REKLAMA




Żeby nie zobojętnieć - rozmowa z Basią L.

Wywiad z Barbarą Labudą, Pogromcą Plagi Narkomanii i Sekretarzem Stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Anonim

Kategorie

Źródło

Profil

Odsłony

3549

Od kilku lat patronuje Pani różnym akcjom, które mówią o bardzo trudnych problemach społecznych. Uczą, jak te problemy rozpoznawać i jak je pokonywać. Przede wszystkim Pani nazwisko kojarzone jest z kampaniami antynarkotykowymi...

BL: Kampanie antynarkotykowe są rzeczywiście kojarzone bezpośrednio ze mną, chociaż zajmuję się tym tematem zaledwie od kilku lat. Przede mną wiele osób wypowiedziało walkę tej chorobie, robią to nadal, a ja z nimi współpracuję. Podobnie dzieje się w przypadku innych projektów społecznych, które realizujemy. Ale mimo kojarzenia ich z moją osobą mam poczucie, że zawsze na pierwszym planie jest podnoszony przez nas problem społeczny. I tak powinno być. Eksponowanie własnej osoby kosztem sprawy jest wbrew moim przekonaniom. Za bardzo zależy mi na ukazywaniu problemów i uświadamianiu potrzeby ich zwalczania.

Wszystkie te działania wzięły swój początek od, przeprowadzonej kilka lat temu, dużej kampanii antynarkotykowej...

BL: Tak, od kampanii pod hasłem "zażywasz - przegrywasz". Doprowadziła ona do zmiany mentalności i zmiany postaw wobec tego problemu. Przekonuję się o tym niemal codziennie. Wiele osób zrozumiało, że jest to ważna sprawa, że trzeba ją podejmować, że trzeba o niej mówić. Inne, ogromne znaczenie tej kampanii widzę w tym, że poprzez bardzo szeroko zakrojoną akcję propagandową skierowaną do dzieci, młodzieży i studentów, udało nam się stopniowo doprowadzić do zmiany sposobu rozmawiania z nimi, dyskutowania o trudnych kwestiach.

Początkowo należała Pani do osób, które popierały liberalną wersję ustawy antynarkotykowej, czyli dopuszczającej możliwość posiadania przy sobie małej dawki narkotyków. Dzisiaj popiera Pani surowe zakazy. Z czego wynika ta zmiana postawy?

BL: Kilka lat temu rzeczywiście uważałam, że być może Polsce potrzebna jest ustawa względnie liberalna, czyli taka, która dopuszcza możliwość posiadania przy sobie małej dawki narkotyków. Obawiałam się wówczas, że w sytuacji wprowadzenia przepisów restrykcyjnych, dzieci mogą stać się ofiarami represji policyjnej. Przecież dziecko złapać jest najłatwiej. Ale stopniowo przekonywałam się, że jednak wprowadzenie całkowitego zakazu posiadania narkotyków i karania za posiadanie nawet małej dawki to najlepsze rozwiązanie. Przepisy bardziej liberalne nie tylko utrudniają pracę policji a ułatwiają życie dealerom narkotyków, ale, co gorsze, budują w dzieciach przekonanie, że skoro nie ma kary to znaczy, że wszystko jest w porzšdku. Jeśli polskie władze pozwalają dzieciom mieć przy sobie małą ilość narkotyków, tym samym zgadzają się na ich produkcję i dystrybucję.

Antynarkotykowa kampania "Zażywasz - przegrywasz", jak mało która akcja w Polsce spotkała się z bardzo pozytywną reakcją mediów...

BL: Powiedziałabym nawet, że ta kampania to nasz wspólny sukces. Tylko ta pozytywna reakcja mediów na mój pomysł, aby w każdej stacji telewizyjnej, o tej samej godzinie, wyemitować ten sam film antynarkotykowy, zdecydowała o powodzeniu całego przedsięwzięcia. Bo realizacja tego pomysłu wcale nie była taka prosta. Najpierw musieliśmy pokonać trudności natury prawnej, związanej z uzyskaniem praw do wykorzystania w Polsce filmu, który powstał, specjalnie na użytek takich kampanii, w amerykańskiej wytwórni filmów animowanych. Trwało to bardzo długo, ale nasze zabiegi zostały nagrodzone - zdobyliśmy ten film i to w dodatku bezpłatnie.

O czym jest ten film?

BL: Jest to film o przeciętnej rodzinie amerykańskiej: mama, tata, syn, córka, w której jedno z dzieci przezywa narkomański dramat. To świetnie opowiedziana historia. W amerykańskim stylu, czyli trudny problem podjęty i wyłożony w bardzo prosty sposób. Kiedy go obejrzałam po raz pierwszy, zrozumiałam, jak bardzo jest przekonujšcy i postanowiłam zrobić wszystko, aby polska publiczność mogła go zobaczyć. I tak zaczęła się moja "wędrówka po prośbie" od stacji telewizyjnej do stacji, aż pewnego dnia, w jednej chwili, stacje przerwały emisje swoich programów i zaprezentowały ten jeden ważny film.

Dlaczego ten jeden moment był taki istotny dla tej kampanii?

BL: Dlatego że to było ważne dla sprawy. Nikt, kto siedział wtedy przed telewizorem nie mógł zmienić kanału, aby znaleźć inny program. Przez czterdzieści piec minut wszędzie było to samo - antynarkotykowy film. Dołšczyły również do nas stacje radiowe i prasa, reklamując nasza kampanię.

Ale kampania to nie była jednorazowa akcja...

BL: Postanowiliśmy ten film rozpowszechniać. To znaczy kopiować i wysyłać do szkoł, razem ze specjalnie opracowanym programem instruktażowym dla nauczycieli. Dzięki niemu nauczyciele mogli wspólnie z dziećmi ten film oglšdać i przeprowadzić je w mądry sposób przez treść przekazu. Program dostał bardzo dobre recenzje. W wielu szkołach organizowano pokazy połączone z dyskusja. Jednocześnie przygotowaliśmy specjalne plansze, prezentujące różne narkotyki i powiesiliśmy je w komendach, ośrodkach, szkołach. Później zaczęliśmy organizować jeszcze happeningi.

Nie ogranicza się Pani wyłšcznie do organizowania kampanii społecznych. Często osobiście spotyka się Pani z narkomanami. Jakiej wiedzy dostarczyły pani kontakty ze środowiskiem młodzieży uzależnionej?

BL: Z rozumiałam, ze młodzi ludzie musza cos dostać w zamian za te emocje, jakich dostarcza im narkotyk. Myślę, ze chcą przebywać w bardziej atrakcyjnym świecie. Dlatego podjęliśmy w ramach tej wielkiej akcji antynarkotykowej rozmaite działania dodatkowe: konkursy, imprezy sportowe, happeningi, oglądanie filmów, spektakli, organizowanie spotkań dyskusyjnych. Oprócz tego - nauka wspinaczki po trudnych górskich ścianach, specjalnie dla uzależnionych dzieci i nastolatków. To terapia, która przynosi rewelacyjne wyniki. Przyglądałam się takim zajęciom na obozie wspinaczkowym niedaleko Częstochowy. Przygotowując dzieci do chodzenia po skałkach, trzeba ich nauczyć asekuracji, pokonywania swoich słabości, wspierania drugiej osoby. I okazuje się, ze właśnie ta odpowiedzialność za kolegę czy koleżankę staje się początkiem wewnętrznej przemiany.

A to chyba oznacza, ze rodzice dzieci uzależnionych od narkotyków powinni szukać dodatkowych rozwiązań i nie ograniczać się wyłącznie do terapii w ośrodkach odwykowych...

BL: Ja naprawdę wierzę w skuteczność takich działań, jeśli są umiejętnie prowadzone. To może trwać dni i miesiące, byle oni zrozumieli, jakie konsekwencje niesie branie narkotyków. Ze niszczy ich życie, świadomość, wolność. Bo dzieci bardzo często mówią o wolności, nie rozumiejąc, ze są niewolnikami. O niczym w rzeczywistości nie decydują, decyduje wyłącznie nałóg.

Z tych wszystkich doświadczeń, zdobytych w czasie organizowania akcji "Zażywasz - przegrywasz" i osobistych obserwacji środowiska, wynikła zapewne druga kampania - "Narkotyki - Nie biorę"...

BL: Tak, tym razem namówiłam do współpracy liderów polskiej sceny rockowej. Przy tej kampanii służył mi radą Liroy, kilka innych osób również natychmiast przystąpiło do pracy: Agnieszka Chylińska, Kasia Nosowska i Piotr Muhamed. Powiedziałam im - mówcie przed kamera, co chcecie. I mówili naprawdę piękne rzeczy. Powstały spoty, na które potrzebowałam sto tysięcy dolarów, a wszystko dostałam za darmo. Ludzie, którzy to tworzyli, mieli poczucie, ze uczestniczš w szlachetnym przedsięwzięciu. A ja często trafiałam na rodziców, którzy mówili "pomagam w tej akcji, bo moje dziecko jest narkomanem".

Czy polskie doswiadczenia i osiągnięcia w społecznych akcjach na rzecz walki z problemem narkotykowym są na tyle znaczące, ze inne kraje mogą z nich korzystać?

BL: W Polsce jest życzliwość wobec tych, którzy walczą z narkomania, a niechęć do narkotyków. Mamy świetnych, profesjonalnie przygotowanych edukatorów, terapeutów, rozbudowana siec organizacji pozarządowych i placówek państwowych wyspecjalizowanych w tej dziedzinie. Myślę, ze mogłoby tu powstać środkowoeuropejskie centrum antynarkotykowe o charakterze informacyjno-propagandowo-profilaktycznym i pracować dla całego regionu, to znaczy dla Czech, Łotwy, Litwy, gdyż wszędzie występuje ten sam problem, a kraje te nie maja aż takiego doświadczenia jak Polska w zakresie społecznych działań antynarkotykowych.

Wydaje się oczywiste, ze pozycja, jaka Pani zajmuje, ułatwia zdobywanie sponsorów i współpracowników, którzy pomagają organizować akcje społeczne. Jednocześnie wiele osób o znaczących nazwiskach nigdy nie angażuje się w podobne, społecznie ważne przedsięwzięcia. Skąd bierze się w Pani ten zapal do prowadzenia działalności społecznikowskiej?

BL: Z jakiejś wewnętrznej potrzeby. Często oglądam świat od smutnej strony, pełnej problemów, nad którymi musimy się zastanowić i postawić sobie pytania: po co ja tu żyję? Co ja mogę w tej sprawie zrobić? Ja sobie stawiam te pytania. Z nimi przyszłam na świat i to nie jest moja zasługa. Każdy z nas je w sobie nosi. Oczywiście można je wyeliminować albo rozwijać. Ja rozwijam. Prowadzę tez inne rozmowy, nie tylko o tym, jak żyć by wspierać ludzi, ale dla mnie to jest najważniejsze. Bez tego moje życie jest przekreślone. Nie ma sensu, jeśli czegoś nie robię. Musze wiedzieć dokładnie co, z kim, w jaki sposób - żeby zmienić świat. I robię to tez dla siebie. Jeśli pomagam innym - jestem szczęśliwa.

Wiele osób, zajmujących się smutnymi, trudnymi problemami, świadkujących bolesnym dramatom często staje przed problemem - jak pomagać innym, żeby im nie zaszkodzić, i żeby samego siebie nie zniszczyć. Wydaje się, ze Pani znalazła dla siebie optymalne rozwiązanie...

BL: Musiałam wypracować w sobie postawę wobec bólu i cierpienia, z którymi się stykam. Gdy pomagam nieszczęśliwej osobie, nie mogę jej cierpienia brać na siebie, bo to mnie zniszczy. Nikomu wtedy nie pomogę tylko wpadnę w depresje. Ja, na szczęście, jestem odporna, nie mam skłonności do rozpaczania. Można komuś pomóc zdjšć cierpienie, ale on sam musi zmienić swoje życie, podjšć pewne decyzje, sam za siebie postanowić. Dużo jest tego bólu, ponieważ ludzie często zachowują się wobec siebie egoistycznie, nie bacząc na cudza krzywdę. Oduczanie egoizmu jest strasznie trudne. Mam nadzieje, ze nie jestem egoistką i chciałabym utrzymać ten stan do końca. Żeby nie być egoistką, żeby nie dać się zniszczyć przez cudzy ból, ale tez nie zobojętnieć na niego. Właśnie - żeby nie zobojętnieć.

(wywiad przeprowadzony dla miesięcznika "profil" przytoczony bez wiedzy i zgody autora, dostarczony przez tajnego dostarczyciela - an_d)

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

xyz (niezweryfikowany)
To właśnie ona jest egoistką !
Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan

WAGA: 68 kg

DOŚWIADCZENIE: DXM, Marihuana, Alkohol

DATA PRZYJĘCIA: 31.06.2009

SET & SETTINGS

Impreza u mnie w mieszkaniu, 6 osób razem ze mną. Start około godziny 19. Planowałem wziąć tego dnia 10 tabletek max, kolega proponował mi żebym wziął je wszystkie naraz, ale zbyt się balem żeby to zrobić, ale w końcu łącznie wziąłem 22 z przerwami

ZAŻYTE SUBSTANCJE: 22 tabletki Acodinu (330mg DXM)

  • Etanol (alkohol)
  • Mefedron

Piątkowy wieczór, wynajmowane mieszkanie, grupa znajomych, zero zmartwień, posiadówa na dużym balkonie pod szaroczarnym, miejskim niebem.

Na pierwszy kontakt z dostarczonym przez pana listonosza mefedronem, nałożyła się wizyta dobrego, starego znajomego z HR i nowego kolegi z hajpowego irca. Spędziliśmy noc na gorączkowych rozmowach na balkonie, nie wychodziliśmy z domu. Wszyscy uczestnicy przyjęcia, w chwili jego rozpoczęcia byli pełnoletni. Podczas imprezowania, jak i pisania niniejszego tekstu nie ucierpiały żadne zwierzęta.

  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

nastawienie bardzo dobre ale set zmieniający się ciągle z pozytywnego na b. kiepski

wieczór zacząłem od świńskiego chlania w obskurnym- psychodelicznym barze w którym to nawet całkiem śmiesznie było po trzech piwach, jednak moja frustracja z powodu imprezowania wyłącznie z samym alkoholem narastała, dlatego jak na degenerata przystało, postarałem się o szczyptę czegoś zielonego na uśmierzenie mojej jakże to silnej chęci, cholera, nie ma nic gorszego niż ćpak bez paszy!

  • MDMA (Ecstasy)

Tydzien po pierwszy kontakcie z XTC postanowilem ze wezme drugi raz. Zreszta, nie oszukujmy sie, caly tydzien myslalem o tym ze juz jest piatek, a co za tym idzie - dyskoteka. Ulubione `Metro` - najwieksza cpalnia w miescie i takie tam... Mniejsza o to. Pomijajac fakt ze musialem czekac jakies dobre dwie godzinki, ktore umilalem sobie graniem w pasjansa, paleniem papierosow, ciaglym (prawie) patrzeniem w okno, ogolnym wyczekiwaniem no i stresem ;), na kolesia, ktory mial mi `podrzucic` kolko... pomijajac ten fakt bylo pozytywnie.

randomness