Metoda zastraszenia właścicieli nieruchomości, w których dochodziło do sprzedaży środków odurzających, okazała się skuteczna w Łodzi. Czy sprawdzi się także w Pabianicach?
Władze miasta skierowały do właściciela budynku przy ul. Zielonej, w którym mieści się sklep z dopalaczami, pismo o zaniechanie immisji. To kolejny sposób na walkę z handlem dopalaczami w Pabianicach. Metoda zastraszenia właścicieli nieruchomości, w których dochodziło do sprzedaży środków odurzających, okazała się skuteczna w Łodzi. Czy sprawdzi się także w Pabianicach? Jak zapowiada Aneta Klimek, jeśli adresat pisma nie zastosuje się do niego, sprawa zostanie skierowana do sądu.
Immisja to szkodliwe działanie właściciela danej nieruchomości na sąsiedztwo i przez to obniżanie wartości sąsiednich budynków, posesji. O tym, że handel, który odbywa się przy ul. Zielonej, negatywnie wpływa na otoczenie, wiedzą przede wszystkim okoliczni mieszkańcy. Na podejrzanych klientów skarżą się także taksówkarze i właściciele pobliskich punktów handlowo-usługowych. Szczególnie, że kupujących nie płoszy zaparkowany przy wejściu do „tajnego” sklepu radiowóz policji. Pewnym krokiem naciskają dzwonek i wchodzą do środka. Chwilę później wychodzą z zakupami...
Czwartek, godz. 16, ul. Zielona w Pabianicach. Przy posesji nr 5 stoi radiowóz policji. Na tyłach sąsiadującego budynku namawia się dwóch młodych mężczyzn. Dyskretnie wyglądają zza ściany i patrzą w kierunku strzeżonego przez policję budynku. Po kilku sekundach jeden nabiera odwagi. Przechodzi pewnym krokiem obok radiowozu, podchodzi do drzwi, naciska dzwonek i wchodzi do środka. Tak wygląda handel dopalaczami w centrum Pabianic. W „tajnym” sklepie (na budynku nie ma szyldu), od rana do wieczora jest spory ruch (zwłaszcza w weekendy). Sympatycy towaru, który tam się sprzedaje, testują go w pobliskim Parku Jordanowskim, zakłócając spokój i bezpieczeństwo rodzin spacerujących w miejskim zieleńcu z dziećmi.
Władze miasta - wzorem Łodzi - postanowiły walczyć z handlarzami tymi substancjami na drodze sądowej. Na razie skierowały pismo do właściciela budynku przy ul. Zielonej 5, o zaprzestanie immisji (działania na swoim gruncie, którego skutki odczuwalne są na gruncie sąsiedzkim).
- Jeśli adresat nie zastosuje się, sprawa trafi do sądu. Będziemy domagać się sądowego nakazu zaniechania immisji - informuje Aneta Klimek, rzecznik pabianickiego magistratu.
O ile władze Łodzi w sądzie mogły domagać się odszkodowania za obniżenie wartości sąsiadujących ze sklepem nieruchomości, to prezydent Pabianic tego zrobić nie może. Wszystkie sąsiadujące ze sklepem posesje są prywatne. Jedynie Park Jordanowski należy do miasta, ale ten oddzielony jest od ul. Zielonej 5 jednym budynkiem.
Walka z dopalaczami w Pabianicach trwa od kilku lat. Są w nią bardzo zaangażowani strażnicy miejscy, którzy organizowali zaskakujące pokazy przed pabianickimi punktami sprzedaży tych substancji. Od lutego funkcjonariusze uruchomili wspólne patrole z policją przed sklepami z dopalaczami. Patrole od rana do wieczora pilnowały sklepów przy ul. Brackiej, przy ul. Orlej oraz przy ul. Zielonej. Po kilku tygodniach sklepy zamknięto. W kwietniu funkcjonariusze zauważyli, że przy ul. Zielonej sprzedaż znów się odbywa.
Czy właściciel budynku zastosuje się do pisma?
Urodziny kolegi pod gołym niebem w pochmurny deszczowy dzień. Wyborne towarzystwo, w dobrym humorze z dobrym nastawieniem. Pozytywne zaskoczenie niespodzianką.
Witam wszystkich zebranych po raz trzeci, skoro już tu jesteście to życzę miłej lektury.
Trzeci raz, słowem wstępu:
| na początku zahaczmy o sprawy techniczne, będzie więc króciutko o organizacji tego tekstu: część pierwsza pobieżnie opowie ci, co w części drugiej znajdziesz dokładny opis |
Długo przygotowywałem się na nowe doświadczenie z jakimś środkiem. Często popijam alkohol, czy odpalam ziółko ale świat narkotyków nigdy mnie jakos nie fascynował. Przy pierwszym paleniu niezbyty podobał mi się ten stan, bałem się bardzo kwasu. Bałem się, że to doświadczenie mnie przerośnie. Mimo wszystko po 3 tygodniach przekładania tego nie było już odwrotu. Umówiłem się ze znajomymi... Było nas 5(dwie koleżanki, dwóch kolegów oraz ja).
Był piękny dzien, było strasznie ciepło(około 27 stopni). Obudziłem się dość wcześnie, żeby się umyć, ubrać, zjeść. Już godzinę przed budzikiem nie mogłem wstać, doszło do mnie wtedy najmocniej, że to może się źle skończyć. Mimo wszystko wiedziałem, że już nie zostawię znajomych. Niepewnie wstałem i zacząłem się ogarniać. Wziąłem głośnik, bluzę, w razie czego soczewki jak bym jakąś zgubił, i power banka w razie czego. Spotkaliśmy się wszyscy i poszliśmy jeszcze do sklepu.