Wtorek 05.06.1*
Na ławie oskarżonych zasiądzie 56-letni Juliusz N., któremu prokuratura zarzuciła, że w Łodzi i regionie posiadał sieć sklepów, w których – m.in. w automatach - sprzedawano dopalacze. Czy to oznacza, że mamy do czynienia z kolejnym – po słynnym Dawidzie B. - „królem dopalaczy”?
Na ławie oskarżonych zasiądzie 56-letni Juliusz N., któremu prokuratura zarzuciła, że w Łodzi i regionie posiadał sieć sklepów, w których – m.in. w automatach - sprzedawano dopalacze. Czy to oznacza, że mamy do czynienia z kolejnym – po słynnym Dawidzie B. - „królem dopalaczy”?
Juliusz N. to znana postać łódzkiego świata kryminalnego. Prokuratorzy podkreślają, że był wiele razy karany – m.in. za zabójstwo, za które został skazany na 15 lat więzienia. Tym razem odpowie za handlowanie dopalaczami. Były one tak szkodliwe dla życia i zdrowia, że 25 osób zatruło się nimi i wylądowało w szpitalu. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Okręgowego w Łodzi. Oskarżonemu jako recydywiście grozi do 12 lat więzienia.
Według Prokuratury Okręgowej w Łodzi, która prowadziła śledztwo w tej sprawie, Juliusz N. sprzedawał dopalacze przez sieć dziewięciu sklepów: w Łodzi przy ul. Gdańskiej, ul. Nawrot i trzech przy ul. Rzgowskiej, a także w Zgierzu, Brzezinach, Piotrkowie Trybunalskim i Rawie Mazowieckiej. Dopalacze sprzedawano jako artykuły kolekcjonerskie pod tak zaskakującymi nazwami jak sól czyszcząca czy wyciągacz wilgoci.
Oficjalnie dopalacze sprzedawano w sklepach z tzw. śmiesznymi rzeczami typu dulawki, zapalniczki, fajki wodne czy papierosy elektroniczne. Jednak – jak ustaliła prokuratura – wyroby te nie cieszyły się zainteresowaniem klientów, którzy skupiali się na zakupie dopalaczy. A ci którzy się nimi zatruli i trafili do szpitala, z pewnością nie było do śmiechu. Sprzedawcy zeznawali, że dopalacze były jedynym źródłem dochodu. Z ich relacji wynikało, że jak rano przychodzili do sklepu, to dopalacze już były. W ciągu dnia je sprzedawali, po czym zostawiali utarg i opuszczali sklepu. Nazajutrz pieniędzy już nie było, ale były kolejne dopalacze.
W niektórych sklepach pojawiły się automaty do sprzedaży dopalaczy. Aby otrzymać żądany produkt, trzeba było wrzucić monetę 5-złotową (tylko o takim nominale). Dopalacze były znacznie droższe. Dlatego kupujący zwracali się do sklepowego sprzedawcy, aby im zamienił banknoty na monety.
Podczas przesłuchania Juliusz N. nie przyznał się do winy. Wyjaśnił, że prowadził sklepy z dulawkami, fajkami wodnymi itp., zaś jeśli sprzedawano w nich dopalacze, to czyniły to osoby, którym podnajmował powierzchnie handlowe.
Przypomnijmy, że 31-letni Dawid B. zwany dotąd „królem dopalaczy” został prawomocnie skazany na pięć lat więzienia w listopadzie 2020 roku przez Sąd Apelacyjny w Łodzi.
Piękna pogoda, brak obowiązków, tylko kobiete rano obudzic :D
Wtorek 05.06.1*
Wieczór. Gwieździste niebo. Pokoj. Dobre samopoczucie
Około godziny 23:00 decyduję się na wrzucenie 50mg 4-Aco-DMT. Miało być mniej, 30mg, nie tripowałem od jakiegoś roku, ale w końcu postawiłem na 50mg. Zawartość samarki wylądowała w ustach rażąc swą gorzkością. Potrzymałem to trochę w buzi i połknąłem.
Mój pierwszy kontakt(i chyba ostatni) z gałką.
16:15 Do szklanki wsypałem 4 paczki mielonej gałki Kamis w sumie 60g,
zalałem letnią wodą i po paru minutach zabrałem się do spożycia.
Poszło na 4 razy. Smak okrutny, popijałem herbatą. Później jeszcze zabijałem ten smak musztardą
Po 1,5h lekko zacząłem odczuwać efekty. Zaburzenia widzenia, pojawiały się jakieś niebieskie wędrujące łaty. Cały czas odbijał mi się smak gałki - ochyda, do tego jeszcze zaczął mnie boleć brzuch.
data zatrucia ;-): 06.10.2001r.
dawka trucizny: 2 razy po 150mg bromowodorku DXM (Acodin tabletki po 15mg - wrzucone 20 tabletek po 10 w odstępie 10-15 minutowym, rozgryzione i popite yerba mate
godzina: opis: