obawiam się, że nie doczekam żadnej zmiany. W innych krajach europejskich ważniejsze od ideologii jest dobro pacjenta.

Oceń treść:

Average: 9.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana

Był to piątek, ostatni dzień przed świętami. dawno nie paliłem a przez święta nie było by mi dane zapalić, więc postanowiliśmy z kumplami spalić się w ten dzień. POmine co było na początku (ni opowiem m.in. o pijanym koledze na polskim :)) Przejde do opisuj mojej paranoi :)





Paliłem wtedy dwa towary.... Jeden taki sprasowany, doskonały, świetnie się paliło i świetnie fazowało :)). Potem taki pył marihuanowy, ale to była mj na bank. Kumple ten pył palili więc materiał był sprawdzony.....



  • Katastrofa
  • MDMA (Ecstasy)

lekkie poddenerwowanie z racji na to ze mialem udawac pijanego. bralem na imprezie, dokladniej 18-stce starego kolegi.

Wszystko dzialo sie 2 dni temu. Historia ta przedstawia jak wygląda przedawkowanie mdma z pierwszej osoby. Dodam że ważę 59kilo, czyli naprawde malo jak na dawke, ktora przyswoiłem.

19.30

Docieram na 18-stke kolegi do domu imprezowego. Jestem około 15km od domu, na drugim końcu miasta i dosc slabo znam te tereny. Bedzie to wazne pod koniec historii. Na imprezie byla jedna zasada-bez cpania. Chcialem byc kozakiem i probowac ukryc moj stan i mowic wszystkim ze jestem najebany, niestety sie przeliczylem, ale o tym zaraz.

20.00

  • MDMA (Ecstasy)

Bylem na transowej imprezce techno, dosc duzy klub, osob w sam raz, raczej

bez dresiarstwa.


Zapodalem standardowy zestaw - setka fety na pobudzenie przed wyjsciem (nie

przepadam za amfa, za bardzo mnie meczy), tuz przed wejsciem tabletka

ecstasy - zielona koniczynka.


Zaczalem sie powoli wkrecac w impreze, tanczyc, po jakiejs godzine bylo mi

juz calkiem przyjemnie, MDMA zrobilo swoje.


Wszystko bylo normalnie az do momentu gdy wpadlismy na pomysl ze warto by

  • Golden Teacher
  • Grzyby halucynogenne
  • Pierwszy raz

Nieco pośpiech, oczekiwania na rozwiązanie problemów osobistych, spokój, muzyka do podróży, położyłam się w opasce na oczy, grzyby wychodowane przeze mnie

Początek to było niezwykle silne emocjonujące dla mnie doświadcznie. Ja leżałam na łóżku, ciemno, z racji że to początki i nie miałam opiekuna, zdecydowałam że będzie to mała dawka ok 0.5g. Grzyb przyszedł do mnie, czułam go jako męską energię, usiadł koło mnie i poczułam jego ogrom, niesamowicie potężna postać/siłę, taka moc z niego biła, wziął mnie za rękę i tylko usiadł, jakby sie przyszedł przywitać, ja się strasznie rozkleiłam, w tym że wziął mnie za rękę było tyle miłości, opieki, czułości, spokoju, uczucia tak silne dotykające nagłębiej. Jestem w najpiękniejszej podróży.