Wypicie dwóch piw skuteczniejsze niż paracetamol?

Sięgnięcie po piwo w celu wyleczenia kaca może być wyborem lepszym, niż myślisz. Nowe badania wskazują, że wypicie dwóch piw jest tu bardziej skuteczne, niż przyjmowanie dostępnych bez recepty leków przeciwbólowych.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

interestingengineering.com
Jessica Miley

Komentarz [H]yperreala: 
W kwestii ostatniego akapitu weźmy poprawkę na to, że dla Brytyjczyków koncepcja konsumpcji zimnego śledzia może być zdecydowanie bardziej osobliwa, niż dla nas ;)

Odsłony

333

Sięgnięcie po piwo w celu wyleczenia kaca może być wyborem lepszym, niż myślisz. Nowe badania wskazują, że wypicie dwóch piw jest tu bardziej skuteczne, niż przyjmowanie dostępnych bez recepty leków przeciwbólowych. Naukowcy z Uniwersytetu w Greenwich wykazali, że picie piwa może zmniejszać dyskomfort związany z odczuwaniem bólu nawet o 25%. Osiągnięciu poziomu alkoholu we krwi w okolicach 0,08 towarzyszy podwyższenie granicy odczuwania bólu. Badacze twierdzą, że skutkuje to „umiarkowanym do znaczącego (moderate to large) obniżeniem oceny intensywności bólu”

Autorzy badania wyjaśniają dalej, iż "rezultaty sugerują, że alkohol jest skutecznym lekiem przeciwbólowym, który zapewnia istotne klinicznie zmniejszenie intensywności bólu, co może wyjaśniać zjawisko nadużywania alkoholu przez osoby borykające się z uporczywym bólem pomimo potencjalnych długoterminowych konsekwencji dla zdrowia". Metaanaliza, opublikowana w Journal of Pain, dotyczyła 18 badań, w których udział wzięło ponad 400 osób.

Badania dowodzą, że alkohol może zmniejszać ból, ale nadal nie znaczy to, że jest dla Ciebie dobry

Chociaż alkohol może zmniejszyć odczuwany przez Ciebie ból, badanie w żaden sposób nie sugeruje, że oznacza to, że jest dla Ciebie dobry, w związku z czym powinieneś zastąpić środki przeciwbólowe takie jak paracetamol lagerem. Rosanna O'Connor, dyrektor ds. Alkoholu i Narkotyków w Public Health England, powiedziała: "Nadmierne picie spowoduje w dłuższej perspektywie o wiele więcej problemów. Lepiej udać się do swojego lekarza rodzinnego”.

'Metoda na sierść'

Leczenie kaca metodą „na psią sierść” sięga czasów, gdy uważano, że najlepszym sposobem na pokąsanie przez psa jest przyklejenie jego sierści do rany. Ta sama logika ma zastosowanie do kaca i opiera się o założenie, że to, co sprawia, że czujesz się źle, może Cię także paradoksalnie wyleczyć.

O ile picie alkoholu na kaca może wydawać się dobrym pomysłem, jest to tylko jedno z wielu dziwnych i zdumiewających lekarstw na przytłaczający syndrom dnia następnego. W starożytnym Rzymie popularnym lekarstwem było zjedzenie kanarka usmażonego w głębokim oleju. Cóż, pozostaje założyć, że nie znano jeszcze wówczas frytek. Starożytni Grecy zapewniali z kolei, że idealnym remedium będą owcze płuca z dwoma sowimi jajami. Jest to prawdopodobnie starożytny odpowiednik jajek na bekonie.

Kuracje z całego świata

Chociaż te starożytne metody mogą przyprawiać o gęsią skórkę, współczesne metody z całego świata nie wydają się dużo bardziej atrakcyjne. Większość budzących największy respekt i zarazem najprawdopodobniej najefektywniejszych wydaje się obejmować konsumpcję różnego rodzaju marynowanych artykułów spożywczych, cechujących się szczególnie wyrazistym smakiem. Japończycy sięgają po marynowane morele lub śliwkę znaną jako umeboshi. Owoc jest najpierw suszony, a następnie marynowany do punktu, gdy staje się zarazem bardzo słodki i bardzo kwaśnego. Niewykluczone, że działanie opiera się tu na dostarczeniu doznań wystarczająco silnych, by odwrócić uwagę od pulsującej bólem głowy. Niemcy idą krok dalej i kiedy zdarzy im się popuścić cugli, po przebudzeniu udają się do lodówki po rolmopsa, czyli zimnego marynowanego śledzia. Jeśli TO nie będzie w stanie zmienić Waszej perspektywy, trudno zgadnąć, co mogłoby tego dokonać...

Oceń treść:

Average: 8 (3 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Bad trip
  • LSD-25
  • Marihuana

Domowe Zacisze z przyjacielem, pusta chata na wsi, rodzina wyjechała. Nastawienie pozytywne.

Trip ten miał miejsce około 4 lata temu, skutki tego przeżycia odczuwam w małym stopniu do dziś. Jako, że było to dawno temu i działo się wtedy bardzo dużo, przy czym background też jest ważny, postaram się utrzymać fakty zwięźle i rzeczowo.

Background:

  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

Nienajgorsze. Lepiej mi się tripuje z przyjacielem albo samemu, niż z wujkiem, bo przy tym ostatnim często mi się fazy "spłycają". Na szczęście szybko mnie opuścił.

Próbowaliście kiedyś wykorzystać MJ do pisania wierszy? Jeżeli nie, serdecznie polecam :) Jest także dobrą towaryszką do filozofowania. Nie wiem czemu tak duży odsetek spoleczności podchodzi do niej jak do zabawki- psychodelik jak każdy inny- też potrafi dać niezapomniane stany. Opisane poniżej doświadczenie wprawdzie nie jest jakieś tam zbyt ciekawe, ale to kwestia małej ilości spalonego kwiatostanu :) Niemniej postanowiłem się tym doświadczeniem podzielić z dwóch względów- lubię pisać reporty, a po drugie, może kogoś to skłoni do przemyśleń czy coś w tym stylu.

  • Grzyby halucynogenne
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Set: Trudny okres w życiu, dużo stresu, bardzo częste myśli samobójcze, natrętne i raczej pesymistyczne przemyślenia o świecie i śmierci. Nastawienie do grzybów było pozytywne i przeważała duża ciekawość, ale zważając na mój stan psychiczny, było też wiele niepewności i obaw. Setting: dom dwóch znajomych, przyjazne otoczenie, na środku ustawiony duży, kolorowy abstrakcyjny obraz, który traktowaliśmy jako punkt odniesienia; jedna osoba, której wcześniej nie znałem i jeden trip sitter, który cały czas był trzeźwy.

Całe moje doświadczenie z substancjami psychoaktywnymi zamykało się do tej pory na THC oraz etanolu, ale od dłuższego czasu chciałem spróbować grzybków i LSD. Kiedy więc mój znajomy (nazwę go tutaj H.) powiedział, że zamówił growkit i właśnie szykują się do suszenia drugiej partii grzybów, od razu powiedziałem, żeby brali mnie pod uwagę, kiedy będą chcieli je testować. Parę dni temu dostałem wiadomość, że mam wpadać, bo dzisiaj będzie ten dzień. Szybko zjawiłem się w domu H. Na stole zobaczyłem wagę i całe pudełko pięknie ususzonych grzybów.

  • Benzydamina

no wiec postanowilem wyprobowac Tantum Rosa. spozylem jedna saszetke, co

dalo 0,5g benzydaminy, czyli polowe ilosci, jaka pochlonal Roman

(trip-report na NeuroGroove). nie chcialem brac tego wiecej, przygode z

nowymi dla mnie srodkami zawsze zaczynam od malych ilosci, poza tym lek

zawiera takze zwiazki pomocnicze: chlorek sodu (zwykla sol kuchenna) i

p-toluenosulfonian trojmetylocetyloamoniowy. nie znalem swojej ewentualnej

reakcji na ta druga substancje, poza tym jej nazwa troche mnie przerazila,