REKLAMA




Rodzice się modlili, dzieci zbierały na narkotyki [REPORTAŻ]

Brały wszystkie dzieci z katolickiej wspólnoty. Narkotyki bez problemu kupowały w szkołach. – Jak to możliwe, że się nie zorientowałam? – pyta mama Kasi, która pracuje w bydgoskim ośrodku uzależnień.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Tygodnik Bydgoski
Magdalena Gill

Odsłony

361

Brały wszystkie dzieci z katolickiej wspólnoty. Narkotyki bez problemu kupowały w szkołach. – Jak to możliwe, że się nie zorientowałam? – pyta mama Kasi, która pracuje w bydgoskim ośrodku uzależnień.

Ostatnie piętro kamienicy w centrum Bydgoszczy. Duże, przytulne mieszkanie, tradycyjnie urządzone. Za oknem – zadbane, zielone podwórko, gdzie aż chciałoby się odpocząć w upalne dni. To tu mieszka 14-letnia Kasia Kamińska* wraz z rodzicami i 24-letnią siostrą (jest jeszcze 28-letni brat, ale mieszka oddzielnie). Dziewczyna kończyła podstawówkę w „katoliku”, a obecnie uczy się w publicznym gimnazjum na Szwederowie. Siostra niedawno skończyła bydgoską Akademię Muzyczną. Rodzice pracują na zmiany, by „z dziećmi w domu zawsze ktoś był”.

– Mam wyrzuty sumienia, że niczego nie zauważyłam. Przecież z uzależnionymi ludźmi rozmawiam każdego dnia, a po przeanalizowaniu zachowania córki zrozumiałam, że jakieś symptomy były. Nie mogłam jednak uwierzyć, że moje dziecko, z którym o zagrożeniach związanych z narkotykami rozmawiam non stop, zdecyduje się po nie sięgnąć – mówi 51-letnia Anna Kamińska*.

KRONIKA POLICYJNA

Dopalacze zabiły 18-latka

7 czerwca 2017. Rodzice 18-letniego Karola* wzywają karetkę do wsi Drzewce koło Białych Błot. Chłopak dzień wcześniej był na imprezie, wrócił nad ranem. Wstaje około południa, je obiad i nagle traci przytomność.

Niestety, reanimacja nic nie daje. 18-latek umiera. Lekarze informują, że prawdopodobną przyczyną śmierci było zażycie dopalaczy.

Szklane oczy na zdjęciu

Kasia jest drobną szatynką, z włosami do ramion. Dziecięca buzia, śliczny uśmiech, na nogach modne wśród młodzieży czarne glany. Dziewczyna doszła już do siebie, po ponad miesiącu od dramatycznych wydarzeń. Z dziennikarzami nie chce o tym rozmawiać. Tydzień przed zakończeniem roku szkolnego zapamięta z pewnością na długo.

Dziewczyna po lekcjach chodzi na kółko teatralne. W jeden z czerwcowych weekendów pojechała z nim do Świecia na występy. – Nauczycielka zadzwoniła, by przyjechać po córkę, bo źle się czuje. Pomyślałam, że to może jakaś grypa – opowiada matka. – Zaczęło się, gdy dojechaliśmy do domu. Córka bała się otoczenia, ludzi, a mieliśmy wtedy gości. Prosiła, bym była przy niej, przytulała ją. Była przerażona. Pomyślałam, że to pewnie z powodu zbliżającego się okresu i burzy hormonalnej. Kasia jest bardzo delikatna, ale też bardzo emocjonalna. Jeszcze wtedy niczego się nie domyślałam.

Następnego dnia cała rodzina wybrała się na działkę. Wydawało się, że z 14-latką jest już wszystko dobrze. Ale nagle znowu się zaczęło: ogromny lęk przed otoczeniem, przestrzenią, więc wrócili natychmiast do domu. Takich epizodów w kolejnych dniach było jeszcze kilka. – A ja ciągle nie kojarzyłam, skąd te problemy. Dopiero w sobotni wieczór, a to była wigilia Zesłania Ducha Świętego, wpadłam na to, co się dzieje – wspomina matka.

Razem z mężem zaczęli analizować zdjęcie przesłane od Kasi z występów w Świeciu.

Anna Kamińska: – Powiększyłam je sobie i oniemiałam. Boże, one ma przecież zupełnie rozjechane oczy. Zamydlone, szklane, jakby nie była sobą! Zaczęłam kojarzyć fakty, bo wiele innych rzeczy się zdarzyło się równocześnie – wymiotowała, rozwaliła komórkę, bo świat jej pewnie wirował. Dla mnie – osoby wierzącej – to, że się w końcu zorientowaliśmy, było darem od Boga.

KRONIKA POLICYJNA

Zatruli się w pociągu

7 czerwca 2017. Do szpitala trafiają w ciężkim stanie dwaj 16-latkowie ze Świecia. Wracali do domu pociągiem ze szkoły w Bydgoszczy. Podczas podróży palili podejrzaną substancję, którą – jak wykaże dochodzenie – dał im zatrzymany później 17-latek. Bydgoscy policjanci następnego dnia aresztują na Szwederowie mężczyzn, którzy udostępniali chętnym numery telefonów handlarzy dopalaczami i marihuaną. Pośrednicy w wieku od 17 do 23 lat trafiają do policyjnego aresztu.

Brały wszystkie dzieci ze wspólnoty

Następnego dnia rano rozpoczęły się żmudne, długie rozmowy matki z 14-latką, która w końcu, po wielu godzinach, przyznała się do brania narkotyków.

Anna Kamińska: – Miała ogromny strach przed tym, żeby cokolwiek powiedzieć. Wiedziałam, że muszę z nią rozmawiać na spokojnie, choć tak szczerze, najchętniej bym ją sprała. Nie od razu powiedziała wszystko, rozmowy trwały etapami. Twierdzi, że brała tylko cztery razy. Cały czas kryła osoby, które jej sprzedały narkotyki. Była solidarna w złym. Mówiłam: „uczestniczysz w złym, jeśli ty tego nie przerwiesz, ani sobie nie pomożesz, ani nikomu innemu”. W końcu napisała na kartce imię tej osoby.

Jak się okazało, brała nie tylko Kasia, ale także cała grupa dzieci z katolickiej wspólnoty, do której należą 14-latka oraz jej rodzice. Spotykają się regularnie w kilka rodzin, by wspólnie modlić się, czytać Pismo Święte czy uczestniczyć w Mszach św. W grupie jest około 10 dzieci i nastolatków – w wieku Kasi i starszych. Przyjaźnią się i często spotykają, także poza wspólnotą. Jak się okazało, zarabiali grając na gitarach i śpiewając na bydgoskich ulicach. Ludziom, którzy wrzucali im pieniądze, mówili, że potrzebują na lody. Potem za uzbierane kwoty kupowali narkotyki.

Ojciec Kasi, Włodzimierz Kamiński*: – Kasia zaczynała od marihuany, którą za darmo podsunął jej kolega. Zachęcał, mówiąc, że ma towar z dobrego źródła. Potem musiała już płacić – co najmniej 40 zł za jointa. Ostatni raz wzięła marihuanę nasączoną dopalaczami. Przyznała się, że nieświadomie też przekazała to dalej – dała pociągnąć młodszej koleżance, zupełnie nie myśląc, że może jej stać się coś złego.

Kto sprzedał dzieciom narkotyki?

Rodzice Kasi: – Na początek ktoś z rodziny osób, które spotykają się z nami we wspólnocie. Nie możemy powiedzieć, kto to jest. Ten człowiek pobłądził. Ma dorastające córki, dla nich chciał zerwać ze sprzedawaniem narkotyków, ale mu nie pozwolono. Mówi, że z obawy o swoje życie i rodzinę, musi robić to dalej.

KRONIKA POLICYJNA

Tu chodzi o pieniądze

Grzegorza* poznaję przez znajomych. Dwa lata temu trafił do aresztu po tym, jak policja znalazła przy nim narkotyki, potem miał sprawę w sądzie i wyrok. Dziś już nie handluje, zgadza się na rozmowę. Ma 35 lat, troje dzieci. Sprzedawał marihuanę i amfetaminę przez kilkanaście lat. – Zacząłem jako 17-latek i robiłem to wyłącznie dla pieniędzy, bez jakiejś głębszej refleksji – opowiada. – 100 gramów marihuany kupowałem za 2,5 tys. złotych. Jedną działkę, czyli 1 gram, sprzedawałem za 50 złotych. Miałem 100 procent zysku, a na amfie można zarobić jeszcze więcej. W jakim innym interesie jest taka przebitka? – pyta. – Dlatego tyle lat, choć się bałem, nie potrafiłem przestać. Otrzeźwienie przyszło dopiero, gdy zatrzymała mnie policja. Przestraszyłem się, postanowiłem też zadbać o dzieci, które bardzo to przeżyły, a dorastają i coraz więcej rozumieją. Zerwanie z tym nie było żadnym problemem, poza kryzysem finansowym, który przeżywałem jeszcze bardzo długo. Gdy ktoś mówi, że nie może przestać handlować narkotykami, pewnie chodzi mu o pieniądze, bo trudno tak nagle odciąć się od takiego źródła pieniędzy. Receptą jest tylko nasłanie na takiego człowieka policji, inaczej nigdy z tym nie skończy. Na mnie doniósł najprawdopodobniej jakiś inny diler, dla którego byłem konkurencją. W tym interesie tak dużo i łatwo się zarabia, że chętnych nie brakuje.

Nagle była gitarą

Anna Kamińska przypomina sobie kilka niepokojących symptomów u Kasi, do których nie przywiązała odpowiedniej wagi. – Córka wielokrotnie mówiła, że marihuana nie jest szkodliwa – jest dobra, bo jest dopuszczana przez rząd do leczenia chorych. Tłumaczyliśmy jej, że nie ma racji, ale nie słuchała. Kiedyś znaleźliśmy u niej tabakę, a potem zapalniczkę, ale zawsze potrafiła się jakoś wytłumaczyć. Kasia bywała też mocno pobudzona emocjonalnie. – Dzieci, które biorą, jadą na emocjach bardzo mocno – od śmiechu do płaczu, od euforii do smutku. Przy dojrzewaniu, w przypadku wahań hormonów, nie ma aż tak gwałtownych zmian w zachowaniu. Pamiętam, jak jedliśmy kolację, a Kasia nagle stwierdziła, że ma dziwny humor i chce jej się płakać. Ja na to: „no to płacz”, więc się rozpłakała. Za chwilę mówię: „może już teraz skończysz, bo to już wchodzi w histerię, może byś się zaśmiała?”. A Kasia: „No to będę się śmiała”. Albo innym razem w jednym momencie stała się gitarą. Nagle pyta mnie: „wiesz mamo, jak się czują struny od gitary?”. Odpowiadam: „nie wiem”. Ona: „ciężko mają”. Byliśmy wtedy na Eucharystii i musieliśmy wcześniej wyjść. Nie wytrzymywała. Miała nawroty ogromnego lęku: przestrzeń, ludzi, hałas omijaliśmy szerokim łukiem.

KRONIKA POLICYJNA

121 młodych z narkotykami rocznie

Monika Chlebicz, rzeczniczka kujawsko-pomorskiej policji, na moją prośbą przysyła najświeższe statystyki dotyczące młodzieży i narkotyków. Zastrzega, że mówią tylko o tych młodych z województwa, którzy podczas zatrzymania mieli je przy sobie.

Przez cały ubiegły rok policja odnotowała 121 takich osób, w tym roku do końca czerwca – 88.

Statystyk dotyczących dopalaczy, a także zgonów wśród młodych z powodu brania narkotyków czy dopalaczy, policja nie prowadzi.

Narkotyki są w każdej szkole

Rodzice Kasi nie zawiadomili policji. Zabrali córkę do lekarza, potem dali jej „szlaban na wszystko”. – Każdy ruch, każde jej wyjście jest kontrolowane. Pieniądze jej zabraliśmy, dostaje od nas tylko tyle, ile potrzebuje np. na bilet czy loda.

Wcześniej dostawała niewiele – 30 zł kieszonkowego miesięcznie. – Nie pozwalała nam kontrolować swoich pieniędzy, zbuntowała się. Powiedziała, że nie jest już dzieckiem, zbiera na wyjazd do Panamy na Światowe Dni Młodzieży, że chce mieć swoją kasetkę. Zaufaliśmy jej, jak to rodzice. Zawsze wychowywała się w środowisku dorosłych, bo między najstarszym naszym dzieckiem a nią jest aż 15 lat różnicy. Wszyscy traktowali ją jak dorosłą, a ona emocjonalnie jest jeszcze dzieckiem.

Państwo Kamińscy o problemach Kasi rozpowiadają, gdzie się tylko da, by ostrzec innych rodziców. – Oczywiście na początku było nam wstyd. Ja nawet to wypierałam – nie, moja córka by tego nie zrobiła. Przecież ona wielokrotnie mówiła: „mama, ty się nie bój, ja na pewno nie będę brać”. A była już wtedy na etapie brania.

O problemach Kasi natychmiast dowiedzieli się wszyscy ze wspólnoty. Było kilka spotkań całych rodzin i wspólne modlitwy. W ratowanie młodych mocno zaangażował się zakonnik, który prowadzi dzieci.

– Uważałam, że skoro jesteśmy we wspólnocie, to naszym dzieciom na pewno nic się nie stanie. Ale tak nie jest. Mimo że w domu jest miłość, mamy czas dla swoich dzieci, one i tak będą szukać wrażeń – mówi matka Kasi.

Dzieci ze wspólnoty przyznały się rodzicom, że nie tylko ta jedna znajoma osoba dostarczała im narkotyki. – Potem kupowały je także w swoich szkołach. Narkotyki są dostępne wszędzie – można je kupić w każdej szkole w Bydgoszczy, nawet w podstawówkach. Rozprowadzają je już 13-, 14-latkowie – opowiadają rodzice.

Kasia potwierdziła, że ostatni narkotyk – marihuanę nasączoną dopalaczami, którą się zatruła – kupiła w gimnazjum. Nie swoim – w szkole, gdzie uczą się jej koleżanki.

KRONIKA POLICYJNA

Policja nie udziela informacji

Czy mieliście Państwo sygnały, że w bydgoskich szkołach są rozprowadzane narkotyki? – pytam rzecznik kujawsko-pomorskiej policji Monikę Chlebicz.
– Zdarzały się, ale my takich informacji nie udzielamy, bo nie chcemy szkodzić szkołom. Dyrektorzy czasem dzwonią i informują np. o osobach pod wpływem narkotyków. Zależy nam na takich informacjach, a szkoły są zwykle potem napiętnowane, więc nie rozpowszechniamy takich wiadomości – tłumaczy rzeczniczka.
Młodzież twierdzi, że narkotyki można kupić w każdej bydgoskiej szkole, a rozprowadzają je rówieśnicy. Czy Pani to potwierdza? – pytam dalej.
– Tego nie wiem. Proszę pytać dyrektorów szkół.

Testy nie wykrywają dopalaczy

Wspólnota, do której należą Kasia i jej rodzice, wyjechała w sierpniu na dwutygodniowy obóz. Na wyjeździe nie ma kontaktu z ludźmi spoza obozu, nie ma Internetu, nie wolno używać komórek.

– Spędzamy dużo czasu z dziećmi, ciągle rozmawiamy. Te dzieciaki przeraziło to, co się stało z naszą córką. Modlą się za nią. Może zrozumiały? Podobno brały częściej, niż ona – mówi Anna Kamińska. Przestrzega innych rodziców i radzi, by jak najwięcej rozmawiali ze swoimi dziećmi, kontrolowali je i bacznie obserwowali. – Niestety, nawet popularne testy narkotykowe do kupienia w aptekach często okazują się bezużyteczne, bo nie są przystosowane do wykrywania dopalaczy, które dzieci biorą. To są substancje chemiczne, których testy nie wykrywają. Dopalaczy używa się, żeby jeszcze bardziej uzależnić. Dzieci tego psychicznie nie wytrzymują.

KRONIKA POLICYJNA

16-latka uciekła do dilera

2 sierpnia 2017. Policjanci z Białych Błot odnajdują zaginioną 16-latkę. Dziewczynę przez dwa tygodnie szukali rodzice i policja. Znaleźli ją u 19-letniego chłopaka. W jego mieszkaniu w śródmieściu odkryli też 22 woreczki z marihuaną.

*Imiona i nazwiska bohaterów zostały zmienione

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Yt (niezweryfikowany)
Córka mówiła że jest gitarą i płakała bez powodu a matka, która niby pracowała w ośrodku uzależnień, nie rozpoznała że jest pod wpływem?
Blantek420 (niezweryfikowany)
Co za absurd polskiego prawa dekryminalizacja rozwiązała by problemy tego typu i przede wszystkim legalizacja marihuany gdzie społecznie jesteśmy 30 lat do tyłu podczas gdy reszta zachodu idzie po rozum do głowy legalne sprawdzone mniej kuszące i przede wzzystkim żadne chemiczne gówno tylko naturalne z rządowych upraw nałożyć akcyze i bah kraj zarabia 10 razy więcej zamiast wydawać na bezsensowną wojne narkotykową w której zbrodniarz palący jointa dostaje wyrok albo sanki dla mnie jest to zbyt oczywiste pisząc to i dla wielu innych ludzi także. Ah te prlowskie pokolenie...
randomness