Witkacy idzie na salony

Portrety Witkacego miewają różne narkotyczne dopiski, ale wiadomość, że ciągle drożeją, może pobudzać skuteczniej niż używki.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Puls Biznesu
Weronika Kosmala

Odsłony

542

Dolną część demonicznie wydłużonej twarzy przecina koślawo napis „Chłopczyki mają wolne”, natomiast w okolicach rogu portretu roi się aż od znaków raportujących o wszystkich używkach, którymi autor raczył się podczas artystycznej pracy.

Tym razem portretowaniu towarzyszył alkohol, kokaina, a nawet wykorzystywany w indiańskich obrzędach rytualnych halucynogenny pejotl — o czym można się dowiedzieć, rozszyfrowując konsekwentnie stosowane przez Witkacego skróty.

Pastel przedstawiający w kilku ekspresyjnych kreskach Janusza de Beaurain został wystawiony na aukcji w warszawskiej Artissimie 17 grudnia. Cena wywoławcza wynosiła 39 tys. zł. Licytacja wpisała się w pewnym sensie w serię portretów sprzedanych wcześniej na grudniowych aukcjach w Polswiss Art i Agrze-Art.

W pierwszym z domów cena sprzedaży wyniosła 71 tys. zł, a w drugim wizerunek żony Tuwima osiągnął pułap 120 tys. zł — chociaż powstawał w zwyczajnych okolicznościach, a sam autor oznaczył go w rogu jako zatracający trochę charakter postaci na korzyść zaakcentowania jej ładności. Dodał też ważną informację „N?8m + Cof”, która oznacza, że od 8 miesięcy nie sięgał po alkohol, chociaż nie rezygnował z kawy — co widać zresztą w opracowaniu detalu, bo gdyby Tuwimowa trafiła akurat na intensywną sesję z pejotlem, z pewnością byłaby bardziej jaskrawa.

Typ wylizany

Pastele, rysunki i akwarele, czyli prace wykonane na papierze, stanowią prawie 90 proc. obiektów autorstwa Witkacego sprzedanych w ciągu ostatnich 15 lat na aukcjach, wynika z danych Artprice. Pod względem cen najliczniejszy był w tym okresie przedział 10-50 tys. USD, w którym znalazły się wyniki ponad 40 proc. transakcji — statystyki wskazują więc, że pozycja rynkowa artysty jest wysoka, ale kierowanie się nimi w pierwszej kolejności przy wyborze inwestycyjnego obiektu byłoby dużym uproszczeniem.

Oferta dostępnych na rynku Witkacowskich portretów nie jest przesadnie szeroka, ale dosyć zróżnicowana, bo sam twórca dzielił je na kilka wyraźnie odrębnych gatunków — typ A był w jego wykonaniu najdroższy i określany jako „wylizany”, a typ C na przykład, powstawał przy użyciu etanolu i z myślą o tym, że laicy z pewnością uznają go za kompletną deformację. Typom odpowiadały przy tym określone stawki cenowe, a klientów obowiązywał oficjalnie wydany regulamin — Stanisław Ignacy Witkiewicz prowadził przecież od połowy lat 20. prężne przedsiębiorstwo, które nazwał Firmą Portretową. Sformalizowana działalność o ironicznej nazwie uruchomiona była z pobudek finansowych i ideowych, a na rynek trafiło wtedy nawet kilka tysięcy obiektów, przy czym, głównie ze względu na wrażliwość materiałów, spora część nie przetrwała wojny.

Rynek byka

— Kiedyś te portrety były dosyć mocno lekceważone, a w latach 60. i 70. kupowano je za bardzo niskie ceny, również do kolekcji muzealnych. Zainteresowanie rozwinęło się w latach 90., ale wtedy podobały się głównie te „wylizane”, czyli obiektywnie ładne, które sam Witkacy uważał za najodleglejsze sztuce. Typ C, zarezerwowany dla przyjaciół, doceniono dopiero później, chociaż jest najrzadszy i najcenniejszy, bo nie powstawał w celach zarobkowych — tłumaczy Adam Chełstowski, prezes domu aukcyjnego Artissima. Bliskość czystej sztuce, która wielokrotnie podkreślana była przez Witkacego, wiąże się z głęboką filozoficzną podbudową, której autor poświęcał się właściwie przez całe życie. W przeciwieństwie do wizerunków pełnych perwersji i obłędu, gładkie i przyjemne w odbiorze portrety, chociaż na rynku znajdują wielu zwolenników, uznawane były przez niego za pracochłonny przejaw działalności komercyjnej, wpisującej się w fatalistyczną wizję końca sztuki i ogólnego ślepego biegu dziejów.

Nie oznacza to jednak, że portretowani w typie „wylizanym” mogli za najwyższą opłatą liczyć na jakieś specjalne względy — przeciwnie, obowiązywał ich dokładnie wypunktowany regulamin, wedle którego na przykład wizerunki kobiece były o jedną trzecią droższe od męskich. Warunki określały poza tym technikę „mięszaną”, czyli głównie węgiel, kredki, pastele i ołówki, które pozwalały na szybkie wykonywanie pracy. Oglądanie portretu przed ukończeniem było zabronione, przy czym niezadowolony model nie miał prawa żądać zniszczenia obiektu, ale zobowiązany był do zapłaty jednej trzeciej ustalonej stawki. Naczelna zasada Firmy Portretowej była jakby wyjęta z marketingowego przekazu spółek naszych czasów, bo mówiła, że klient po prostu musi być zadowolony — Witkacy rozumiał to jednak trochę inaczej niż w duchu dzisiejszych haseł reklamowych, bo treść regulaminowego punktu brzmiała „Wykluczona jest wszelka krytyka, tak dodatnia, jak ujemna, bez specjalnego upoważnienia firmy, jak również żądanie jakichkolwiek poprawek”. A jeśli konsument ośmieliłby się nie zastosować, zleceniobiorcę porwałaby dzika rozpacz.

Oceń treść:

Average: 9.3 (4 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Etanol (alkohol)
  • Grzyby halucynogenne
  • Klonazepam
  • Kodeina

Substancje&dawkowanie: sto suszonych łysiczek lancetowatych skonsumowanych we dwójkę w około 20 minut (waga ~70kg), 150mg kodeiny (thiocodin), 3mg klonazepamu, dwie szklannice „swojaka”.

Doświadczenie (psychodeliki): amanita muscaria , bromo-dragonfly, dekstrometorfan, doc, ecstasy, gałka muszkatołowa, haszysz, konopie, lsa, lsd, peganum harmala, psilocybe cubensis, psilocybe semilanceata, salvia divinorum, 4-ho-mipt, 4-aco-dmt.

  • MDMA (Ecstasy)

Substancja: MDEA

Drogi Neurogroove!

Dawno już tu nie zawitałem z swoim TRem, a że namawiał mnie pewien pan ze szczerbatą mordą i podbitym okiem, a nadarzyła się okazja by podzielić si z wami doświadczeniami więc jestem i piszę :)
Warto się podzielić gdyż mowa tu nie o MDMA jak mniemałem swego czasu lecz o jej pokrewnej postaci, trochę lżejszej substancji EVĄ też zwaną.

W ową panią zaopatrzyłem się już jakiś czas temu, oczywiście miała to być ta najprawdziwsza z prawdziwych esktaza. 170/g, cena całkiem znośna.

  • Marihuana




Cała akcja miała miejsce w lato, bodajże 2 lata temu. Poszliśmy

z kolegami nad rzekę w takie fajne miejsce, gdzie spotykała się

punkowa młodzież. Wielu rzeczy nie pamietam z racji tego ze to

bylo dawno temu. Wzieliśmy ze sobą mary jane. Wtedy paliłem

jeszcze rzadko, więc po każdym upaleniu miałem...super stan:) Tego

dnia mialem jednak trip życia:} Pamietam że jakiś czas po

spaleniu zioła, zrobiło mi sie trochę słabo. Postanowiłem więc

  • Marihuana
  • Marihuana
  • Tripraport

Dobre nastawienie na spontana

 

        Z powodu ładnej pogody, kilku znajomych organizuje ognisko z kiełbaskami nad rzeką. Piszę do swojego ziomka, żeby wpadał na ośke na grande, pyta się mnie o plany, na co mu odpowiadam, że mam dzisiaj ochote się zgrandzić, wpierdolić do pociągu i pojechać gdzieś w chuj, najchętniej za granice. Jako, że to jest typ lubiący grande na hardcorze to od razu zostaje zachęcony takim planem i mówi, że jak tylko będzie mógł to dołączy do nas na ognisku.  W dalszej części opisu będę nazywał go H.