Szkoła uczy, jak palić marihuanę (komentarz)

Wściekli rodzice żądają wycofania z brytyjskich szkół ulotki, która "reklamuje" narkotyki - pisze "Daily Mail."

Koka

Kategorie

Źródło

londyn.gazeta.pl

Odsłony

587

Wściekli rodzice żądają wycofania z brytyjskich szkół ulotki, która "reklamuje" narkotyki - pisze "Daily Mail." Ulotki zatytułowane "Poznaj marihuanę" są rozdawane uczniom brytyjskich szkół przygotowującym się do egzaminów końcowych w gimnazjum. 15-latkowie dowiadują się z nich między innymi, jak palić "trawkę", czy lepiej używać specjalnej fajki czy metody "na wiaderko" i jak skręcić jointa. W ulotce znalazły się również ceny specjalnych inhalatorów do marihuany, określonych przez autorów opracowania mianem "mniej ryzykownych" i ostrzeżenie, żeby do zrobienia skręta nie używać więcej niż trzech warstw bibułki. Książeczka zaczyna się słowami: "Poznaj skutki palenia marihuany, dowiedz się jak prawidłowo jej używać i zminimalizuj ryzyko z tym związane".

Ulotka informuje nastolatków, że "marihuana pomaga się zrelaksować" i "po joincie muzyka brzmi lepiej". Ostrzeżenie, że narkotyk jest nielegalny w Wielkiej Brytanii znalazło się dopiero na stronie 14 liczącej 20 stron książeczki, zaraz obok informacji, że osoby niepełnoletnie trafią przed sąd dopiero po trzecim aresztowaniu przez policję za posiadanie narkotyków. Niektóre brytyjskie gminy, jak Northumberland, wręczają ulotkę tylko nastolatkom już uzależnionym od narkotyków, którym starają się pomóc zwalczyć nałóg. Jednak w innych regionach kraju, np. w North Tyneside, książeczka trafia do rąk wszystkich dzieci. W ubiegłym roku we wspomnianych gminach do klinik odwykowych trafiło 1900 nastolatków poniżej 18 roku życia. Połowa z nich była uzależniona od marihuany. Rzecznik lokalnego rządu powiedział: "Ulotka stanowi część narodowego programu edukacyjnego, którego celem jest uświadomienie uczniom ostatnich klas gimnazjum ryzyka związanego z niewłaściwym używaniem narkotyków. Gmina nie otrzymała żadnej oficjalnej skargi w sprawie materiałów w niej zawartych."

Źródło:

Poniżej publikujemy komentarz Dariusza Chętkowskiego, publicysty tygodnika Polityka.

Narkotyzują się czy nie? Realizm Brytyjczyków poraża mnie tak samo jak idealizm Polaków. Brytyjczycy wpadli na pomysł, aby dzieci rzeczowo poinformować o najmniej ryzykownych sposobach zażywania narkotyków (zob. tekst). Natomiast my trzymamy się kurczowo metody milczenia i nieinformowania. Wyobrażamy sobie pewnie, że jak się o narkotykach z dziećmi nie mówi, to problemu nie ma. Jak ma się sprawa z narkotykami, tłumaczył kiedyś moim uczniom Tomasz Piątek (mieliśmy spotkanie autorskie z twórcą “Heroiny”). Na pytanie, czy wpadł w nałóg na studiach we Włoszech, odpowiedział, że nie, gdyż tylko w Polsce nikt kompletnie nie interesował się tym, że się narkotyzuje. Tylko w Polsce nikt nie patrzył mu na ręce, tylko tu mógł to robić całkowicie bezkarnie. Oczywiście jakieś pogadanki o narkotykach nauczyciele wygłaszali, ale miały one takie znaczenie jak straszenie dżumą zadżumionych. Mam nadzieję, że pisarz przesadził, ale jakoś mi się to wydało prawdziwe. W sprawie narkotyków potrzebujemy przede wszystkim otwartości. Dzieci się narkotyzują, a dorośli uważają, że nie. Żyjemy stereotypami. Uważamy, że Rumuni, Cyganie, Czeczeńcy i Ormianie to może i owszem, ale nasze polskie dzieci to w żadnym wypadku. Tymczasem może być odwrotnie. Mamy bardzo łatwy dostęp do narkotyków. Uświadomiłem to sobie, gdy przyjechała do nas grupa Niemców na wymianę. Ledwo wyszliśmy na ulicę, a dzieciaki pozałatwiali sobie skręty i coś tam jeszcze. Ten i ów odleciał, zgarnęła ich policja. Nam nauczycielom policjanci powiedzieli, że Niemcy do nas przyjeżdżają, aby sobie poużywać. Chodzimy sobie po Krakowie, policja czai się na nastoletnich obcokrajowców, a naszym odpuszcza. Ja też mogę się czarować, że w mieszanej grupie moich uczniów oraz niemieckich tylko Niemcy zażywają narkotyki, a moi w żadnym wypadku tego nie robią. Inaczej mówiąc, obie grupy poszły do burdelu, ale Polacy tylko po to, aby sobie popatrzeć. Jeszcze muszę moich uczniów pochwalić za panowanie nad sobą. Nie ma to, jak żyć złudzeniami. Brytyjczycy pozbyli się złudzeń, a nam bardzo daleko do tego. Pamiętam wyniki ankiety w pewnej szkole prywatnej, w której uczyłem przed laty. Ankieta dowodziła, że prawie wszyscy uczniowie widzieli, jak ktoś się narkotyzuje, a połowa licealistów miała już to doświadczenie za sobą, tzn. sama zażywała, raz bądź częściej. Wyniki były wstrząsające. Jednak dyskusja rady pedagogicznej obracała się wokół kwestii, dlaczego uczniowie nas oszukują. Doświadczeni nauczyciele wypowiadali się, że dzieci na pewno się chwalą, dla żartów wprowadzają nas w błąd, jaja sobie z nas robią. W rezultacie wyrzuciliśmy ankietę do kosza i o niej zapomnieliśmy. Pracowaliśmy w błogim przekonaniu, że uczymy aniołków. W ilu polskich szkołach uprawia się taką samą fikcję? Podobno nauczyciele zauważają około 4 proc. przypadków wymagających ich interwencji, a reszty albo nie są w stanie zauważyć, albo też uparcie nie chcą widzieć. Zastanawiam się, co by się stało, gdybyśmy otworzyli szeroko oczy i przyjrzeli się, co nasi uczniowie robią. Być może wydalibyśmy wtedy podobną broszurę do brytyjskiej. Zażywać narkotyki, zupełnie nie mając o tym pojęcia, to dopiero jest katastrofa.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Już był ten news przecież, tylko komentarze znikneły.
proch (niezweryfikowany)

i news tez jakis inny troche<br><br>leo why?
Zajawki z NeuroGroove
  • 4-HO-MET
  • Retrospekcja

Ciepłe czerwcowe popołudnie w parku miejskim. Pierwszy psychodeliczny trip.

 

Trip, który wam dziś wam opiszę, miał miejsce w czerwcu 2014 roku, a więc wieki temu w skali internetu (i ustawodawstwa narkotykowego). W zasadzie nawet nie powinienem mówić „trip” w liczbie pojedynczej, bo to były dwie osobne przygody – czas jednak zatarł większość szczegółów i ciężko dziś powiedzieć co kiedy miało miejsce. To, co wam tu przedstawiam, to rekonstrukcja zdarzeń i odczuć sporządzona na bazie wspomnień, zdjęć i nagrań z dyktafonu.

--------

  • Inne
  • Tripraport

---

Witam serdecznie. Jakiś czas temu miałem do czynienia z afrykańskim korzeniem snów i byłem zachwycony jego możliwościami, a nawet bardziej samym faktem śnienia i tego, jak ciekawy jest to stan. Postanowiłem wypróbować kilka specyfików mających za zadanie wzmocnić moc kreacji marzeń sennych. Zdaję sobie sprawę, że są ciekawsze, toteż, gdy nadejdzie okazja, skosztuję również ich. Na razie jednak mam za sobą próbę z czterema "umilaczami" zupełnie legalnymi i chcę zdać recenzję. Trochę w tym raporcie będzie rozczarowań i trochę bardzo miłych niespodzianek.

  • 4-HO-MET
  • Retrospekcja

Noc, wystylizowany do podróży pokój, odpowiedni strój, podniecenie i duży niepokój związany z dawką.

No i w końcu do tego doszło, lata czytania neurogroove oraz serwisów pokrewnych wreszcie doprowadziły mnie do mojego własnego trip raportu.

 

Miał to być mój 4 raz z tryptaminami, a drugi raz z 4-ho-met i stwierdziłem, że dalsze bawienie się w próbowanie dawek traci już sens, jeśli rzeczywiście chcę zacząć DOŚWIADCZAĆ, a nie ślizgać się po powierzchni doświadczenia. Można powiedzieć, że byłem gotów na wszystko, od totalnej euforii, do najgłębszego badtripa (którego oczywiście prorok mi nie poskąpił, hehe).

 

  • DiPT

Substancja i dawka: 60-70 mg DiPT (diizopropylotryptamina)





Pewnego słonecznego dnia w wakacje 2004 roku zażyłem z rana mniej więcej 60 - 70 mg DiPT\'a. Miałem to od znajomego, który zamówił tą dziwną substancję z research chemicals. Nie chciałem z początku pisać tego TR, bo DiPT wydał mi się na początku mało ciekawą substancją. Z perspektywy czasu jednak wspominam to jako zabawne, nietypowe doświadczenie.