REKLAMA




Prowadzi salon prasowy, a słyszy: "Niech pani da dopalacze"

Pani Dorota mierzy się z nieustanną obserwacją i nalotami młodzieży szukającej dopalaczy. Wszystko dlatego, że poprzednio był tu sklep... z dopalaczami.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

olsztyn.wm.pl
Paweł Jaszczanin
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

676

Pani Dorota mierzy się z nieustanną obserwacją i nalotami młodzieży szukającej dopalaczy. Wszystko dlatego, że poprzednio był tu sklep... z dopalaczami.

— Salon prasowy prowadzi pani ze wspólniczką. Wiedziałyście jaki sklep był tutaj wcześniej?

— Wiedziałyśmy, bo jesteśmy z Zatorza, więc ten wybór był w pełni świadomy.

— Trochę pani jednak zaryzykowała...

— Fakt, to ogromne ryzyko. Może nawet większe, niż mi się zdawało, ale pomyślałyśmy sobie, że to dobry pomysł dla młodzieży, pewna alternatywa — zamiast dopalaczy znajdą u nas gazety. W pobliżu naszego salonu są szkoły, same też mamy dzieci, więc ten problem jest nam znany. Trochę chciałyśmy też uspokoić ludzi. Ale oni dalej się boją. Mamy też naloty młodzieży pod wpływem narkotyków. Jak tylko zrobiło się cieplej, są po prostu tłumy.

— Domyślam się, że nie przychodzą po czasopisma.

— Dzieciaki wchodzą i mówią, że chcą „to, co kiedyś się tu kupowało. Da pani dopalacze”. Niestety, takie mniemanie o tym lokalu wciąż się utrzymuje.

— A dorośli? Też kontrolują, co pani sprzedaje?

— Była tylko jedna konkretna sytuacja. Przyszedł do nas prokurator z kontrolą. Po kontroli stwierdził tylko, że „ma nadzieję, że tak zostanie, że jest tu tylko prasa”. Ale ja kontroli się nie boję. Powiedziałam, że może nawet przychodzić codziennie, tylko żeby był porządek (śmiech).

— Wie pani skąd ta kontrola?

— Nie. Prokurator przedstawił mi tylko legitymację. Podejrzewam, że ktoś to po prostu zgłosił. Ludzie się boją i obserwują. Bo tak naprawdę czuję się ciągle obserwowana w tym lokalu. Ludzie patrzą, czy ktoś tu wchodzi i po co, obserwują z balkonów...

— Skoro tak jest, to nie myślała pani o tym, żeby jednak zrezygnować z tego miejsca?

— Jestem twardą osobą i to w ogóle nie wchodzi w grę. Dlatego że coraz więcej osób mi zaufało. Przychodzą po gazety, życzą powodzenia i cieszą się, że nie ma tu już dopalaczy, że ten rozdział jest zamknięty. Od kwietnia będziemy miały totolotka, więc mam nadzieję, że ludzie w końcu uwierzą w to, że nie ma tutaj nic poza prasą. Zwłaszcza, że wraz z totolotkiem pojawi się w lokalu monitoring.

— Od kiedy prowadzi pani salon?

— Otwarcie było 8 lutego, więc stosunkowo niedawno. Może po prostu potrzeba czasu, żeby ludzie się przestawili? Nasz salon w ogóle nie przypomina tego poprzedniego sklepu. Mamy ładną wystawę, stronę, sprzedajemy bilety do Andergrantu.

— Boi się pani trochę tych nalotów młodzieży?

— Gdybym była sama, to byłoby o wiele gorzej. Ale trzeba sobie jakoś dawać radę. Obserwuję drzwi, więc jakby co, to się zabezpieczam i je po prostu zamykam.

— Czy pomysł na biznes pojawił się niezależnie od tego miejsca? Czy dopiero gdy ten lokal się zwolnił, pomyślała pani o salonie prasowym?

— Już dawno miałam zamiar otworzyć coś swojego, ale musiałam nabrać odwagi. Fakt, wahałam się co do lokalu. Oglądałam też kilka innych, również na Zatorzu, bo chciałam żeby wszystko było blisko. Niby są tutaj sklepy, ale kiosku już nie ma.

— Ma pani już jakieś plany na rozwój?

— Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to planujemy otworzyć drugi punkt w jakimś atrakcyjnym miejscu w Olsztynie. Wszystko zależy od przyjęcia naszego pomysłu.

Oceń treść:

Average: 9.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan
  • Tripraport

Praktycznie cały dwupiętrowy dom dla siebie z jednym domownikiem na prochach śpiącym smacznie na antresoli. Spokój, zadowolenie, całkiem pozytywne nastawienie. W planach półgodzinna gra na komputerze, potem w telewizji miał lecieć jakiś thriller (a jestem miłośniczką oglądania filmów na DXM, szczególnie w kinie).

Waga 49 kg.

Może nikogo nie interesują już TR z DXM, bo jak wszyscy wiemy to stara bajka. Wciąż mam jednak jakąś nadzieję, że "początkujących" zaintrygują paradoksy mojego organizmu, a "stali użytkownicy" pokuszą się na skrytykowanie mojej fantazyjnej fazy.

  • Powój hawajski


powtorzylem swoje doswiadczenie z i. tricolor. z silniejsza dawka (wczesniej jakies 300-350 ziaren) teraz 2 x wiecej.

tym razem poswiecilem na to calom noc, poprzednio dzien.


I.....


I przezycia byly niesamowite a wrecz unikalne nigdy wczesniej z czyms takim sie nie spotkalem


Najpierw oczywiscie zadbalem o techniczna strone przygotowan :

  • MDMA
  • Pozytywne przeżycie

Początkowo dom kolegi, potem urodziny kumpla. Melancholijny nastrój, jak zwykle

Nie będę się przedstawiał, nie o to tutaj chodzi. W każdym razie muszę zaznaczyć, że moje życie jest dziwne, mimo dobrej sytuacji materialnej, sporej ilości znajomych, jestem osobą samotną. Nie, nie jest to żadna przechwałka. Mam jednego zaufanego przyjaciela (niech będzie S). Ale do rzeczy.

  • LSD-25
  • Tripraport

Nastawienie bardzo pozytywne, z lekką nutą adrenaliny i niepewności w obliczu nieznanej jeszcze substancji. Oczekiwania inne niż samo doświadczenie - myślałem, że nad LSD da się zapanować. Set - lekkie znużenie monotonią życia i chęć zmiany na lepsze, setting - dwie bliskie i znane mi osoby, znane mieszkanie, kwasowa playlista i doświadczona tripsitterka.

 

Postanowiłem zażyć LSD. Od czasu zetknięcia z muzyką Cream, Jimiego Hendrixa, czy Pink Floyd interesowała mnie ta substancja i chciałem przekonać się, jakie jest jej działanie w praktyce. Udało mi się zdobyć 2 kartoniki, jak się potem okazało były one wyprodukowane przez jedno z najlepszych deep-web'owych laboratoriów. 195 ug / kartonik. Szczęśliwy traf, przy rzekomym zanieczyszczeniu rynku na poziomie 85 %. Z jednej strony trójkąt Sierpińskiego otoczony okręgami, z drugiej kolorowe wzory.

randomness